Gdy muzyka w duszy gra 23
Dodane przez Aquarius dnia Maja 03 2014 09:17:54


***

Niewiele osób może powiedzieć, że kocha tak prawdziwie, bezwarunkowo i z pasją, lecz Aki Kaima mógł to zrobić. Nieważne, że miał dopiero siedemnaście lat. Przecież nikt nigdy nie określił granicy wieku, w której rozpoczyna się miłość. Nikt nie powiedział, że można kochać tylko od tego wieku do tego. Czyż mając siedemnaście lat nie można pokochać tej jedynej osoby raz na zawsze? Aki nie wątpił, że kocha, od samego początku, a teraz tym bardziej, mając przy tym nadzieję, że tak już zostanie na zawsze. Różne są koleje losu, wiele rzeczy w ciągu lat może się wydarzyć i nikt nie wie, czy za dziesięć lat on i Tomi będą razem, ale miał taką nadzieję. Jego serce rosło, kiedy Tomi powiedział mu o tym samym. Kochał i był kochany, to dawało mu siłę na pokonanie wszystkich przeszkód.
Wracali do domu. Za szybą taksówki, którą jechali, nad miasto nadciągała noc. Od kilku minut obserwował, jak zmienia się pora dnia, a w oknach wieżowców zapalają światła.
Przedłużyli swój pobyt o jeden dzień, spędzając go głównie na kochaniu się i mimo tak wielu godzin razem, nie mogli się rozstać, więc Tomi poprosił go, by tę noc spędził razem z nim w willi. Chętnie się zgodził. O dziwo, jego mama też. Podejrzewał, że rodzice zrobili sobie swój prywatny weekend w domu. On najcudowniejsze chwile swego życia spędził właśnie w tamtym domu na plaży, do których będzie ciągle wracał, a na inne liczył w przyszłości, ale te dopiero miały zapisać stronnicę ich życia.
- Pogrążyłeś się w myślach – stwierdził Tomiji.
- Żal stamtąd wyjeżdżać – odwrócił wzrok od szyby i popatrzył na niego.
- Jeszcze tam wrócimy. Napisałem smsa do Keizo. Wszyscy będą w domu – poinformował.
- Jesteś pewny, że chcesz im powiedzieć prawdę? - zapytał nastolatek.
- Chcę, by cały świat wiedział, co do ciebie czuję – pocałował go w policzek, nie przejmując się kierowcą. Splótł z nim palce dłoni i już w milczeniu dojechali do domu.
Tomiji zapłacił kierowcy za kurs, który wyjął ich bagaże z bagażnika.
Aki wziął swój podróżny plecak.
- To chodźmy im zrobić niespodziankę – powiedział.
Po wejściu do domu swoje rzeczy zostawili u stóp schodów i wkroczyli w głąb salonu. Byli tam wszyscy, poza menedżerem. Nie spodziewali się tylko Noriko, ale i tak niedługo wszyscy się dowiedzą. Nie będzie ogłaszał światu tego związku, ale wystarczy pojawić się na kilku oficjalnych przyjęciach z Akim u boku, aby każdy zrozumiał, kogo kocha.
- Kei, wiedziałem, że wszystkich zwołasz tutaj i każesz im czekać – Tomi uniósł kąciki ust.
- Zawsze do usług – ukłonił się białowłosy, aby zaraz przysiąść obok swego chłopaka, który z zaciekawieniem lustrował swojego kuzyna.
- O, hej – przywitał się Seiji, który w końcu oderwał wzrok od swojej dziewczyny. Dopiero zauważył Akiego. – Spotkaliście się przed drzwiami?
Poza Harukim i Keizo nikt nie wiedział, że chłopcy wyjechali razem.
- Nie, spędziliśmy wspólnie bardzo przyjemny weekend – poinformował Tomiji.
- Jak to? - Seiki zostawił w spokoju skakanie po kanałach.
- Zawsze wszystko wiesz, a teraz jesteś taki niedomyślny – Keizo popatrzył na perkusistę.
- No co? Jak wyjeżdżali razem, to mogli i nas zabrać.
- Nie mogliśmy – Tomi chwycił swego chłopaka za dłoń i pocałował jej wierzch. Twarz piwnookiego pokryła się purpurą.
- Wy... czekajcie... eee, żartujecie sobie – perkusista próbował coś powiedzieć.
Zielonowłosy przyciągnął Akiego do siebie.
- My jesteśmy razem.
- O kurna – wymknęło się Seikiemu. – Ale jak? Co? Kiedy?
- To się po prostu stało – Ikeda pociągnął swojego chłopaka na wolne miejsca na kanapie.
- Cudownie – zaklaskała Noriko. – Tomi, jesteś gejem czy bi?
- Gejem. Seiki, zamknij buzię, bo ci szczęka całkiem opadnie.
- Aaaa – dziewczyna zerwała się z kolan keyboardzisty i ucałowała z radością policzki nowej pary. – Czym więcej homo, tym lepiej. Tomi, Aki, pasujecie do siebie.
- Wiedzieliście! - Seiki patrzył na lidera i Haru.
- Trzeba było patrzeć, to byście się domyślili – mruknął Keizo.
- Patrzeć, ale jak? Przecież Tomi zawsze kochał laski.
- Seiki, one pojawiały się w moim życiu i znikały. Szukałem czegoś, czego nie znałem, aż w końcu poznałem pewną cudowną i słodką osobę, – ucałował nastolatka w kark – dzięki której dowiedziałem się, czego mi brakowało.
- Zawstydzasz mnie, Tomi.
- Po prostu kocham.
- Ja ciebie też – odetchnął i zwrócił się do innych: - Mamy nadzieję, że nie przeszkadza wam ta sytuacja.
- Żartujesz? Miałaby im przeszkadzać? - Noriko z powrotem siedziała na kolanach Seijiego. – Nie miałabym na imię Noriko, gdyby tak było.
- Co to ma wspólnego z twoim imieniem, maleńka?
-Och, tak mi się powiedziało, misiu.
- Od kiedy wy jesteście razem? - zapytał Tomiji.
- Od wczoraj i tak się ciągle maleńkują i misiaczkują. Tylko ja zostałem sam – perkusista udał smutnego. - Ale jest tyle fanek wokół... - wyszczerzył się.
- Ty to się nigdy nie zmienisz. Ciekawe, na kogo musiałbyś trafić, żeby przestać skakać z kwiatka na kwiatek. – Isao uśmiechnął się do niego, a potem do zielonowłosego i jego partnera. – Gratuluję, chłopaki. Nie spodziewałem się, że o takie coś będzie chodzić, kiedy Kei siłą przyciągnął nas tutaj i zabronił wychodzić.
- Dzięki, liczyliśmy z Akim, że przyjmiecie to dobrze.
- Nie mów, że baliście się naszej reakcji – Seiji oparł się o oparcie fotela.
- Trochę. Nie tak bardzo po tym, jak przyjęliście wiadomość o Haru i Keizo, ale...
- Tomi, zamknij się lepiej i powiedz, jak spędziliście weekend. Te dni i noce... – Seiki puścił im oczko.
- A ten już ma brudne myśli w głowie – jego zrezygnowany brat opuścił ręce. – Tak jest, kiedy nie ma się własnego życia erotycznego.
- Ja nie mam? - oburzył się Seiki.
- Masz, masz. Na przykład co nocne randki ze swoimi dłońmi. Nie są o siebie zazdrosne? - zaśmiała się Noriko.
- Dogadują się całkiem dobrze – odpowiedział jej perkusista.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem włącznie z Seikim.
- Widzisz, przyjęli to nawet z entuzjazmem – Tomi szepnął do ucha nastolatka.
- Aha - Aki napotkał pytający wzrok kuzyna. Przesiadł się do niego.
- Co?
- Nie mówi się „co”, tylko „proszę”. Jak było na wyjeździe? - zapytał Haruki, a Kei udawał, że nie podsłuchuje.
- Orgazmicznie – szepnął z błyszczącymi oczami i wrócił do Ikedy. Więcej opowie mu w przyszłości.
- Mówiłem, że to zrobili – powiedział po cichu lider.
- I było orgazmicznie. W ogóle, co to za słowo, skarbie? - Haruki potarł mu nosem szyję.
- Nieważne. Wiadomo, co oznacza – splótł z nim palce.
- To co? – usłyszeli głos Noriko. – Zrobimy sobie imprezkę czy wyskoczymy do jakiegoś klubu?
- Nie dziś – powiedział białowłosy. – Jutro mamy robotę w studiu przy płycie i spotkanie z dzieciakami z ośrodka.
- Chłopie, starzejesz się – Seiki pokiwał głową w niezadowoleniu. – A gdzie zabawy do białego rana?
- Szwagier, on się nie starzeje. Ustatkował się i woli się bzykać niż iść z nami.
- A jakie to fajne. Mogłabyś spróbować – odgryzł się Ueda.
Aki patrzył na nich, słuchając ich przekomarzanek. Dobrze jest spędzać czas w grupie takich osób. Ludzi, którzy go akceptują nie tylko ze względu na orientację, ale też na wiek. Było mu z nimi dobrze, a mając przy swym boku wpatrzonego w niego mężczyznę, świat wydał mu się wtedy idealny. Nie chciał myśleć, że ma przed sobą jeszcze jedną rozmowę, ze znajomymi, których zdania na temat homoseksualizmu nie znał.
- Coś taki zamyślony?
- Jutro czeka mnie wyznanie swojej tajemnicy chłopakom – odpowiedział nastolatek.
- Boisz się, że nie zrozumieją.
- Lubię ich. Nie chciałbym stracić z nimi kontaktu.
Oparł głowę na jego ramieniu, był zmartwiony. Poczuł, jak Tomi go obejmuje i składa pocałunek na jego czole.
- Idziemy na górę? - spytał wokalista.
- Chcesz odpędzić moje złe myśli? - uśmiechnął się lubieżnie.
- A podziała?
- Z pewnością – nie mógł oderwać od niego swych rąk. Cały czas chciał go dotykać. – To chodźmy do twojego pokoju.
Haruki odprowadził kuzyna wzrokiem zadowolony, że w końcu chłopakowi zaczęło się układać.

***

Następnego dnia, z samego rana, Aki pożegnał się z Tomijim, który odwiózł go do domu. Ikeda miał dziś dzień pełen obowiązków, ponieważ zespół kończył pracę nad płytą i Tomi musiał ją dopieścić. Uśmiechnął się na słowo „dopieścić”. Och, tej nocy na pewno dopieścił jego. To był pierwszy krążek, na którym zabrakło głosu zielonowłosego, ale projekt okładki i aranżacja niektórych utworów były ważną cegiełką, którą Tomi dołożył do tego albumu. Potem mieli to spotkanie w ośrodku. On natomiast w drodze do domu podzwonił do znajomych i umówił się z nimi na boisku. Układał sobie w głowie, co... albo raczej, jak im to powie.
- Mamo, jesteś? - zajrzał do kuchni.
- W spiżarni.
Chłopak wszedł do pomieszczenia połączonego z kuchnią. Rodzicielka układała napełnione dżemem słoiki na półkach. Miała wczoraj i dziś wolne, i wykorzystała to do zrobienia przetworów.
- Mamo, nie potrafisz spokojnie siąść sobie z książką i filiżanką herbaty, aby po prostu odpocząć? W pracy nieźle się przecież naharujesz.
- Odpocznę, jak będę stara. Teraz nie mam na to czasu. Wiesz, że nie lubię siedzieć bezczynnie. Jak było na wyjeździe?
- Fajnie. Mówię ci, było tam przepięknie. Czasami widoki potrafiły zaprzeć dech w piersiach. Wschody i zachody słońca wyglądały magicznie. To było uczucie wprost... - szukał dobrego słowa - ... nieziemskie.
- Nie wątpię – kobieta uśmiechnęła się pod nosem. – Chodźmy do kuchni. Opowiesz mi – poklepała go przyjacielsko po plecach.
- Co tu opowiadać. Sama sobie wyobraź. Piasek, woda, słońce... ja i on... - zajrzał do lodówki. – Nie ma soku pomarańczowego?
- Skończył się. Po południu jadę z tatą na zakupy.
- Aha – wyjął mleko i nalał sobie do szklanki.
- Tomi był dla ciebie dobry? - spryskała płynem do drewna blat stołu i zaczęła go wycierać.
- Był fantastyczny.
- A mieliście jedną czy dwie sypialnie?
Na chwilę go zamurowało. O to jej chodzi.
- Jedną i nie pomyśl sobie, że on na coś naciskał. Sam chciałem.
- Synku, czy ja coś mówię? Chciałam tylko wiedzieć...
- ...czy jestem prawiczkiem – przerwał jej cały czerwony na twarzy. Umył szklankę pod bieżącą wodą. – Nie jestem.
- Chciałam tylko wiedzieć, czy on daje ci szczęście. O resztę nie pytałam – poczuła gorąco na twarzy. Reszty sama się domyśliła.
- A... to sorki. Pójdę się rozpakować. Umówiłem się na później z Ayu i resztą. Chcę im o sobie powiedzieć – popatrzył na nią.
Na twarz matki wstąpiła troska. Podeszła do niego.
- Synku, jakkolwiek by to nie odebrali, to pamiętaj, że tu jestem i kocham cię. Zawsze możesz ze mną na ten temat porozmawiać – przytuliła go.
- Dziękuję, mamuś.
Czasami chciał, żeby jego matka była taka, jak inne. Mniej przyjacielska, bardziej... Nie, taka była idealna. Inna być może wyrzuciłaby go z domu za to, jaki jest, nie próbowałaby zrozumieć... Ucieszył się, że jest taka, jaka jest.
Posiedział jeszcze chwilę z nią, a potem musiał się w końcu wypakować, bo czas, jaki dzielił go od spotkania z chłopakami, szybko zleciał. Założył na siebie jasne, obcisłe jeansy, zwykłą szarą koszulkę z niebieskimi wstawkami koło szyi i na końcu rękawów oraz znoszone już trampki. Po poinformowaniu matki, że wychodzi, opuścił dom.
Przez to, jak szybko upłynęło te kilka godzin, zorientował się, że nie ułożył żadnego planu. Co miał im powiedzieć? I dlaczego boisko jest tak blisko jego domu? Z sercem w gardle przeszedł przez furkę w ogrodzeniu. Na boisku Ayu i Sibut grali jeden na jednego, zapewne zabijając czas czekaniem, a brat Ayu, Ichizo siedział na ławce z książką w ręku.
- Ty zawsze zaczytany. Siemka – przywitał się.
- Cześć – podniósł wzrok. - Książki to moje kochanki. Nie są o siebie zazdrosne – roześmiał się. – Wyglądasz na zdenerwowanego.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Ręce ci się trzęsą.
Aki spojrzał na swoje dłonie, rzeczywiście lekko drżały. Otarł je o spodnie, a po namyśle wsunął je do kieszeni.
- To tylko...
- Czemu się tak denerwujesz?
- Muszę wam coś powiedzieć. Gdzie są dziewczyny?
- Obie się na nas obraziły – powiedział Ichizo. – Powiedziały, że jesteśmy męskimi, szowinistycznymi świniami. Nie pytaj, o co poszło, bo nie wiem, ale w sprawę zamieszany był Ayu.
- To wszystko jasne – odwrócił się do grających jeszcze chłopaków. – Chodźcie tutaj, muszę z wami pogadać – czuł, jak nogi ze strachu przyrastają mu do ziemi, a plecy oblewa zimny pot. Już wolałby obejrzeć horror lub stąd uciec, ale ta rozmowa i tak go nie ominie, więc lepiej mieć ją za sobą. Woli, żeby dowiedzieli się tego od niego, a nie z trzeciej ręki.
- Co tam? - zapytał Sibut, kiedy podeszli do niego. Nadal nie przestawał kozłować piłki, był w tym mistrzem, mógłby to robić cały dzień i do tego z zamkniętymi oczami. – Podobno wyjeżdżałeś.
- Byłem w bardzo fajnym, romantycznym miejscu – odpowiedział Aki.
- Uuuu. Sam czy z kimś? - ciekawski Ayu, który w końcu ostrzygł włosy i nie wyglądał już, jak pudel, usiadł na trawie.
- Z kimś.
- Czyżby nasz Aki miał dziewczynę? Pójdziemy potem na piwo to oblać? Ja stawiam – Sibut przestał bawić się piłką.
- Nie byłem tam z dziewczyną – podrapał się po karku.
- Co ty gadasz? Tylko z dziewczyną wyjeżdża się do romantycznych miejsc, aby nie powiedziała „nie” - rzekł Ichizo i puścił im oczko.
- Nie tylko z dziewczyną można wyjechać – Aki postanowił pozwolić im, aby sami wpadli na trop.
- Nie z dziewczyną, to z kim? - Ayu ugryzł jabłko, które wcześniej wyjął ze swego plecaka. Zawsze miał go przy sobie, a w nim dużo różnych szpargałów, oczywiście bardzo mu potrzebnych.
Sibut popatrzył uważniej na Kaimę. Wyglądał, jakby na coś wpadł, a jak jeszcze wyczytał w piwnych oczach lęk, był już pewien, o czym kumpel mówi.
- Ty tam byłeś z chłopakiem – stwierdził.
Aki wypuścił wstrzymywane zbyt długo powietrze, a Ayu prawie zakrztusił się kawałkiem jabłka i zerwał się na równe nogi.
- Co, kurwa?! – wykrzyknął. – Jakim, kurwa, chłopakiem?!
- Moim chłopakiem.
- Jjj... je... jesteś ciotą?! - zapytał wzburzony Ayu.
- Gejem – Aki po reakcji kolegi zaczął rozumieć, że Ayu nie przyjął tej wiadomości dobrze.
- Nie pierdol. Żartujesz, prawda? - wyrzucił resztę owocu. Co tam, że nie do kosza.
- Nie. Naprawdę mam chłopaka – powiedział słabo piwnooki. – Przeszkadza ci to?
- Owszem – popatrzył na niego z obrzydzeniem. – Nie sądziłem, że mój kumpel lubi kutasy.
- Ayu, uspokój się – brat chłopaka złapał go za ramiona.
- Nie! - wyrwał mu się. – I ja się przy tobie rozbierałem, brałem prysznic. Inni też. Kurwa mać!
- Nigdy nie patrzyłem na ciebie w taki sposób – poinformował go Kaima. To po pozostałych dwóch chłopakach spodziewał się takiej reakcji, a nie po nim.
- Gówno mnie to obchodzi. Nie chcę mieć z tobą, lachociągu, do czynienia. Nie zbliżaj się do mnie. Rozumiesz?
- Ale...
- Nie aleluj mi tu! I skoro masz chłopaka, to pewnie dajesz mu dupy, co? Wyglądasz na takiego. Jeszcze cię ten Tomi nie kopnął w dupę? Tak się z nim kolegujesz. A może nie wie, z kim się zadaje – Ayu coraz bardziej ranił.
- On jest moim chłopakiem – nie spuszczał z niego twardego wzroku, mimo że w środku rozpadał się na małe kawałeczki.
- Dwa pedały! A wy co tak stoicie? - Ayu popatrzył na pozostałych chłopaków.
- Mnie nie przeszkadza, kim jest. To przecież cały czas jest nasz Aki – powiedział Sibut.
- No właśnie – potwierdził Ichizo. Nigdy nie miał nic przeciw gejom. Zresztą, starszy brat jego dziewczyny też nim jest i ma świetnego chłopaka.
- Spadam stąd – Ayu chwycił swój plecak. – Nie chce cię mieć w drużynie! I jak powiedziałem, nie zbliżaj się do mnie – ruszył w stronę wyjścia z boiska.
Kaima stał i patrzył za nim. Spodziewał się po nim wielu rzeczy, ale nie tego. Nagle poczuł się wyczerpany, jakby przeniósł z punktu A do punktu B tony piasku. Przecież Ayu nigdy nie psioczył na homo. Nie dał znaku, że mu przeszkadzają. Nie robił tego, dopóki ten homo nie okazał się jego kumplem.
- Mój brat jest homofobicznym stworem. Gdybym wiedział, co chcesz nam powiedzieć, ostrzegłbym cię przed jego reakcją. Na zewnątrz tego nie okazywał, ale w domu nie raz, jak w telewizji usłyszał „gej”, od razu się zapalał do obrzucania ich bluzgami.
Aki przymknął na chwilę oczy. Musiał się uspokoić. Nie będzie przecież płakał. Wnerwiać się też nie będzie.
- Nadal możesz z nami grać – Sibut położył mu rękę na ramieniu.
- Nie. Nie będę go denerwował. Zejdę mu z drogi. Pewnie i tak teraz o mnie wszystkim rozpowie. Dobrze, że są wakacje, to będę miał na razie spokój.
- Nie rozpowie – Ichizo był tego pewny. – Nie będzie chciał, aby inni wiedzieli, ponieważ będzie się bał, że skoro kumplował się z gejem, to inni też go za takiego będą uważać. Poza tym, w domu mu zwyczajnie przypierdolę.
- Daj spokój – Aki popatrzył na niego z wdzięcznością. – Taki po prostu jest. Wracam do domu. Trzymajcie się – był wyraźnie przygnębiony. To, że dotąd spotykał się tylko z miłymi wyrazami w stosunku do jego seksualności, za bardzo upewniło go w tym, że tak będzie zawsze. Niby spodziewał się, że może być problem, ale nie aż taki.
- Nie idź jeszcze. Skoczymy na piwo – Sibut stanął przed nim. – Nikt się nie chce ze mną napić.
- Mam ochotę wrócić do domu, ale dzięki. Może innym razem. Teraz chcę być sam – ominął go.
- Hej, poczekaj – rudzielec go zatrzymał. – Naprawdę Ikeda jest twoim facetem?
- Jest i bardzo go kocham.
- Złapałeś ekstra gościa. Nie to, żebym był gejem – zaczął bronić się rudzielec. – Po prostu mam oczy. Faceci też widzą, jak inni mężczyźni wyglądają.
- Jest cudny. To, cześć – pożegnał się z nimi.
- Zadzwoń, jakbyś chciał pogadać – krzyknął za nim brat Ayu.
Chłopak podniósł rękę, tym samym dając znak, że słyszał. Przynajmniej ma ich i Mary. Nie licząc całego Blue. Prawie na ślepo wrócił do domu i trzasnął drzwiami.
Z kuchni w fartuszku wybiegła mama, zaalarmowana hałasem.
- Źle poszło? - nie musiała więcej o nic pytać.
- Ayu postanowił, że będę teraz jego wrogiem numer jeden. Idę do siebie, chcę pobyć trochę sam.
- Zrobić ci coś do picia?
- Nie.
W swoim pokoju rzucił się na łóżko, próbując oczyścić umysł z myśli. Nie bardzo mu to jednak wychodziło. Po pięciu minutach leżenia bez ruchu stwierdził, że z jednej strony potrzebował samotności, ale z drugiej bardziej chciał porozmawiać tylko z jedną osobą, tak ważną w jego życiu. Potrzebował Tomijiego. Wyciągnął z kieszeni telefon. Napisał smsa. Nie chciał mu przeszkadzać dzwonieniem.
Powiedziałem im. Ayu nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ale pozostali przyjęli to dobrze. Przyjedź do mnie, jeżeli będziesz mógł. Kocham cię.

***

Tomji właśnie kolorował rysunek z siedmioletnim chłopcem, który chorował na zanik mięśni, kiedy sygnał smsa przerwał mu tę czynność.
- Pokoloruj niebo. Zaraz do ciebie wrócę.
- Dobrze.
Wstał i odszedł na bok, chciał w spokoju odczytać informację od swego chłopaka. Specjalnie dla niego ustawił inny sygnał przychodzącego smsa. Starał się zignorować kamerę, która rejestrowała ich wizytę w ośrodku opieki specjalnej. Oni woleli przyjechać tu bez takiej sensacji, ale menedżer był uparty, twierdząc, że to pomoże dzieciakom i w końcu zgodzili się na towarzystwo jednego reportera.
Wyjął telefon i odczytał wiadomość. Zapragnął znaleźć się u boku Akiego. Musiał tu jednak spędzić jeszcze godzinę.
Będę u ciebie za jakieś dwie godziny. Kocham cię i mocniej niż ty mnie.
Odpisał, dołączając do tego masę buziaczków. Wrócił do chłopca. Zanim się odezwał, przyszła kolejna wiadomość.
Ja kocham ciebie mocniej. Najbardziej na świecie.
Roześmiał się.
- Kto to? - zainteresował się dzieciak.
- Ktoś, kogo bardzo kocham. Masz czerwoną kredkę? - powie Akiemu osobiście, co czuje.
- Mam – chłopiec podał mu kredkę.
- Pomalujemy dachy na czerwono. Co ty na to?
- Super.

***

Haru i Keizo bawili się z grupką dzieci w ciuciubabkę. Teraz zielonooki miał zawiązaną na oczach apaszkę i chodził z rękoma przed sobą, szukając swej ofiary. Po kilku minutach złapał za koszulkę kogoś większego niż kilkuletnie dziecko. Osoba nie wyrywała się. Haru przesunął dłonią wzdłuż torsu chłopaka. Znał każdy szczegół tego ciała.
- Zostałeś schwytany, Keizo – zdjął materiał zasłaniający mu widok.
- Dałem się złapać – nie trudno było odgadnąć, że nie mówi tylko o tym.
Nie trudno też było, nawet tym niewtajemniczonym, odgadnąć, co ich łączy. Wystarczyło skierować na nich swe spojrzenie na jedną sekundę, aby w ich relacji wyczytać wszytko.
- Zakochana para, zakochana para – zaczęła dwunastoletnia dziewczynka siedząca na wózku inwalidzkim, a reszta obecnych dzieci poszła w jej ślady.
Haruki roześmiał się pełnym radości śmiechem.
- Widzisz, Kei, jakie dzisiejsze dzieci są mądre.
- Wyjątkowo, kochanie – ucałował go w policzek. Czymś większym wolał nie gorszyć dzieciaków, a tym bardziej być o to oskarżonym przez śledzącą ich kamerę.
- To teraz twoja kolej – zawiązał białowłosemu apaszkę na oczach. – Dzieciaki, teraz zły potwór będzie chciał was pożreć. Nie dajcie się mu złapać.
- Aaaaaaaa – dzieci zaczęły piszczeć.
- Nie strasz ich.
- One tylko udają, że się ciebie boją. Przecież jesteś taki słodki – szepnął mu do ucha.
- A ty coraz bardziej wygadany.
- W stosunku do ciebie. Łap mnie – cofnął się szybko i ręka Uedy natrafiła na pustkę. Od rana ciężko pracowali, więc teraz się całkiem rozluźnili. Nie traktowali tego, jak obowiązku. Dzieciaki były wspaniałe, a oni się świetnie z nimi bawili.
Każde z nich na koncie miało swoją historię, chorobę, która w wielu przypadkach była wyrokiem śmierci, kalectwem, ale teraz wszystkie zapomniały o tym na kilka chwil.
Miały one swoich rodziców, ale oni oddawali tu dzieci na te kilka godzin, by zapewnić im rehabilitację i kontakt z otoczeniem. Tutaj dzieci odżywały, bawiły się i mimo obecności lekarzy, nie myślały o chorobie.
Na to właśnie były potrzebne fundusze. Ośrodek musiał działać i aby nie pobierać opłat od rodziców, został zorganizowany koncert charytatywny, którzy Blue niedługo mieli zagrać. To miejsce musiało istnieć, leczyć i dawać radość dzieciakom.

***

Bliźniaki wraz z Isao dali kilka autografów, a teraz siedzieli w dużej sali na podłodze i bawili się kolejką. Pociąg mknął po torach, a pięcioletnia dziewczynka siedząca obok perkusisty śmiała się z jego min i dziecinnych żartów, jakimi wszystkich obsypywał ten pełen radości chłopak. Ustawiał przy okazji małe plastikowe drzewka tuż u podnóża góry, przez którą miał zaraz przejechać pociąg.
Isao obiecał sobie, że będzie tu częściej przyjeżdżał, już jako osoba prywatna.
Tymczasem Seiji odebrał swoją komórkę, uważnie śledząc wzrokiem ostatni wagon, który wyglądał, jakby miał zaraz odłączyć się od reszty składu.
- Halo.
Brat popatrzył na niego i na to, jak zmienia się mimika jego twarzy. Ich spojrzenia się spotkały.
-Dziękuję za wiadomość. Skontaktuję się z panem – rozłączył się. – Seiki, to był telefon z ośrodka uzależnień. Nasi rodzice zgłosili się wczoraj do nich i poprosili o leczenie.
- Słucham?
- To był ten lekarz, który ostatnio ich leczył. Powiedział, że z takim podejściem, jakie mają tym razem, może im się udać. Musimy tylko zapłacić – nie umiał ukryć radości w głosie.
Seiki odetchnął z ulgą. Może wtedy podczas wizyty u nich powiedział im wiele przykrych słów, ale kochał ich i mimo wszytko nie tracił nadziei.
- Zapłacimy, ile tylko zechcą. Chcę, by nasi rodzice nie pili.
Isao przysłuchiwał się ich rozmowie i też ucieszył się, że bliźniakom się układa w tej sferze ich trudnego życia. On sam w życiu zawodowym i osobistym był szczęśliwy i innym też się to należało.

***

Na koniec tych odwiedzin udzielili jeszcze krótkiego wywiadu reporterowi i obiecali wrócić.
Tomi pożegnał się z dzieciakami oraz poinformował Haru, gdzie będzie i co się stało. Obiecał zająć się jego kuzynem. Zamówił taksówkę, gdyż byli w ośrodku busem, i pojechał do kwiaciarni, gdzie kupił dwa bukiety róż. Jeden białych, a drugi czerwonych kwiatów. A potem podał adres taksówkarzowi.

***

Aki siedział w pokoju dziennym i oglądał telewizję albo może próbował to robić. Nic mu się nie podobało. Nudził się niemiłosiernie. Chciał nie myśleć o Ayu, dlatego wszystkie myśli kierował w stronę swego mężczyzny. Nie widzieli się raptem kilka godzin, a on już za nim tęsknił. Podskoczył, słysząc dzwonek do drzwi. Rzucił pilota na kanapę i wybiegł na przedpokój. Stanął jak wryty na widok swojej uśmiechniętej mamy i bukietu białych kwiatów, który trzymała. Zarumienił się, kiedy Tomi zauważywszy go, podszedł do niego i wręczył mu czerwone róże.
- Tylko nie mów, że go nie przyjmiesz, bo nie jesteś dziewczyną.
- Nie powiem tak, bo przestałbyś mnie rozpieszczać – przyjął róże, powąchał, a potem łapczywie wpił się w usta wokalisty.
Kobieta tylko z zadowoleniem uśmiechnęła się, widząc ich razem, by zaraz pójść po wazony i napełnić je wodą.
- Kocham cię mocniej niż ty mnie – szepnął Tomi, odrywając się od jego ust.
- Ja mocniej – kolejny pocałunek, tym razem szybki i krótki.
- Ja.
- Dobra, pójdźmy na kompromis. Kochamy się równie mocno.
- Zgadzam się. Jak się czujesz? – Tomi go przytulił.
- Teraz, kiedy jesteś ze mną, to czuję się wspaniale. Nie chcę myśleć, że mój kumpel mnie nienawidzi.
- Może Ayu przemyśli sobie wszystko i cię przeprosi. Zabraknie mu ciebie. Zobaczysz.
- Wątpię. Bądź przy mnie, Tomi. Wtedy dam sobie radę ze wszystkim – popatrzył mu prosto w oczy.
- Będę, ponieważ cię kocham – tak niewiele brakowało, by nie było tych chwil.
- Chłopcy, później będziecie się obsypywać słodkimi słowami, a teraz zapraszam na obiad – pani Kaima wyjrzała z kuchni.
- O, obiad z przyjemnością zjem. Nie miałem nic w ustach od rana.
- Nic? – nastolatek podniósł brwi. Doskonale pamiętał ich poranek, kiedy obudzili się z nabrzmiałymi problemami.
- Nic, poza tym – klepnął go w tyłek. – Idziemy jeść.
- Głodomór.
- Żebyś wiedział.
Zniknęli w pomieszczeniu, z którego dochodził zapach pieczonego kurczaka.

***

Nocą, gdy cały dom już zasypiał, Keizo jęknął, czując pocałunki na swoim brzuchu, a po chwili na swoim członku. Uwielbiał, jak Haruki mu obciągał. Chłopak stawał się w tym mistrzem, a jego języczek zniewalał.
- O tak – wczepił palce w jego włosy. – Tak mi rób – poruszył biodrami, czując, że znalazł się głęboko w jego ustach.
Hamada uśmiechnął się. Dziś zamierzał inaczej skończyć ich zabawę. Kei, poza pierwszym razem, zawsze bronił się przed skończeniem mu w ustach. Tym razem nie zamierzał mu na to pozwolić.
Sprawnie poruszał ręką po trzonie, pieścił jądra i pocierał miejsce tuż za nimi. Lizał i ssał jego penisa. Poślinił swój palec i wsunął go powoli w odbyt chłopaka.
Na ten gest Keizo zadrżał i pozwolił się ponieść. Haruki robił mu palcówkę i pieścił oralnie w taki sposób, że powoli zaczynał tracić zmysły, a każdy włosek na ciele stawał na baczność.
- Haruki, przestań, bo ja... O cholera – chciał odepchnąć jego głowę, ale Hamada zassał się mocniej i potarł palcami prostatę. Wtedy Kei już nie miał nic do gadania, mógł tylko krzyczeć, kiedy orgazm zapanował nad jego ciałem.
Haruki jeszcze chwilę popieścił go, by zaraz wysunąć z niego dwa palce, wylizując z wargi resztkę spermy białowłosego.
- Jakiś czas temu lekarz powiedział, bym nawilżał gardło. Nie powiedział, w jaki sposób. Uznałem, że ten będzie najlepszy – na jego ustach błądził wesoły uśmieszek. Zawisł nad nim i otarł się o jego udo. – A teraz proszę zająć się mną, skarbie.
- Kotuś, jesteś cholernie seksownym... - nie dokończył, gdyż przerwały mu słodkie usta. Bardzo chętnie zajął się zadowoleniem swojego chłopaka i nie skończyło się na jednym razie w obu przypadkach.

***

Tygodnie ciężkiej pracy, imprez, oficjalnych przyjęć, koncertów i wszelkich promocji oraz spotkań z fanami mijały szybko. Koncert charytatywny przyniósł ogromne zyski, a Blue często odwiedzali swoich małych fanów. Płyta okazała się wielkim sukcesem, miłość kwitła, a przyjaźń między chłopakami rosła.
Tak minęło lato i przyszła jesień.