Rally 12
Dodane przez Aquarius dnia Marca 28 2015 10:27:46


Przez główne drzwi szpitala, na izbę przyjęć wpadł roztrzęsiony Bonne. Po drodze, jak na złość, zepsuł mu się samochód i musiał łapać taksówkę, co w sobotni wieczór było ekstremalnym wyzwaniem. Dopadł do rejestracji, dysząc ze zmęczenia.
- Gdzie leży Krystian Szejna?
- Przepraszam, a kim pan jest?
- Jego chłopakiem. Podobno leży u was.
- Ach tak... Tak, jest u nas. Pierwsze piętro, sala 103.
W chwili kiedy Bonne zniknął za zakrętem, przy pielęgniarce pojawił się lekarz.
- Siostro, czy u Krystiana Szejny ktoś jest?
- Tak, właśnie poszedł do niego chłopak.
- Mhm... Potrzebuję kilku dodatkowych informacji... Leży w 103, prawda?
- Tak, dokładnie panie doktorze.
Bonne wjechał na piętro windą, która właśnie podjechała i w kilkadziesiąt sekund był pod dobrą salą. Bez pukania wszedł do środka, chcąc jak najszybciej zobaczyć Krystiana. Oczywiście oprócz niego natknął się też na Saszę, bo jakże by inaczej. Kierowca siedział na łóżku, głaszcząc go po włosach. Bonne miał ochotę mu tę rękę wyrwać. Może i mieli problemy, ale to nie dawało jemu prawa do zbliżania się do chłopaka w taki sposób!
- W końcu przyjechałeś – Wyszeptał Aleks, zerkając w jego stronę.
- Miałem problemy z samochodem.
- Czemu mnie to nie dziwi? – Mężczyzna prychnął ironicznie, mocniej przyciskając Krystiana do swojego boku.
- Dzięki że się nim zająłeś, ale możesz iść do domu – Bonne stanowczo podszedł do nich i stanął naprzeciwko Saszy.
- Wybacz, ale ja go tu przywiozłem i ja tu zostanę.
- Nie próbuj mi
- Dobry wieczór – Do drzwi zastukał lekarz – Widzę, że pan Krystian śpi, ale mam kilka pytań do pana – Zwrócił się do Aleksa.
- Do mnie?
- Tak. ...To chyba pan jest jego partnerem, prawda? – Zapytał zdziwiony
- Nie. – Sasza skrzywił się cynicznie i wstał z łóżka, ostentacyjnie robiąc miejsce dla Bonne – On jest.
Lekarz pokiwał głową, wpatrując się w kartę choroby. Kiedy spojrzał na nich, przy chłopaku siedział już Bonne.
- W takim razie, kim pan jest?
- Aleksander Ratowicz, jestem przyjacielem Krystiana, przywiozłem go tu.
- Aha, dobrze, niech pan zostanie, może też będzie pan mógł pomóc.
- Wyjdźmy na zewnątrz, boję się, że go obudzimy.– Sasza wskazał na drzwi i sam wyszedł na korytarz.
- Może mi pan powiedzieć – Lekarz zwrócił się do Bonne – Czy pana chłopak skarżył się na jakieś inne objawy poza nudnościami?
- Nie wiem...
- Aha... – Lekarz spojrzał w kartę raz jeszcze – Czy w jego rodzinie ktoś zmarł na nowotwór? - Nie... Nigdy z nim o tym nie rozmawiałem.
- Czy zauważył pan u niego nienaturalne zmęczenie? Brak apetytu?
- Nie – Bonne był coraz bardziej poirytowany, a Sasza stojący tuż obok niego i zerkający w stronę śpiącego Krystiana, tylko potęgował to uczucie – Czy może mi pan powiedzieć, po co te pytania? Wiadomo coś już?
- Robimy badania, jutro rano jest zaplanowany jest tomograf..
- Słucham? – Bonne prawie krzyknął. To już coś poważnego. Przecież nie robi się tego każdemu, kto przychodzi do szpitala.
- W karcie jest zaznaczone, że pacjent tego sobie zażyczył – Z pokoju dobiegły ciche odgłosy budzenia się. Cała trójka spojrzała w tamtą stronę – O, chyba się obudził. Może pan do niego pójdzie? – Lekarz zachęcił Bonne, który szybko wycofał się do sali. Na holu stał tylko doktor i Sasza.
- Panie doktorze – Nieśmiało zaczął kierowca – Nie chciałem mówić tego przy nim – Skinął głowę w stronę Bonne – Bo może Krystian nie chce, żeby on to wiedział, ale ojciec Krystiana zmarł na raka trzustki. On pewnie trochę świruje, ale wystraszył się tego wszystkiego.
- Rozumiem – Lekarz zapisał to w karcie – to może zna pan też odpowiedzi na moje inne pytania?
- Szczerze mówiąc to tak. Krystian od kilku tygodni ma absurdalne wahania nastrojów. Dzisiaj, kiedy zwymiotował po kolacji, przyznał się, że to nie pierwszy raz. Boże, gdyby nie to, że jest facetem, pomyślałbym, że jest w ciąży – Roześmiał się słabo, próbując rozładować atmosferę.
- Mhm – Lekarz uśmiechnął się – Coś jeszcze? Wie pan, spóźniłem się na dyżur piętnaście minut i poprzedni lekarz nie zdążył mi wszystkiego przekazać. Poza tym, lubię wszystko wiedzieć z pierwszej ręki.
- Jasne.. krwawił z nosa, ale szybko mu przeszło. Strasznie się bronił przed tym szpitalem. Jest przerażony, bo jego ojciec miał takie same objawy.
- Rozumiem, że jest wystraszony, ale jego wyniki są naprawdę zadowalające. Oprócz lekkiego spadku elektrolitów, to jest zdrowy.
- Więc czemu ma nudności i w ogóle?
- Ja obstawiałbym stres. Ma jakieś powody do denerwowania się?
- Wie pan... – Sasza zamyślił się i przygryzł usta – Ma dwadzieścia lat, ojciec zmarł mu niedawno, teraz mieszka setki kilometrów od domu i musi sobie radzić zupełnie sam. Zbliża się ostatni rajd sezonu.
- Rozumiem... Faktycznie nie za wesoła sytuacja. A teraz sam się nakręca i denerwuje jeszcze bardziej.
- No właśnie – Sasza usiadł na plastikowym krzesełku – A czy to badanie...
- Tomograf?
- Tak... Czy to jest konieczne?
- Nie, ale jak już mówiłem, Krystian sam sobie tego zażyczył. Postaramy się, żeby przebrnął przez to spokojnie. Jak przyjdą wyniki to przynajmniej w tej kwestii się uspokoi. Reszta to wasza robota - teraz najważniejsze jest to, żeby czuł, że nie jest sam.
- Bo nie jest – Aleks powiódł zmęczonym wzrokiem w stronę Krystiana, który już na nowo zasnął.
- Przepraszam, muszę iść do innych pacjentów – Lekarz odchodząc poklepał go po ramieniu – Proszę się nie bać, wszystko się wyjaśni.
Sasza pod wpływem pielęgniarki, która uratowała go przed oblaniem się kawą, kiedy zasypiał, wrócił na resztę nocy do domu, upewniając się wcześniej, że Krystianowi nic nie grozi. Oczywiście planował przyjechać następnego dnia rano, tak, żeby zdążyć na badanie. Z jego wielkich planów pozostało tyle, co nic. Kiedy dotarł do kamienicy, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Larsa nie było, bo pojechał do rodziców i miał wrócić dopiero w środę, kiedy miał zajęcia. Szlag go trafiał, kiedy myślał o tej niesprawiedliwości. Kręcił się po piętrach, próbując znaleźć sobie zajęcie. Zasnął z książką w ręce dopiero koło czwartej. Wiedział, że musi wstać o ósmej, żeby zdążyć.

- Kurwa! – Sasza zerwał się z kanapy za kwadrans dziewiąta – Kurwa! Kurwa! Kurwa! – Bluzgał, biegając po piętrze w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Prawie spadł ze schodów, kiedy w pośpiechu szedł do kuchni. W biegu wlał w siebie kawę i wrzucił sobie do torby dwa jabłka – Ja pierdole, nie zdążę! Spóźnię się! – Krzyczał sam do siebie, wybiegając przed dom, do samochodu. Pędził przez miasto, wykorzystując wszystkie swoje rajdowe umiejętności. Był pewien, że fotoradary zarejestrowały z milion jego wykroczeń, ale nie widział innego wyjścia. Ostatecznie wpadł do szpitala dwadzieścia po dziewiątej. Pędził przez korytarze w kierunku sali Krystiana, ale po drodze pielęgniarka, która poprzedniego wieczora wyekspediowała go do domu, poinformowała go, że właśnie go zabrano. Aleks nabrał tylko oddechu i ruszył dalej. Ku jego zdziwieniu, udało mu się Krystiana dogonić.
- Myślałem, że nie zdążę! – Krzyknął, dopadając do wózka, na którym wieźli pilota.
- Nie wiedziałem, że przyjdziesz – Chłopak chwycił jego rękę i ścisnął mocno.
- Oczywiście – Prychnął udając oburzenie – Przecież ciebie nie można zostawić na pięć minut – Mrugnął do niego – Gdzie jest Bonne? – Rozejrzał się zdziwiony. Dopiero teraz zauważył, że Norwega nie ma w okolicy.
- Musiał jechać.
- Jak to „jechać”? Zostawił cię?
- Tak. Miał zajęcia. Nie mógł ich odwołać z godziny na godzinę...a...
- Hm? – Sasza swoim zwyczajem pogłaskał go po włosach.
- Dałbym sobie radę, nie musiałeś przyjeżdżać – Wybąkał odwracając głowę.
- Jasne – Zatrzymali się przed drzwiami. Dojechali do gabinetu zabiegowego, gdzie czekał już lekarz. Mężczyzna spojrzał na Krystiana z obawą.
- Chcesz, żebym wszedł z tobą?
- Tak! – Odpowiedział szybko chłopak.
Sanitariusz wepchnął wózek do środka. W gabinecie, jeszcze bardziej niż na zewnątrz, pachniało środkiem dezynfekującym. I Sasza i Krystian poczuli, jak robi im się niedobrze, ale żaden z nich nie przyznał się do tego. Krystian położył się na wysokim łóżku i zanim wjechał do rury, ostatni raz spojrzał w stronę szyby, za którą stał lekarz, radiolog i Sasza. Cieszył się, że nie ma z nimi Bonne.

Bonne prowadził właśnie najgorszy wykład w swojej karierze naukowej. Nie mógł skupić się na niczym innym, jak tylko na Krystianie. Przed oczami cały czas miał jego obraz, leżącego na dużym szpitalnym łóżku, zwiniętego w kłębek. Nie mógł sobie też wybaczyć tego, że sam nie zareagował na to, że jego chłopak źle się czuje. Przecież widział, że wymiotuje po posiłkach. Że też dał się zbyć tym jego „nic mi nie będzie”! ...Och, znowu się zgubił. Spojrzał na kartki z notatkami i próbował wrócić do przerwanej myśli. Studenci wyglądali na zniecierpliwionych i zdegustowanych. Tracili tu czas, zarówno oni jak i on. Pieprzone zajęcia! Jego chłopak przechodził teraz jedne z najgorszych chwil w życiu, a on musiał się produkować. W końcu wykład się skończył, a do następnego miał trzy godziny. Natychmiast wsiadł w zamówioną wcześniej taksówkę i pognał do szpitala. Kiedy tam dotarł u Krystiana był lekarz i z nim rozmawiał.
- Panie Krystianie, szkoda życia na takie zamartwianie się.
- Przecież nie robię tego specjalnie! – Chłopak był poirytowany. Denerwowały go umoralniające rozmowy.
- Wiem, proszę się nie unosić. Po prostu staram się panu wytłumaczyć, że to nie jest rak i mogłem to powiedzieć nawet bez wyników badania.
- Ale czy pan nie może zrozumieć, że...
- Rozumiem – Przerwał mu lekarz – Doskonale rozumiem pana strach i dlatego nie próbowałem wybić tego panu z głowy. Wiem, że uspokoi się pan dopiero, kiedy będzie miał wyniki w rękach – Krystian pokiwał twierdząco głową i uśmiechnął się – Niech pan chociaż spróbuje nie stresować się tak przy tym chłopaku.
- Przy Bonne?
- Nie, przy tym drugim... Aleksandrze? On się strasznie martwi.
- Cześć – Skandynaw nie wytrzymał dłużej podsłuchiwania pod drzwiami i wszedł – Dzień dobry doktorze – Przywitał się z mężczyzną i usiadł na fotelu obok łóżka partnera – Jak się czujesz?
- To ja nie będę wam przeszkadzał – Lekarz popatrzył Krystianowi w oczy, szukając zrozumienia dla swoich poprzednich słów.
- Do zobaczenia panie doktorze - Kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami, Bonne usiadł na materacu chłopaka i nachylił się nad nim, kradnąc pocałunek.
- Przepraszam – Ujął jego twarz w dłonie, zaglądając mu głęboko w oczy.
- Za co? – Krystian uśmiechał się słabo, będąc ciągle trochę zaspanym
- Za wszystko. Za to, że nie wiedziałem, że coś ci jest, za to, że byłeś z tym sam, za to, że zostawiłem cię bez słowa na weekend, za to, że dzisiaj nie mogłem być z tobą – Krystian wpatrywał się w niego, kiedy ten prowadził swój monolog, wplatając dłonie w jego włosy i ciągnąc lekko w swoją stronę.
- Cicho – Pocałował go w czoło – Nic się nie stało. Nic mi nie będzie – Przytulił go do siebie.
- Tylko, że to moja wina.
- Oszalałeś. Jesteś tu, prawda? Przyszedłeś do mnie. – Znowu pocałował go, tym razem w usta – Nie chcę, żebyś czuł się winien.
- Wiesz... – Bonne odsunął się od niego troszkę – To jest moja wina. Jesteśmy razem, ale obaj oszukujemy się, że się kochamy – Skończył cicho. Krystian przymknął oczy, unikając wzroku partnera.
- Bonne... – Zaczął.
- Nie. Cicho – Bonne uniósł go i przytulił do siebie – Przecież wiesz, że to prawda. Jesteś chory, bo jesteś nieszczęśliwy.
- Nie jestem! – Zaprzeczył gwałtownie Krystian.
- Będziesz szczęśliwy. Zrobię wszystko, żeby było ci ze mną dobrze. Tak bardzo mi na tobie zależy – Nerwowo muskał go po policzku, odsuwając mu włosy z twarzy. Mówił coraz szybciej, głaszcząc go drżącymi dłońmi – Wszystko. Zrobię wszystko, żebyś nie był nieszczęśliwy.
W kamienicy Aleksa panowała cisza. Mężczyzna siedział w biblioteczce, po ciemku i myślał. Skulony w dużym, skórzanym fotelu czuł się bezpieczny. Z dala od wspomnień i planów. Było tylko „teraz”. Wszystko zależało od jednej decyzji, od kilku słów. Musiał to przemyśleć. Paradoksalnie najtrudniejsze w tym wszystkim byłoby jednak odstawienie Larsa. Byli do siebie przywiązani. Chłopak z resztą czuł coś więcej niż sympatię. Sasza był tak zatopiony we własnych myślach, że nie usłyszał kroków na parterze. Do pokoju wszedł Norweg, wpuszczając za sobą trochę światła.
- Aleks? – Zapytał z niepokojem w głosie, klękając przy fotelu. – Kochanie, dobrze się czujesz? – Wysunął dłoń, dotykając twarzy kochanka. Sasza ujął drobne palce i pocałował je lekko.
- Tak. Nic mi nie jest.
- To, czemu siedzisz po ciemku? – Wstał i podszedł do ciężkich zasłon, które zaciągnął mężczyzna, chcąc je odsłonić.
- Nie! Zostaw! – Powiedział pośpiesznie Aleks, na nowo niepokojąc swoje chłopię. Wyciągnął do niego rękę, w zapraszającym geście. Chłopak niepewnie zrobił kilka kroków, aż w końcu stanął przy fotelu. Bez oporów dał się wciągnąć na kolana partnera. Mocno przytulił się do niego, chowając głowę między jego szyję, a oparcie mebla.
- Martwiłem się o ciebie. Nie odbierałeś telefonów.
- Dlatego przyjechałeś szybciej?
- Oczywiście. A co, jeśli na przykład byłbyś w szpitalu? – Odsunął drobną, chłopięcą buzię od Saszy i popatrzył mu oczy – Nie chciałbyś, żebym tu był?
- Chciałbym – Mężczyzna pochylił się i pocałował go – Właściwie to... – Zaczął, kiedy już zaprzestali pieszczoty – Nie odbierałem, bo właściwie byłem w szpitalu.
- Co?! – Przerwał mu gwałtownie chłopak.
- Nie bój się, byłem...w odwiedzinach. Można tak powiedzieć..
- U kogo?
- Krystian... On chyba jest chory i kiedy byłem u niego i on zwymiotował to zawiozłem go na pogotowie i siedziałem z nim, ale kiedy pielęgniarka zobaczyła...
- Czekaj – Lars położył mu palec na ustach, zatrzymując bezładny monolog – Odwiozłeś Krystiana do szpitala, tak? – Sasza kiwnął głową. Opuszka, która dotychczas hamowała potok słów, nagle znalazła się w towarzystwie aleksowego języka – Siedziałeś u niego, tak długo, aż nie wywaliła cię pielęgniarka, tak? – Kolejne kiwnięcie. Sprawne usta pochwyciły palec i zaczęły go ssać. Lars nadal wydawał się niewzruszony – Ale nic już mu nie jest?
- Powinno mu przejść. To tylko stres – Wyseplenił Aleks, trzymając opuszek między zębami.
- To dobrze – Chłopak cofnął dłoń i zeszedł mu z kolan. Przeniósł się na kanapę, stojącą vis a vis fotela.
- Czemu sobie poszedłeś? Zrobiłem coś nie tak?
- Nie – Lars uśmiechnął się przymilnie – Po prostu... Nie mam ochoty.
- Ale przytulić się chyba mogę, co? – Aleksander wstał i podszedł do kochanka, kładąc się obok niego, twarzą w twarz. Poczuł jak chłopak, mimo, że daje się objąć, trochę się spina. – Ej, co jest? – Odpuścił, wycofując ręce.
- Nic – Odpowiedział trochę smutno Lars – Zastanawiam się.
- Nad czym, mój mały myślicielu?
- Nie, to głupie – Próbował podnieść się, ale mężczyzna go zatrzymał, oplatając w pasie.
- Powiedz. Nie będę się przecież śmiał – Sasza zbliżył się i potarł ich nosy o siebie. Lars zamilkł na chwilę, próbując ubrać uczucia w słowa.
- Czy gdybym ja trafił do szpitala, to... Też siedziałbyś przy mnie całą noc? – Zapytał w końcu szybko i odwrócił wzrok. Aleks przyglądał mu się kilka sekund, po czym prychnął.
- Co to w ogóle za pytanie, słoneczko? Oczywiście, że bym siedział, ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał ci tego udowadniać.
- Czemu byś siedział? – Zapytał trochę naiwnie Norweg.
- Bo... No... Jesteś dla mnie ważny. To chyba oczywiste, nie? Poza tym, jeśli się z kimś jest, to po prostu w takich sytuacjach chcesz być z tą drugą osobą.
- To, czemu ty byłeś przy Krystianie? Czemu ty, a nie Bonne? – Wiedział, że jego pytanie jest głupie. Właściwie znał na nie odpowiedź, ale chciał to w końcu usłyszeć. – Krystian jest dla ciebie tak ważny jak ja? – Sasza zamknął oczy. Przygnębiony, ale stanowczy ton głosu chłopca zwiastował „poważną rozmowę”, do której Aleks próbował się przygotować.
- To, co innego...Bo...Krystian to mój przyjaciel.
- Przecież ty go kochasz – Lars powiedział najciszej jak tylko umiał.
- Co?
- Daj spokój – Nie mógł dłużej wytrzymać dystansu, który sam utrzymywał i wczepił się w kochanka mocno – Kiedy zaczynaliśmy się spotykać, to sam przyznałeś się, że jesteś w kimś zakochany.
- Ale przecież – Sasza przerwał mu, ale chłopak delikatnie przyłożył wierzch dłoni do jego ust.
- Nie przerywaj mi, bo całą drogę myślałem, co ci powiedzieć, więc teraz... – Zamrugał szybko, odpędzając pierwsze łzy – Na początku chciałem tego, co ty. Pasował mi ten układ, ale... Uwierz mi, nie wiedziałem, że to Krystian – Powoli zaczynał łkać, mówiąc urywanym oddechem. – Wiem, że starałeś się nie pokazywać mi, że jest ten „inny”, ale ja zawsze to czułem. Aleks, ja nie umiem dłużej patrzeć na to, jak ty się męczysz.
- Nie męczę się z tobą! – Sasza przerwał gwałtownie ten nieskładny potok słów. Przytulając do swojego ciała, drżącego chłopca – Posłuchaj mnie – Usiadł, ciągnąc za sobą Larsa. Posadził go sobie na kolanach, przyciskając jego głowę do swojego ramienia, chcąc go trochę uspokoić – Nigdy cię nie okłamałem. Byłem zawsze szczery i nigdy cię nie zdradziłem.
- Ale nie...
- Teraz ty mi nie przerywaj. Bardzo chciałem, żebyś był ze mną szczęśliwy i robiłem wszystko, żebyśmy obaj byli... Dlaczego nie możemy tego ciągnąć?
- No właśnie: „ciągnąć”. Sasza, spójrz na mnie – Odsunął się, patrząc teraz mężczyźnie głęboko w oczy – Kochasz Krystiana, prawda? – W pokoju zrobiło się cicho. Obaj siedzieli wtuleni w siebie, przynosząc swoim skołatanym sercom ukojenie. Aleksander odchylił głowę na oparcie kanapy.
- Tak.
- To, co ty tu robisz? – Usłyszał po chwili, trochę mniej niespokojny głos.
- Co? – Otworzył oczy i spojrzał na niego. Lars nadal obejmował go za szyję i siedział mu na kolanach. Uśmiechał się lekko, a jego policzki świeciły się od łez.
- Kochanie, czemu jesteś tu, ze mną? Ktoś, kogo kochasz jest w szpitalu, a ty siedzisz w domu. Jesteś zmęczony, rozumiem, ale jedź tam! – Sasza wyglądał na coraz bardziej zdziwionego – Kocham cię.
- Lars...
- Cicho głupku. Kocham cię i nie mogę patrzeć jak się męczysz, przejmujesz i jak cierpisz widząc Krystiana z Bonne. Walcz o niego. Rozumiesz?
- Nie rozumiem... Nie mam pojęcia jak możesz tak mówić.
- Myślisz, że mi łatwo? – Łzy znowu popłynęły po jego policzkach – Ja cię kocham, tak jak ty Krystiana, ale ja nie mogę o ciebie walczyć. Próbowałem, ale... Sam wiesz – Pogłaskał go po głowie. Płacz się wzmagał, powodując, że mówienie było coraz trudniejsze – Krystian też cię kocha. Przejrzyjcie w końcu na oczy i zejdźcie się!
- Lars...
- Nie pocieszaj mnie, bo ja to przemyślałem. Krystian cię kocha. Jedź do niego...