Rozbieranie Sebastiana 5
Dodane przez Aquarius dnia Grudzie˝ 28 2013 14:06:15


Za drzwiami sta┼é Radek, podtrzymuj─ůc ramieniem pijan─ů, sk─ůpo ubran─ů dziewczyn─Ö, sam pijany jeszcze i z siniakiem na szcz─Öce.
- Dzi─Öki – wysapa┼é, wtaczaj─ůc si─Ö do mieszkania. - Nie mog┼éem znale┼║─ç klucza.
- A ja akurat nie mog┼éem spa─ç – wyz┼éo┼Ťliwi┼é si─Ö Sebastian, zamykaj─ůc za nim. - Id┼║ si─Ö po┼é├│┼╝, ┼Ťmierdzielu. Ta panna ju┼╝ chyba nie┼╝ywa jest, co?
- Martuniu, obud┼║ si─Ö – Radek poklepa┼é dziewczyn─Ö po twarzy, na co zareagowa┼éa nerwowym poderwaniem g┼éowy i rozmazanym spojrzeniem spod skudlonych, tlenionych w┼éos├│w. - Marta jest zm─Öczona. Pogadamy p├│┼║niej – m─Ö┼╝czyzna zasalutowa┼é, a Sebastianowi nie zosta┼éo nic innego jak parskn─ů─ç ┼Ťmiechem i p├│j┼Ť─ç pod poranny prysznic.
Siedzia┼é potem w kuchni, przy stole obok okna, wygl─ůdaj─ůc przez szyb─Ö na park po drugiej stronie ulicy i pij─ůc mocn─ů kaw─Ö po turecku, troch─Ö zbyt kwa┼Ťn─ů jak na jego gust, ale jednak smaczn─ů. Jako┼Ť znowu nie mia┼é apetytu, czu┼é, ┼╝e chudnie i wiedzia┼é, ┼╝e musi zrobi─ç co┼Ť, ┼╝eby wyrwa─ç si─Ö z tego stanu lekkiego zas─Öpienia, zanim ogarnie go on na dobre. Obieca┼é sobie, ┼╝e ju┼╝ nigdy, przenigdy nie dopu┼Ťci do takiej sytuacji, nie dopowadzi siebie do takiego stanu, w jakim znalaz┼é si─Ö po ┼Ťmierci Patryka, i teraz wyczulony by┼é podw├│jnie na ka┼╝d─ů zmian─Ö nastroju, staraj─ůc si─Ö z ca┼éych si┼é by j─ů pokona─ç i rozchodzi─ç.
Radek zwl├│k┼é si─Ö z ┼é├│┼╝ka po szesnastej, pom├│g┼é wyk─ůpa─ç si─Ö swojej dziewczynie, kt├│ra rzyga┼éa bez ko┼äca w toalecie, wracaj─ůc tam raz za razem, nawet po wypiciu kilku ┼éyk├│w herbaty. Sam zjad┼é ze smakiem jajka sma┼╝one na par├│wce, po czym oznajmi┼é, ┼╝e jak tylko odwiezie Martuni─Ö do domu, to idzie na spotkanie ze znajomymi z roku i nie tylko, i ┼╝e Sebastian powinien i┼Ť─ç z nim, bo mo┼╝e by─ç to naprawd─Ö fajna impreza.
- P├│jdziemy do Proletaryatu, napijemy si─Ö w├│dki. Mi to w sumie dobrze dzi┼Ť zrobi. Potem mo┼╝e Kultowa. Wiesz, doborowe towarzystwo, znasz ju┼╝ co niekt├│rych. R├│┼╝a b─Ödzie, wiesz, ta feministka z najfajniejszymi cyckami na wydziale, Adam b─Ödzie, co te┼╝ go ju┼╝ znasz. No, Seba – klepn─ů┼é go zach─Öcaj─ůco w plecy. - Ja jad─Ö z Martuni─ů, a ty si─Ö szykuj. Nie ma co siedzie─ç w domu, kiedy noce takie ┼éadne.
I rzeczywi┼Ťcie, tego roku wrze┼Ťniowe noce by┼éy nader ciep┼ée, gwia┼║dziste i pe┼éne aromatu, kt├│ry wywo┼éywa┼é w Sebastianie t─Ösknot─Ö i ledwie wyczuwaln─ů ni─ç ┼╝alu.

***

Zamiast do Proletaryatu, trafili grup─ů do pijalni w├│dki, g┼é├│wnie ze wzgl─Öd├│w ekonomicznych. Sebastian nie potrafi┼é si─Ö pocz─ůtkowo zaklimatyzowa─ç, ale po kilku shotach policzki mu pokra┼Ťnia┼éy i zacz─ů┼é wymienia─ç uszczypliwo┼Ťci z pi─Ökn─ů R├│┼╝─ů, kt├│ra pocz─ůtkowo oburzona, szybko pozna┼éa si─Ö na jego specyficznym poczuciu humoru. Do rozmowy na temat pornografii dla kobiet wtr─ůci┼é si─Ö Adam, dorzucaj─ůc swoje trzy grosze i wywo┼éuj─ůc u Sebastiana niekontrolowany wybuch g┼é─Öbokiego ┼Ťmiechu.
- Stary, jak mi si─Ö zawsze podoba┼é tw├│j tatua┼╝ – m├│wi┼é Sebastian, nachylaj─ůc si─Ö do niego z petem w d┼éoni i wskazuj─ůc na nagie rami─Ö m─Ö┼╝czyzny, kiedy wyszli przed pub na papierosa.
- Nawet zanim mnie pozna┼ée┼Ť? - za┼╝artowa┼é Adam, szukaj─ůc w kieszeniach spodni zapalniczki.
- Masz, odpal od mojego – poda┼é mu swojego peta, u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö do niego ca┼éym sob─ů. - Odk─ůd ci─Ö pozna┼éem – podkre┼Ťli┼é Sebastian, bez pardonu ┼éapi─ůc go za rami─Ö i ogl─ůdaj─ůc tatua┼╝ z nieskrywan─ů ciekawo┼Ťci─ů. - Nie no, kurwa, dzie┼éo sztuki – za┼Ťmia┼é si─Ö z uznaniem.
- A teraz zgadnij, czym si─Ö inspirowa┼éem. Przyjrzyj si─Ö dobrze, pierwsze skojarzenia i powiniene┼Ť trafi─ç. - Adam zaci─ůgn─ů┼é si─Ö dymem, oddaj─ůc towarzyszowi jego papierosa.
- Beksi┼äskim? - strzeli┼é Sebastian, zaci─ůgaj─ůc si─Ö z przyjemno┼Ťci─ů. Mimo ┼╝e mia┼é na sobie jedynie t-shirt, nie by┼éo mu zimno. W├│dka wyj─ůtkowo dobrze go rozgrza┼éa. - Widz─Ö no, ┼╝e to s─ů ko┼Ťci. Kr─Ögos┼éup. Wiesz, kurwa, chodzi┼éem kiedy┼Ť do szko┼éy – za┼Ťmia┼é si─Ö pogodnie.
- W dobre klimaty idziesz, ale to nie to. Nie widzia┼éem wszystkich prac Beksi┼äskiego, ale chyba nie ma u niego element├│w metalowych. Wiesz, ┼╝e wszystko b┼éyszcz─ůce, kosmiczne, organiczne i niepokoj─ůce. No dawaj, masz ostatni─ů szans─Ö. Podpowiem, ┼╝e jest to w chuj znane.
- W chuj znane, to pewnie Obcy i jego d┼éuuugi ogon – zarechota┼é Sebastian, przys┼éaniaj─ůc usta grzbietem d┼éoni. By┼é bardziej wstawiony ni┼╝ jego rozm├│wca, bo pi┼é r├│wnie┼╝ szybciej i wi─Öcej od niego.
Adam spojrza┼é na niego z pe┼énym uznaniem wymalowanym na twarzy. Trzymaj─ůc papierosa w ustach zacz─ů┼é bi─ç mu brawo, czyni─ůc przy tym lekki uk┼éon.
- No kurwa, a jak┼╝eby inaczej! Naogl─ůda┼éem si─Ö tych schizowych prac Gigera i stwierdzi┼éem, ┼╝e musz─Ö mie─ç co┼Ť kurwa takiego, w takich klimatach. I mam!
- M├│j mistrzu! - wybuchn─ů┼é ┼Ťmiechem Sebastian, rozbawiony jego oklaskami. - Te┼╝ zamierzam zrobi─ç sobie dziar─Ö, wiesz, ale co┼Ť znacznie skromniejszego...
- Malutk─ů r├│┼╝─Ö na po┼Ťladku? - zakpi┼é przyja┼║nie Adam.
- Nieee, raczej co┼Ť... innego. Chcesz, to ci narysuj─Ö – odpar┼é, otwieraj─ůc drzwi do zat┼éoczonego pubu.
Gdy usiedli na wysokich, barowych sto┼ékach, wyci─ůgn─ů┼é jedn─ů z serwetek stoj─ůcych na blacie i zacz─ů┼é mazga─ç po niej czarnym, rozlewaj─ůcym si─Ö troch─Ö d┼éugopisem, kilka drobnych symboli i t┼éumaczy─ç Adamowi ich znaczenie. By┼é to kruk, siedz─ůcy na klepsydrze, w kt├│rej zosta┼éo ju┼╝ niewiele piasku oraz lira z siedz─ůcym na niej motylem.
- No widzisz. Co┼Ť... co┼Ť takiego.
- Jezu cz┼éowieku, tatua┼╝ ze znaczeniem, wy┼╝szy poziom - zauwa┼╝y┼é Adam bez krzty kpiny w g┼éosie, przygl─ůdaj─ůc si─Ö pokracznym rysunkom z zastanowieniem. - Mog─Ö interpretowa─ç? Powiesz mi, czy trafi┼éem chocia┼╝ minimalnie.
- No mo┼╝esz, ale to pewnie takie proste jak krzy┼╝├│wka w Teledygodniu.
- Oj ju┼╝ sobie tak nie umniejszaj, poczekaj na moj─ů wersj─Ö. - Adam poklepa┼é go po ramieniu. - Widz─Ö zestawienie czego┼Ť delikatnego i no... jak to powiedzie─ç, bardziej... niebezpiecznego? Ostateczno┼Ť─ç i d┼éugowieczno┼Ť─ç. Je┼Ťli za bardzo si─Ö wczuwam, to wal.
- Noo, prawie stary ci si─Ö uda┼éo – Sebastian wyszczerzy┼é si─Ö szeroko, wlewaj─ůc w siebie kieliszek w├│dki i ocieraj─ůc usta palcami. - Kruk to zwiastun ┼Ťmierci, klepsydra to oczekiwanie na kres ┼╝ycia. Lira m├│wi o akcie umierania, a motyl to dusza opuszczaj─ůca cia┼éo. Takie tam... wiesz, za du┼╝o Goyi przed snem – odchrz─ůkn─ů┼é zak┼éopotany, bawi─ůc si─Ö pustym kieliszkiem i wylizuj─ůc z niego resztk─Ö alkoholu.
- Zadzwo┼ä do mnie jutro i jeszcze raz mi to powiedz, bo brzmi mega poetycko. Noo... moja metalowo-ko┼Ťciana konstrukcja to jak zachcianka dzieciaka, przy twoim powa┼╝nym podej┼Ťciu do dziary. Dla mnie brzmi super - wyrazi┼é sw├│j podziw Adam. - A gdzie j─ů strzelisz?
- Nie wiem jeszcze, ca┼éy czas si─Ö zastanawiam, czy to jest mi potrzebne. Z drugiej jednak strony – zastuka┼é kieliszkiem o bar, zerkaj─ůc znacz─ůco na barmana. - Czuj─Ö potrzeb─Ö... zrobienia tego. Wi─Öc... nie wiem. Mo┼╝e rzuc─Ö monet─ů, da mi lepsz─ů odpowied┼║ ni┼╝ takie rozmy┼Ťlanie.
- To zale┼╝y czy chcesz si─Ö dzieli─ç nim z innymi lud┼║mi, w sensie ┼╝eby go widzieli. Tak jak widz─ů moje, chyba ┼╝e zakopie si─Ö w paru swetrach i pi─Öciu workach, to nie b─Ödzie ich wida─ç. - Adam zam├│wi┼é to co jego rozm├│wca, czuj─ůc potrzeb─Ö wtopienia si─Ö stanem umys┼éu w otaczaj─ůc─ů go rzeczywisto┼Ť─ç. Trze┼║wo┼Ť─ç nie sprzyja┼éa tego typu do┼Ťwiadczeniom zbieranym w klubach. - A czemu w og├│le taka tematyka? Ka┼╝dy wie, ┼╝e ┼Ťmier─ç przyjdzie. Sk─ůd my┼Ťl, ┼╝eby jeszcze siebie ni─ů znaczy─ç?
- M├│wisz, ┼╝e ka┼╝dy o tym wie? Nie wydaje mi si─Ö... - odpar┼é wolno m─Ö┼╝czyzna, rozgarniaj─ůc palcami po blacie rozsypane orzeszki. - Niekt├│rzy ┼╝yj─ů tak mocno, jakby ┼Ťmier─ç ich nie dotyczy┼éa. Jakby byli wieczni – zerkn─ů┼é mu kr├│tko w oczy, zapadaj─ůc si─Ö coraz g┼é─Öbiej we w┼éasn─ů melancholi─Ö. - Mia┼éem... przyjaciela. Chcia┼ébym go jako┼Ť upami─Ötni─ç. Zreszt─ů, niewa┼╝ne – machn─ů┼é r─Ök─ů, po czym zgarn─ů┼é w┼éasne rysunki i zmi─ů┼é je w zamy┼Ťleniu w pi─Ö┼Ťci.
- Nie no zaraz, poczekaj. - Adam chwyci┼é go za d┼éo┼ä i wyci─ůgn─ů┼é spod palc├│w zgnieciony papier. - M├│wi┼éem czysto teoretycznie, z w┼éasnego punktu widzenia. Przyja┼║┼ä to kurewsko wa┼╝na rzecz.
Sebastian spojrza┼é na jego r─Ök─Ö w zastanowieniu, pochmurniej─ůc na twarzy jeszcze bardziej.
- Chyba nie chc─Ö o tym rozmawia─ç – powiedzia┼é wolno, wypuszczaj─ůc z r─Öki chusteczk─Ö. - To tylko kawa┼éek papieru. Nic nie znaczy. Troch─Ö pierdolonego tuszu. Prawdziwy tatua┼╝ mam tutaj – wskaza┼é palcem na swoj─ů skro┼ä. - I z tym b─Öd─Ö musia┼é ┼╝y─ç ju┼╝ do ko┼äca. A jakie┼Ť g├│wna na sk├│rze to ju┼╝ tylko kwestia fantazji.
- Masz racj─Ö, tak w┼éa┼Ťnie jest. Czyty egoizm ┼Ťwiata. - Adam wycofa┼é d┼éo┼ä, na moment zapadaj─ůc si─Ö we w┼éasnych rozmy┼Ťlaniach, ┼╝eby po chwili zawo┼éa─ç barmana i poprosi─ç o kolejn─ů kolejk─Ö. - Nie ma co o tym my┼Ťle─ç, lepiej si─Ö napi─ç. Pij, Seba.
Sebastian wychyli┼é kieliszek na raz, po czym poprosi┼é o nast─Öpny, czuj─ůc, ┼╝e nied┼éugo b─Ödzie z nim ┼║le i kto┼Ť b─Ödzie musia┼é pom├│c mu dotrze─ç do domu. M├│g┼é co prawda przystopowa─ç tempo picia, ale w tym nastroju mia┼é ochot─Ö ur┼╝n─ů─ç si─Ö do nieprzytomno┼Ťci.
- Za w┼éoskie ┼╝arcie, w┼éoskie wino i za w┼éoskich ch┼éopc├│w! - stukn─ů┼é si─Ö z nim kieliszkiem, po czym parskn─ů┼é ┼Ťmiechem, kul─ůc si─Ö pijacko w sobie. - Sorry, stary. Zapomnia┼éem, ┼╝e jestem jedyny homo w towarzystwie. Za w┼éoskich ch┼éopc├│w i jedn─ů w┼éosk─ů cipk─Ö dla ciebie! - za┼Ťmia┼é si─Ö ponownie, napi┼é, a R├│┼╝a, kt├│ra tylko us┼éyszal┼éa s┼éowo „cipka”, waln─Ö┼éa go ┼éokciem w plecy tak mocno, ┼╝e a┼╝ zakaszla┼é.
- Skarbie, skarbie, ta noc nale┼╝y do nas – zanuci┼é, o dziwo ca┼ékiem ┼éadnie, obejmuj─ůc j─ů ramieniem przez szyj─Ö i pr├│buj─ůc da─ç jej buziaka.
- Jak na homo nie┼║le lecisz na laski - skomentowa┼é ┼╝artobliwie jego poczynania Adam, z cieniem u┼Ťmiechu na ustach.
- Nieee, nie na laski, tylko na R├│┼╝yczk─Ö – za┼Ťmia┼é si─Ö Sebastian, cmokaj─ůc j─ů dla ┼╝artu w szyj─Ö, a┼╝ dziewczyna nie odwin─Ö┼éa si─Ö i przy┼éo┼╝y┼éa mu w twarz, a┼╝ plasn─Ö┼éo. - Och skarbie, lubi─Ö na ostro – zakpi┼é z niej przyja┼║nie, niewiele sobie z tego robi─ůc. By┼é ju┼╝ bardzo pijany.
Ciche parskni─Öcie wydoby┼éo si─Ö z ust Adama, rozbawionego rozgrywaj─ůc─ů si─Ö przed nim scen─ů. U┼Ťmiecha┼é si─Ö, lecz przyjemna euforia dzisiejszego wieczoru rozp┼éywa┼éa si─Ö pod ci─Ö┼╝arem niechcianych my┼Ťli. Napi┼é si─Ö kolejny raz, ┼╝ycz─ůc Sebastianowi w my┼Ťlach, aby odnalaz┼é upragnione ukojenie.

***

Ta zima by┼éa dla Sebastiana wyj─ůtkowo ┼éaskawa. ┼Ünieg nie pada┼é prawie w og├│le, a je┼Ťli ju┼╝, to topnia┼é natychmiastowo. By┼éo ciep┼éo, szed┼é wi─Öc ulic─ů w rozpi─Ötej kurtce, s┼éuchaj─ůc jak ┼Ťpiewaj─ů pomylone ptaki, mimo ┼╝e luty nie zamierza┼é si─Ö jeszcze ko┼äczy─ç. Sebastian zawsze odlicza┼é czas na zasadzie „oby do marca”, do tej magicznej granicy, kiedy wszystko zaczyna┼éo budzi─ç si─Ö do ┼╝ycia z zimowego letargu, kiedy soki wraca┼éy do drzew, kiedy ga┼é─Özie robi┼éy si─Ö ci─Ö┼╝kie od li┼Ťci, niebo ci─Ö┼╝kie od wiosennego deszczu. Z przyjemno┼Ťci─ů poczu┼é na policzkach powiew wiatru, dziwnie ciep┼éego, wiatru nios─ůcego zapowied┼║ wiosny, nios─ůcego t─Ösknot─Ö i jednocze┼Ťnie oczyszczaj─ůcego jego serce z ┼╝alu.
Czasami, kiedy budzi┼é si─Ö w ┼Ťrodku nocy, sam w pustym pokoju i w pustym ┼é├│┼╝ku, t─Ösknota nadp┼éywa┼éa do niego tak intensywnie, tak mocno ┼Ťciska┼éa mu krta┼ä. Nie wiedzia┼é ju┼╝, czy t─Öskni bardziej za mi─Ökkim, uleg┼éym Marcinem, za ┼üukaszem, kt├│ry by┼é ju┼╝ dla niego tylko kumplem, czy mo┼╝e za Patrykiem, kt├│ry przesta┼é przychodzi─ç do niego w snach i pojawia┼é si─Ö ju┼╝ tylko czasem we wspomnieniach, z u┼Ťmiechaj─ůcymi si─Ö oczyma i grzesznie pe┼énymi wargami, ze swoj─ů m┼éodzie┼äcz─ů gwa┼étowno┼Ťci─ů i wra┼╝liwo┼Ťci─ů, dla kt├│rej nie znajdowa┼é zast─Öpstwa.
Od czasu Patryka nie mia┼é nikogo, nie potrafi┼é zainteresowa─ç si─Ö nikim, zblizy─ç si─Ö czy cho─çby kogo┼Ť poca┼éowa─ç. Raz czy dwa zmusi┼é si─Ö do wyj┼Ťcia do gejowskiego klubu, ale wychodzi┼é zwykle po p├│┼é godziny, nie mog─ůc znie┼Ť─ç atmosfery nasyconej erotyk─ů. Czu┼é, jakby ta cz─Ö┼Ť─ç jego, kt├│ra potrzebowa┼éa seksu i blisko┼Ťci drugiego cz┼éowieka zosta┼éa mu usuni─Öta, jakby wyci─Öto mu j─ů, zrakowacia┼é─ů i chor─ů, i zosta┼é tylko on, skazany na samotno┼Ť─ç, upo┼Ťledzony, zgorzknia┼éy.
Cz─Östo nastomiast wychodzi┼é na miasto z Radkiem, kilka razy przyjecha┼éa do niego Justine z Przemkiem i wymieszanie tych dw├│ch towarzystw r├│wnie┼╝ by┼éo dla niego mi┼ée i przyjemne. Cz─Östo na tych spotkaniach pojawia┼é si─Ö Adam i rozmawiali ze sob─ů du┼╝o wi─Öcej ni┼╝ kiedy┼Ť, odnajduj─ůc niespodziewanie wsp├│lny j─Özyk w zami┼éowaniu do science fiction i industrialnych klimat├│w cyberpunka. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e Adam zatrudni┼é si─Ö jako kelner w jednym z jego ulubionych pub├│w, widywali si─Ö wi─Öc jeszcze cz─Ö┼Ťciej, i Sebastian sam nie wiedzia┼é, kiedy pozwoli┼é m─Ö┼╝czy┼║nie przej─ů─ç w swoim ┼╝yciu rol─Ö ┼üukasza, przyjaciela, powierzyciela, kogo┼Ť, do kogo dzwoni┼éo si─Ö w ┼Ťrodku nocy, ┼╝eby powiedzie─ç, jakie to z┼ée i ponure jest ┼╝ycie, i nie trzeba by┼éo mie─ç z tego powodu wyrzut├│w sumienia. Kiedy przysz┼éa wiosna, razem wybrali si─Ö do puszczy Zielonki na tras─Ö pi─Ö─çdziesieciu kilometr├│w, odnajduj─ůc si─Ö r├│wnie┼╝ znakomicie na p┼éaszczy┼║nie pieszych w─Ödr├│wek. Sebastianowi zamarzy┼éa si─Ö wyprawa w g├│ry i nie omieszka┼é zaproponowa─ç tego Kamykowi, ca┼éy podekscytowany i na┼éadowany pozytywn─ů energi─ů.
- S┼éuchaj, stary, we┼║ sobie dwa tygodnie urlopu w lipcu i jed┼║my w Biesy! To by by┼éo co┼Ť – u┼Ťmiecha┼é si─Ö Sebastian, nabieraj─ůc pe┼éne p┼éuca powietrza i ciesz─ůc si─Ö niesamowicie, ┼╝e mo┼╝e by─ç tu teraz, tak blisko natury, pod niebem ogromnym i b┼é─Ökitnym, beztrosko wolny, zm─Öczony, szcz─Ö┼Ťliwy.
Adam, Kamyk, jak coraz cz─Ö┼Ťciej m├│wi┼é do niego, kiedy przyzwyczai┼é si─Ö ju┼╝ do tego ┼Ťmiesznego pseudonimu, kt├│ry pocz─ůtkowo zupe┼énie mu nie podchodzi┼é, by┼é w jego ┼╝yciu coraz bardziej obecny, i by┼éo to mi┼ée, koj─ůce do┼Ťwiadczenie, tym bardziej, ┼╝e zdarza┼éo im si─Ö coraz cz─Ö┼Ťciej rozumie─ç niemal bez s┼é├│w i mogli milcze─ç ze sob─ů swobodnie, delektuj─ůc si─Ö chwilami.
Coraz rzadziej rozmy┼Ťla┼é o Patryku, niemal zupe┼énie pogodzi┼é si─Ö z jego ┼Ťmierci─ů i dopiero wtedy zdecydowa┼é si─Ö na zrobienie tatua┼╝u, jaki pokazywa┼é Adamowi. Kruk z klepsydr─ů ozdobi┼éy jego lew─ů ┼éopatk─Ö, lira i motyl znalaz┼éy si─Ö natomiast na prawej. Tatua┼╝e by┼éy drobne, ale wykonane starannie i misternie, i Sebastian by┼é z nich zadowolony. Czu┼é, ┼╝e teraz, kiedy jest ju┼╝ pewien, ┼╝e nie zapomni o nim nigdy, nie musi codziennie sobie o nim przypomina─ç. By┼éo to pewnego rodzaju b┼éogos┼éawie┼ästwo, dobra wr├│┼╝ba na te wszystkie dni, kt├│re mia┼éy dopiero nadej┼Ť─ç.
Pod koniec czerwca wybra┼é si─Ö z Justine i Przemkiem nad morze. Przyjaciele zd─ů┼╝yli pozna─ç ju┼╝ Adama, i Justine t┼éumaczy┼éa mu nami─Ötnie niemal ca┼é─ů drog─Ö do Ustki, ┼╝e Kamyk bankowo jest gejem, ┼╝e ona widzi to swoim trzecim okiem i Sebastian jest ┼Ťlepy jak labaratoryjny szczur, ale m─Ö┼╝czyzna nie dawa┼é temu wiary, bo nie czu┼é r├│wnie┼╝ potrzeby, by interesowa─ç si─Ö orientacj─ů swojego nowego przyjaciela. Byli w ko┼äcu tylko przyjaci├│┼émi, i jego seksualno┼Ť─ç nie interesowa┼éa Sebastiana ani troch─Ö. Seks w og├│le przesta┼é go interesowa─ç.
Do Poznania wr├│ci┼é mocno opalony, z policzkami lekko przypieczonymi przez s┼éo┼äce, z w┼éosami rozja┼Ťnia┼éymi i sk├│r─ů g─Östo usian─ů piegami. Czu┼é si─Ö wypocz─Öty i zrelaksowany jak m┼éody b├│g. Niczego nie by┼éo mu trzeba ju┼╝ do szcz─Ö┼Ťcia, i m├│g┼éby delektowa─ç si─Ö tym stanem, gdyby nie s┼éowa Justine, kt├│re nachalnie go prze┼Ťladowa┼éy.
Jeste┼Ť za m┼éody, ┼╝eby by─ç tak d┼éugo w celibacie. Musisz z kim┼Ť spr├│bowa─ç, Seba. Nie mo┼╝esz sp─Ödzi─ç ┼╝ycia samotnie.
T┼éumaczenie, ┼╝e ma przecie┼╝ ich, swoich najdro┼╝szych przyjaci├│┼é, swoj─ů ma┼é─ů rodzin─Ö, na niewiele si─Ö zdawa┼éy. Postanowi┼é zmusi─ç si─Ö i uda─ç do bran┼╝owego klubu, mimo ┼╝e od pocz─ůtku uwa┼╝a┼é to za z┼éy pomys┼é.

***

Wszystko by┼éo tu takie, jak pami─Öta┼é. Muzyka gra┼éa za g┼éo┼Ťno, ┼╝eby rozmawia─ç, na parkiecie panowa┼é ┼Ťcisk, dziewczyny ca┼éowa┼éy si─Ö na kanapach a m─Ö┼╝czy┼║ni falowali w ta┼äcu, ocieraj─ůc si─Ö o siebie jednoznacznie i erotycznie. Piwo przynajmniej by┼éo mocne, nierozwodnione, i kupi┼é sobie wi─Öc jedno i stan─ů┼é z butelk─ů przy ┼Ťcianie, gapi─ůc si─Ö bezmy┼Ťlnie na ta┼äcz─ůcy t┼éum. Kiedy┼Ť by sobie kogo┼Ť tu znalaz┼é. Kiedy┼Ť z ch─Öci─ů by zapolowa┼é. Ale nie teraz. Teraz by┼é ju┼╝ innym cz┼éowiekiem.
Z kanap umiejcowionych za parkietem wsta┼é kto┼Ť nieporadnie i przeciska┼é si─Ö przez rozbawion─ů m┼éodzie┼╝, ┼Ťciskaj─ůc w d┼éoni do po┼éowy opr├│┼╝niony kufel. Sebastian ze zdziwieniem rozpozna┼é Adama, ale kiedy spotkali si─Ö spojrzeniem, u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö tylko szeroko i wyci─ůgn─ů┼é do niego r─Ök─Ö, zadowolony ze spotkania.
- No, stary, nie m├│wi┼ée┼Ť, ┼╝e zmieniasz robot─Ö. Ale wiesz, tu raczej nic nie wyrwiesz. To klub dla ciot, jakby┼Ť nie widzia┼é – zakpi┼é przyja┼║nie, popychaj─ůc go w stron─Ö schod├│w prowadz─ůcych na parter, gdzie by┼éo ciszej i mo┼╝na by┼éo swobodnie porozmawia─ç.
- O ja pierdol─Ö, ale mnie nastraszy┼ée┼Ť. - Adam za┼Ťmia┼é si─Ö nieporadnie, nie przestaj─ůc si─Ö u┼Ťmiecha─ç, wyra┼║nie zaskoczony obecno┼Ťci─ů przyjaciela. - Nakry┼ée┼Ť mnie, desperata.
- Pracujesz teraz, czy masz chwil─Ö, ┼╝eby usi─ů┼Ť─ç? Ja pierdol─Ö, sama dzieciarnia. Za MOICH czas├│w imprezy tutaj wygl─ůda┼éy inaczej – roze┼Ťmia┼é si─Ö Sebastian, rzucaj─ůc spojrzenia na gor─ůcy, rozta┼äczony t┼éum.
Adam przygl─ůda┼é mu si─Ö przez chwil─Ö, wyra┼║nie zastanawiaj─ůc nad propozycj─ů oraz wieloma innymi kwestiami, kt├│re da┼éy o sobie zna─ç. Rzuci┼é spojrzeniem na pe┼én─ů sal─Ö, jakby ocenia┼é, czy rzeczywi┼Ťcie mo┼╝e urwa─ç si─Ö na chwil─Ö ze swoich obowi─ůzk├│w.
- Jak ju┼╝ mnie dorwa┼ée┼Ť, odkry┼ée┼Ť wstydliwy sekret, to jestem zmuszony ci potowarzyszy─ç. Jako┼Ť wybije ci z g┼éowy ten fragment dnia, ┼╝eby┼Ť przypadkiem naszym znajomym si─Ö nie pochwali┼é, gdzie dorabiam - zauwa┼╝y┼é z powag─ů w g┼éosie, ale Sebastian zna┼é go na tyle, ┼╝eby dostrzec nut─Ö rozbawienia kryj─ůc─ů si─Ö w tych s┼éowach. Adam jak zwykle ┼╝artowa┼é.
- Uuu, a co, po godzinach na barze mo┼╝na liczy─ç na striptiz? - zakpi┼é Sebastian, ci─ůgn─ůc go za r─Ökaw na parter, gdzie sta┼éo kilka wolnych, zacisznych kanap i mo┼╝na by┼éo rozmawia─ç swobodnie, chocia┼╝ co niekt├│rzy wykorzystywali intymno┼Ť─ç tych miejsc do zupe┼énie innych cel├│w. - Kurwa, wiesz, stercz─Ö tu z p├│┼é godziny i nic. Normalnie nic. Kiedy┼Ť to ju┼╝ bym tam z tymi smarkami ta┼äcowa┼é, wiesz. Albo ju┼╝ bym z kt├│rym┼Ť w sraczu siedzia┼é. A teraz... nic. Nie wiem, kurwa, zatru┼éem si─Ö metalami ci─Ö┼╝kimi, czy co? Jako┼Ť nie umiem poczu─ç klimatu – wyrzuci┼é z siebie, kiedy rozsiad┼é si─Ö ju┼╝ na mi─Ökkiej kanapie obitej czerwon─ů sk├│r─ů, stawiaj─ůc sobie butelk─Ö piwa mi─Ödzy udami i odchylaj─ůc g┼éow─Ö do ty┼éu.
- Jak chcesz to zaraz poprosz─Ö kumpli za baru i podrzuc─ů ci jaki┼Ť specyfik na rozruszanie ko┼Ťci. - Adam za┼Ťmia┼é si─Ö pod nosem, trac─ůc resztk─Ö powagi jaka jeszcze w nim pozosta┼éa. - Sorry Seba, sprzeda┼ébym ci jaki┼Ť niez┼éy tekst na laski, ale nie wiem, czy trafisz w gust, kt├│rego┼Ť z ta┼äcuj─ůcych facet├│w.
- Wiesz, stary, to nie o to chodzi – powiedzia┼é ciszej Sebastian, odwracaj─ůc twarz w jego stron─Ö i wtulaj─ůc si─Ö policzkiem w mi─Ökkie obicie kanapy. - Nie o to chodzi, ┼╝e nie umia┼ébym sobie poderwa─ç kolesia, tylko o to, ┼╝e wiesz... Nie potrafi─Ö... Nie wiem, kurwa! - zirtowa┼é si─Ö na siebie, nakry┼é twarz d┼éo┼ämi, odetchn─ů┼é g┼é─Öbiej. - Od ┼Ťmierci... wiesz, Patryka, nie potrafi─Ö si─Ö do tego zabra─ç. Justine m├│wi, ┼╝e kutas mi nied┼éugo uschnie. Kurwa, no. Ma pewnie racj─Ö. Jezu. Po co ja ci to m├│wi─Ö? - j─Ökn─ů┼é ┼╝a┼éo┼Ťnie, krzywi─ůc brzydko twarz.
Adam odetchn─ů┼é ci─Ö┼╝ko, nie odzywaj─ůc si─Ö przez dobre par─Ö sekund. My┼Ťla┼é, zastanawia┼é si─Ö i analizowa┼é wiele sugestii, pr├│buj─ůc wygrzeba─ç cokolwiek wartego uwagi.
- Spokojnie, nie zemdli┼éo mnie - odezwa┼é si─Ö w ko┼äcu, zwracaj─ůc wzrok na kumpla. - Seba, mo┼╝e po prostu si─Ö temu poddaj? Podejd┼║, zagadaj, daj si─Ö ponie┼Ť─ç. A mo┼╝e to jaka┼Ť... niewidzialna bariera, w kt├│r─ů walisz ┼ébem, ale nawet o tym nie wiesz? Tak przyzwyczai┼ée┼Ť si─Ö do grzania ty┼éka sam, ┼╝e ci─Ö┼╝ko ci wr├│ci─ç na pole gry.
- Wszyscy s─ů tacy sami. Wiesz, anonimowe, jednakowe twarze. Nie wiem, mo┼╝e mam za du┼╝e wymagania. Szukam chuj wie czego. Czekam na co┼Ť. Nie wiem. Marzy mi si─Ö ksi─ů┼╝─Ö z bajki, kto┼Ť m─ůdrzejszy ode mnie, kto┼Ť lepszy, kto mnie czego┼Ť nauczy – powiedzia┼é cicho, wci─ůgaj─ůc nogi na kanap─Ö i p├│┼éle┼╝─ůc na niej bokiem z zamkni─Ötymi oczyma. Palce nie┼Ťwiadomie b┼é─ůdzi┼éy po szyjce opr├│┼╝nionej butelki. - Nie musia┼éby by─ç jaki┼Ť wiesz, super przystojny, wysportowany, chuj wie co. Chyba si─Ö starzej─Ö... - wyszepta┼é, przecieraj─ůc palcami oko, kt├│re nagle zapiek┼éo.
- Nie brzmi jako┼Ť zajebi┼Ťcie wyg├│rowanie. To mo┼╝e jak... Hmm, jak nie kto┼Ť obcy, to mo┼╝e kto┼Ť znajomy? - zasugerowa┼é Adam, bior─ůc wi─Ökszy ┼éyk piwa.
- Przemek, w ko┼äcu, po tylu latach! - za┼Ťmia┼é si─Ö Sebastian, kr─Öc─ůc si─Ö niespokojnie na kanapie. - Ooo, on to by┼é by w raju. W ko┼äcu zaliczy┼éby ka┼╝dego znanego sobie peda┼éa. Sorry Winetou, nie tym razem.
- To jedyny gej znajomy?
- Jako┼Ť nie mam ochoty pog┼é─Öbia─ç znajomo┼Ťci z tymi, o kt├│rych wiem, ┼╝e s─ů homo. Wi─Ökszo┼Ť─ç z nich to jednak straszne kurwy – odpar┼é sm─Ötnie m─Ö┼╝czyzna, wysysaj─ůc z butelki resztki piwa.
- ┼üoo ho ho, ostre s┼éowa, kolego. A to w czym┼Ť zawadzi? W ko┼äcu chcesz jedynie porucha─ç.
- Gdybym chcia┼é jedynie porucha─ç, to dawno bym to zrobi┼é. M├│wi┼éem ci, ┼╝e czekam na ksi─Öcia i mentora w jednym – u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö pod nosem, wstaj─ůc leniwie z kanapy. - Dawaj ten pusty kufel, postawi─Ö ci piwo.
- W ko┼äcu rewan┼╝ za ten pijacki wiecz├│r, kiedy chla┼ée┼Ť ze swoim niewidzialnym przyjacielem W┼é├│czykijem? - Adam dopi┼é szybko resztki alkoholu i poda┼é puste naczynie kumplowi.

Po chwili zosta┼é sam, zastanawiaj─ůc si─Ö g┼é─Öboko nad zachowaniem Sebastiana, w┼éasnym post─Öpowaniem oraz tym, ┼╝e ukrywa┼é przed nim pewien znacz─ůcy fakt. Przetar┼é twarz d┼éoni─ů, zaczesuj─ůc w┼éosy do ty┼éu i wbijaj─ůc wzrok w przyciemniony sufit, po kt├│rym od czasu do czasu snu┼éy si─Ö dr┼╝─ůce plamy ┼Ťwiat┼éa.
Sebastian wr├│ci┼é po chwili z dwoma butelkami zielonego Lecha i poda┼é jedn─ů Adamowi, rozsiadaj─ůc si─Ö z szelmowskim, zadowolonym u┼Ťmiechem. By┼éo mu dobrze, niczego mu nie brakowa┼éo. Nawet to, ┼╝e znowu nie uda┼éo mu si─Ö nikogo pozna─ç nie mia┼éo znaczenia, bo przecie┼╝ by┼é Kamyk i mogli rozmawia─ç ze sob─ů.
- Co, styrany po robocie? - zagada┼é, odbiegaj─ůc od tematu wcze┼Ťniejszej rozmowy.
- Bynajmniej, bo tu nie pracuj─Ö. I to jest jedna z kwestii, kt├│r─ů jestem ci winien wyja┼Ťni─ç. - Adam u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do niego przepraszaj─ůco, decyduj─ůc si─Ö zasi─ů┼Ť─ç bli┼╝ej przyjaciela. - W sumie to masz jeszcze jedngo znajomego geja. Nie jest ksi─Öciem z bajki, bli┼╝ej mu do pojebanego trefnisia, ale mo┼╝e... Mo┼╝e zdejmie z ciebie ten problematyczny czar. - Obliza┼é wargi, zatrzymuj─ůc wzrok gdzie┼Ť na pod┼éodze, nerwowo stukaj─ůc opuszkami palc├│w o ch┼éodn─ů powierzchni─Ö butelki. Za┼Ťmia┼é si─Ö. - Je┼Ťli chcesz z kim┼Ť spr├│bowa─ç... To mo┼╝esz ze mn─ů.
Sebastian zakrztusi┼é si─Ö pitym w┼éa┼Ťnie piwem, pochyli┼é si─Ö do przodu i wyplu┼é alkohol z ust prosto na pod┼éog─Ö. Odkaszln─ů┼é jeszcze kilka razy, pr├│buj─ůc usun─ů─ç nap├│j z p┼éuc.
- Dosta┼ée┼Ť w┼éa┼Ťnie miano kr├│la dowcipu miesi─ůca. Dzi─Öki stary, ubawi┼éem si─Ö przednio – rzuci┼é, g┼éosem zniekszta┼éconym przez zaskoczenie i zd┼éawionym od zakrztuszenia.
Adam pokr─Öci┼é g┼éow─ů, rozbawiony ca┼é─ů reakcj─ů. Kompletnie si─Ö temu nie dziwi┼é, lecz nie mia┼é zamiaru t┼éumaczy─ç tego dobitniej. Spojrza┼é na twarz przyjaciela, u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö ┼éobuzersko, tylko chwil─Ö wahaj─ůc si─Ö, czy powinien zrobi─ç to, na co mia┼é w┼éa┼Ťnie ochot─Ö. Trudno, najwy┼╝ej wyjdzie z tej sytuacji z wi─Ökszymi obra┼╝eniami, i to na w┼éasne ryzyko. Dotkn─ů┼é jego twarzy, spojrza┼é ostatni raz w oczy, by znale┼║─ç ni─ç zaskoczenia i pog┼é─Öbi─ç j─ů, kiedy go poca┼éowa┼é.
Sebastian zupe┼énie odruchowo rozchyli┼é usta, przymkn─ů┼é powieki i zmi─Ök┼é zupe┼énie, pozwalaj─ůc sobie na kr├│tkie westchnienie przez nos i chwil─Ö zapomnienia, kt├│ra nie trwa┼éa d┼éu┼╝ej ni┼╝ kilka sekund. Potem jednak odsun─ů┼é si─Ö od niego i spojrza┼é na Adama tak, jakby go w og├│le nie zna┼é, jakby by┼é kim┼Ť obcym, i by┼éo w tym spojrzeniu co┼Ť bardzo nieweso┼éego.
- Ja pierdol─Ö... - szepn─ů┼é do siebie, zgarniaj─ůc z kanapy swoj─ů kurtk─Ö i nie obdarowuj─ůc Kamyka nawet jednym spojrzeniem. - Wszystko, stary... zepsu┼ée┼Ť.
Potem zwyczajnie uciekł.