Mój chłopak Śmierć 15
Dodane przez Aquarius dnia Pa¼dziernika 04 2014 11:08:33


Punktualnie o szesnastej rozległ się dzwonek do drzwi. Bazyli, który siedział w salonie i rozwiązywał jakaś krzyżówkę, która zmuszała go do skupienia się i nie myślenia o rodzinie, podskoczył przestraszony i spojrzał niepewnie w stronę drzwi. Azmeth odruchowo uczynił to samo, a Kostek podniósł się z kanapy i podszedł do niego, by go objąć i dodać otuchy. Daniel skrzywił się wkurzony i bez słowa poszedł otworzyć, by powiedzieć temu dupkowi z rodziny Bazylego, który właśnie się dobijał do drzwi, co o nim myśli. Otworzył drzwi z rozmachem i już otwierał usta by wypuścić wiązankę, gdy zobaczył jakiegoś starszego mężczyznę.
- Myster Nawerski? I am… nazywam siÄ™ James Kowalski. Bylyszmy umowieni na dżyszaj – mężczyzna wyciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™kÄ™ na powitanie.
- To nie ja – odparÅ‚. – Zapraszam do Å›rodka, Bazyli już czeka.
Zaprowadził gościa do pokoju i przedstawił wszystkim. Widać było, jak odetchnęli z ulgą.
Przez następną godzinę prawnik zapoznawał Bazylego z dokumentacją spadkową, a gdy wychodził, Bazyli był kompletnie skołowany i jedyne, co zdołał zapamiętać, był fakt, że musi jeszcze minąć miesiąc zanim wszystko się uprawomocni i będzie mógł korzystać z pieniędzy.
- Rajciu – westchnÄ…Å‚ Azmeth wyciÄ…gajÄ…c nogi na stojÄ…cÄ… przed kanapÄ… pufÄ™ – bÄ™dziemy mogli sobie pojeździć po Å›wiecie i pooglÄ…dać wszystkie te fajne rzeczy. Zabawimy siÄ™ na caÅ‚ego!
- Nie bÄ™dziemy mogli i nie zabawimy siÄ™ – warknÄ…Å‚ Daniel, a Azmeth spojrzaÅ‚ nie niego zdumiony. – To nie twoje pieniÄ…dze, nie rzÄ…dź siÄ™ nimi.
Były demon już otwierał usta, by się odgryźć, ale Bazyli był szybszy.
- Ale ja nie mam nic przeciwko – powiedziaÅ‚. – Sam chÄ™tnie sobie pozwiedzam.
- No widzisz? – mruknÄ…Å‚ demon i pokazaÅ‚ ukochanemu jÄ™zyk.
- A moglibyÅ›cie tak nie dzielić skóry na niedźwiedziu? – zapytaÅ‚ Kostek.
- Ale tu nie ma żadnego niedźwiedzia – odezwaÅ‚ siÄ™ gÅ‚osem translatora MikoÅ‚aj, na co Bazyli parsknÄ…Å‚ Å›miechem, a Kostek udaÅ‚, że wÅ‚aÅ›nie zÅ‚apaÅ‚ go kaszel.
Cherubinek już miał się obrazić, ale Bazyli szybko mu wyjaśnił znaczenie powiedzenia użytego przez Kostka.
- Ludzki jÄ™zyk jest strasznie skomplikowany – mruknÄ…Å‚ MikoÅ‚aj, chociaż translator przetÅ‚umaczyÅ‚ to jak zwykle beznamiÄ™tnym gÅ‚osem. – To co teraz zrobimy?
- Czekamy – odparÅ‚ Åšmierć i popatrzyÅ‚ sugestywnie na każdego po kolei, pilnujÄ…c, by Bazyli nie zauważyÅ‚ jego znaczÄ…cych spojrzeÅ„.
Następnego dnia, kiedy Bazyli wychodził z uczelni, przystanął przerażony. Kilkanaście metrów od budynku stał jego brat. Cofnął się, modląc się w duchu, by tamten go nie zauważył. W dalszym ciągu nie miał ochoty widzieć nikogo z rodziny. Wszyscy już wyszli, a on czekał, wyglądając przez okno. Niestety Jarek wciąż tam stał, a właściwie chodził tam i z powrotem i co chwila z niecierpliwością patrzył na zegarek. W końcu zrezygnował z czekania i odszedł. Bazyli odetchnął z ulgą. Dopiero teraz zauważył, że tak mocno zaciskał palce na szelkach plecaka, że aż ma problemu z rozprostowaniem ich. Był tak zdenerwowany, że postanowił zrezygnować z reszty zajęć i wrócić do domu.

***
ByÅ‚a trzecia nad ranem, kiedy do Kostka doleciaÅ‚ znajomy zapach. Ostrożnie uwolniÅ‚ siÄ™ z objęć ukochanego. Zanim po cichu wyszedÅ‚ z pokoju, troskliwie przykryÅ‚ go koÅ‚drÄ… i pocaÅ‚owaÅ‚ w czoÅ‚o. PrzebraÅ‚ siÄ™ w sÅ‚użbowy strój i wyszedÅ‚ z domu. Szybko namierzyÅ‚ swojego klienta, jednak nie dotarÅ‚ do niego. Kiedy byÅ‚ zaledwie jednÄ… ulicÄ™ od celu, wpadÅ‚ na jakiegoÅ› mężczyznÄ™. Chociaż „wpadÅ‚” to zbyt mocno powiedziane, jako Å›mierć przenikaÅ‚ przez ludzi. Dopiero gdy Å›ciÄ…gaÅ‚ habit mógÅ‚ zderzać siÄ™ z innymi ludźmi. Normalnie takie przejÅ›cie przez czÅ‚owieka nie zrobiÅ‚oby na nim wrażenia, jakby przechodziÅ‚ przez obÅ‚ok dymu, jednak tym razem poczuÅ‚ siÄ™ dziwnie, jakby przepychaÅ‚ siÄ™ przez watÄ™ najeżonÄ… milionem igieÅ‚. WzdrygnÄ…Å‚ siÄ™.
- Co siÄ™ staÅ‚o? – zainteresowaÅ‚ siÄ™ Adam.
- To nienormalne – mruknÄ…Å‚ Kostek patrzÄ…c za oddalajÄ…cym siÄ™ czÅ‚owiekiem.
- Co takiego?
Kostek opisał dokładnie swoje odczucia. Kiedy skończył Adam popatrzył uważnie na Mikołaja. Tej tylko skinął główką i szybko otworzywszy przejście w zaświaty poleciał zameldować o tym niecodziennym incydencie przełożonym.
Tymczasem Kostek otrząsnął się jakby wychodził z wody.
- CoÅ› mi siÄ™ musiaÅ‚o przewidzieć – mruknÄ…Å‚, po czym ruszyÅ‚ po swojego klienta. A kiedy pojawili siÄ™ nastÄ™pni, zupeÅ‚nie zapomniaÅ‚ o caÅ‚ym zdarzeniu.

***
Mikołaj poleciał do swojego przełożonego.
- Mam ciÄ™ kultury uczyć? – warknÄ…Å‚ kierownik, kiedy cherubinek wpadÅ‚ do jego gabinetu bez pukania.
- Szefie, coÅ› mam! – Na szczęście kierownik należaÅ‚ do tych, którzy rozumieli Å›wiergotanie kurierów, wiÄ™c cherubinek nie musiaÅ‚ tracić czasu na uruchamianie translatora.
- Ja też mam, hemoroidy. I jakoÅ› nie drÄ™ siÄ™ o tym na glos – warknÄ…Å‚.
- Ale to coś dziwnego na ziemi. Może to to coś, o czym mówił archanioł Gabriel.
- Pokaż raport.
- Nie mam, nie było czasu go spisać.
- wiÄ™c siadaj i pisz teraz – warknÄ…Å‚, kÅ‚adÄ…c na biurku kartkÄ™ papieru i dÅ‚ugopis. MikoÅ‚aj spojrzaÅ‚ na niego z dezaprobatÄ… i wyciÄ…gnÄ…Å‚ z torby kurierskiej laptopa. UsiadÅ‚ z nim na biurku, z peÅ‚nÄ… premedytacjÄ… zrzucajÄ…c przy okazji na podÅ‚ogÄ™ sporÄ… stertÄ™ papierów i zaczÄ…Å‚ stukać palcami w klawiaturÄ™. Kiedy skoÅ„czyÅ‚, obok laptopa pojawiÅ‚a siÄ™ drukarka, która wypluÅ‚a zapisane kartki. Kierownik uważnie przeczytaÅ‚, po czym bez sÅ‚owa wyszedÅ‚ z gabinetu. MikoÅ‚aj zrozumiaÅ‚, że to oznacza iż nie jest już wiÄ™cej potrzebny i wróciÅ‚ do Konstantego. Na szczęście ten byÅ‚ tak zajÄ™ty pracÄ…, że nawet nie zauważyÅ‚ jego znikniÄ™cia. Do koÅ„ca „zmiany” nie wydarzyÅ‚o siÄ™ już nic dziwnego i kiedy w koÅ„cu odprowadzili wszystkie dusze do zaÅ›wiatów, na ziemi wÅ‚aÅ›nie wstawaÅ‚o sÅ‚oÅ„ce. Kostek szybko Å›ciÄ…gnÄ…Å‚ habit i wsunÄ…Å‚ siÄ™ pod koÅ‚drÄ™,, tak, że kiedy Bazyli w koÅ„cu siÄ™ obudziÅ‚, wyglÄ…daÅ‚o tak jakby Kostek nigdzie siÄ™ nie ruszaÅ‚.
- Witaj, kochanie – odezwaÅ‚ siÄ™ Åšmierć caÅ‚ujÄ…c ukochanego w usta.
- Mmmm, nawet nie wiesz jak uwielbiam gdy mnie tak budzisz – mruknÄ…Å‚ Bazyli z uÅ›miechem, nie otwierajÄ…c jeszcze oczu.
- DomyÅ›lam siÄ™ – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ Kostek obejmujÄ…c ukochanego i caÅ‚ujÄ…c go bardziej namiÄ™tnie.
- CzyżbyÅ› miaÅ‚ ochotÄ™ na coÅ› wiÄ™cej? – W koÅ„cu otworzyÅ‚ oczy i popatrzyÅ‚ na ukochanego z figlarnym bÅ‚yskiem.
- Z tobÄ… zawsze – mruknÄ…Å‚ caÅ‚ujÄ…c go ponownie i kÅ‚adÄ…c rÄ™kÄ™ na jego biodrze.
Już miał przejść do konkretów, gdy nagle drzwi się otworzyły i do sypialni wpadł Azmeth.
- Ej, nie ma migdalenia siÄ™! – wykrzyknÄ…Å‚ rzucajÄ…c siÄ™ na łóżko. Na szczęście Kostek i Bazyli wciąż byli przykryci koÅ‚drÄ…, wiÄ™c nie musieli wykonywać żadnych gwaÅ‚townych ruchów by ukryć ich budzÄ…ce siÄ™ pożądania. – Jeść mi siÄ™ chce! Zróbcie Å›niadanie.
- Nie zachowuj siÄ™ jak rozpuszczony gówniarz – mruknÄ…Å‚ Kostek.
- Ale mnie siÄ™ naprawdÄ™ chce jeść, a Daniel już uciekÅ‚ do roboty. Nawet mnie nie obudziÅ‚ – burknÄ…Å‚ krzywiÄ…c w niezadowoleniu usta.
- A co tak wczeÅ›nie? – zdziwiÅ‚ siÄ™ Bazyli.
- A nie wiem – byÅ‚y demon wzruszyÅ‚ ramionami – ale wczoraj coÅ› tam jÄ™czaÅ‚, że ostatnio kierownik siÄ™ nad nimi znÄ™ca dokÅ‚adajÄ…c roboty.
- No to wszystko jasne – stwierdziÅ‚ Bazyli. – Po prostu musiaÅ‚ iść wczeÅ›niej do pracy, bo nie chce podpaść. Nie przejmuj siÄ™, porazi sobie – dodaÅ‚ widzÄ…c zasÄ™pionÄ… minÄ™ Azmetha. – A ja zaraz zrobiÄ™ Å›niadanie. Tylko najpierw chciaÅ‚bym siÄ™ ubrać. – PopatrzyÅ‚ znaczÄ…co na Azmetha, który dopiero po chwili zrozumiaÅ‚ aluzjÄ™.
- Aaaa, już uciekam – powiedziaÅ‚ i wybyÅ‚ z pokoju tak szybko, jak szybko siÄ™ w nim pojawiÅ‚.
- Rozpuszczasz go, wiesz? – mruknÄ…Å‚ Kostek pożerajÄ…c ukochanego wzrokiem podczas gdy ten siÄ™ ubieraÅ‚. – Powinien w koÅ„cu sam sobie robić Å›niadanie. Rozpuszczasz go.
- Ciebie też rozpuszczam i jakoÅ› mi tego nie wypominasz – odparÅ‚ ze Å›miechem, caÅ‚ujÄ…c go w usta.
- Ja to co innego. Ja jestem twoim facetem i z definicji powinieneÅ› o mnie dbać i mnie rozpuszczać…
- Coś ci się czasem nie pomyliło? Jeszcze niedawno mówiłeś, że to TY będziesz MNIE rozpuszczać.
- I rozpuszczam ciÄ™, ale ty też mógÅ‚byÅ› mnie rozpuszczać – odparÅ‚ z lekkÄ… pretensjÄ… w gÅ‚osie.
- PomyÅ›lÄ™ o tym później. – PocaÅ‚owaÅ‚ Kostka w usta. – A teraz muszÄ™ zrobić Å›niadanie, bo inaczej Azmeth bÄ™dzie jÄ™czaÅ‚, że chcemy go zagÅ‚odzić.
- Weź go w końcu naucz gotować.
- Próbowałem, ale on ma do tego dwie lewe ręce.
Kostek tylko westchnÄ…Å‚.
Bazyli szybko zrobił śniadanie i wyszedł na zajęcia. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju, że nawet dał się namówić kumplom na wspólne wyjście na piwo, chociaż zawsze odmawiał.

***

Kiedy tylko Bazyli udał się na zajęcia, Kostek ubrał habit i wyszedł z domu. Korzystając z pomocy chochlików namierzył rodzinę ukochanego. Na szczęście wszyscy siedzieli w jednym pokoju w hotelu. Ponieważ nie mogli go zobaczyć, więc było bez różnicy gdzie Kostek stanie, ale ponieważ zakładał, że zajmie mu to trochę czasu, postanowił wygodnie ułożyć się na łóżku. Adam i Mikołaj, z dziwnie zaciętymi minami, siedli po obu jego stronach, założyli rączki na piersiach i popatrzyli złowrogo na rodzinę zgromadzoną przy niewielkim stole.
- Zapowiada siÄ™ interesujÄ…co. Szkoda, że nie wziÄ…Å‚em popcornu – mruknÄ…Å‚ Kostek. – No co? – zapytaÅ‚ widzÄ…c peÅ‚ne oburzenia spojrzenia obu chochlików. – Należy mi siÄ™ jakaÅ› przyjemność za ten stres, który musze znosić nie wiadomo jak dÅ‚ugo, za to, że bÄ™dÄ™ niedosypiaÅ‚ pilnujÄ…c ich, za to, że… - wylizaÅ‚by jeszcze nei wiadomo jak dÅ‚ugo, gdyby nagle ojciec chodzÄ…cy nerwowo tam i z powrotem miedzy oknem a drzwiami nie odezwaÅ‚ siÄ™.
- I co teraz robimy?
- To byÅ‚ twój pomysÅ‚, wiÄ™c ty kombinuj – warknÄ…Å‚ Jarek.
Ojciec przystanÄ…Å‚.
- No pewnie, bo ty nie chcesz tych pieniÄ™dzy – syknÄ…Å‚. Syn nic nie odpowiedziaÅ‚, tylko zacisnÄ…Å‚ usta w wÄ…skÄ… kreskÄ™ i odwróciÅ‚ twarz w stronÄ™ okna.
- Jest jeszcze jedno wyjÅ›cie – odezwaÅ‚a siÄ™ matka.
- Jakie? – obaj mężczyźni popatrzyli na niÄ… wyczekujÄ…co.
- DomyÅ›l siÄ™ – prychnęła w stronÄ™ męża.
Mężczyzna przez chwilę patrzył na nią aż w końcu powiedział:
- Chyba nie mówisz poważnie?
- A czy ja wyglÄ…dam jak bym siÄ™ Å›miaÅ‚a? – warknęła i zapaliÅ‚a papierosa. ZaciÄ…gnęła siÄ™ mocno, po czym strzepnęła popiół do popielniczki. – JeÅ›li nie zechce gadać, to bÄ™dzie jedyne wyjÅ›cie, by zdobyć te cholerne pieniÄ…dze.
- Ale jak? – odezwaÅ‚ siÄ™ Jarek.
- Najlepiej tak, by wyglądało to na wypadek.
W tym momencie Kostek poderwał się do pozycji siedzącej i zacisnął pięści.
- A to skurwysyny – syknÄ…Å‚.
- Co siÄ™ staÅ‚o? – zaniepokoiÅ‚ siÄ™ MikoÅ‚aj.
- Chcą zabić własnego syna. Co za bezduszne potwory z nich.
- Ale oni nie powiedzieli nic takiego – odezwaÅ‚ siÄ™ translator Adama.
- Powiedzieli, ale nie dosłownie.
- Może siÄ™ mylisz… - wybÄ…kaÅ‚ MikoÅ‚aj. – Przecież to ich syn, nie mogli by…
- Mogli by , mogli. Nieraz widziałem ludzi, którzy mordowali swoich bliskich z bardziej błahych powodów. A pieniądze, złoto i klejnoty zawsze były głównym powodem najróżniejszych zbrodni. Ludzie to pazerne zwierzęta.
- Ale nie wszyscy – powiedziaÅ‚ MichaÅ‚. – Przecież Bazyli jest dobry. On by muchy nie skrzywdziÅ‚.
- Bazyli jest kochany – odparÅ‚ Kostek – ale on jest jeden. Takich jak on jest jeszcze pewnie sporo na caÅ‚ym Å›wiecie, ale to i tak niewiele w porównaniu do tych zÅ‚ych.
- To niesprawiedliwe – mruknÄ…Å‚ MikoÅ‚aj.
- Masz rację, ale nic na to nie poradzimy. A teraz bądźcie cicho, bo przegapimy najważniejsze. A musimy wiedzieć co kombinują.
- Do tego siÄ™gniemy w ostatecznoÅ›ci – mruknÄ…Å‚ ojciec. – Na razie musimy z nim pogadać.
- Ale jak – odezwaÅ‚ siÄ™ Jarek – skoro on w ogóle nie chce gadać i najwyraźniej nas unika.
- Może spróbujemy pogadać z tym… - Jarek umilkÅ‚ na chwilÄ™ – jego facetem?
Rodzice spojrzeli na niego z wyraźnym obrzydzeniem na twarzach.
- No i co siÄ™ tak gapicie? – warknÄ…Å‚. – Mnie też siÄ™ to nie podoba i rzygać mi siÄ™ chce na samÄ… myÅ›l, ze bÄ™dÄ™ musiaÅ‚ siÄ™ do niego odezwać, ale jeÅ›li możemy to zaÅ‚atwić bez posuwania siÄ™ do ostatecznoÅ›ci, to chyb a możemy to jakoÅ› przecierpieć, nie uważacie? ZresztÄ… to tylko jedna rozmowa.
- No dobra, ale jakich argumentów użyjesz, by przekonać tamtego? – mruknęła matka zapalajÄ…c kolejnego papierosa.
- Zaproponuje mu się sto tysięcy. Każdy by się na tyle połasił.
- Ty jak coÅ› palniesz… - mruknÄ…Å‚ ojciec i wróciÅ‚ do wydeptywania Å›cieżki miÄ™dzy drzwiami a oknem. – przecież jak Bazyli dostanie te pieniÄ…dze, to ten jego… bÄ™dzie miaÅ‚ ich od cholery. To normalne, że nie poÅ‚asi siÄ™ na marne sto tysiÄ™cy, kiedy ma możliwość dorwania dziesiÄ™ciu milionów.
- WiÄ™c co robimy? – zapytaÅ‚a matka.
- MyÅ›lÄ™ – warknÄ…Å‚ ojciec nie przestajÄ…c chodzić. W koÅ„cu przystanÄ…Å‚. – jedyne wyjÅ›cie, poza ostatecznym – dodaÅ‚ widzÄ…c jak żona otwiera usta – to przekonać go, że siÄ™ zmieniliÅ›my i go akceptujemy.
- I może jeszcze mamy go przyjąć z powrotem do domu?! – warknęła matka.
- Do cholery! – Ojciec wybuchnÄ…Å‚. – Chcesz te pieniacze czy nie?! WiÄ™c zamknij siÄ™ i rób, co mówiÄ™!
- Nie mam zamiaru! – Kobieta poderwaÅ‚a siÄ™ tak gwaÅ‚townie, że aż przewróciÅ‚a krzesÅ‚o na którym siedziaÅ‚a. – Nie mam zamiaru znosić w moim domu cholernego pedaÅ‚a! Może jeszcze mam siÄ™ pÅ‚aszczyć przed tym jego ohydnym fagasem?! Nie licz na to! Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, ale nie wpuszczÄ™ tego pedaÅ‚a do mojego domu! – wykrzyknęła po czym wyszÅ‚a z pokoju trzaskajÄ…c drzwiami.
- MikoÅ‚aj – mruknÄ…Å‚ Kostek kiwajÄ…c gÅ‚owÄ… w kierunku drzwi. Cherubinek zrozumiaÅ‚ bez sÅ‚owa i szybko wyleciaÅ‚ za kobietÄ….
- WiÄ™c jednak… - mruknÄ…Å‚ Jarek.
- Na to wychodzi – odparÅ‚ ojciec.
Kostek zauważył, że żadnemu z mężczyzn glos nie załamał się ani na sekundę. Obaj mówili wypranymi z emocji głosami.

***

Gnom Garden biegł szybko korytarze departamentu pocztowego, zmierzając do przełożonego. W prawej ręce nerwowo ściskał raport Mikołaja. To, co przeczytał, pierwszej chwili wydawało się błahe i normalnie nie zwróciłby na to uwagi, wręcz by objechał pracownika, że zawraca mu dupę idiotyzmami, ale biorąc pod uwagę sytuację na ziemi, o której został poinformowany przez przełożonego, uznał iż jest to na tyle istotna informacja, że może bezkarnie przerwa poobiednią drzemkę dyrektora.
W pierwszej chwili mumia, która była sekretarką jego przełożonego próbowała zagrodzi mu drogę do prywatnego apartamentu dyrektora, jednak wystarczyło, że wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podsunął jej pod twarz płomień. Uciekła z piskiem na drugi koniec korytarza. Garden uśmiechnął się tryumfalnie. Nigdy nie lubił tej wrednej baby i jej strach sprawiał mu niemałą przyjemność. Poprawił kamizelkę, która trochę mu się przekrzywiła podczas biegu, zapukał i nie czekając na zaproszenie, wszedł. Cierpliwie przeczekał dość niewybredną wiązankę, gdy w końcu dobudził szefa, przy okazji zapamiętując te przekleństwa, których jeszcze nie znał, a gdy dyrektor w pewnym momencie umilkł by nabrać tchu przed następną porcją wiązanek, gnom szybko podał mu raport.
- Jeden z kurierów złożył raport, którym warto się zainteresować.
Dyrektor zamknął usta i złapał kartkę. Przez chwilę błądził po niej oczami, a gdy skończył, wybiegł bez słowa z pokoju. Garden odetchnął z ulgą. Bał się, że przełożony przejdzie do rękoczynów, na szczęście obyło się tylko na bluzgach. Wyciągnął z kieszeni notatnik i zapisał te inwektywy, które zdążył zapamiętać i wyszedł z pokoju. Mumia sekretarka patrzyła na niego złowrogo, profilaktycznie trzymając się na bezpieczną odległość. Garden wzruszył ramionami. Teraz, gdy już zrobił, co musiał, ten babsztyl zwisał mu kompletnie. Szybko wrócił do swojego gabinetu dokończy zalegle raporty.
Archanioł Gabriel i Arcydemon Azmel siedzieli przy ogromnym stole analizując raporty, które dostali w ciągu ostatniego dnia, a które zawierały niepokojące informacje, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł zgięty prawie w pół kościotrup ściskając w ręce jakaś kartkę.
- ProszÄ™ o wybaczenie – odezwaÅ‚ siÄ™ uniżenie. – PrzyniosÅ‚em raport jednego z kurierów.
- Nie znasz Å›cieżki, którÄ… powinny przechodzić te raporty? Czy może mam ciÄ™ zdegradować żebyÅ› siÄ™ tego nauczyÅ‚? – warknÄ…Å‚ Gabriel, który od rana próbowaÅ‚ znaleźć wspólny punkt tych wszystkich niepokojÄ…cych raportów.
- ProszÄ™ o wybaczenie – powtórzyÅ‚ koÅ›ciotrup zginajÄ…c siÄ™ w ukÅ‚onie jeszcze bardziej – SÄ…dziÅ‚em, że to dość ważne.
- Na nastÄ™pny raz nie sÄ…dź, tylko postÄ™puj zgodnie z wytycznymi – warknÄ…Å‚ Gabriel – A teraz dawaj i wynoÅ› siÄ™.
Kościotrup podał kartkę grzechocząc z zdenerwowania kośćmi i szybko uciekł z pokoju. Odetchnął w ulgą dopiero, gdy znalazł się w swoim gabinecie.
Tymczasem Gabriel wczytał się w otrzymany raport.
- To jest to, czego mi brakowaÅ‚o! – wykrzyknÄ…Å‚ gdy skoÅ„czyÅ‚ czytać.
- Co takiego? – zainteresowaÅ‚ siÄ™ arcydemon. Gabriel bez sÅ‚owa podaÅ‚ mu kartkÄ™. – Mnie to nic nie mówi – mruknÄ…Å‚ gdy skoÅ„czyÅ‚ czytać.
Gabriel prychnął z wyższością i wrócił do przeglądania raportów. Azmel zgrzytnął z wściekłością zębami i przysunął się bliżej do archanioła, by rzucić okiem na jego notatki.
- Nie sądzisz, że to trochę naciągana teoria?
- To moja teoria, jak ci siÄ™ nie podoba, to wymyÅ›l wÅ‚asnÄ… – warknÄ…Å‚ Gabriel.

***

Mikołaj śledził matkę Bazylego bojąc się, że będzie coś kombinować na własną rękę, a on nie będzie w stanie jej powstrzymać. NA szczęście okazało się iż kobieta poszła tylko do hotelowego baru kupić sobie drinka i została tam aż do zamknięcia, a gdy w końcu wtoczyła się na swoje piętro i z trudem dotarła do właściwego pokoju, a potem do łóżka, Mikołaj wrócił do domu, gdzie zdał relację z obserwacji Konstantemu.

***

- W mordÄ™ diablicy – mruknÄ…Å‚ Daniel, gdy usÅ‚yszaÅ‚ opowieść Kostka. – Tego siÄ™ nie spodziewaÅ‚em. MuszÄ™ przyznać, że sÄ… pomysÅ‚owi.
Był środek nocy i Bazyli spokojnie spał, więc mogli bez przeszkód obgadać całą sytuację. Siedzieli w sypialni Daniela i Azmetha popijając piwo (Daniel i Azmeth), capucino (Kostek) i herbatę malinową (chochliki) oraz pogryzając ciasteczka upieczone w dość sporej ilości przez Bazylego zaraz po tym jak wrócił ze spotkania ze znajomymi z roku.
- Ja też nie – mruknÄ…Å‚ Kostek.
- Jak oni tak mogÄ…? Przecież to ich syn… - wyszeptaÅ‚ Azmeth ze Å‚zami w oczach.
- Nie pÅ‚acz kochanie – Daniel objÄ…Å‚ ukochanego i pocaÅ‚owaÅ‚ go z czuÅ‚oÅ›ciÄ… w czubek gÅ‚owy. Doskonale pamiÄ™taÅ‚ jak Azmeth przeżyÅ‚ wykluczenie z rodziny. – Nie pozwolimy by coÅ› mu siÄ™ staÅ‚o. Poza tym pamiÄ™taj, że teraz my jesteÅ›my jego rodzinÄ….
Azmeth pokiwał potwierdzająco głową.
- WiÄ™c co robimy? – zapytaÅ‚ daniel, wciąż obejmujÄ…c ukochanego.
- Możesz wziąć wolne? – zainteresowaÅ‚ siÄ™ Kostek.
- Sądzę, że tak. Udało nam się podgonić z robotą, więc kierownik nie powinien robić problemów. Poza tym mam jeszcze jakiś zaległy urlop z zeszłego roku.
- W takim razie wybierz wszystko co możesz i nie odstępuj Bazylego na krok. Będzie szedł na zakupy, ty idź z nim, będzie szedł na zajęcia, waruj pod salą. I miej oczy dookoła głowy.
- A ja co mam robić? – zapytaÅ‚ Azmeth. – Też chcÄ™ pomóc.
- Ty pomagaj mu w domu, pomóż mu się odprężyć, zajmuj go czymś żeby tylko nie myślał o tym wszystkim.
- Dobrze – pokiwaÅ‚ twierdzÄ…co gÅ‚owÄ….
- Ja, Mikołaj i Adam będziemy śledzić jego rodzinę.
- A co jak bÄ™dziesz musiaÅ‚ iść do pracy? – zaniepokoiÅ‚ siÄ™ Azmeth.
- Trzeba będzie wcisnąć do spisku Anitę. Nie mogę sobie pozwolić na leserkę, a wątpię żeby góra zgodziła się dać mi urlop. Więc jeśli nie da rady inaczej, Anita mnie zastąpi.
- Czyli wszystko jasne – stwierdziÅ‚ Daniel. – chronimy Bazylego, a w miÄ™dzyczasie zastanawiamy siÄ™, co zrobić, by zrezygnowali caÅ‚kiem.