Finish line 9
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 25 2015 19:06:01


energię włożył w przywołanie na twarz słabego uśmiechu i pokiwał głową. Sasza odetchnął i przyciągnął go do siebie, za wciąż trzymane ramiona. Krystian położył mu dłonie na barkach i wtedy zauważył, że nie ma obrączki. Boże, co z nią zrobił? Wrócił do poprzedniej nocy, omijając ostatnie jej godziny. Schowek. Wrzucił ją tam, kiedy wyjeżdżał. Poczekał, aż kochanek puści go z objęć i zeszli na dół. Aleksowi wciąż burczało w brzuchu. Młodszy kombinował jak wyjść z domu, żeby nie wzbudzić zbytnich podejrzeń. Jeszcze na chwilę został z kierowcą. Zaczął szykować sobie herbatę, kiedy ten chwycił go w pasie i obrócił jego twarz do siebie. Krystianowi żołądek zwinął się w supeł.
- Zjem coś i porządnie cię przeproszę - Niby na zachętę pocałował go, torując sobie językiem drogę. Chłopak nie wytrzymał. Wyrwał mu się, zasłaniając usta wierzchem dłoni. Oddychał ciężko. Jezu, jeśli tak ma wyglądać to jego udawanie, to nie będzie łatwo - Co jest? - Aleks żachnął się zły.
- Przepraszam, źle się czuję - Naprawdę czuł się chory, a jeśli wyglądał jak się czuł, to był wiarygodny. Mężczyzna zmartwił się wyraźnie i położył mu dłoń na czoło.
- Boli cię coś?
- Nie, po prostu po mam kaca.
- Może weź coś?
Krystian pokiwał głową.
- Mam coś w aucie - Znalazł idealną wymówkę. Chwycił kluczyki i poszedł swojego SUVa. Obchodził go jak pies. Zanim otworzył drzwi stał tam kilka dłuższych chwil. Wszedł do środka najszybciej jak się dało i zaczął wyrzucać wszystko ze schowka. Chociaż zostawił drzwi otwarte i tak dotarł do niego ciężki zapach perfum Johana. Skurcz żołądka wrócił ze zdwojoną siłą. W ostatniej chwili zauważył krążek i wcisnął go na palec. Wypadł z auta na ulicę i biegiem rzucił się do kamienicy. Aleks, który zmartwił się, że długo go nie ma, akurat do niego wyszedł. Chłopak potrącił go w przejściu, upuszczając kluczyki i pognał do toalety. Sasza zatrzasnął auto i poszedł za nim. Stał nad umywalką, z przedramionami opartymi o chłodną porcelanę. Oddychał ciężko, powstrzymując torsje - Chyba naprawdę jesteś chory – Aleks zmoczył ręcznik i położył mu na karku.
- Nie - Pokręcił głową - To nic. Za dużo wypiłem.
- No ok, sam wiesz najlepiej – Starszy już miał odpuścić temat, ale zmarszczył brwi w gniewnym zdumieniu – Prowadziłeś samochód po pijaku? – W jego świecie to było niedopuszczalne.
- Nie – Krystian zreflektował się natychmiast – Nie, odwiózł mnie… znajomy – Zamrugał szybko, odwracając wzrok na swoje dłonie – Nie prowadziłem.
Aleks przyglądał mu się jeszcze kilka sekund, jakby chciał ocenić czy mówi prawdę.
- Położysz się?
- Chyba tak. Odeśpię i będzie ok - Uśmiechnął się z wysiłkiem, ale szczerze. Położył się w sypialni gościnnej. Tej, w której dzisiaj spał. Sasza wrócił do przygotowywania sobie kolacji. Zmartwił się tym wszystkim. Nie dość, że pewnie wciąż jest pijany, to jeszcze wrócił z obitą twarzą. Co on robił? Przypomniało mu się, jak panikował, kiedy Krystian leżał w szpitalu, jeszcze wtedy kiedy on był z Bonne. Trząsł się nad nim jak nad jajkiem. Próbował się uspokoić wracając do książki, ale nie mógł usiedzieć. Poszedł z nią do Krystiana i położył się obok. Dopiero obok niego mógł się skupić na czytaniu. Akurat zdążył zamknąć okładkę, kiedy kochanek przeciągnął się, otwierając oczy.
- Już lepiej? - Pogłaskał go po włosach.
- Chyba tak - Miał zachrypnięty głos, wiąż trochę zmęczony. Aleks patrzył na niego chwilę i pochylił się w końcu, całując lekko w usta. Mniej natarczywie niż przedtem.
- Cudownie wyglądasz, taki zaspany - Uśmiechnął się i znowu go pocałował, tym razem kładąc się na niego. Krystian z całych sił próbował się nie spinać, próbował powstrzymać mdłości, które wzbierały z każdym ruchem kochanka. Mężczyzna obcałowywał jego szyję i twarz. Jęk chłopaka wziął za zachętę i jeszcze gorliwiej ruszył do ataku. Zanim wziął się do rozbiegania go, usiadł, żeby zdjąć ciuchy z siebie. Krystian niemal nawet tego nie zauważył i znowu czuł na sobie jego ciężar i erekcję. Cały noc przelatywała młodszemu przed oczami. Miał ochotę krzyknąć, poprosić, żeby tego nie robił, ale głos uwiązł mu w gardle. Aleks z błyskiem w oczach sięgnął między jego nogi i wtedy już nie wytrzymał. Zrzucił go z siebie.
- Krystian! - Sasza krzyknął, rozkładając ręce. Już zupełnie nie rozumiał o co chodzi - Powiesz mi co się dzieje, czy mam się domyślać?
- Przepraszam, nie mam ochoty.
- I nie możesz tego normalnie powiedzieć, tylko tak?
- Od wczoraj mamy gorszy czas, a ty po prostu musisz mieć swoje na wierzchu! Nie możesz dać mi świętego spokoju?
- Proszę bardzo – Uniósł ręce w geście rezygnacji i zszedł z łóżka – Ale nie licz na to, że po raz kolejny, to ja przyjdę do ciebie pierwszy.
Aleks nie rzucał słów na wiatr. Był dla niego na tyle uprzejmy, na ile było to konieczne podczas wspólnego mieszkania.
Od dwóch tygodni żyli nie jak kochankowie, ale jak współlokatorzy. Spali w jednym łóżku, jedli wspólne posiłki, razem oglądali telewizję, myli zęby, pracowali, ale nic poza tym. Krystian wciąż nie powiedział mu co się stało i nie zamierzał. Któregoś dnia, zauważył jak bardzo jest poobijany, ale nawet nie spytał o co i z kim się bił. Wiedział, że partner i tak by mu nie powiedział. Był nieobecny, często zamyślony patrzył w jeden punkt godzinami. Aleks widywał jak trzyma w rękach książkę, ale ani razu nie obraca kartki. Ślad uderzenia zszedł z twarzy już dawno temu, ale nieraz dotykał miejsca, tuż pod blizną Sasza nie był idiotą, doskonale wiedział, że Krystian nie ma mu za złe tamtej kłótni. Coś stało się na tamtej imprezie i myśl o tym zżerała go od środka. Mógł mu wybaczyć wiele. Pewnie nawet wszystko, ale najpierw musiał wiedzieć co.

***


Wchodząc do wielkiej kliniki, Krystian cieszył się, że paparazzi, którzy za nim jechali, nie dowiedzą się do jakiego gabinetu idzie. Równie dobrze mógłby być umówiony do ortopedy. Ochrona zatrzymała ich przed wejściem, więc spokojnie się zarejestrował i podszedł pod odpowiedni pokój. Nie zdążył nawet zdjąć płaszcza, kiedy w drzwiach stanął dość młody mężczyzna.
- Pan Szejna? – Z trudnością wymówił nazwisko i wyciągnął rękę – Hans Yuve, zapraszam.
- Um – Krystian zajął miejsce na jednym ze wskazanych foteli. Żadnych kozetek, dobrze – Chciałem spytać, tylko proszę się nie obrazić, czy obowiązują pana te wszystkie tajemnice lekarskie i w ogóle – Mówił nieskładnie, nerwowo pocierając nadgarstki.
- Obowiązuje mnie kodeks etyczny i gwarantuję pełną dyskrecję. Jestem jednak psychologiem, nie psychiatrą więc tajemnica lekarska sensu stricte mnie nie obowiązuje – Wytłumaczył mężczyzna – Natomiast nie nagrywam pacjentów. Notuję i zapamiętuję. Jest pan tu bezpieczny.
- Mhm – Jeszcze nie za bardzo mu ufał. Chociaż… może fakt, że on nie był lekarzem był zaletą… Nie lubił lekarzy - Widzi pan, szczerze mówiąc, wolałbym, żeby gazety nie wyszarpywały sobie sensacji z mojego życia. Mój lekarz w Polsce był… Nie lubiłem go. Nie chciałbym pana też nie lubić.
- Męczą pana paparazzi?
- Męczą… Nie wiem co jest we mnie takiego interesującego. Aleks jest przynajmniej przystojny, a ja – Wzruszył ramionami i zaobrączkowanym palcem dotknął blizny.
- Aleks to pana mąż? – Upewnił się. Krystian zrobił wielkie oczy.
- Nie, Aleks to nie mój mąż. Nosimy obrączki, bo… - Bo co, bo Aleks tego chciał? Nie był pewien dlaczego wciąż ma ją na dłoni. Podskórnie czuł, jak wyczerpuje cierpliwość partnera. Okręcił obrączkę i zsunął z palca, zamykając w dłoni – Aleks dał mi ją dawno temu.
- Przepraszam, to dość jednoznaczny symbol.
- Teraz już wiem.
- Dobrze – Lekarz chciał zmienić, najwyraźniej drażliwy temat - Powie mi pan z czym do mnie przychodzi? Jak rozumiem, korzystał pan już z podobnej pomocy – Krystian pokiwał głową.
- Jakiś czas temu, w Polsce – Terapeuta patrzył na niego cierpliwie. Czekał, aż sam zacznie mówić dalej – Miałem wypadek, samolot którym leciałem spadł – Odruchowo dotknął poparzonego ramienia – Rozstałem się przez to z Aleksem i wróciłem do Polski. Moja mama jest lekarzem i chciała, żebym z kimś o tym rozmawiał. Z profesjonalistą.
- Dlaczego nie rozmawiałeś z nią?
– Nie zrozumiałaby - Chłopak uśmiechnął się słabo.
- Próbowałeś?
- Chyba nie. Ona próbowała. Moja siostra też, ale ja nie chciałem.
- Dlaczego? – Mężczyzna drążył temat. Krystian czuł, że zaczyna się irytować. Nie przez wypadek tu był, nie chciał rozmawiać o matce do cholery.
- Nie uważałem, żeby to była ich sprawa, nie chciałem ich martwić.
- Najwyraźniej i tak się martwiły, prawda?
- Na szczęście już nie muszą, wszystko się rozwiązało.
- Więc dlaczego tu jesteś?
Krystian podciągnął nogi pod siebie i objął ramionami Wziął głęboki wdech. Żałował, że tu przyszedł, ale z drugiej strony musiał komuś powiedzieć. Ktoś musiał wiedzieć i powiedzieć mu co robić – Nie wiem jak o tym rozmawiać – Wyznał szczerze, czując, że mężczyzna nie ustąpi.
- Jestem tu dla ciebie, wysłucham wszystkiego co masz do powiedzenia i na pewno zostanie to między nami – Upewnił go po raz kolejny.
Chłopak wzruszył ramionami. Zamknął oczy i potarł nasadę nosa. Wydawał się dużo starszy niż był w rzeczywistości. Starszy i zmęczony.
- Jeśli mi nie powiesz, to dzisiaj nie ruszymy z miejsca z sednem problemu, ale jeśli nie jesteś gotowy, to możemy o tym nie mówić.
- Nie. Nie wrócę tu, jeśli nie powiem – Znał siebie, miał co do tego pewność – Kilka lat temu – Zaczął, cedząc słowa – Aleks miał partnera. Starszego od siebie, wpływowego. Bardzo – Rozbawił go eufemizm, którego użył i uniósł kącik ust w kpiącym uśmieszku – Rozstali się, ale Johan nie przywykł do tego, że ktoś mu odmawia. Zupełnie przypadkiem poznałem go pierwszego tygodnia w Oslo – Znowu przymknął oczy. Może gdyby nie tamten wieczór wszystko byłoby inaczej. Tylko może wtedy… Aleks nie wziąłby go w obronę, nie spędziliby tamtego wieczoru razem… Zatrzęsła mu się broda, ale szybko pohamował falę smutku – Aleks ostrzegał mnie przed nim, nie chciał, żebym się z nim widywał, ale wtedy między nami nic nie było. Nie słuchałem go i pewnego wieczoru, kiedy byłem u Johana w domu, wsypał mi coś do drinka – Przyłożył złożone dłonie do ust. Terapeuta milczał, patrząc na niego z uwagą – Aleks przyjechał w ostatniej chwili – Na dłuższą chwilę zatrzymał się na tym mglistym wspomnieniu. Rozglądał się po gabinecie, skubiąc palcami usta – Potem kilka razy spotykaliśmy go w klubie, do którego chodzimy, zaczepiał nas. Kilka tygodni temu pokłóciłem się z Aleksem, wrzeszczeliśmy na siebie, trzaskaliśmy drzwiami. W końcu ubrałem się i pojechałem do tam. Do klubu – Uściślił – Też tam był. Zaczął mnie straszyć, odgrażał się. Kiedy wychodziłem – Głos mu zadrżał – Wchodziłem do samochodu, kiedy uderzył mnie w głowę i… - Nie mógł tego powiedzieć. Nie był w stanie ubrać w słowa tego, co się potem stało. Modlił się, żeby mężczyzna rozumiał co chce powiedzieć.
- Aleks nie zdążył – Matowy głos terapeuty dokończył za niego. Krystian skinął głową, przygryzając usta, aż do bólu.
- Tylko, że… To nie do końca tak. To nie Johan. Tam był ktoś inny i jeszcze… - Urwał. Od samego początku nie wiedział co ma zrobić z Loebem. Nie wiedział, czy naprawdę go wtedy widział. Sebastian zachowuje się dokładnie jak zawsze, nic nie daje po sobie poznać. Co jeśli to była jakaś jego halucynacja?
– Zgłosiłeś to na policję? Byłeś w szpitalu? – Mężczyzna znowu się odezwał.
- Nie – Zaprzeczył stanowczo – Nie zrobię tego – Napiął całe ciało, jakby był gotowy do ucieczki. Zacisnął dłonie na oparciu fotela – Terapeuta uspokoił go gestem ręki.
- Do niczego cię nie namawiam. Tylko pytam.
- Nikomu nie powiedziałem. Pan jest pierwszy.
- Jak czujesz się z tym, co się wydarzyło?
- A jak się można po czymś takim czuć? Źle.
- W jakim aspekcie „źle”? Fizycznie, psychicznie? Z czym ci źle?
- Ogólnie – Wzruszył ramionami.
- A mniej ogólnie?
Krystian wstał z miejsca. Nie mógł usiedzieć w tym fotelu spokojnie. Czuł, jak wszystko zaczyna go drażnić, czuł każdy niewygodnie ułożony mięsień, każde zagniecenie na ubraniu. Najpierw stał chwilę, a potem zaczął chodzić po pokoju.
- Nie powiedziałem Aleksowi. Nie umiem mu powiedzieć, bo on tego tak nie zostawi i zabije tego gnoja.
- Spróbuj spojrzeć na sytuację racjonalnie.
Roześmiał się. Mężczyzna nie znał Aleksa.
- Patrzę. Sasza wyszedłby z domu, pojechał do Johana i go zabił. Nie żartuję i nie przesadzam.
Terapeuta uniósł brwi – Dlaczego myślisz, że tak by zareagował?
- Po prostu wiem. Znam go.
- Ciekawe – Mężczyzna zamyślił się. Przez moment wyglądał, jakby był z siebie zadowolony, jakby złapał trop – Dlaczego pojechałeś do tego klubu?
Krystian przystanął. Zdziwiło go to pytanie.
- Mówiłem już. Pokłóciliśmy się i chciałem odreagować.
- Ale dlaczego tam?
- Nie wiem dlaczego – Podniósł głos – Zawsze tam chodzimy.
- Z tego co mówiłeś, ten Johan też często tam bywa.
- To popularne miejsce – Nie wiedział do czego dąży terapeuta, ale nie podobało mu się to – O co panu chodzi?
- Pokłóciłeś się z Aleksem i pojechałeś prosto do miejsca, w którym, potencjalnie groziło ci spotkanie Johana. Znowu.
- Czy pan sugeruje, że ja zrobiłem to specjalnie? Że liczyłem na to, że go spotkam? – Prawie krzyczał. Niedorzeczność tych insynuacji doprowadziła go na skraj.
- A zrobiłeś to?
- NIE!
- Więc dlaczego nie chcesz tego zgłosić, powiedzieć Aleksowi?
- Czy pan mnie nie słucha? Nie chcę odwiedzać go w więzieniu!
- Krystian, nie denerwuj się – Również wstał z krzesła i nie wychodząc zza biurka, wskazał chłopakowi fotel – Usiądź, nie krzycz. Nic ci nie wmawiam, pytam czy jest taka możliwość. Nic więcej.
- Przed chwilą powiedział pan, że chciałem, żeby Johan mnie porwał, a tamten zgwałcił, mam prawo krzyczeć i być zdenerwowany! – Nawet się nie zorientował, kiedy pierwszy raz po imieniu nazwał to, co go spotkało.
- Masz prawo do każdych emocji, szczególnie tutaj – Jeszcze raz skinął na fotel i usiadł. Cierpliwie poczekał, aż Krystian ochłonie. Chłopak w końcu usiadł naprzeciwko niego.
- Możesz mi powiedzieć, co wydarzyło się po twoim wypadku? Dlaczego rozstałeś się z Aleksem?
Krystian skinął głową. Odsuwając od siebie jedne nieprzyjemne wspomnienia, wrócił do drugich. Umiał już o tym mówić. Opowiadał terapeucie jak zachowywał się Aleks, co sam wtedy czuł.
- Nie mogłem znieść, jak Aleks czuje się winny – Skończył, zaciskając dłoń na obrączce, którą bawił się od jakiegoś czasu.
- Czy gdybyś teraz powiedział mu o Johanie, też czułby się winny?
- Zapewne.
- Boisz się tego, że się rozstaniecie?
Krystian pokiwał głową.
- Możemy skończyć na dzisiaj? – Był wypruty z sił. Nie mógł więcej mówić, nie chciał, żeby on właził mu do głowy i robił w niej mętlik. Miał mu pomóc, nie komplikować. Założył dłonie na karku, pochylając się do przodu.
- Możemy, ale chciałbym do tego wrócić. Jeśli oczywiście chcesz umówić się na kolejne spotkanie.