Jedna łza 11
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 26 2014 11:27:31


Rozdział 11 - „Piekło zamarzło”

- Nie mamy o czym rozmawiać – oparł czoło o drzwi. Niech on sobie pójdzie i da mu spokój.
- Alain, mamy. To nie jest tak jak sobie wyobrażasz i wpuść mnie, inaczej twoi sąsiedzi usłyszą wszystko co chcę powiedzieć. Ja nie mam nic do stracenia. To ty tu mieszkasz.
- Pięć minut, a potem znikasz – przekręcił klucz w zamku i otworzył wrota. - Powiedziałem, że chcę być sam. Nie rozumiesz tego?
Fabrice nagle zaniemówił, widząc go takim. Szlafrok z jednego ramienia, Alaina, zsunął się w dół i odsłaniał nagą skórę. Pasek, który był przewiązany w talii chłopaka ledwie trzymał brzegi ubrania. Alain był po prysznicu, a to znaczy, że mógł być nagi. Zatrzymał na nim wzrok, w którym pojawiła się nuta pożądania.
Alain widząc to poprawił szlafrok i ukrył rumieńce pod linią włosów, jakie opadły mu na twarz. Miał już je dość długie. Powinien odwiedzić fryzjera. Ledwie zamknął drzwi, gdy Fabrice wszedł do środka, drgnął gdy poczuł ciepłą rękę na swojej dłoni, nadal podtrzymującej materiał na piersi.
- Co robisz? – zapytał słabym głosem i skarcił siebie za to. Ale co miał poradzić, kiedy czuł przebiegający wzdłuż całego ciała znajomy prąd. Nie patrzył na niego.
- Nie zasłaniaj.
- Przestań – Chartier stał za blisko. - Odsuń się.
- Dlaczego? - ten chłopak go zniewalał. Te jego rumieńce, były urzekające.
- M... mieliśmy porozmawiać – dlaczego on musiał tak pachnieć? Czyżby chłopak wydzielał jakieś feromony, które tak na niego działały?
- Po co rozmawiać, jak mogę ci pokazać, że nie całowałem cię z litości. Nie robiłem nic, żeby cię ośmieszyć – przesunął dłoń, bardzo wolno, w górę i dotknął nią szyi Alaina.
- Zostaw – całe jego ciało naelektryzowało się pod tym dotykiem.
- Pozwól mi – szepnął i wskazującym palcem uniósł mu twarz. Teraz mógł na nią spojrzeć i zachwycać się jej czerwienią. - Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie chcesz, żebym ponownie zakosztował twych ust.
- Nie baw się...
- Nie bawię. Nigdy tego nie robię. Zwłaszcza z kimś na kim mi zależy.
Wtedy ich spojrzenia się spotkały.
Nie wierzył, że Fabi to powiedział. Zrobiłby wszystko byle się do niego dobrać? A, że ten go chce wyraźnie wyczuwał.
- Nie wierzę ci – cofnął się o krok. - Nie patrz tak. To nie powinno cię zaskakiwać. Nie ufam, nie wierzę. Za dużo ludzi mówiło, że mnie lubi tylko po to, żeby coś zyskać. Nie raz się przejechałem i mam dość, nie chcesz rozmawiać, więc idź sobie! – odwrócił się plecami do niego i czekał, aż usłyszy szczęk zamka w drzwiach. Nic takiego się jednak nie działo.
Fabrice patrzył na jego spięte ramiona. Ten nie musiał nic mówić. Domyślał się, że chłopak mu nie uwierzy, sam by tak zrobił po tylu kopniakach, jakie nawet on sam mu ofiarował. Ale i tak go to zaskoczyło. I trochę zdenerwowała go ta nie ufność, ale pewnie sam gdyby miał nieciekawe relacje z ludźmi, czuł, by to samo. A biorąc pod uwagę dar wielkiej wrażliwości jaką cechował się chłopak, bardziej upewniał się w tym, że go zranił. Wczoraj, wcześniej, bo wypowiadał głupie słowa i zachowywał się głupio.
- Przepraszam – podszedł do niego i położył ręce na ramionach. Te jeszcze bardziej się napięły. - Przepraszam za wszystko. Za to, że nazwałem cię ciapą i ofiarą losu, za to, że cię nie chciałem w moim domu, pokoju. Za wczorajszy wieczór, że cię tak zostawiłem zamiast być przy tobie. Za to, że próbowałem cię zmienić, podczas, gdy to ja zmiany potrzebuję – dotknął torsem jego pleców i ostrożnie objął w pasie jedną ręką, a drugą położył na piersi Alaina.
- Nie potrzebujesz, to ja jestem do niczego – bliskość chłopaka działała podniecająco.
- Nasłuchałeś się ludzkiego gadania. Nie każdy cię odtrąci. Dziś w nocy, kiedy cię nie było, brakowało mi twojej obecności. Nie sądziłem, że tak bardzo odczuję bark ciebie – położył brodę na ramieniu Lavella i poczuł, jak ten zadrżał. - Dużo myślałem i możesz nadal mi nie wierzyć, ale doszedłem do wniosku, że bardzo cię lubię i zależy mi na tobie. To nie są puste słowa, Alain. Nigdy nikomu czegoś takiego nie powiedziałem. Polubiłem czas spędzany z tobą, twój śmiech. Podobasz mi się taki jaki jesteś. I nie zmieniaj się. Na pewno nie dlatego, bo ktoś tego chce. Bądź sobą – odwrócił chłopaka przodem do siebie. Po policzkach płynęły mu łzy. - I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – pocałował go w brodę. - Nie wiedziałem. Nic nie powiedziałeś.
- Jesteś taki, bo...
- Nie, nie dlatego, że miałeś urodziny. Jestem taki i tutaj w tym miejscu, bo chcę i bardzo pragnę zrobić coś jeszcze. Możesz mnie walnąć – ujął twarz jego w obie dłonie, pochylił się i drobnymi pocałunkami oczyścił ścieżkę z łez, a potem przesunął się do jego ust i ucałował oba kąciki. Ledwie musnął tą słodycz, a całe ciało zalała fala uczuć i strachu. Po raz pierwszy w życiu bał się, że zostanie odepchnięty. Delikatnie z obawą musnął dolną wargę Alaina, potem górną, by stwierdzić, że chce więcej. Zatopił dłonie w jego włosach, które już zdążyły wyschnąć. Patrząc mu w oczy, przechylił głowę lekko na bok i tylko dotknął ust swoimi, nie robił nic więcej. Czekał na odzew.
Stali tak, jakby zastygli, w bezruchu. Obu przewijały się przez głowę myśli pełne niepokoju, wątpliwości, że za szybko się wszystko dzieje. Ustępowały one miejsca doznaniom i wołaniu ciała. Dało się słyszeć oddech ulgi, kiedy Alain uchylił wargi i pierwszy pocałował Fabrica. Obie pary ust muskały się wzajemnie, łaskotały, szczypały, a uśmiechy wpełzające na nie utwierdzały chłopaków w tym, że są zadowoleni z tego co się dzieje.
Czy miał mu zaufać? Nie był jeszcze tego pewny, ale wyczuwał szczerość w głosie Fabrica, a na pewno nie potrafił oprzeć się danej mu czułości. I tym pocałunkom, od których robił się uzależniony. Starszy chłopak umiał się całować i robił to tak, że zapierał dech. Położył mu ręce na biodrach. Czuł, jak koniuszek języka trąca wargi i zrozumiał o co Fabi prosi. Rozchylił usta i pozwolił na zbadanie ich wnętrza sprawnemu językowi, aby po chwili zassać się na nim i dołączyć swój. Całowali się mocno, zdecydowanie, patrząc sobie w oczy, które przymknęli po bardzo długiej chwili.
Pogłębiając pocałunek wiedział, że trudno mu będzie nie posunąć się dalej, mając przy sobie coraz bardziej rozgrzewające się ciało. Do tego jego członek żywo interesował się zaistniałą sytuacją. Pamiętał jęki Alaina, kiedy ocierali się o siebie. Pragnął znów je usłyszeć. Sunął dłońmi po jego plecach, czując miękkość materiału. Najchętniej pozbyłby się go od razu. Ach, odczuć dotyk skóry chłopaka było czymś co wysuwało się coraz bardziej na przód. Tylko bał się. On, wielki Fabrice Chartier bał się, że kiedy zechce zdjąć z niego szlafrok, Alain się wycofa i ucieknie, jak dziewica, ze strachu. Chociaż gdy ich biodra spotykały się wiedział, że penis Alaina żywo reaguje na to co się działo. Przerwał pocałunek, co spotkało się z protestem ze strony młodszego chłopaka.
- Alain ja bardzo chciałbym... – powoli sięgnął do paska i złapał jeden koniec.
- Fab... - oddychał coraz szybciej. Lekko przygryzł dolną wargę. Miał ochotę na coś więcej. Nie mógł dłużej tego przed sobą ukrywać. Pragnął go. Złapał za dół jego koszulki i pociągnął do góry. Fabi uniósł ręce i po chwili ubranie wylądowało gdzieś na podłodze. - Chodź do mego pokoju – wyplątał się z jego ramion i poprowadził do swej sypialni.
Fabrice mógł po raz kolejny zauważyć, że Alain przygryza wargę. Czyżby to robił wtedy, kiedy miał na coś ochotę? Konkretnie na seks? Musiał mu się uważniej przyjrzeć. Nauczyć się mapy jego gestów i ciała. Podążył za nim i przymknął drzwi. Szybko podszedł do zarumienionego chłopaka i ponownie wpił się w chętne, różowe usta. Rozwiązał pasek szlafroka i wsunął pod jego poły ręce. O tak, tego chciał. I sprawdził, że Alain jest całkiem nagi. Zbadał rękoma jego biodra, brzuch i przesunął dłonie bardziej w dół ud.
- Jesteś taki gorący – szeptał Fabrice zostawiając pocałunki na ustach, szyi, płatkach uszu, coraz bardziej nakręcając siebie i jego. - Rozbierz mnie.
Alain wzdychając za każdym dotykiem, sięgnął do jego rozporka i po chwili odpiął guzik, a za nim zamek. Spodnie były na tyle szerokie, że same obsunęły się w dół.
- To teraz pozbędziemy się tego – Fabrice zsunął z ramion Alaina szlafrok, usilnie powstrzymując się przed spojrzeniem w dół. Namiętnie pocałował chłopaka i pozbył się swojej bielizny. Teraz obaj byli nadzy i żaden nie musiał się krępować. Chociaż wstyd był. Zostawał on jednak zażegnany przez pożądanie. - Otwórz oczy – poprosił, kiedy po tym jak brakło mu tchu zakończył spotkanie ich ust.
Piwne źrenice zostały odsłonięte, a ich blask poraziłby każdego. Było w nich zawarte wszystko, co tylko Fabi musiał wiedzieć. Poprowadził go na łóżko za nimi, wciąż będąc blisko niego. Złapał zębami wargę Alaina, a po chwili polizał. Razem opadli na pościel, której nie zasłał Alain po nocy. Leżąc na boku zaczęli się całować i badać wzajemnie swe ciała, a och twarde członki dotykały się wzajemnie. Fabrice sięgnął pomiędzy ich ciała i chwycił oba penisy w dłoń, co wywołało jęk zachwytu Alaina.
- Podoba ci się. Chciałbym się z tobą kochać – wyszeptał wprost do ucha Fabrice. Puścił ich penisy i przebiegł dłonią przed biodro, aż na pośladki chłopaka. Ścisnął jeden i gdy miał wybadać miejsce pomiędzy nimi jego dłoń została zatrzymana.
- Fabrice ja nie jestem gotów. Możemy zrobić tak jak ostatnio? Przepraszam, ale nie.
To pokazało mu, jak silne są obawy Alaina. Nadal mu nie ufał. Ale tak bardzo chciał nie kończyć tak jak ostatnio. Potrzebował więcej. Znacznie więcej. Pragnął zespolenia ciał i dusz. Zbliżenia się tak, jak tylko dwoje ludzi może. Cofnął rękę i zaczął obsypywać pocałunkami szyję Alaina kładąc go na plecach. Zawisł nad nim i poważnie spojrzał w oczy.
- Chcę czegoś więcej. Znacznie więcej, śliczny - nie czekając na odpowiedź ustami i językiem znacząc teren podążył ku obojczykowi, klatce piersiowej, sutkom. Zatrzymał się w swej wędrówce na nich najdłużej. Oddech Alaina przyśpieszył i Fabi nie wyczuwał od niego sprzeciwu. Chwycił w zęby jeden z nich i skubnął go, a ten jeszcze bardziej stwardniał. Drugim zajęły się niecierpliwe palce, pragnące dotknąć każdego kawałka skóry dziewiętnastolatka. Do całej zabawy dołączył niezwykle zwinny język, zbyt ciekawski, aby pozostać w jednym miejscu. Sunął w dół ku brzuchowi, żeby zatopić się w pępku.
Alain tylko cicho jęczał, bo każdy taki dotyk, liźnięcie pozostawiało za sobą rozżarzoną ścieżkę. Było mu tak dobrze. To mogli robić, całować się, pieścić. Miał tylko nadzieję, że Fabrice nie jest na niego zły. Naprawdę zanim się komuś odda, chciałby wiedzieć na czym stoi. Ufać i być kochanym. Może wychodził na zwykłą ciotę, ale czy to coś złego mieć takie marzenia? Chociaż na razie to jedna rzecz stała na baczność, i nie brała pod uwagę jego myśli, a Fabrice właśnie wziął ją w swą dłoń. Spojrzał tam podpierając się na łokciach i wstrzymał oddech. Iskrzący pożądaniem błękitny wzrok spotkał się z jego i obiecywał tak wiele.
- Fabi...
- Szzzz – wysunął czubek języka i trącił główkę penisa, zlizując przeźroczysty płyn.
Alain nie powstrzymał krzyku. To był dla niego pierwszy raz, co oznaczało doznanie wręcz nieziemskie. Opadł głową na poduszkę. Zacisnął palce na jego włosach i leżał z nogami zsuniętymi i wyprostowanymi, na których opierał się Fabrice siedząc okrakiem. Bał się je rozłożyć, żeby nie zachęcić go do tego czego nie chciał. I na szczęście Chartier na to nie nalegał.
Da mu to co sam lubi, a potem pokaże temu ślicznemu, drżącemu chłopakowi, co jeszcze sprawia mu przyjemność. Wsunął główkę penisa do swoich ust nie zamykając ich i poruszył językiem. Wiedział, że jest w tym dobry. Alain wygiął się i po raz kolejny krzyknął. Złapał mocniej trzon i zanurzył głębiej w usta członek średniej wielkości. Był mniejszy niż jego, ale nie wiele i grubszy. Poruszył głową i zassał się na męskości, już czuł na języku słone krople, a reakcje Alaina upewniały go, że ta zabawa nie potrwa długo. Sam za pierwszym razem, był szybki. Nie szkodzi, to co planował, i coraz bardziej pragnął, i tak się stanie. Nie pozwoli mu zmięknąć. Wysuwał i wsuwał go sobie w usta, zasysał główkę, lizał po całej długości, całował zadowolony z jęków, jakie wywoływał. Pozwolił mu nawet poruszać energicznie biodrami, a palce Alaina pieściły mu głowę, czasami zaciskając się na włosach.
Pragnienie, potrzeba spienienia, jakie czuł były tak wielkie, że nie umiał powstrzymać pchnięć w tych chętnych ustach. Napięcie coraz mocniej kumulowało się w lędźwiach, aby znaleźć ujście. Nie zdążył uprzedzić Fabrica, kiedy orgazm zawładnął jego ciałem, tak bardzo, że uniósł plecy z posłania, tył głowy wciskając w poduszkę.
Takiego chciał go oglądać i słuchać. Z rozkoszą smakował jego nasienie i obserwował chłopaka. Od samego tego widoku i smaku mógłby dojść. Wylizał dokładnie penisa i wypuścił ust. Podciągnął się w górę.
- Przepraszam – powiedział Alain, któremu z trudem przechodziły poorgazmowe dreszcze.
- Za co? – odgarnął mu włosy z twarzy.
- Za to, że cię nie uprzedziłem.
- Nie masz za co. Gdybym chciał, w porę bym się wycofał – Fabrice patrzył mu intensywnie w oczy. Alain był taki gorący, a ten żar z lubością wchłaniało jego ciało. - Podoba mi się, jak przeżywasz orgazm. I znów to przeżyjesz, bo nie pozwolę ci zmięknąć.
- Fabi...
- Szzzz – położył się na nim i pocałował z pasją. Alain mógł wyczuć smak swego nasienia i jego penisa na swym brzuchu, uświadamiając sobie, że ten nie doszedł. Po chwili ręce starszego chłopaka ponownie nie dały spokoju całemu ciału Alaina. Pieściły go, badały i pobudzały. A wzajemne pocałunki, tylko nakręcały tego, który mógłby spokojnie, spełniony zasnąć. Drugi jednak mu nie pozwalał na uspokojenie. Stali się plątaniną rąk i nóg.
- Chciałbym, Alainie poczuć cię w sobie – w chwili uniesienia wreszcie to powiedział.
- Słucham? - przesłyszał się?
- Nie chcesz, żebym to ja dał ci tą przyjemność, to zróbmy to inaczej – Fabrice cały drżał. Tak bardzo go chciał.
- Ale...
- Tak też nie chcesz? – złapał jego członek – On chyba myśli inaczej – podniósł brwi.
- Nie umiem – zaczerwienił się.
- Umiesz, bardzo dobrze zabawiałeś się moimi ustami – puścił mu oczko. - Natura i instynkt cię poprowadzą.
- Sądziłem, że ty nie lubisz być na dole.
- Góra, dół, jakie to ma znaczenie? Chce się z tobą kochać, uprawiać seks, jak wolisz. I bardzo lubię być czasami w pasywnej roli. Co nie znaczy, że nie będę dążył do rozdziewiczenia twego słodkiego tyłeczka. I jak, akcje mają iść od ręki, czy mnie weźmiesz? - otarł się o niego.
Alain uśmiechnął się. Chłopak mu się oddawał i to było takie wspaniałe. Nawet w najśmielszych marzeniach o tym bał się myśleć.
- Będę się z tobą kochał – i wtedy po raz pierwszy dotknął jego członka, jakby nagle nabrał pewności, a ukryta drapieżność wypłynęła na wierzch. Role się odwróciły.
Fabrice westchnął i położył się na plecach ciągnąc go na siebie. Rozsunął nogi pozwalając, żeby Alain ułożył się pomiędzy nimi.
- Nie chciałbym cię zawieść – wymamrotał pod nosem Alain. - Pokieruj mną.
- Nie zawiedziesz. Musisz wpierw mnie rozciągnąć. Daj mi swoją dłoń – kiedy ta już znalazła się w jego, przysunął ją do ust i polizał palce. Nie mieli nawilżenia, ale ślina powinna wystarczyć. Może dobrze, że w takiej sytuacji to on będzie pierwszy. Umiał się rozluźnić i nie był prawiczkiem. Wiedział co go czeka w przeciwieństwie do Alaina, gdyby był teraz w takiej sytuacji. Wsunął sobie jego palce do ust i poślinił obficie.
Alain patrzył na to i przełknął ślinę. Oglądał różne filmy, ale na nich mężczyźni zawsze byli już gotowi na penetrację.
- Wsuń jeden we mnie – powiedział Fabrice. - I poruszaj nim – drgnął, kiedy jeden, mokry od śliny palec wsunął się w niego. A gdy Alain nim poruszał, wysuwając prawie do końca i wsuwając, aż po knykcie jego ciało zaczęło krzyczeć o więcej. Był tam strasznie wrażliwy. - Drugi. Dołącz drugi i pocałuj mnie.
Alain spełniał każdą prośbę, a jego penis już nie mógł się doczekać tego nieznanego uczucia. Kierując się wskazówkami Fabiego rozciągał go powoli i rozgrzewał. Trwało to bardzo długo, wreszcie dziurka Fabiego, rozluźniła się, otwarła.
- Chcę cię już – Fabi chwycił go za członek. - Jego w sobie – był cały rozdygotany.
Alain pocałował go jeszcze i wysunął palce. Uklęknął na rozszerzonych nogach i złapał swojego penisa. Mokra od prejakulatu główka lśniła, przyłożył ją do szparki chłopaka i pomasował wejście.
- Pchnij, tylko powoli – chwycił swoje nogi i docisnął do piersi, żeby Alain miał lepszy dostęp do niego.
Wsunął w niego główkę patrząc jak wchodzi w chętne ciało. Jego oczy przeniosły się z tego cudownego widoku, do jeszcze wspanialszego. Fabrica, który sam był zarumieniony i leżał trzymając swoje nogi. Taki otwarty, okazujący jak bardzo go w sobie chce. Też patrzył na niego.
Uwielbiał to uczucie bólu, pomieszane z rozciąganiem i przyjemnością. Czuł, że penis go wypełnia, a gdy znalazł się w nim cały sam poruszył biodrami.
Alain ułożył ręce po bokach ciała chłopaka, dzięki temu ten mógł opleść jego uda nogami.
- A teraz już nie muszę tobą kierować. Po prostu się ze mną kochaj, pieprz, jak wspomniałem, co wolisz – głos wyraźnie zdradzał w jakim stanie był dwudziestolatek. Przesunął stopą po jego udzie. Lubił leżeć na plecach, gdy uprawiał seks w takiej konfiguracji. Kochał patrzeć kochankowi w oczy i czuć bliskość. Jedno ostre pchnięcie, drugie, trzecie, sprawiło, że nie pozostał cichy. Nieprzyjemne rozciągnie i ból zniknął, a pojawiła się nieopisana rozkosz. Tak dawno nie miał nikogo w sobie. I stwierdził, że Alain jest bardzo gorącym kochankiem. Kiedy już się rozkręcił mogli oddać się namiętności. Przez cały czas kochając się nie potrafili nie całować jeden drugiego, mocno ściśnięci ze sobą. A ich ciała błyszczały od potu. Penis Fabiego ściśnięty pomiędzy ich brzuchami, dodawał im tylko przyjemności. Jednemu, dlatego, że czuł tą twardość, a drugiemu, bo pulsował i był bliski spełnienia.
Tak ciasno, gorąco. Ponownie zawirowało mu w głowie. Oszołomiony odczuciami Alain dał się ponieść. Teraz, kiedy się kochał nie widać było po nim nieśmiałości. Stał się ognistym kochankiem, sprawiającym wiele przyjemności chłopakowi pod sobą. A ten okazywał ją dosyć mocno. Cały drżąc i nie powstrzymując okrzyków. I tak bardzo starał się nie dojść przed nim. Pomagało mu w tym to, że już miał za sobą pierwszy orgazm. Do drugiego dążył dłużej, ale i tak zbyt szybko.
- Wybacz, ale nie mogę dłużej czekać.
- Nie kręp... ach, krępuj się.
Alain oparł się na wyciągniętych rękach, a ruch bioder stał się mocniejszy. Obserwował Fabiego, który sięgnął do swego penisa i zaczął się masturbować. Widok wyzwolił w Alainie silną falę orgazmu. Naprężył się i odrzucił głowę do tyłu. Jego penis, jakby się powiększył, co rusz pieszcząc prostatę drugiego chłopaka, który niedługo po nim mocno doszedł, oznaczając spermą rękę, brzuch i pierś. Alain przestał się poruszać i zmęczony spojrzał na kochanka. Miał do siebie pretensje, że doszedł pierwszy i nie poczekał na niego, jakoś tak czytał, że trzeba wpierw zająć się tym kochankiem na dole, doprowadzić go pierwsze na szczyt, ale w błyszczących oczach widać było zadowolenie i zaspokojenie. Wysunął się z niego, jego członek całkiem nie opadł i zrobił coś, co mogłoby doprowadzić Fabrica do ponownego orgazmu, gdyby była na to szansa. Pochylił się i polizał go po brzuchu, tym samym smakując spermę. Nie było to obrzydliwe uczucie. Polizał drugi raz, trzeci, stwierdzając, że sprawia mu to przyjemność.
- Alain – tego nie spodziewał się po chłopaku. Nadal go czuł i wilgoć w szparce. Brawo bezpieczny seks poszedł się pieprzyć. Ale i tak nie miał kondoma, nie podejrzewał Lavella, że ma.
- Smakujesz wyśmienicie – oczyścił go, wiedząc, że chętnie jeszcze go nie raz spróbuje. Nachylił się nad nim. - Mogę cię pocałować?
Fabi uniósł głowę, kładąc rękę z tyłu jego głowy i przyciągnął do głębokiego pocałunku, który trwał krótkąa chwilę, ale Alain odebrał to jako podziękowanie i obietnicę. Zwłaszcza, że nie osłonięte powiekami oczy mu to powiedziały.

Kilka minut później leżeli razem na łóżku, okryci kołdrą, gdyż Alain nagle zaczął się wstydzić. Chłopak trzymał głowę na piersi dwudziestolatka i rysował palcem różne wzory na torsie kochanka. Obaj rozmyślali nad tym co się wydarzyło pomiędzy nimi. Alain nie przewidywał, że ten chłopak, któremu z początku ich znajomości tak przeszkadzał, odda mu się. Natomiast Fabrice był zachwycony tym, jak bardzo Alain potrafił wydobyć z siebie ogień. Musiał przyznać rację Charlotte. Nieśmiali potrafią być bardzo gorący w łóżku. I to był jego pierwszy raz. Co będzie, później, albo jak zamienią się miejscami? Wciągnął głośno powietrze. I co miał dalej robić? Naprawdę zaczęło mu zależeć na nim. Jego usta same odpowiedziały na to pytanie:
- Będziesz moim chłopakiem?
Czyżby się przesłyszał? Uniósł głowę i popatrzył w oczy Fabiego.
- Że co?
- Chcę cię. Chcę być z tobą blisko i nie tylko w łóżku. Wiem, że to tak szybko, nagle, ale chciałbym się z tobą związać.
Alain usiadł. Szok, to pierwsze przychodziło mu do głowy słysząc to wszystko. Kochali się i było wspaniale, a teraz to. Czy tego chciał? Czy był pewny tego chłopaka? Spróbuj, nie bądź ciotą, podpowiadał mu wewnętrzny głos.
- Jak nie chcesz, to mi powiedz. Mogę też dać ci czas na zastanowienie – dołączył do niego i ucałował w ramię.
- Nie – co tam, raz kozie śmierć. Najwyżej znów się na kimś przejedzie. Ale w jednym musiał się upewnić: - Jestem jaki jestem. Nie staraj się na siłę mnie zmienić – chociaż sam widział, że już jest inny niż był dawniej. Tylko te zmiany następowały w nim, bo sam tego chciał. - Weź mnie takim jaki jestem z moimi wadami i zaletami, albo nie bierz wcale – polizał suche wargi i odwrócił ku niemu twarz. Widoczna na niej niepewność rozczuliła Fabiego.
- Jaki ty jesteś słodki - objął go mocno. - Chcę cię takiego jakim jesteś. I musisz wiedzieć, że będzie to mój pierwszy związek. I rodzice pewnie będą wniebowzięci.
- Ale jeszcze się nie zgodziłem – wyszeptał w jego szyję, a serce skakało z radości.
- Powiedziałeś „ Weź mnie takim jaki jestem z moimi wadami i zaletami, albo nie bierz wcale”, więc biorę cię.
- Bierzesz? Jak neandertalczyk samicę? - zarzucił mu ręce na ramiona.
- Jak współczesny chłopak, chłopaka.
- Zgoda będę twoim facetem.
Opadli na posłanie całując się. Gdyby jeszcze ktoś im wczoraj powiedział, kim teraz dla siebie będą nie uwierzyliby. A teraz to nikt im nie uwierzy, że są razem.
- Wiesz – zaczął Fabrice podpierając się na łokciu - mam wrażenie, że to początek czegoś pięknego. I nawet, jak będę do niczego chłopakiem, to po prostu daj mi w pysk i powiedz, że nie jesteś ze mnie zadowolony. Zgoda?
- Nie stosuję przemocy, ale jak będzie potrzeba – zaśmiał się. Jego żołądek przypomniał sobie o tym, że jest głodny. - Wybacz nic od wczoraj nie jadłem – nie chciał by jego chłopak... jego chłopak, jak to wspaniale brzmi. Nie chciałby, aby jego chłopak słyszał takie odgłosy.
- To pora wziąć prysznic – przyda mu się, bo się klei od spermy, a do tego wciąż miał mokro między pośladkami. To go trochę krępowało. Przypomniało mu to o tym, że zrobili to bez zabezpieczenia. - Alain zanim się wykąpiemy...
- Osobno – zaznaczył chłopak.
- Czemu? – Chartier wyglądał, jak zbity pies.
- No, jak to czemu?
- To ja powinienem tego nie chcieć. Nadal mam w sobie twoją spermę i powinienem się wymyć – widział, że rumieńce zażenowania wypływają na policzki Alaina. - Co mi przypomina, że nie użyliśmy prezerwatywy. Ale nie martw się, jestem zdrowy, badałem się niedawno i tak dalej. Chcę byś wiedział, że zwyczajnie wyleciało mi to z głowy.
- I tak siebie skosztowaliśmy, więc nie ma to już znaczenia.
- Nie jesteś zły?
- Fabi, czemu cię to dziwi? Nigdy z nikim nie byłem. Z tego co się orientuję to ty też... a propo, jak dawno z kimś byłeś na dole? - odwrócił na chwilę wzrok, ale zaraz powrócił nim do tych jasnych oczu.
- Dokładnie ci nie powiem – położył się na plecach – ale to będzie tak z rok temu. Na górze może z pół roku, mniej. Raczej mniej.
- Ty byłeś pierwszy – przytulił się.
- Wiem, śliczny – również go objął. - To co prysznic, a potem wypad do jakiejś knajpki na danie dnia, czy w domu coś upitrasimy?
- Wolę w domu. Podobało mi się, jak razem upiekliśmy naleśniki – rzekł Alain.
- A zrobimy je ponownie? Na samą myśl już mi ślinka cieknie.
- Dobra, wezmę prysznic, a potem gdy się będziesz kąpał, ja ogarnę to miejsce. Jutro wraca ekipa do malowania i nie powinni zastać tutaj śladów stosunku – usiadł.
- Cudownego, genialnego, oszałamiającego stosunku – Fabrice przeciągnął się.
Alain widząc go takim tylko roześmiał się. Wysunął się z łóżka, czując na sobie wzrok kochanka. Sięgnął po szlafrok leżący na dywanie. Zarzucił go na siebie, po drodze zabierając wczorajsze ubrania i czerwony, jak burak ćwikłowy wyszedł z sypialni.
- Taki wstydliwy i taki żarliwy – szepnął do siebie Chartier. Był nim oczarowany. Że też był taki głupi i nie widział jaki dar dostaje. Owszem jego wygląd widział, ale na wnętrze był ślepo uprzedzony. Alain się zmienia, ale on też. I cholernie dobrze mu z tym było.

***

Robiąc kanapki, już po powrocie do domu Fabiego, na które ostatecznie musieli przystać z braku składników na naleśniki, powracał wspomnieniami do tego jak kochał się z Fabricem. To było trzy godziny temu, a on nadal czuł ich zespolenie. Mimo że to nie on był na dole. Do tego dochodziło to, że od tych trzech godzin byli parą. To wszystko był niesamowite. Działo się to szybko, ale miał to gdzieś. Ważne, że spełniały się jego marzenia. Chwilkami w to nie wierzył. Sądził, że śni. Nie chciał się budzić. Bo gdy się obudzi poczuje strach. Strach przed tym, że to nie prawda oraz przed tym, że wkrótce może to się skończyć. A nie chciał tego, ponieważ uświadomił sobie, że pragnął być z nim. Dlatego postanowił, że zrobi wiele, aby Fabi był z niego zadowolony.
Fabrice odłożył na bok szynkę, którą kroił na plasterki i objął od tyłu Alaina, przytulając się do jego pleców. Ten nadal kontynuował smarowanie masłem chleba. Fabi nie wierzył, że w ciągu kilku godzin tak dużo się stało. Poszedł do niego, żeby wytłumaczyć się ze swego zachowania. Z tym że kiedy go zobaczył, takiego rozchełstanego, już nie potrafił myśleć. Nad wszystkim zapanowało pragnienie. Szczęście, że zdołał powiedzieć, to co najważniejsze i do tego dołączyć, że mu na nim zależy. Nie mógł powiedzieć, że była to miłość. Do tego mógł być jeszcze daleki krok, ale mogło to pod to podchodzić. Do tego był szczęśliwy. Zapomniał, jak smakuje to uczucie. Od czasu, gdy doznał zawodu na Gilbercie, którego miał za przyjaciela, tak naprawdę nie był szczęśliwy. Mógł udawać przed sobą niektóre rzeczy, ale w końcu człowiek i tak poznaje prawdę. Prawdę, że w życiu brakuje miłości.
- Jesteś zamyślony – cmoknął Alaina w szyję.
- Jestem. Rozmyślam o tym co się wydarzyło. O tym, że czuję się po tym tak naturalnie, jakbyśmy od dawna... wiesz co.
- Mhm.
- W dodatku poprosiłeś mnie o chodzenie...
- Co zrobił?
Odskoczyli od siebie. Naprzeciw nich stał Pascal.
- Zamknij szczękę, bo ci odpadnie – rzekł Fabrice.
- Czy ja dobrze słyszałem? W sumie po tym co widziałem mogłem się domyślić. Wy jesteście razem? - postawił na stole jakiś karton.
- Tak – Fabi objął ramieniem Alaina. W sumie nie pytał się go czy Lavelle chce się tak szybko ujawnić, ale to przecież bliscy ludzie. Zaakceptują ich związek i jego seksualność. - A ty jak tu wszedłeś?
- Drzwi były uchylone, więc wszedłem. Nelly mnie nie wyczuła?
- Mama zawiozła ją do wujka. Inaczej stałaby na straży. I obroniła przed twoim podglądaniem – Fabi puścił mu oczko.
- Haha. Oddaję płyty.
- Aż tyle ich miałeś? - Fabrice podszedł do pudełka.
- Wiesz, jak to jest. Pożyczam, potem chomikuję, zapominam – Pascal podrapał się po głowie zakłopotany. Jego wzrok powędrował ku zażenowanemu Alainowi, który po chwili pozbierał się i zaproponował coś do picia. - Dzięki, ale uciekam. Wieczorem mam randkę.
- Z tą dziewczyną? - dwudziestolatek z białymi włosami, był ciekaw.
- Tak z Alice. Fajnie, że jesteście razem. Chyba od początku to się zapowiadało. Lotta ma nosa.
- Lotta za dużo o tym myśli – dodał Chartier i powrócił do swego chłopaka obejmując go.
- Piekło zamarzło. Spadam. Cześć – po chwili wyszedł z kuchni.
- Co miał na myśli mówiąc o piekle? – Alain odwrócił się w jego ramionach.
- Na samym początku, jak wprowadziłeś się tutaj, powiedziałem, że poczuję coś do ciebie, jak piekło zamarznie.
- I zamarzło?
- Chyba tak – pocałował go czule. - Masz coś przeciw, żeby moi rodzice i przyjaciele dowiedzieli się o nas?
- Jeden już wie, a reszta jest dość fajna, więc dam sobie radę.
- Ale wszyscy wtedy dowiedzą się o tym, że jesteś gejem – pogładził go po plecach.
- Chyba się domyślili. Charlotte już wie. Muszę powiedzieć też i swoim rodzicom, że ty i ja jesteśmy parą – położył głowę na jego ramieniu.
- Będą mieli coś przeciw?
- Raczej nie. Ale boję się, że mama będzie dawała mi dobre rady. Wiesz, jest trochę szalona. W tym pozytywnym sensie.
- Super. To co kończymy te kanapki? Naprawdę jestem głodny.
- Kończymy – ziewnął Alain.
- Zmęczony?
- Całą noc nie spałem, ale sądzę, że tej się wyśpię.
- A jak zechcę czegoś... - zamruczał mu do ucha.
- O tym pogadamy później – Alain przygryzł dolną wargę. Na samą myśl, co mogą w nocy robić jego ciało zażądało, żeby już przyszedł wieczór.
- Ok. Będę się starał, żebyś mi zaufał i był szczęśliwy – nagle wypalił Fabrice.
Alain tylko mocniej wtulił się w niego i po chwili dodał:
- Ja też. I od dawna czuję, że jesteś dla mnie ważny. Nie jak kolega, jak chłopak – otwierał się przed nim. I strasznie się z tego cieszył. Dzięki Fabiemu wracał dawny wesoły chłopak. Nadal zakochany w siedzeniu w fotelu, będąc owiniętym kocem z książką w ręce, niż w wypadach na miasto, żeby się zabawić. To się nie zmieni, gdyż była to jego prawdziwa osobowość, ale już nie był tak zamknięty w sobie. Czuł się przy nim bezpiecznie.
Fabrice złapał go mocno, uniósł i obrócił wkoło własnej osi. To chciał usłyszeć. Teraz razem będą mogli przenosić góry. Jedna noc, jeden dzień, a wcześniej jedna łza, ta pierwsza w lesie zmieniła wszystko.