Rally 3
Dodane przez Aquarius dnia Stycznia 24 2015 09:08:03


- Dobrze! Lewy nawrót dwa dnem – Krystian w lewej ręce trzymał notes z notatkami, a prawą zapierał się o ramę w aucie - Prawy maks przez szczyt! – Sasza niemal automatycznie wykonywał polecenia chłopaka. Szło im świetnie. Właśnie wygrywali ostatni etap rajdu. Krystian był niesamowity. Sasza, gdyby tylko nie był tak skupiony na prowadzeniu, pewnie by go uściskał - Hamuj lewy trzy pół zacisk... lewy pięć pół śmiało, do lewy cztery dnem. Sasza na szczycie późno przyhamuj, prawy cztery dnem plus i ostatnia prosta!
Wyskoczyli z samochodu wrzeszcząc z radości. Aleks dopadł do Krystiana i uściskał go z całej siły.
- Udało się! Jesteśmy świetni! – Trzymał w dłoniach twarz chłopaka i śmiał się jak opętany. Bał się tego rajdu jak samego diabła. Nie wierzył, że uda im się wygrać. Zaraz za nimi na metę dojechały trzy inne samochody, a dopiero minutę później zaczęła dobijać reszta. Komentator głośno i radośnie obwieszczał zwycięstwo Ratowicza i Szejny, łamiąc sobie przy tym język, a Polacy, którzy przyjechali do Niemiec, starym narodowym zwyczajem gromko odśpiewali im sto lat.

Chwilę na ochłonięcie mieli dopiero po dekoracji. Kiedy tłum rozszedł się do domów, a fotoreporterzy obfotografowali ich z każdej możliwej strony. Krystian i Aleks weszli do namiotu swojej drużyny, gdzie po raz kolejny czekały ich gratulacje, tym razem od ekipy, która nie mogła towarzyszyć im na mecie i przy rozdawaniu pucharów. W końcu dano im odetchnąć i po półgodzinnym odpoczynku część ludzi mogła porozjeżdżać się do hoteli. Tomas zajął się zakwaterowaniem i zarezerwował pokoje dla swoich ulubieńców w tym samym miejscu, w którym on sam mieszkał. Wieczorem cała czwórka siedziała na dachu, który spełniał funkcję tarasu widokowego i oblewała sukces. Byli zbyt zmęczeni, żeby wychodzić, ale nie mogli w ogóle nie świętować.
- O której mamy jutro prom? – Andrzej zainteresował się formą powrotu, aby ustalić, o której iść spać.
- O ósmej wieczorem. Musimy dojechać na nabrzeże i poczekać na samochody i sprzęt – Tomas zerknął do organizera w komórce. Nigdy się z nią nie rozstawał, co najmniej jakby spełniała niektóre funkcje jego mózgu.
- Ja nie jadę – Rzucił Krystian. Pozostała trójka wlepiła w niego pytający wzrok.
- Jak to „nie jadę”? Masz zamiar czekać tu na sezon szparagowy? – Aleksandrowi wrócił sarkastyczny humor, po tym jak przypomniał sobie, że to on prowadzi następnego dnia.
- Nie – Odpowiedział spokojnie chłopak. Już nauczył się reagować ma humory kierowcy – Po prostu jadę na kilka dni do domu. Do Poznania.
- A kiedy miałeś nas zamiar poinformować? – Sasza nagle rozzłościł się, jakby Krystian postanowił odejść z zespołu co najmniej podczas Rajdu Monte Carlo.
- Teraz cię informuję, a poza tym co ci do...
Nie zdążył dokończyć, bo ich rozmowę przerwał dzwonek telefonu. Chłopak spojrzał na ekran i uśmiechnął się. Bez słowa przeprosin odebrał, rozpoczynając konwersację po angielsku.
- Cześć. Wiesz, że jestem w Niemczech? Zapłacisz majątek – Roześmiał się w reakcji na odpowiedź, jak domyślili się inni – Naprawdę oglądałeś? Dzięki. Heh, no tak. Nie no, to też jego zasługa – Rzucił przelotne spojrzenie Saszy, który udawał, że na niego nie patrzy – Nie, teraz jadę do Polski na kilka dni a dopiero potem wracam do Oslo. Tak, oczywiście, że możemy się spotkać. OK, świetnie. Na razie. Nie... Nie mogę... Och, no dobrze przekażę mu. Pa.
Rozłączył się i rozejrzał się po towarzyszach. Tomas z Andrzejem zajęli się rozmową, w którą wcześniej próbowali wciągnąć Aleksandra, ale po nieudanych podejściach zrezygnowali. Kierowca, tym razem bez skrępowania, patrzył z irytacją na chłopaka.
- Kto to był?
- A co cię to obchodzi – Krystian podniósł się z leżaka i zaczął się zbierać do pokoju.
- Nie bądź bezczelny! Po prostu zapytałem, kto przerwał nam rozmowę!
Krystian, który pożegnał się już z pozostałymi mężczyznami podaniem ręki, oddalał się w kierunku wejścia do budynku. Obrócił się w ostatniej chwili, żeby spojrzeć na Saszę.
- To był Johan. Kazał ci pogratulować zwycięstwa – Po tych słowach zniknął za metalowymi drzwiami. Aleks rzucił kieliszkiem, który trzymał w ręce o posadzkę.
- Mały gnojek

- Co się stało? – Na zachowanie Aleksandra Tomas zareagował zdziwieniem.
- Ten gówniarz spotyka się z Johanem – Mężczyzna był wściekły. Przecież go ostrzegał, że ma się trzymać od tego faceta z daleka.
- Skąd wiesz? Jesteś pewien? – Tomas mówił spokojnym głosem, mając nadzieję, że nie rozjuszy kierowcy jeszcze bardziej.
- To on przed chwilą dzwonił. A ja widziałem ich w klubie, kiedy rozmawiali.
- Faktycznie, już o tym zapomniałem, że oni wtedy siedzieli razem – Przytaknął Andrzej.
- Powiedziałeś mu, że to nienajlepszy pomysł?
- Oczywiście! Czy on chociaż raz mógłby słuchać? Zawsze będzie stawiał na swoim? – Ton Saszy ze złości przeszedł we frustrację. Doskonale wiedział co mówi. Johan to nie był facet ani dla niego ani dla Krystiana. Chłopak dla swojego dobra powinien z niego jak najszybciej zrezygnować.

Po kolejnym drinku Aleks trochę ochłonął i postanowił jeszcze raz, tym razem bez krzyków, porozmawiać z Krystianem. Wszedł do budynku i zszedł na odpowiednie piętro. Pokój chłopaka był vis a vis jego własnego. Stanął pod drzwiami i zapukał. Kiedy nikt nie odpowiedział, nacisnął klamkę. Okazało się, że było otwarte. Wewnątrz panował półmrok. Jedyne światło, które do niego docierało, pochodziło z łazienki. Usłyszał też szum wody. Chłopak najwyraźniej brał prysznic. Sasza usiadł na jednym z foteli i postanowił poczekać. Kiedy jednak po kwadransie Krystian nadal nie kwapił się do wyjścia, Aleks zaczął rozglądać się po pokoju. Na łóżku leżał laptop z otwartym gadu gadu. Obok, na stoliku nocnym leżał Kindle. Mężczyzna sięgnął po nią. „Zabić drozda”, przejechał palcem po ekranie, przerzucając strony. Z zaskoczeniem przyjął jego literackie wybory. Prędzej spodziewałby się kryminałów, w rodzaju Jo Nesbo. Nagle na podłogę coś upadło. Aleksander podniósł i zdziwił się, kiedy zobaczył, że to zdjęcie, które wypadło zza etui. Przyjrzał się postaciom na fotografii. Mały chłopiec, może siedmioletni, pomagał przy naprawie samochodu. Obok był mężczyzna, cały umazany smarem. Stali objęci, uśmiechali się. Sasza ocknął się z zadumy i wsadził zdjęcie z powrotem i odłożył urządzenie na miejsce. Zorientował się, że nastolatek nadal nie wyszedł z łazienki. Trochę zirytowany, popchnięty odruchem, podszedł do uchylonych drzwi i lekko je odsunął. „Ma większą łazienkę niż ja” – Pomyślał rozglądając się. I wtedy go zobaczył. Krystian stał pod prysznicem, opierając się rękami o ścianę. Głowę opuścił między ramiona, pozwalając, żeby zalewały ją strumienie gorącej wody. Przez zaparowane szyby widział tylko zarys jego postaci, ale to wystarczyło, żeby przekonać się, że chłopak jest cudowny. Rzeczy, które nosił zakrywały wszystko, co było warte uwagi, nie mówiąc już o kombinezonie rajdowym. Aleks przełknął ślinę, próbując oderwać od niego wzrok. Niestety instynkt był silniejszy od rozsądku. Mężczyzna poczuł jak nagle spodnie robią się przyciasne. To go otrzeźwiło. Nie mógł się podniecać patrząc na swojego pilota. Z resztą, słowa „podniecenie” i „Krystian” w ogóle nie powinny znaleźć się w jednym zdaniu! Obrócił się i szybko wyszedł. W sypialni, na komodzie stała woda mineralna, którą wypił w kilku łykach. Chwilę zawahał się, czy nie lepiej byłoby wylać ją sobie na głowę, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu.
- Jest tam ktoś? – Usłyszał rozleniwiony głos chłopaka, próbującego przebić się przez szum wody.
- T...tak. Ja, znaczy Sasza – Zająknął się – Zachowuj się głupku, co ci jest? – Zapytał już sam siebie.
Chłopak zakręcił wodę. Po chwili stał już w pokoju z jednym ręcznikiem na biodrach, a z drugim na karku. Oparł się o framugę, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Przyglądał się Alkowi z zaciętą miną.
- Długo tu siedzisz? – Spojrzał na komputer, który zostawił włączony. Podszedł do niego i zamknął.
- Chwilę. Chciałem z tobą porozmawiać.
- Mhm... a nie powinieneś iść spać? Jutro wcześnie wyjeżdżamy.
- Czyli jednak jedziesz z nami? – Mężczyzna nie wiedzieć czemu ucieszył się, że jednak chłopak nie postawi na swoim.
- Tak, ale tylko do Frankfurtu – Sięgnął po butelkę, którą przed chwilą opróżnił Aleks – Dziwne, głowę bym dał, że była jeszcze połowa – Powiedział sam do siebie, odstawiając ją na szafkę – No więc, o czym chciałeś porozmawiać?
- Mogę usiąść? – Zapytał mężczyzna wskazując na fotel. Chłopak pokiwał twierdząco głową. Sam usiadł, a właściwie oparł się o ramię drugiego fotela. Sasza próbował nie patrzeć na jego półnagie ciało.
- No to może w końcu dowiem się czego ode mnie chcesz, bo w przeciwieństwie do ciebie ja chciałbym iść spać.
- Musimy pogadać o Johanie. Mówiłem ci, żebyś trzymał się od niego z daleka, prawda? – Aleksander z całych sił starał się utrzymać spokojny ton. Nie chciał znowu zdenerwować ani jego ani siebie.
- Słuchaj Sasza, nie wiem co masz do Johana i o co ci chodzi, ale nie chcę o nim rozmawiać.
- Nie, czekaj, zauważ, że nie krzyczę na ciebie, więc chyba możesz mnie posłuchać. Johan to naprawdę nie jest
- Aleks, nie. Doceniam to, że próbujesz mnie ochronić, chociaż nie wiem przed czym i zupełnie mnie to nie obchodzi, ale mam swój rozum. Wiem, że ty tak nie uważasz, ale ja jestem dużym chłopcem i potrafię sam za siebie decydować – Chłopak widział, jak w Saszy narasta złość. Jego mina sugerowała, że jeszcze chwila i wybuchnie. Mężczyzna zacisnął jednak zęby i uspokoił się.
- Ok. Jak chcesz – Podniósł się z fotela i już miał zamiar wychodzić, kiedy coś mu się przypomniało – Kiedy wracasz z Poznania?
- Za trzy dni. Jadę zobaczyć się z mamą, przyjaciółmi i wsiadam w samolot – Krystian zamyślił się na moment, bawiąc się końcówką ręcznika – Tak właściwie, gdzie mieszkałeś w Polsce? W jakim mieście?
- W Szczecinie.
- O! Ja mam tam babcię! – Emocje u Krystiana były sprawą tak chwiejną jak u kobiety w ciąży. W jednej chwili z irytacji przechodził w autentyczny entuzjazm.
- Mhm, super – Za to cały rezon Aleksandra wyparował jak za dotknięciem magicznej różdżki.
- A może pojechałbyś ze mną? Moglibyśmy dojechać pociągiem Szczecina, a dopiero potem do mnie.
- Nie.
- Ale Sasza, nie chcesz odwiedzić kraju?
- Zrzekłem się obywatelstwa, nie czuję potrzeby odwiedzania Polski – Mężczyzna był już zdecydowany do wyjścia. Nie chciał dłużej ciągnąć tego tematu.
- Nie rozumiem czemu się irytujesz. Zapytałem po prostu czy nie miałbyś ochoty...
- NIE, NIE MIAŁBYM! – Sasza nie dał mu dokończyć, przerywając krzykiem. Krystian nie spodziewał się takiego frontalnego ataku i aż zadrżał zaskoczony. Nie miał pojęcia co tak zdenerwowało kierowcę. „Może po prostu jest już zmęczony” – Pomyślał, próbując usprawiedliwić mężczyznę.

Krystian rozstał się z ekipą na dworcu we Frankfurcie nad Menem. Nagle, kiedy został na peronie sam, przestał czuć się jak dorosły. Właściwie, chociaż w życiu by się to tego nie przyznał, bardzo chciał już być w domu, u mamy. Miał wrażenie, że za dużo się w jego życiu zdarzyło przez ten rok. Śmierć ojca, rzucenie studiów, licencja pilota, rozstanie z Karolem i w końcu wyjazd do Norwegii. A wczoraj zdobył razem z Saszą Ratowiczem, liderem klasyfikacji WRC, pierwsze miejsce w Rajdzie Niemiec. Kiedy o tym wszystkim pomyślał, musiał sobie usiąść. Za osiem godzin będzie u siebie. W kieszeni kurtki zabrzęczała komórka. Od samego rana koledzy ze szkoły nie dawali mu spokoju. Cały czas dostawał smsy z pytaniem o której będzie, kiedy się spotkają. Musiał się przyznać przed samym sobą, że nawet nie wiedział, że tak się za nimi stęskni. Nie mówiąc już o przyjaciołach, z którymi rozmawiał przez Internet prawie codziennie. Niestety to nie było to samo. Chociaż w Oslo wszyscy byli szalenie mili i nie mógł czuć się odrzucony, to nie było to samo co spotkania z ludźmi, których znał tyle lat. W końcu przyjechał pociąg. Krystian wszedł do środka i ulokował się wygodnie, w prawie pustym przedziale. Kiedy tylko ruszyli wyciągnął laptopa. Poprzedniego wieczora, gdy Sasza poszedł do siebie, wystraszył się, że mężczyzna zobaczył rozmowę, która wciąż była otwarta na Skype. Jego przyjaciółka wypytywała go o to jak wypadł rajd i jakoś tak weszło na Aleksandra. Krystian, pod gradem pytań, przyznał się, że z łóżka by go nie wyrzucił. I dalej rozmowa toczyła się w tym samym tonie. Teraz chłopakowi pozostało jedynie mieć nadzieję, że on tego nie przeczytał.
Droga do Berlina minęła mu szybko, przesiadł się na pociąg do Poznania i dopiero wtedy czas zaczął mu się dłużyć. Ponieważ nie mieli stacji pośrednich Krystian straszliwie nudził się monotonią drogi. Znowu włączył komputer, chociaż bateria była na wyczerpaniu. Nagle, na ekranie laptopa wyświetliła się informacja o nowej wiadomości. Z reguły nie rozmawiał z obcymi, bo to kończyło się skrajnie głupimi konwersacjami, ale w tej sytuacji, nie miał nic do stracenia. Kliknął i od razu pojawiło się okno rozmowy.

Jesteś już w domu?

Otworzył szerzej oczy. Kto z jego znajomych, którzy wiedzieli, że jedzie do Polski, nie był wpisany na jego listę?

Jeszcze nie.
Kim jesteś?

Rozsiadł się wygodniej na siedzeniu, zapalając kolejnego papierosa.

Co za różnica? Po prostu martwię się czy jesteś cały

Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie.


Już to ostatnio słyszałem.

Krystian roześmiał się na głos. No tak. Czyli Alek jednak grzebał w jego komputerze, a przynajmniej rzucił na niego okiem.


Już wiem, kim jesteś... Ale nie dziw się, że Cię nie poznałem, po prostu przyzwyczaiłeś mnie do tego, że na mnie wrzeszczysz. :p

Właśnie mam nadzieje... że może rozmowa przez Internet cos zmieni. Jak nie będę musiał na Ciebie patrzeć to może nie będę się irytował.

Dziękuję bardzo. Czyli jestem paskudny i wkurzam Cię swoim wyglądem.

Wcale nie uważam, że jesteś paskudny.

Krystian speszył się. Bezwiednie dotknął swoich ust. Czy Aleks miał zamiar się z niego nabijać? Niestety nie było mu dane dowiedzieć się, czy mężczyzna żartuje czy nie. Nagle ekran zrobił się ciemny i komputer poinformował go o tym, że właśnie rozładowała się bateria.

- Czy ty zawsze musisz mi to robić w takich momentach? – Szepnął do urządzenia zamykając je.


Dworzec w Poznaniu przywitał go cudowną pogodą. Sierpniowe słońce raziło w oczy, kiedy wyszło się z wagonu. Krystian stanął na peronie, rozglądając się dookoła. Nagle poczuł jak coś, a może raczej ktoś, atakuje go od tyłu. Dwa lata młodsza siostra rzuciła mu się na plecy z radosnym okrzykiem i impetem małego tygrysa. Kilka sekund później obok niego znalazła się też jego mama.
- Masz dla mnie prezent? – Zapytała Pola, zabierając bratu z ręki torbę z laptopem.
- Pola! Zachowuj się – Mama trzepnęła ją w głowę, przejmując bagaż – Jak podróż? Jesteś głodny?
Krystian roześmiał się, obejmując je ramionami.
- Tęskniłem za wami.

Kiedy dojechali do domu chłopak nawet nie wyciągnął torby z bagażnika. Od razu wbiegł na podwórko, nie zamykając za sobą bramy. Zza rogu wyleciał na niego olbrzymi nowofundland, od razu zwalając z nóg.
- Monte! Monte złaź ze mnie bydlaku – Chłopak tarmosił psa po wielkim łbie i ze śmiechem próbował go z siebie zrzucić. Im bardziej się bronił, tym bardziej pupil angażował się w zabawę.
- Poczekaj aż wypuścimy ze środka Carlo – Jego siostra odciągnęła psa od brata i dała mu czas na pozbieranie się. Krystian poczekał aż mama wjedzie samochodem na teren posesji i zabrał swoje bagaże.
- Mam nadzieję, że nie zrobiłyście z mojego pokoju jakiegoś babskiego bunkra, całego w różach i koronkach.
- No wiesz, myślałam, że nie masz nic przeciwko koronkom – Pola zrobiła teatralnie zarzuciła ręce na biodra i wkroczyła do domu bardzo miękkim krokiem.
- Mamo! Ona się ze mnie nabija! – Chłopak natychmiast ruszył za dziewczyną, żeby zemścić się za tę zniewagę. Ich mama weszła do domu jako ostatnia, zagarniając do środka Monte.
- Nareszcie normalnie – Rzuciła spoglądając w stronę piętra, z którego dochodziły odgłosy walki, śmiech i szczekanie Monte i Carlo.

Po obiedzie, który mama przygotowała specjalnie dla niego, chłopak zamknął się w swoim starym pokoju. Wyjechał tak niedawno, ale miał wrażenie, że nie było go lata. Wszystko wyglądało tak, jakby ostatni rok jeszcze się nie wydarzył. Na szafce obok łóżka stało zdjęcie jego i Karola. Na biurku nadal walały się skoroszyty ze skryptami wykładów i stare notatki z rajdów. Krystian wziął do ręki ramkę z fotografią. Przejechał palcem po szybce, zatrzymując się na chwilę na splecionych dłoniach swoich i chłopaka. Kiedy poczuł narastającą mu w gardle gulę, odstawił je i obrócił wzrok. Na swoje nieszczęście oczy trafiły na inne zdjęcie. Na tablicy korkowej wisiało zdjęcie jego ojca, które Krystian zrobił na dwa tygodnie przed jego śmiercią. Był już wtedy bardzo chory, ale nadal miał w oczach to coś, co sprawiało, że nie chciało się wierzyć, że mężczyzna umiera. Poczuł jak łzy spływają mu po policzkach. Usłyszał ciche pukanie do drzwi. Otarł twarz wierzchem dłoni i wpuścił do środka Polę. Dziewczyna bez słowa usiadła na zielonym dywanie. Oparła się plecami o staromodne łóżko brata i spokojnie czekała, aż się przysiądzie. Chłopak doskonale znał ten rytuał. Nie wiedział jak, ale od dziecka podskórnie wyczuwali, kiedy drugiemu było źle. Przychodzili wtedy do siebie, siadali na ziemi i umacniali się swoją obecnością. Krystian usiadł obok siostry i położył jej głowę na ramieniu. Wyglądała inaczej niż wtedy kiedy wyjeżdżał. Ścięła długie włosy i przefarbowała je na brąz. Była smutniejsza niż zwykle, chociaż starała się tego nie pokazywać. Chwyciła brata za rękę i ścisnęła mocno.
- Jako młodsza siostra nie powinnam tego mówić, ale strasznie za tobą tęskniłam.
- Ja za tobą też.
- Jak ci tam jest? Ale bez ściemy – Położyła głowę na jego kolanach i patrzyła na niego z dołu.
- Dziwnie. Jakbym musiał za szybko dorosnąć – Chłopak automatycznie zaczął głaskać jej włosy, wplatając w nie palce. Często leżeli tak z Karolem...
- Bo musiałeś. Wszyscy z twojej klasy balują na studiach, a ty siedzisz w Norwegii, sam.
- Dzięki, naprawdę, twoje słowa pocieszenia nie mają sobie równych – Zakpił, zerkając na nią z urazą.
- Oh, wiesz, że nie o to mi chodziło. Podziwiam cię. Ja bym nie dała rady. A ty... ty jeszcze na dodatek zrezygnowałeś z tego na co pracowałeś tyle czasu.
- Pola, nie mówmy o tym. Zdecydowałem i koniec. Kiedy Tomas zadzwonił do mnie z propozycją wyjazdu, to przemyślałem to milion razy. To była jedyna dobra decyzja.
Pola usiadła gwałtownie i oparła się o duże stare biurko. W tej kwestii nie zgadzała się z bratem od samego początku. Wcale nie musiał jechać, rezygnować z wymarzonych studiów. Poradziliby sobie jakoś. Mama pracowała, oni mogliby dorabiać, a... a tata zabezpieczył ich przyszłość. Niestety Krystian uparł się, że musi zarabiać, że nie chce być ciężarem i wyjechał, żeby pojawić się dopiero teraz. Oczywiście Pola w życiu nie powiedziałaby mu, że tak myśli. Wolała udawać, że nie czuje nic oprócz tęsknoty. Była dumna, że jeździ w WRC i nie chciała, żeby z jej powodu miał wyrzuty sumienia. Zamrugała kilka razy, żeby odpędzić, zbierające się w kącikach oczu, łzy. Uważała, że jej brat pod płaszczykiem pomocy rodzinie, zachował się egoistycznie. Wyjechał, zostawiając je same. On radził sobie z problemami jak zawsze, wsiadał w samochód i pędził. Co za różnica tu, czy w Oslo. A one musiały pozbierać się same.
- Pojedziesz ze mną? – Zapytał cicho i położył rękę na jej ramieniu.
- Do niego? – Obróciła się w jego stronę, z załzawionymi oczami.
- Tak. Muszę tam pojechać – Kciukiem otarł łzę, która stoczyła się po jej policzku i przytulił do siebie mocno.