Światło i cień 8
Dodane przez Aquarius dnia Lutego 21 2015 18:42:02


W drodze powrotnej napotykali różnych Aniołów, którzy mogli już dzisiaj wieczorem opuścić mury Zakonu. Gdy doszli do bram ujrzeli znaną im czwórkę przyjaciół. Besnik, Seitse, Reima i Petri kierowali się w ich stronę.
- Cześć, jak poszła rozmowa? Byliście na dywaniku u samego Cianithela? - spytał Besnik z wielką ciekawością.
- Tak, rozmawiał z nami Pan Felim, ale nie było tak źle - odparł Senka. - Jakieś tam uwagi tylko, a tak to przyjemnie się rozmawiało, nawet wolny dzień dzisiaj mieliśmy - uśmiechnął się lekko triumfalnie gdy na twarz Besnika wyszedł grymas zazdrości.
- A to ci dopiero! - krzyknął. - Też bym chciał więcej wolnego od nauki.
- Ale z wami wszystko w porządku? - zapytał Seitse z pełną powagą. - Słyszałem, że obydwaj odczuwaliście jakieś bolesności gdy to się wydarzyło. Co się w ogóle stało?
Jego białe oczy z uwagą wpatrywały się w Liora. Seitse sam był światłem i to dobrym w tym co robił, był bardzo ciekawy co się wydarzyło między tymi dwoma, co spowodowało taki a nie inny obrót sprawy.
- Nic takiego - Lior próbował się wymigać nie mogąc oderwać oczu od jego spojrzenia. - Powiedzmy, że Senka chciał wymusić coś czego ja nie chciałem i doszło do konfliktu wewnątrz naszych umysłów, co skutkowało ostrym bólem u mnie i w końcu wyrzuceniem Senki z mojego ciała. Ale już jest wszystko w porządku. Porozmawialiśmy z Najwyższym Magiem i medykiem i wyjaśniliśmy sobie wszystko.
- To wspaniale - wtrącił oschle Petri - a teraz czy możemy już iść coś zjeść i się napić? Mam straszną ochotę na piwo.
Wszyscy spojrzeli na niego z wyrzutem, nawet jego Cień, Reima wyglądał jakby przepraszał za zachowanie swojego Światła. Ale nikt nic nie powiedział, tylko pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.
- Ale bufon z niego - prychnął Senka gdy już byli sami.
- W myślach zwyzywałeś go gorzej - zaśmiał się Lior.
- Jak widzisz, tak na wszelki wypadek nie powinienem mówić wszystkiego co myślę. - I sam uśmiechnął się pod nosem.
Przy bramie jak i na dziedzińcu kręciło się dużo uczniów. W wolny wieczór każdy gdzieś zdążał żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas. Lior spojrzał w ciemne już niebo, na którym pomału wykwitały gwiazdy jak pączki kwiatów. Złapał Senkę za rękę i mówiąc jedynie w myślach „chodź” ruszył przed siebie, a Senka podążył za nim o nic nie pytając.
Światło wprowadził ich do jednego z budynków a potem schodami na dach, gdzie Senka ujrzał na całej jego połaci bujającą się z wiatrem bujną zieloną trawę, miejsce gdzie Lior lubił przesiadywać podziwiając widoki i rozmyślając. Oprócz nich znajdowało się tam zaledwie kilka osób. Podeszli do krawędzi i spojrzeli ponad miastem rozświetlonym tysiącem świateł pochodni i latarni, gdzie gwar ulicy mieszał się teraz z odległym szumem morza. Ich samych oświetlał blask księżyców płynących leniwie po niebie.
- Widać stąd zatokę - zauważył Senka.
- Tak, i gdzieś tam za horyzontem jest Amard. Niemal czuję zapach morskiej bryzy. Brakuje mi przesiadywania na klifach wśród traw.
- Byliśmy na łąkach na południe od miasta, równie dobrze moglibyśmy jutro się wybrać w drugą stronę, nad morze. Może na zachodzie bliżej gór też są takie miejsca gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał.
Lior spojrzał w uśmiechniętą twarz Senki i sam się rozpogodził na te słowa.
Siedzieli na dachu przez długi czas wspominając czasy w Amardzie. Dobrze je znali, pamiętali każdą wspólną chwilę, a to czego nie wiedzieli mogli bez problemu odczytać ze swoich myśli i wspomnień, ale słowa też były dla nich ważne. Wsłuchiwali się w siebie nawzajem jakby pierwszy raz w życiu słyszeli swoje głosy. Wspomnienia i obrazy z umysłów mieszały się i łączyły ze słowami lecącymi w nocne niebo, jak magiczne modły ku pamięci zmarłych, przebytych już chwil. Gdy zrobiło się późno i zimny wiatr otulił ich swoimi ramionami, postanowili wrócić do pokoju, zmęczeni a jednak rozbudzeni.
Umyli się i położyli do łóżek, lecz nie mogli zasnąć.
- Ten człowiek, Hodei Keppa, był kiedyś Cieniem jak ja - szepnął Senka nie mogąc zmrużyć oczu. Ogarnął go jakiś nagły niepokój. - Nie chcę tak jak on, stracić swojego Światła.
Lior spojrzał na niego niespokojnie.
- Cień bez światła jest niczym, tylko ciemną marą przemykającą z kąta w kąt - ciągnął dalej Senka patrząc się w sufit - tak jak w tej legendzie o braciach księżycach. Itzal bez swojego brata pozostałby na wiecznej tułaczce. Argi był jego światłem, prowadzącym go przez mrok. Cień bez Światła jest niczym. Ja bez ciebie byłbym nikim.
Gdy ogarnęła ich cisza, Lior wyskoczył ze swojego łóżka i zbliżył się do Senki.
- Po co rozmyślasz o takich rzeczach? Wiesz, że nigdy nie pozwolę aby coś mi się stało. Aby coś stało się tobie.
Senka spojrzał na niego oczami przepełnionymi smutkiem. Nie wiedział skąd naszła go ta nagła melancholia. Po spotkaniu z Hodei, czuł, że mimo tego wszystkiego co łączy go z Liorem, może go kiedyś stracić. Czy stanie się wtedy taki oziębły jak były Cień? Nie, on by nie mógł żyć bez Liora. Gdyby Lior odszedł, Senka również odebrałby sobie życie.
- Nawet tak nie myśl! - Lior złapał go za ramiona i potrząsnął mocno. W końcu objął i przytulił ukrywając twarz w czarnych długich włosach. - Nie wolno ci o tym teraz myśleć, po co w ogóle zaprzątasz tym sobie głowę? Po co myślisz o śmierci kiedy dopiero co odnaleźliśmy siebie i możemy się sobą nacieszyć? - Z oczu popłynęły mu łzy.
Senka ogarnął się i zdał sprawę ze swojej bezmyślności. Po co to wszystko? Teraz? Niepotrzebnie poznali zastępcę Felima, niepotrzebnie obraz jego chłodnych czarnych oczu wbił mu się do głowy i teraz w ciemności powrócił aby zatruwać umysł.
- Proszę cię, nie płacz. Ty nigdy nie płaczesz. Przepraszam.
Ujął twarz Liora w ciepłe ręce aby scałować łzy spływające po jego policzkach. Potem całował usta, gorzkie od tych łez, a jednocześnie takie słodkie i delikatne. I już nie musiał na głos mówić, że go pragnie, że pożąda. Z każdym pocałunkiem, z każdym dotykiem niepokój gdzieś znikał zastępowany przyjemnością. Delikatne muśnięcie palców na policzku, dłoń gładząca plecy, mokry język na szyi, wszystko takie cudowne, magiczne, jakby nie zmącone wcześniejszymi łzami i trwogą o życie.
Dłoń Liora, taka niecierpliwa, szybko powędrowała do spodni Senki i mocno ścisnęła nabrzmiałego z podniecenia penisa. Senka jęknął odrywając się od jego ust. Gdy Lior zaczął poruszać ręką, Senka również chciał dać mu przyjemność, ale był jak sparaliżowany, nie mogąc oderwać ręki od prześcieradła, ściskając go mocno. Jego upojenie było tak duże, że bardzo szybko doszedł w ekstazie i biały płyn wystrzelił pomiędzy palcami Liora. Oddychał ciężko z otwartymi ustami ledwo widząc ukochanego, który zarzucał pocałunkami jego twarz. Lecz teraz Lior pozostał niezaspokojony, a Senka pragnął jeszcze, jego dotyku, jego pocałunków, jego całego.
- Lior, zawsze to ja wchodziłem do twojego ciała, teraz ty wejdź do mojego - szepnął, sapiąc. - Pragnę cię. Chcę połączyć się z tobą, jak kochanek, nie jak Anioł.
Senka sam się zdziwił, że powiedział to wszystko na głos, teraz speszony swoją zuchwałością. Spuścił wzrok czekając na reakcję Liora. Ten wytarł rękę o ręcznik leżący nieopodal i spojrzał na niego z rumieńcem na twarzy.
- Och Senka - wymruczał tylko zarzucając ręce na ramiona i całując go mocno.
Senka położył się na plecach i jego spoconą pierś oświetlał jedynie księżyc. Zdjęli spodnie i patrzyli na swoją nagość i delektowali się nią. Z różnych opowieści mniej więcej wiedzieli jak mężczyźni uprawiają seks więc postanowili nie zastanawiać się nad tym długo tylko dać się ponieść emocjom.
Lior rozsunął nogi Senki pieszcząc wnętrze jego ud, delektując się widokiem stojącego znów na baczność penisa. Palcami wymacał wejście między pośladkami i zaczął powoli i delikatnie na nie napierać. Oddech Senki przyspieszył czując jak wzbiera w nim nowe pożądanie. Światło zwilżył palce śliną i powoli wsunął jeden z nich do środka i zaczął nim poruszać. Drugą ręką złapał członka Senki aby ten skupił się na przyjemności i rozluźnił ciasne wejście. Po niedługim czasie, do pierwszego palca dołączył drugi a Senka oddychał coraz ciężej i głośniej. Lior sam był bardzo pobudzony czując jak bardzo sztywny jest jego penis. Wiedział, że musi jeszcze poczekać więc narazie jedynie ocierał nim o nogę kochanka. Jego biodra same zaczęły delikatnie się poruszać w rytm pchnięć palców gdzie teraz dołączył trzeci palec. Lior chciał jeszcze poczekać, ale Senka zapewniał go, że wszystko jest w porządku, że pragnie go nawet jeśli miałoby boleć. Lior dał się przekonać, wyjął palce, zwilżył śliną swojego penisa i otwór Senki i delikatnie naparł na nie główką próbując coraz bardziej zagłębić się w ciasne wejście. Twarz Cienia wykrzywiła się w grymasie bólu, ale zacisnął zęby i nic nie mówiąc pozwolił Liorowi na dalszy ruch. Ten wciskał penisa coraz głębiej czując jego ciasnotę jako coś rozkosznego. Poczuł, że teraz wystarczy mu zaledwie kilka ruchów żeby dojść, tak był rozpalony. Jego członek zagłębił się tylko w połowie i Lior spojrzał na Senkę pytająco, a on oddychał głośno czując jednocześnie rozkosz i ból i złapał rękę Liora nakazując mu się poruszyć. Światło złapał jego nogę przesuwając ją wyżej i zaczął poruszać biodrami. Zamknął oczy i jęczał głośno w ekstazie jaka obejmowała jego ciało. Jego kochanek również jęczał czując przepełniającą go rozkosz zastępującą piekący ból. Lior osiągnął orgazm bardzo szybko, po kilku ruchach, a jego drżące ciało opadało z wysiłku. Wysunął się z Senki plamiąc prześcieradło i osunął się ciężko na niego kładąc spocony policzek na jego gorącej klatce piersiowej. Senka objął go ramieniem i gładził czule po plecach. Leżeli tak chwilę, ciężko oddychając, ciesząc się sobą.
- Nigdy cię nie opuszczę. Nawet o tym nie myśl - szepnął Lior nie podnosząc głowy.
Ucałował jego nagą skórę i odszukał ręką jego drugą dłoń spoczywającą na prześcieradle. Ujął ją i wplótł swoje palce między jego i zacisnął mocno. Senka się nie odezwał, nie musiał, jedynie przytulił go mocniej i ucałował jego białe włosy, które pachniały jak letni ciepły wiatr.

* * *


Besnik i Seitse z przyjaciółmi udali się do miasta akurat do tej samej karczmy, w której wcześniej byli Senka z Liorem. Tam cały czas w tym samym miejscu siedział zakapturzony mężczyzna, teraz obserwując tą czwórkę siedzącą i pijącą przy stoliku nieopodal.
- Też chciałbym mieć więcej wolnego - żalił się Besnik pijąc kolejne piwo. - Odpocząłbym od tych wszystkich treningów i ciągłej nauki.
- A co niby byś wtedy robił? Lenił się cały dzień? - parsknął Petri.
- Oczywiście, że tak. - Pokazał w uśmiechu rząd równych białych zębów. - Ale też w końcu odwiedziłbym rodzinę.
- A nie byłeś u niej w przerwie między zmianą rocznika? - zdziwił się Reima.
- Jakoś tak nie wychodziło. - Znowu się uśmiechnął i nerwowo zaczesał palcami włosy zakładając je za ucho. - Czy mi się wydaje, czy jesteśmy obserwowani? - zapytał nagle szeptem zmieniając temat.
Petri uniósł brwi w zdziwieniu i zaczął się delikatnie rozglądać aby dojrzeć o co lub o kogo mogło chodzić Besnikowi.
- Też to zauważyłem. Tamten mężczyzna w kapturze, w kącie przy kominku - odparł spokojnie Seitse nie odwracając się. - Tylko na litość Devaraya, nie gap się w tamtą stronę Petri - dodał z wyrzutem patrząc na kolegę i przewracając oczami.
Gdy dokończyli pić piwo, postanowili zebrać się i wrócić do Zakonu. Wszyscy się zgodzili, że trzeba to zaraportować władzom Malachi, ponieważ mężczyzna wydawał się podejrzany. Gdy wstawali od stolika Besnik odwrócił się w stronę nieznajomego i spojrzał wprost na niego przyglądając się uważnie. Tamten po chwili bycia obserwowanym wyraźnie się zmieszał i choć nie widać było zbyt dobrze spod kaptura jego twarzy, Besnik był pewien, że odwrócił on wzrok. Lecz powinien był ukryć coś więcej, coś co Besnik dojrzał na jego palcu, błyszczące w świetle ogniska.
Gdy wyszli z karczmy, Cień już z trzeźwym umysłem skierował szybko kroki ku Zakonowi.
- Czemu tak ci się spieszy? Przecież jest późno, i tak nas nikt już dzisiaj nie przyjmie - rzekł Petri.
- Na pewno mnie wysłuchają - odpowiedział Besnik nie patrząc na kolegę i przyspieszył kroku.
Seitse spróbował go dogonić i złapał za rękę.
- Pójdę z tobą.
- Wiesz, że nie lubi niezapowiedzianych wizyt, lepiej pójdę sam - spojrzał na niego łagodnie i się uśmiechnął. Musnął dłonią jego policzek i poszedł przodem.
Pozostała trójka zwolniła nigdzie się nie spiesząc, a Seitse pozostał w rozdarciu czując, że nie powinien nigdy zostawiać Besnika samego.

* * *


W jednym z pokoi Głównego Budynku, wieży strzelającej ku niebu, odbywało się spotkanie Najwyższego Maga z dowódcami wojskowymi przybyłymi z pobliskiej cytadeli, w której stacjonowały oddziały Aniołów i innych żołnierzy Anvansi. Nagle do pokoju niepostrzeżenie wślizgnął się umundurowany człowiek, podszedł do zastępcy Najwyższego, Hodei Keppy i przekazał mu coś na ucho. Ten skinął ręką pozwalając mu odejść i po chwili przerwał Cianithelowi spotkanie. Felim, po krótkiej wymianie zdań przeprosił wojskowych, obiecał wrócić za kilka chwil i skierował się do wyjścia. Jego rolę na spotkaniu na ten czas przejął Keppa.
Mag skierował się do swojego biura, a po przekroczeniu progu napotkał uśmiechniętego młodego Cienia.
- Witaj wuju - Besnik skłonił się w powitaniu.
- Witaj Besniku. Proszę, mów szybko, bo mam ważne spotkanie - odpowiedział i pośpiesznie usiadł w fotelu, w którym wcześniej miło spędzał czas z Balyendinem, wskazał również ręką drugi fotel swojemu gościowi.
- Oczywiście - odparł Besnik sadowiąc się wygodnie. - Jak wiesz, nigdy bym do ciebie nie przyszedł z czymś błahym.
- Wiesz, że obiecałem twojemu ojcu przed jego śmiercią, że zaopiekuję się tobą jak własnym synem. Zawsze możesz przyjść do mnie nawet z błahego powodu. - Uśmiechnął się do niego życzliwie ale zaraz ściągnął brwi czekając na to co ma do powiedzenia.
- Dziękuję. - Besnik też spoważniał po chwili. - Byliśmy właśnie w karczmie z kolegami gdy dostrzegliśmy człowieka, który zdawał się nas obserwować. Na stole nietknięte jedzenie, nietknięte piwo, na głowie kaptur zasłaniający połowę twarzy. Siedział w cieniu kominka ledwo oświetlany przez jego płomienie. Gdy w końcu mieliśmy wyjść, stwierdziłem, że muszę się mu przyjrzeć dokładniej. Oczywiście to go zaniepokoiło i zmieszało, odwrócił się i spojrzał w inną stronę nadal ukrywając twarz, jednak mój wzrok przykuło coś innego. Nie miał rękawic, nie ukrył dłoni, na której serdecznym palcu widniał pierścień. Czy domyślasz się wuju jak ozdobiony był ten pierścień? Wszędzie bym rozpoznał barwy znienawidzonego przez nas państwa Terhi, oraz znam herb ich tak zwanych bojowników o wolność.
Zapanowała cisza, w której Felim ani drgnął a jego wzrok zaszedł cieniem. W końcu odezwał się zachrypniętym głosem:
- Sądzę, że będę miał ciekawostkę dla gości mnie oczekujących. Dziękuję Besniku, ktoś cię odprowadzi do wyjścia.
Wstał i pospiesznie udał się do drzwi, następnie przemierzył korytarze i wpadł do sali obrad.
Zmierzył obecnych wzrokiem.
- Panowie - zagrzmiał donośnym głosem i wszyscy spojrzeli na niego z powagą. - Mam niezbyt dobre wieści.

* * *


Besnik wrócił do swojego pokoju, w którym oczekiwał na niego Seitse. Gdy Cień tylko przeszedł przez drzwi do oświetlonego przez jedną lampę pomieszczenia, ten wstał z łóżka i podszedł do niego.
- I jak, przyjął cię?
- Oczywiście. Chyba nawet urozmaiciłem mu przerwane spotkanie.
Besnik zaczął się rozbierać siadając na krześle.
- Ale co zobaczyłeś? Nie zdążyłeś mi powiedzieć.
Cień spojrzał na Seitse, który był ubrany jedynie w krótkie spodenki i koszulkę. Długie białe włosy upiął wysoko a niektóre niesforne kosmyki przylegały do szyi, wilgotne po kąpieli. Wyglądał pięknie w półmroku. Besnik zdjąwszy buty i kurtkę złapał go za rękę i przyciągnął do siebie. Podniósł lekko skraj koszulki żeby ucałować nagą skórę na brzuchu, przytulił się do niego i wciągnął powietrze nosem.
- Pięknie pachniesz.
Seitse również go objął i pogładził po włosach.
- Powiedz mi - wyszeptał prośbę.
Besnik westchnął i odparł ponuro:
- Chyba szykuje nam się następna wojna.
Światło wciągnął powietrze i przestał przesuwać ręką po jego włosach.
- Ktoś z Terhi?
- Tak, rozpoznałem sygnet. Ten drań nawet się z nim nie krył.
- Jak to możliwe, że nikt inny go nie rozpoznał? Od tak po prostu chodził sobie po naszym mieście.
- Ludzie stracili czujność. Ale może zdążą go złapać zanim ucieknie spłoszony tym jak się mu przypatrywałem.
- Nie martw się tym teraz. Dzięki temu dojrzałeś sygnet, przekazałeś informację Felimowi i on już się tym zajmie. Chodź lepiej do łóżka.
- Dobrze, tylko się wykąpię. Szkoda, że ty nie zaczekałeś z tym na mnie. - Nadal wtulał się w jego ciało, gładził po nogach i pośladkach.
- Ale obiecuję ci, że jak tylko wrócisz, to nie będę jeszcze spał.
Besnik odchylił głowę i spojrzał na Seitse z lubieżnym uśmiechem. Światło pochylił się i ucałował go w czoło, a potem skierował się do łóżka, a Besnik do łazienki.

* * *


- Felim, czy możemy być pewni tego co dojrzał Besnik?
Cianithel i Keppa wyszli z zakończonego późno w nocy spotkania i szli korytarzami do części mieszkalnych. Jak tylko Felim przekazał informację od Besnika dowódcom armii, zrobiło się gorąco. Zaraz został posłany mały oddział wojskowych w głąb miasta aby odszukać szpiega, lecz do końca spotkania nie było żadnych wieści o nim. Miały zostać umocnione straże przy bramach Idy i każdy podróżny miał być skontrolowany. Oczywiście umocnione zostaną też oddziały wojsk na granicy z Terhi.
Teraz wykończony Felim rozmyślał jedynie o śnie.
- Tak Hodei. Jego ojciec, a mój brat, zginął w ostatniej wojnie z Terhi. Besnik pała do nich żądzą zemsty, zna się na ich grupach bojówkowych, wojskach, ogółem wie wszystko co dobry żołnierz i Anioł powinien. Możemy być pewni jego osądowi.
Hodei nic nie odpowiedział tylko szedł krok za nim w drodze do pokoi. Rozstali się na korytarzu i udali do swoich sypialni, chociaż i tak nie czekał ich długi sen, gdyż na horyzoncie pojawiały się już pierwsze oznaki brzasku.
Najwyższy Mag nalał sobie kieliszek wina i usiadł w dużym skórzanym fotelu. Spoglądał w kierunku otwartego drzwi balkonowych na rozjaśniający się świat. Z drzew dochodził świergot ptaków kojąc jego nerwy. Niestety, teraz do jego myśli wkradały się skrawki wspomnień z ostatniej wojny. Chociaż minęło już dziesięć lat, to obrazy nie zatarły się jeszcze w jego umyśle. Obiecał wtedy swojemu bratu, że zaopiekuje się jego synem i nie pozwoli mu obrać ścieżki wojennej, lecz młody Besnik nie słuchał nikogo, nawet swojej zrozpaczonej matki, a potem okazało się, że magia wybrała go na Cienia i już nie było odwrotu. Felim mógł jedynie obiecać bratowej, że otoczy go najlepszą opieką i wykształceniem zapewniając mu jednocześnie bezpieczeństwo. Był wtedy już Najwyższym Magiem, władcą państwa, a na jego barkach spoczywała nie tylko odpowiedzialność za młodego buńczucznego chłopca, ale za wszystkich mieszkańców kraju.
Pociągnął łyk wina, wstał gwałtownie i zaciągnął ciemne zasłony. Nie sądził, że przyjdzie mu ponownie przeżywać piekło wojny w tak krótkim czasie. Lecz teraz miał więcej bliskich wokół siebie, o których przyjdzie mu się martwić.
- Bal... - wyszeptał zamykając oczy. - Chciałbym abyś był tu teraz przy mnie.
Zacisnął dłonie na zasłonach bojąc się wypuścić je i dojrzeć swoją słabość.