Bliskość poza planem 47
Dodane przez Aquarius dnia Listopada 16 2013 11:43:37


Rozdział 47 - Słodzisz, czy pieprzysz?


Biała firana śniegu od samego rana była jedynym widokiem rozpościerającym się za oknem pokoju Artura. Tej zimy opady białego puchu pokryły każdy fragment wolnej przestrzeni, dzięki czemu Święta Bożego Narodzenia miały idealną oprawę oraz klimat. Minęło już parę dni, kiedy Artur wraz z Justyną pożegnali jej rodziców na dworcu centralnym, z czego mężczyzna się cieszył, do końca nie potrafiąc przyzwyczaić się do troski dziadków o jego zdrowie.
Oderwał wzrok od okna, naciągając na szarą koszulkę z guzikami przy szyi czarny sweter z kapturem, myślami wciąż krążąc wokół Piotra i ich wspólnego sylwestra. Przez ostatni miesiąc w ogólnie nie poznawał samego siebie, zaskoczony wciąż odkrywanymi uczuciami względem partnera, tego jak się przy nim zmieniał, zachowywał. Wcześniej przy nikim innym nie doznawał temu podobnych emocji, uradowany na każde spotkanie z mężczyzną, niczym nastolatek.
Uśmiechnął się do siebie i zapiął plecak, w którym zapakował maści i inne rzeczy, dzięki którym dbał o sztuczne oko. Epiproteza była cienką, szklaną nakładką, nałożoną na ruchomy implant, a ten kierowany przez mięśnie oczodołu. Dopasowanie jej na szczęście nie stanowiło problemu, chociaż Artur po przeczytaniu paru opinii na forum dla jednookich miał masę obaw, ale i tak nie miał innego wyjścia. W końcu rodzice zdecydowali, że taniej wyjdzie im pojechać do Niemiec i tam mając pewność, że epiproteza będzie wysokiej jakości, wykonać ją. Efekt był zadowalający, nic go nie uwierało, nie przesuwało, kiedy się śmiał czy patrzył w bok. Oko było minimalne mniejsze, ale i Justyna, i ojciec przyznali, że trzeba dobrze się przypatrzeć, aby zauważyć różnice. Piotr również był mile zaskoczony, co bardzo przyjemnie mu wyraził.
Zarzucił plecak na ramię i sięgnął po okulary leżące na biurku. Wzrok mu się nie pogorszył, a wręcz odwrotnie, mocno wyostrzył w zdrowym oku, wolał jednak nosić zerówki, aby zminimalizować jakiekolwiek szansę, że ktoś obcy zorientuję się w jego kalectwie. Szersze zabudowania okularów pozwalały ukryć to, ale również uspokajały psychicznie mężczyznę, że nikt nie będzie się w niego wgapiać. Spojrzenia ludzi jednak przyciągały blizny, zmieniające kolor, w obecnej formie różowe, lekko wypukłe. Specjalna maść pomagała złagodzić wygląd, ale i tak skóra na twarzy nadal miała nierówną fakturę. Wszystkie te niedoskonałości, już tak mocno nie drażniły Artura, chociaż ciężko było mu patrzeć na siebie w lustrze. Czuł, że gdyby nie całkowita akceptacja ze strony Piotra, znacznie krytyczniej podchodziłby do tego wszystkiego.
Wyszedł z pokoju i ruszył korytarzem, zatrzymując się jednak tuż przed lustrem, aby zerknąć na godzinę w telefonie. Mimowolnie obejrzał swoją sylwetkę w odbiciu, dostrzegając wyraźne zmiany, które zaszły w nim na przestrzeni tych paru miesięcy. Białym włosom ustąpiły dwu-trzy centymetrowe rudawe odrosty, które w przyszłości miał zamiar zaczesywać na lewą stronę, aby uzyskać dodatkową możliwość ukrycia oka oraz blizn.
- Justyna, idziesz? - zawołał w stronę sypialni matki, mając nadzieję, że kobieta jest już gotowa do wyjścia. Chciał być punktualnie na dwudziestą u Piotra, i ani myślał się spóźniać. Ruszył korytarzem po miękkim dywanem i kiedy zatrzymał się przed pokojem matki, zapukał stanowczo. Justyna wychodziła z Szymonem do hotelu Victoria, wcześniej jednak mając zamiar z godzinę pobawić się w swojej restauracji, gdzie również organizowano sylwestra. Sam jej partner spędził z nimi jeden dzień świąt i Artur musiał przyznać, że był z niego ciekawy człowiek, z podobnym poczuciem humoru co matka, chociaż mniej przebojowy.
- Żyjesz? - spytał ponownie i uchylił drzwi, oczekując, że Justyna ubrała już swoją szykowną, elegancką suknie, którą prezentowała mu z ożywieniem jakieś parę dni temu.
- Rany boskie, pali się? Coś taki niecierpliwy, na bal się nie spóźnisz - mruknęła, dopinając ostatnią haftkę w swojej kreacji. Złapała ją na wysokości kolan w dłoń i uniosła do góry, nie chcąc zabić się chodząc w niej po mieszkaniu. Na stopach miała czarne sandały z paseczków od Gucciego, idealnie dopasowane do sukni w kolorze nude, z czarnymi, prześwitującymi dodatkami, uszytej dla niej na miarę przez krawcową. Gdyby zrzuciła może ze dwa, trzy kilogramy, wyglądałaby jak rasowa wyjadaczka w świecie mody. Niestety, za bardzo lubiła jeść. - Piotrek ci przecież nie ucieknie, kurka… Widziałeś może moją torebkę? - spytała, rozglądając się nieporadnie w około.
- Nie, nie widziałem - westchnął Artur, odruchowo wodząc wzrokiem po sypialni za zgubą, ale nigdzie jej nie dostrzegł. - Myślałem, że jesteś już gotowa - burknął, opierając się o framugę drzwi, nie wiedząc czy zostawić matkę samą, czy zostać.
- Przecież jestem już gotowa! Co za nerwowy człowiek, ktoś by pomyślał, że do dentysty jedziesz, a nie na całonocne bzykanko przy pizzy i filmach - zażartowała, chodząc po pokoju żwawym krokiem, w końcu odnajdując zagubioną torebkę. Otworzyła ją zaraz, wyciągając miniaturę perfum i spryskując sobie nimi, z wielkim namaszczenie, nadgarstki, szyję i dekolt. Nigdy nie było przecież wiadomo, co na takim sylwestrze może się wydarzyć. Odwróciła się tyłem do syna, poprawiając jeszcze pomadkę na ustach. Nie mogła powstrzymać się przed przewróceniem oczyma, słysząc jego niecierpliwe westchnie. No jak stęskniona pannica, pomyślała, oglądając się po raz ostatni w wielkim lustrze na drzwiach szafy.
- Ciesz się, że w ogóle mi się chcę tej pizzy i bzykania - odparł syn, siadając na brzegu łóżka, podciągając rękawy swetra i patrząc na Justynę uważnie. Prezentowała się olśniewająco i pewnie Szymon również to doceni. - Wyglądasz bosko, matka - zaśmiał się.
- Przecież wiem - roześmiała się ładnie, dźwięcznie, wydając się przez moment bardzo dziewczęca. - To co, gołąbeczku, zmywamy się na imprezę? Tylko nie smęć tam Piotrowi, bo jeszcze mi się zwróci przed północą i będzie klops z balu Kopciuszka - powiedziała, idąc ostrożnie do wyjścia. Długie rozcięcie w sukni ukazywało jej zgrabną, opaloną nogę. Sesje w solarium przez ostatnie dwa tygodnie zrobiły swoje.
- Już ty się o mnie tak nie martw. - Mężczyzna ruszył za nią, zabierając ze sobą plecak. - Tak w ogóle to będę pojutrze, Piotr ma jutro wolne.
- Wszyscy mamy jutro wolne Artur, nawet ja - odparła, zakładając na siebie długi, futrzany płaszcz z puchatą etolą przy szyi. Nagie stopy wydawały się przy tym odrobinę nie na miejscu, ale nie zamierzała się tym przejmować. Przecież szła na bal, jedyny taki do roku, i mogła pocierpieć te dwie minutki nim wsiądzie do samochodu. - No cóż, nie będziemy mieć później okazji do rozmowy w tym starym, jeszcze roku, więc chciałabym ci życzyć, żeby ci się ułożyło, wiesz, tak ogólnie, nie chodzi mi tylko o Piotra - odpaliła samochód i wyjechała powoli na osiedlową, dobrze odśnieżoną i napiaskowaną jezdnię. Latarnie dawały stosunkowo mocne oświetlenie, można więc było poczuć się bezpiecznie. - I tak w ogóle, to baw się dziś dobrze - zaśmiała się, puszczając mu oko.
Artur uśmiechnął się lekko, odwracając głowę, aby móc lepiej widzieć matkę. Nie zapiął kurtki, gdyż w samochodzie działała klimatyzacja.
- Dzięki - mruknął nieco skrępowany, ale wewnętrznie spokojny. - Dzięki mamo za wszystko, oby te wszystkie stresy odbiły się relaksem w następnym roku - rzucił z rozbawieniem.
- I obym nie złamała szpilki za dwa tysiaki - zaśmiała się radośnie, zerkając na niego krótko, roziskrzonym wzrokiem. Tak bardzo kochała swojego jedynaka, tak bardzo pragnęła jego szczęścia. Dobrze, że ten pieprzony rok się kończy, pomyślała, wioząc go nocną, zimową Warszawą.

***


Piotr osuszył się po prysznicu, który wziął zaraz po powrocie z pracy, i spryskał antyperspirantem, przyjemnie odświeżony i pachnący męsko, świeżo. Obszerny t - shirt, z miękkiej bawełny opinał apetycznie jego ciało, podobnie jak błękitne Levisy, kupione krótko po świętach na jednej z licznych wyprzedaży w centrum handlowym. W łazience doskonale słyszał odgłosy imprezy trwającej u sąsiadów z góry, wentylacja doskonale niosła wszelkie dźwięki, słyszał więc jak wznoszą kolejne toasty, śmieją się, puszczają kolejne piosenki. Jego myśli automatycznie powędrowały do Wojtka i Mateusza, którzy wybyli na imprezę do jednego z klubów, i mało prawdopodobne było, by wrócili przed świtem. Wątpił, by Mateusz aż tak zmienił się przy Wojtku, by wracać do domu zaraz po dobranocce. Sam ich związek wprawiał go w zdziwienie, nie przypuszczał, by Mati był w stanie związać się z kimś na stałe, do tego kimś takim jak Wojtek, życzył mu tylko, by nie zaczął go oszukiwać zbyt szybko. Albo przynajmniej, by te oszustwa nie wyszły szybko na jaw, bowiem w wierność Mateusza nie wierzył zupełnie.
Spojrzał na zegarek, rejestrując, że Artur w zasadzie powinien już u niego być. To, że nie wychodzili nigdzie i zamierzali spędzić sylwester w domu, najzupełniej mu odpowiadało. Nie przepadał za tłumem, głośną muzyką, smrodem papierosów, mimo, że czasem zdarzało mu się zapalić, szczególnie, kiedy się zdenerwował. Teraz jednak zapowiadał się przecież zupełnie spokojny wieczór.
Wymieszał sobie drinka, kieliszek wódki z sokiem grejpfrutowym i kostkami lodu, wykorzystując ostatnie chwile samotności na doczytanie artykułu w najnowszym Newsweeku. Nie doszedł nawet do połowy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Niezwłocznie poszedł otworzyć, zadowolony, że w końcu będą mieli więcej czasu dla siebie. Coraz bardziej oswajał się z myślą, że są razem.
Artur posłał mu szeroki uśmiech, lekko zaczerwieniony od mroźnego powietrza na zewnątrz, obsypany śniegiem, którego resztek nie strzepał jeszcze z ciemnej kurtki.
- Siema, obsługa sylwestrowa przybyła - zażartował, ściągając kaptur i wchodząc do środka, ciepłego wnętrza.
- No cześć, to chyba ja tu jestem twoją obsługą - odparł Piotr, śmiejąc się pod nosem. Patrzył jak Artur rozbiera się energicznie, jak wiesza swoją kurtkę na haczyku, zdejmuje buty, nie potrafiąc znaleźć tego momentu w ich znajomości, kiedy popłynął, poczuł coś do niego, zaczął się przywiązywać. To po prostu się stało. - Szkoda, że nie możesz pić, zrobiłem sobie drinka. Byłbyś łatwiejszy - zakpił, wchodząc na chwilę do kuchni po swoją szklankę z napojem.
- I bez tego będę łatwy, proszę pana. - Artur ruszył za nim, uśmiechając się lekko już czując, że jest pijany, ale z powodu emocji jakie się w nim tłoczyły. - A ty co? Już balujesz beze mnie? - wskazał na drinka, przysuwając się do partnera i dotykając go po brzuchu.
- Nn, no wiesz, taka okazja, święto prawie, dawno nie piłem alkoholu - powiedział, składając swoją rozłożoną na stole gazetę. Kostki lodu przyjemnie dzwoniły w szklance, za oknem wybuchały pierwsze petardy, mimo, że było dopiero po dwudziestej. - Co młody, pizza, cola i sylwester z jedynką? - roześmiał się szczerze, dając mu się obmacywać przez koszulkę.
- Już wolę rozwalankę - prychnął Artur popatrując na niego z nieukrywaną przyjemnością, czasami nie wiedząc, czy jego uczucia nie są za intensywne. - Nie pij dużo, bo będziesz uległy - zamruczał, ściągając okulary, przy Piotrze nie musząc w nich paradować.
- To mój pierwszy - wskazał na szklankę, uśmiechając się do niego, przy Arturze czując się zupełnie swobodnie. - Wiesz, że nie będę nigdy uległy. Po to mnie zatrudniłeś, do ruchania - prychnął, dopijając napój i odstawiając resztę stopniałych kostek na stół. Spojrzał jeszcze przez okno, na osiedle zasypane śniegiem, co rusz rozświetlane kolorowymi fajerwerkami. - Patrz, młodzież się bawi, a starsi panowie w naszym wieku to tylko ciepłe kapcie i telewizor. No, może w moim wieku, ty tu jesteś bo byłeś głupiutki i odmówiłeś znajomym - powiedział, łypiąc na niego kpiarsko.
Artur pokręcił głową, przypominając sobie o zaproszeniu Kingi i Jacka, bo w końcu zamieszkali razem i z tej okazji organizowali sylwestra.
- Nie martw się, jeszcze cię zabiorę na imprezę z moimi znajomymi, ale to wtedy jak będę mógł się upić. - Zniwelował odległość między nimi, obejmując Piotra w pasie. - A do tego za bardzo chcę być z tobą sam na sam, żeby przejmować się całą tą resztą.
- Nie wiem czy uważać to za… słodkie, czy zacząć się ciebie bać. - Piotr zaśmiał się krótko, dudniąco, otaczając jego plecy ramieniem. Czuł się zobowiązany opiekować się Arturem i robić wszystko, żeby ten czuł się akceptowany i bezpieczny. Sam nie wiedział, skąd to płynęło. Pocałował go we włosy z cichym pomrukiem, głaszcząc powoli między łopatkami. Pewność siebie i siła wręcz z niego emanowały. - To co, młody, żarcie, telewizor, kanapa, co wybierasz? Opcja wszystko na raz też jest dostępna - zażartował, nie oponując na takie przytulanie się zupełnie.
- Może kanapa, żarcie i telewizor? - Artur przymknął powieki, przypominając sobie ostatnią rozmowę z Kamilem, kiedy poinformował go o tym co dzieje się między nim, a Harley’em, gwiazdą polskiego przemysłu porno. Kumpel oczywiście był przekonany, że żartuje, nadal zły po tym jak ostatni dowiedział się o całym wypadku Artura. Ale w końcu uwierzył, z trudem, ale przyjął do wiadomości ten nieco zaskakujący fakt. Chciał wpaść i poznać Piotra. - Ale najpierw musi być jakieś wprowadzenie, co? - wychylił się i ucałował partnera w usta, zadowolony że ten miał dziś czas dla niego, bez jakichkolwiek ustalanych wcześniej wyjść przez firmę Uranos.
- Co to niby znaczy, wprowadzenie? Wiesz, że ze mną jak z dzieckiem, wystarczy, że powiesz, co chcesz - odparł starszy mężczyzna, trzymając go blisko przy sobie. Wiele rzeczy jeszcze musiał sobie ułożyć, jak na przykład kwestię wzajemnej wierności. Chyba by go rozniosło, dowiedziawszy się, że Artur sypia z kimś jeszcze. Pół biedy, gdyby była to kobieta, ale mężczyzny by nie przeżył. Nie miał pojęcia jak ustosunkować to względem własnej pracy. Mimo że starał się nie myśleć o tym, myśli same się nasuwały, szczególnie kiedy patrzył z tak bliska na te bladziutkie policzki usiane gęsto piegami, jasne usta dopraszające się co chwila pocałunków, rdzawe rzęsy, tak jasne, przy głębokim błękicie oczu, i z jednej strony chciał, żeby to wszystko było tylko i wyłącznie jego, a z drugiej jednak wiedział, że jest to niesprawiedliwe względem Artura. Pogłaskał go po ramionach, przytulając do siebie jak dużego pluszaka. Nie spodziewał się po sobie takich pokładów czułości do kogokolwiek.
- Tak wszystko chcesz mieć podane na tacy? - Artur uśmiechnął się do niego zadziornie, nie mogąc oderwać wzroku od Piotra, mając ochotę się zaśmiać ze stanu swojego umysłu i serca, które w jego mniemaniu przechodziły jakąś fazę narkotyczną, odurzenie związkami chemicznymi. Cmoknął partnera w usta, zaciskając odruchowo dłonie na jego t - shirtcie na plecach. - Mógłby mi stanąć od samego całowania się z tobą - zaśmiał się w jego usta, czując jak robi mu się gorąco w swetrze.
- A jeszcze ci nie stoi? - Mężczyzna przycisnął go do siebie mocniej, nachylając się do kolejnych, drobnych pocałunków. Takie pieszczenie się z nim było na prawdę miłe, i sprawiało mu dużo przyjemności, jednak myśl, która raz zakiełkowała mu w głowie, nie chciała dać mu spokoju. - W sumie to chciałem pogadać, taki chujowy temat, ale siedzi mi we łbie - mruknął, patrząc na niego poważnie. - Trzeciego idę na imprezę do klubu, zlecenie z firmy, choinka dla fanów lateksu, jak to się u nas mówi - uśmiechnął się krzywo, ironicznie, patrząc mu z bliska w twarz. - Czwartego odsypiam, a piątego od rana robimy film. Kurwa, no… Serio ci to nie przeszkadza? Teraz jesteśmy razem i jest spoko, ale nie będzie cię to wkurwiało, jak pojadę do roboty? Bo mnie by niesamowicie wkurwiło, jakbyś z kimś się przespał - dodał, trochę podirytowany, wiedząc jednak, że kiedyś ten temat musiał wyjść. Patrzył na niego niepewnie, nie mając ochoty wcale go puszczać.
Artur zamrugał oczami, trochę zaskoczony taką zmianą tematu, zwłaszcza że było tak przyjemnie. Westchnął, próbując skierować myśli na inny tor, niż ten gdzie miał ochotę poddać się emocjom i własnemu ciału.
- Przecież już o tym gadaliśmy, nie, nie przeszkadza mi, w końcu od początku wiem o tej robocie - powiedział, choć gdzieś w głębi siebie dziwnie się poczuł na myśl o ”jego” Piotrze w otoczeniu innych facetów, nastawiających mu się. - Na pewno wolałbym nie dzielić się tobą seksualnie, ale przecież wiem, że to na razie niemożliwe, bo potrzeba jest ci ta kasa na matkę, a nie na nową furę czy markowe ciuchy.
- Nie chcę, żebyś ty z kimś innym się pieprzył, rozumiesz? - spytał mężczyzna, wpatrując się w niego odrobinę zbyt natarczywie. Nawet nie wyobrażał sobie takiej sytuacji, nie chciał sobie wyobrażać, bo wiedział, że to by go całkowicie przerosło. Na samą myśl czuł, jak wielką wściekłość by to w nim wzbudziło, a zarazem jak wielki żal. - Nikt nie ma prawa cię mieć - warknął prawie, cały czas jednak trzymając go w ramionach.
- A więc cały czas o to ci chodziło, co? - Artur odetchnął ciężko przez nos, mimowolnie odczuwając żar w podbrzuszu, na myśl o należeniu tylko do Piotra.
- Myślałeś, że o co? - mruknął, trochę zezłoszczony, że może znowu robi z siebie idiotę. - Tak gadam o tym, bo mi się nudzi? Kiedyś… pewnie będę chciał odejść z tej roboty. Na razie nie ma perspektywy na to. Potrzebuję kasy i tyle.
- Nie no ok, rozumiem Piotr, to nawet … - Artur oblizał wargę, na chwilę spuszczając wzrok ucieszony, że jego paskudna gęba nie kwalifikuje się do tego, aby się nią dzielić. - …takie podniecające he. Ja w ogóle nie myślałem o otwartym związku, nawet jeśli ty w ramach pracy będziesz ruchać innych facetów.
- Wierz mi, że to nic fajnego. Żadna frajda dla mnie - odparł, zjeżdżając dłońmi na jego tyłek. Pomacał go mało delikatnie, niepocieszony jednak tym, jak niewiele było czuć przez spodnie. Odsunął Artura od siebie, by rozpiąć mu rozporek i dopiero wtedy wcisnął ręce pod materiał dżinsów, i aż mruknął z przyjemności, czując miękką, ciepłą skórę, miętosząc ją zachłannie. - To jest lepsze od tego całego gówna - dodał, całując partnera wielokrotnie, krótkimi seriami, pod szczęką, po uchu, fragmencie szyi. Podobało mu się to, co było między nimi.
- I tylko dla ciebie, nikogo więcej - wymruczał z uśmiechem Artur, aż napinając mięśnie pośladków pod tym dotykiem, odchylając do tyłu głowę pozwalając wargom partnera zawędrować na kark, skąd zaatakowały go dreszcze. Westchnął przymykając powieki, wsuwając ciepłe dłonie pod ubranie mężczyzny, pocierając zdecydowanie o jego mięśnie brzucha.
- Co, kanapa? - spytał Piotr, obserwując go, cały zadowolony, widząc jak nadstawia się do dotyku, jak chętnie i łatwo reaguje na bodźce, jaki spragniony jest pocałunków, jego dominacji, jak automatycznie mu ulega, niemal rozpływając się w jego ramionach. - No chodź, nie chciałbym cię ruchać między stojakiem z nożami a parującym czajnikiem - zakpił, popychając go w stronę wyjścia z kuchni.
- O kurwa, aż mnie ciarki przeszły na myśl, że mógłby mi się nóż wbić - prychnął Artur z uśmiechem, ruszając w stronę sypialni, ściągając po drodze sweter, ale żeby to zrobić musiał się zatrzymać.
- No ja wiem, ty byś coś innego wolał - zakpił Piotr, kładąc ręce na jego bokach, nisko, kiedy Artur zatrzymał się w korytarzu. Szturchnął nosem jego kark, nie omieszkując zostawić na nim mokry ślad po pocałunku. Mógłby go zjeść, taki był apetyczny. Zapalił światło w sypialni, kiedy znaleźli się już w środku, ogarniając wzrokiem zaścielone łóżko. Odkąd Mateusz wolał sypiać z Wojtkiem problem wiecznie rozburzonej pościeli rozwiązał się automatycznie. Zdjął koszulkę, zabierając się szybko za zdjęcie spodni i skarpet, posyłając Arturowi w międzyczasie pewne siebie uśmiechy. W mieszkaniu było bardzo ciepło, sam zresztą grzał jak piec, dodatkowo podekscytowany już tym, że mają dla siebie tak długie godziny, zupełnie sam na sam.
- Zrobimy to przy ścianie, jak ostatnio? - zamruczał Artur, podchodząc do niego, kompletnie nagi, zarumieniony, wpatrzony w niego jak w obrazek, nie mogąc się doczekać tej chemii, jaka się między nimi tworzyła podczas stosunku.
- Mmm, w sumie to chciałem ci coś innego zaproponować. - Piotr złapał go za nadgarstki, unieruchamiając przy sobie, zachwycony, jak za każdym razem, tym, jak mężczyzna był skonstruowany. Wszystko mu się podobało, od doskonałej skóry, przez piegi, kształt sylwetki, na budowie kostek i nadgarstków kończąc. Podciągnął sobie jego rękę do ust, mając od razu ochotę dotknąć jego przedramienia wargami, wgryźć się w nie, wycałować całe, takie mleczne i smukłe. - Nie myślałeś kiedyś… mmm, o podwójnej penetracji? - spytał, z ustami wciąż przy jego ręce, zerkając mu badawczo w oczy, jak wampir posilający się z żyły.
Artur przełknął ślinę, zastanawiając się czy mężczyzna go nie podpuszcza. Z uwagą mu się przyglądał, trochę zniecierpliwiony, że jeszcze ten go nie zamknął w swoich ramionach, ale przecież mu to nie ucieknie.
- Hmm… nie - przyznał szczerze. - Ale możemy spróbować.
- Podnieca cię to w ogóle? Dwa fiuty w tobie, ruchające cię jednocześnie, hmm? - spytał Piotr, czując doskonale, jak przyspieszył mu oddech. - Sara… eee, to znaczy nasza charakteryzatorka, zrobiła kiedyś mój odlew z silikonu… Fajna zabawka - mruknął, speszony wyraźnie, że opowiada mu o szczegółach swojej pracy. Było to jednak dosyć istotne, i tylko dlatego kontynuował zaczętą historię. - Czasami to idzie do sprzedaży, albo służy jako rekwizyt, wypożyczyłem go sobie, wiesz, gdybyś chciał - zakończył płasko, nie wiedząc, co jeszcze może powiedzieć. Sytuacja była i tak dosyć dziwna. Przyciągnął go do siebie za ramię i otarł się bokiem twarzy o jego twarz, łasząc się do niego, w czym przypominał często duże, oswojone zwierzę. Bardzo lubił dotykać policzkami ciała partnera, nie znajdując dla tego zabiegu konkretnego wytłumaczenia. Po prostu lubił.
Twarz Artura pokryła się silnym rumieńcem na to co usłyszał, odruchowo sięgając dłonią do karku mężczyzny, gładząc go z wyczuciem, drugą ręką obejmując w pasie, przysuwając do rozpalonego ciała.
- Dwa twoje kutasy? - zaśmiał się cicho, sam do końca nie wiedzieć co o tym myśleć, chociaż jego organizm na to wyobrażenie zareagowało silnym prądem podniecenia, który przeszył go. - Dobra, czemu nie hehe. Dziwne, że sobie takiego nie zakupiłem jak przystało na twojego fana.
- I wsadzałbyś go sobie, myśląc o mnie? Hmm? Powiedz - warknął w jego usta Piotr, nacierając na niego wargami, gorącymi dłońmi, napierając torsem. Zawarczał nisko przy jego twarzy, już sobie to wyobrażając, nie mogąc doczekać się, aż jego fantazje staną się rzeczywistością. - Pokażesz mi, co byś z nim zrobił, jakby mnie tu nie było?
- Pokażę - sapnął w jego ustach Artur, zaciskając palce na jego karku, przyciągając go do namiętnego pocałunku, przyciskając się do jego ciała, ocierając mając w głowie tą wizję. - Ale może być komicznie - zauważył, spoglądając na niego z bliska uśmiechając się lekko. - bo nigdy, przed nikim nie odstawiałem tego.
- Chyba żartujesz - odmruknął, pchając go na łóżko. Szkoda było tracić czasu, kiedy wieczór zapowiadał się tak… sportowo. - Poczekasz chwilę? Skoczę tylko do plecaka - spytał, odrywając się na moment od całowania jego ramion, mając największą ochotę by go po prostu zjeść, całego, pogryźć, wyssać, zmiażdżyć. Wstał z niechęcią z łóżka, by wrócić po chwili z pudełkiem z lakierowanej, czarnej tektury i nową tubką lubrykatu. Kupił specjalnie na tą okazję bardzo gęsty żel, tak, żeby nie spływał im w trakcie. Serce waliło mu szybko, kiedy wyobrażał sobie całą tą akcję. Rzucił pudełko na kołdrę, by Artur mógł sprawdzić sobie jego zawartość. Dildo widoczne przez plastykową folię było ciemnofioletowe i naprawdę spore. W fakturze i twardości materiału bardzo przypominało jednak prawdziwego penisa. Duże, półprzezroczyste jądra stanowiły solidną bazę zabawki. Śmiać mu się trochę chciało, kiedy patrzył na swoją, jakby nie było, podobiznę, z drugiej jednak strony wiedział, że ma z czego być dumnym. - I co, podoba się chłopcu?

***


Artur przysunął się z powrotem do partnera, z zadowoleniem obserwując jego zaczerwienioną twarz, tuż po tym jak ten doszedł w jego usta z cichym pomrukiem. Obudzili się po jakiejś godzinie, zapewne przez żywe świętowanie sąsiadów na górze i niecichnącej muzyki jaka się u nich roznosiła. Nie zwracali na to jednak żadnej uwagi, całkowicie skupieni na sobie, oddając się przez parę minut pieszczotom i budzącemu się podnieceniu.
- Przyjemnie? - zamruczał Artur, całując wargi Piotra, wodząc palcami po jego brzuchu i piersi, która unosiła się w uspokajającym się oddechu.
- Zajebiście. - Piotr uśmiechnął się z rozleniwieniem, popatrując na niego spod sennie zmrużonych powiek. Pogłaskał go po ramieniu, zastanawiając się, skąd w chłopaku tyle zapału. Sam czuł się już wykończony. Na pierwszy rzut oka nie było widać nic niezwykłego w jego wyglądzie, ale Piotr, który wiedział czego szukać, widział po prostu, od razu, ślady po zagojonych ranach, tą drobną, niezauważalną dla obcych różnicę w jego oczach. Zastanawiał się często, czy nie zrobi mu krzywdy, w przypływach lekkiej paranoi bojąc się go mocniej dotknąć. Niczego nie bał się tak bardzo jak naruszenia jego protezy. Kolana mu miękły, kiedy o tym myślał, nie mówił jednak nic głośno, nie chcąc, by Artur czuł się ze sobą źle. Chłopak i tak wystarczająco często narzekał na swój wygląd. - Najlepszy sylwester w moim życiu. Chodź tu, kundelku - mruknął, przyciągając go do siebie za bok i przytulając do siebie nienachalnie. Cieszył się, że nigdzie nie muszą się spieszyć.
- Hau hau - zaśmiał się Artur, z ochotą przytulając się do mężczyzny i układając głowę na jego piersi. - Ale miałem być kotem, a nie pieskiem - zauważył z rozbawieniem, przyjemnie zrelaksowany, nie potrafiąc przestać się uśmiechać.
- Coś nie pykło i jesteś tylko facetem - zażartował Piotr, polegując sobie pod nim, odprężony, odrobinę rozespany. Chwilami było aż za dobrze, zbyt sielsko, i zastanawiał się, kiedy ta idylla się rozwali. Miał nadzieję, że nie tak szybko, jak się tego obawiał. - Ale za to jakim… Mmm, do zjedzenia.
- Czy ty mi właśnie słodzisz?
- Chyba jednak częściej pieprzę - zarechotał, trzymając go przy sobie blisko, zaborczo, gestem zdobywcy otaczając go ramieniem. - Będzie mi tego cholernie brakowało - dodał po chwili, mając na myśli swoją wyprowadzkę z Warszawy i ich rozłąkę. Pogłaskał Artura po głowie, wzdychając leniwie. Oczy dosyć mu się kleiły i ledwo opanowywał własną senność.
- Hm…damy radę. To już wiesz konkretnie, którego jedziesz?
- Mmm, no gdzieś początkiem lutego pewnie, jeszcze muszę furę od kumpla z roboty pożyczyć, żeby się przewieźć w te i we wte, kawalerkę jakąś znaleźć na tą chwilę, nim ty przyjedziesz, wiesz, mnóstwo załatwiania. Ważne, że robota jest, reszta jakoś się ułoży. No i w końcu matce pomogę.
- Myślałem, że już znalazłeś mieszkanie. - Artur uniósł lekko brew, będąc pewnym że partner wspominał mu o jakiejś ofercie. Palcami dłoni cały czas masował skórę mężczyzny na torsie.
- Przemyślałem to, i lokalizacja mi nie odpowiadała, musiałbym za dużo czasu poświęcać na dojazdy, a to nie ma sensu. Nie przejmuj się, poradzę sobie - prychnął partner, gładząc jego nagie plecy dłonią. Przy Arturze spływało na niego jakieś przedziwne uspokojenie. Potrafił o wiele prościej wyciszyć się i zrelaksować niż zazwyczaj.
- Będę mógł czasem nawiedzić cię osobiście?
- Skąd ta niepewność w tobie, hmm? Myślałem, że na tyle mnie już znasz, że wiesz takie rzeczy - odparł Piotr, zerkając na niego pytająco.
- Hmm… nie tak to miało zabrzmieć. - Artur nieco się zmieszał. - Zakładałem, że będziesz zapracowany, no i wspominałeś o naszych spotkaniach w kontekście, kiedy ty wpadniesz do Warszawy, a nie na odwrót. Dlatego pytam.
- Ale z ciebie się kundelek zrobił, niesamowite - zamruczał Piotr, ugniatając jego plecy swoją dużą, gorącą dłonią. - To jest tak oczywiste, że chcę żebyś przyjeżdżał, że nie myślałem, że muszę o tym gadać. Swoją drogą, jak tam twoja matka, zaplanowała już ten remont? Widujemy się czasem w robocie, ale nic mi nie mówiła. Cholernie dziwnie mi pracować pod nią, kiedy jestem z tobą.
Artur uśmiechnął się, cicho wzdychając i zanim odpowiedział pocałował mężczyznę w usta. Działał pod wpływem emocji, które cały czas mu towarzyszyły w obecności ukochanego (tak nazywając w duchu Piotra, co niezmiernie mu się podobało).
- Bo jestem ślepy z uczuć - powiedział cicho, tuż przy twarzy partnera, patrząc na niego spod przymrużonych oczu. - Ale chyba Justyna nic ci tam nad uchem nie gada? Wiesz, typu „jak zmarnujesz życie mojego syna!” albo „ mam cię na oku” - zaśmiał się, nie potrafiąc się powstrzymać, aby znowu wcałować się w usta Piotra, to było silniejsze od niego. - A o remoncie wspominała, że znalazła w końcu ekipę i podpisała wstępną umowę wyceny całej tej zabawy z poprawkami.
- Nie, nic mi nie mówi, pewnie dla niej to też trochę niezręczne, bo wie, że cię pieprzę - powiedział, cały zadowolony z siebie, masując jego skórę. Cała jego mowa ciała wyrażała pewność siebie zdobywcy, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy. - A z tobą rozmawiała, o pszczółkach i kwiatkach? - zakpił Piotr.
- Ona lubi o wszystkim mówić i to dość bezpośrednio, nie krępuje się dziewczyna. Cieszę się, że nie robiła problemu, jak wspomniałem jej o wyprowadzce, bo to już wcześniej z nią obgadałem, a tym bardziej kiedy zaznaczyłem, że chcemy zamieszkać razem.
- No to spoko. Obyś się tylko nie zawiódł na tym mieszkaniu razem. Nie toleruję robienia syfu - mruknął Piotr. W sypialni ogrzewanie chodziło pełną mocną i przy zamkniętym szczelnie oknie było tak ciepło, jakby na zewnątrz panowała wiosna. Słychać było, że impreza piętro wyżej nabiera na intensywności, jakoś się tym jednak nie przejmował, nie przeszkadzało mu to za wiele. Cieszył się, że może odpocząć w spokoju.
- Zauważyłem, czyli moja odzież nie może wędrować tam i tu? Bo inaczej ukatrupisz? - Artur dotknął jego policzka, delikatnie go masując. - Swoją drogą, kto by pomyślał, że tak to się wszystko ułoży.
- Nie ukatrupiłbym cię… Za karę nie byłoby ruchania. I co ty na to, kundelku? - zaśmiał się pogodnie, rozwalony na miękkich poduszkach, przeciągając się z rozkoszą. Gdzieś przez myśl przemknęło mu, czy Artur nie powinien zakroplić sobie oka, i poczuł znowu jak miękną mu kolana. Nienawidził tego uczucia, nic na to jednak nie potrafił poradzić. O dziwo, widok krwi nie budził w nim takich odruchów.
- O niee, okrutna kara, ale ciekawe czy sam byś wytrzymał, hmm? Co? - Młodszy mężczyzna uniósł się lekko, popatrując na niego uwodzicielsko, mimo że w pokoju panował półmrok, rozświetlony przez blade światło lampki. - Co, niedźwiedziu? Nie skusisz się? - zamruczał całując go raz po raz w usta, dłonią przesuwając po torsie mężczyzny, aż na brzuch.
- Bo jeszcze pomyślę, że było ci mało dzisiaj - odpowiedział na pocałunek, skubiąc go delikatnie wargami. Podobało mu się to, że Artur wykazywał tak duży entuzjazm, że sam pchał mu się w ręce. Nie widział siebie z związku, gdzie musiałby nakłaniać partnera do kultywowania bliskości. W ogóle, dziwił się sam sobie, że widzi siebie w jakimkolwiek związku. Z Arturem jednak wszystko było jakoś inaczej. - Ale tak na serio, wszystko… tam ok? Nic cię nie boli?
- Trochę uwiera, ale nic nie boli. Dziwne uczucie po prostu, ale nie żałuję. - Artur wsunął się na jego tors całym ciałem, obejmując ramionami jego szyje. Czuł się tak swobodnie przy partnerze, nie musząc się nad swoimi ruchami czy słowami, jak miało miejsce kiedy był z Krzyśkiem. Chyba najbardziej tego było mu trzeba. - Wcześniej, ze swoim byłym miałem nieco zawężone pole działania, no … było specyficznie - powiedział, nie wiedzieć czemu chcąc podzielić się z Piotrem tymi przemyśleniami.
- Zajebiście ogląda się twoje reakcje. W ogóle, byłeś świetny. - Piotr objął ramionami jego plecy i przetoczył się na niego, zawisając nad Arturem nisko, intymnie. Uwielbiał takie tarzanie się w pościeli, nago, kiedy nie trzeba było się nigdzie spieszyć. Cudownie mu się z nim leżało. - Twój były nie chciał cię ruchać? - prychnął, jakoś nie mogąc sobie wyobrazić jak można nie korzystać z kogoś tak chętnego na seks analny. Czysta głupota i marnotrawstwo.
- Hmm… no tak, nigdy nie próbował, ale w sumie on w ogóle był strasznie nieśmiały. - Artur odetchnął ciężko, uwielbiając jak mężczyzna górował tak nad nim. - A potem dwa miechy celibatu, bo unikał dotyku, a ja nawet nie wiedziałem jaki jest konkretny powód. Masakra.
- Eee… To był jakiś psychol, tak? - spytał Piotr, unosząc wysoko brwi w geście zdziwienia. Nie wyobrażał sobie sytuacji w której jego facet miałby robić coś takiego, i jeszcze się nie wytłumaczyć ze swojego postępowania. Dla Piotra w związku powinny panować klarowne zasady. Wpakował nos za ucho Artura, niuchając i łaskocząc go niemal jak pies. Gdyby mógł, najchętniej by się do niego trwale przykleił. Artur zdawał się być stworzony do leżenia pod nim.
Młodszy mężczyzna zaśmiał się pod nim, rozbawiony jego porównaniem. Przesunął całymi dłońmi po plecach Piotra, czując jak robi mu się gorąco od ich bliskości i samej temperatury w pokoju.
- Nie, po prostu, jak kiedyś ci wspominałem, nie do końcu dobrze czuł się ze swoją orientacją - mruknął, z ochotą przyjmując dreszcze, które pojawiały się gdy tylko Piotr dotknął jego skóry na szyi. - Fajnie, że się poukładał i już wie, że woli facetów.
- Jeszcze lepiej, że zwolnił ciebie dla mnie. Zasługujesz na prawdziwego samca, a nie jakieś… półprodukty - prychnął z dezaprobatą, kładąc się obok Artura na materacu. Wszystko mu się w nim podobało, i wrażenie absolutnego zakochania zdawało się tylko zaogniać. - Długo z nim byłeś?
- Półtora roku, albo dwa lata gdyby nie zniknął na pół roku. - Artur westchnął i wtulił się w jego bok, przypominając sobie wszystko to co czuł. - Na końcu jak mi powiedział o co chodzi, dodał jeszcze że mnie kocha, co chyba było najgorsze ze wszystkiego.
- Umm… Serio? Nie brzmi to zbyt dobrze - pomasował go po ramieniu, pozwalając się obejmować i pieszcząc go nienatarczywie. - Czyli że co, ty go nie kochałeś i kopnąłeś go w dupę, ta? Mogłeś powiedzieć, że jakby naprawdę cię kochał, to by ci dawał bez pieprzenia głupot - zakpił, czując, że jeszcze trochę i zapadnie z powrotem w sen. Tak błogo mu było.
- Nie wiem, co do niego czułem. Miałem taki mętlik, że szkoda gadać, chodziłem jak struty, bo no sam pomyśl, nagle po pół roku twój facet ci mówi, że się męczy z tobą, a potem że cię kocha. Kompletnie nie mogłem tego pojąć, a winy doszukiwałem się w sobie, w najwidoczniej było coś ze mną nie tak skoro nie chciał mi zaufać i powiedzieć o swoich obawach.
- Myślę, że to on miał zrytą banię. Cóż, jak to mówią, serce nie sługa. Dla mnie tylko lepiej - odparł, ziewając rozdzierająco. - Sorry, ale nie umiem wyobrazić sobie takiej sytuacji. Chyba bym do niej po prostu nie dopuścił - powiedział, unosząc się leniwie na łóżku, na łokciach, wsparty o mięsiste, duże poduszki za ich plecami. - Chcesz coś, kąpiel, żarcie? Może cię tu trzymam, a ty tylko marzysz, żeby się wyrwać do lodówki - zażartował.
- Jak szybko mnie poznajesz. - Artur uniósł się i pocałował go przeciągle, przymykając oczy przy tym. - To jak będzie coś nie halo między nami to prosto w twarz walić, bez obwijania w bawełnę i ukrywania po kątach, dobra? - szepnął, patrząc poważnie na twarz Piotra, strasznie nie chciał, aby między nimi doszło do takiej sytuacji.
- To akurat masz jak w banku - odparł mężczyzna, poklepując go po ramieniu. Miał ochotę się napić, ale nie wiedział, czy pragnienie było silniejsze od lenistwa, które nakazywało mu leżeć w łóżku i nie ruszać nawet palcem. Wiedział, że powinien się umyć i ta myśl męczyła go, nie pozwalając zostać dłużej w łóżku, mimo że było mu tak dobrze. - Nie zamierzam robić z siebie męczennika, jeśli coś mi się nie spodoba. Ale myślę, że nie będzie wielu takich rzeczy.
- To super, kochamy się, mówimy co nam na sercach leży i jest jak w bajce - zaśmiał się Artur, mimowolnie podnosząc się, mimo że najchętniej przeleżał by większość czasu z Piotrem w pościeli. Niestety jego żołądek domagał się czegoś innego, a dodatkowo dochodziła ta godzina gdzie powinien zająć się swoim okiem, oczyścić go i nawilżyć. - Wstawaj niedźwiedziu, bo nowy rok zaczniemy od wylegiwania się, bez jedzenia, a nie wiem czy to dobra wróżba na kolejne lata. - Klepnął Piotra po udzie, ściskając go z wyczuciem. Znowu miał ochotę się z nim kochać, a na myśl o dłuższej rozłące nie przyjemnie go skręcało, ważne jednak było to co się działo między nimi.

***


Piotr otworzył lodówkę, i wyciągnął zmrożoną ładnie butelkę wódki, z zamiarem zrobienia sobie drugiego już z kolei drinka. Zdążyli przespać się chwilkę, wykąpać, i teraz, na parę minut przed północą, obaj głodni niesamowicie czekali na pizzę, która dogorywała w piekarniku od jakiegoś czasu, roznosząc po mieszkaniu zapachy, od których mężczyźnie skręcały się kiszki. Zalał wódkę sokiem, zerkając na Artura siedzącego w samym ręczniku na oparciu fotela w dużym pokoju i gapiącego się z umiarkowanym zainteresowaniem w ściszony telewizor. Od dobrych pięciu minut rozmawiał z kimś przez telefon, co chwila wybuchając śmiechem. Piotr cieszył się, że chłopak jest w coraz lepszej kondycji psychicznej, staje się coraz bardziej radosny. Zdawał sobie sprawę, że to co przeżył, musiało wywrzeć na nim mocne piętno, nie chciał przecież jednak, żeby cierpiał. Na prawdę pragnął jego szczęścia.
Wziął z blatu szklankę coli, zimnej, z kostkami lodu i solidnym plasterkiem cytryny, oraz swojego drinka i udał się do pokoju. Artur gadał nadal, nie zauważając nawet jego przyjścia, odwrócony do niego tyłem, cały zadowolony z życia. Dotknął delikatnie jego miękkiego, gorącego jeszcze po kąpieli karku lodowatym, mokrym dnem szklanki, z śmiechem odsuwając się, kiedy chłopak podskoczył jak oparzony. Strasznie lubił się z nim droczyć.
- No dobra, to wpadaj kiedy chcesz - rzucił Artur do słuchawki, odwracając się i posyłając mu groźne spojrzenie, dodając do tego kuksańca w bok partnera. - Tak, poznasz Piotra, jeśli do tego czasu go nie uduszę - zaśmiał się.
Piotr podał mu szklankę z napojem, prychając cicho pod nosem. No proszę, mówił o nim znajomym. Aż nie wiedział, czy ma się z tego powodu cieszyć, czy włączyć dodatkową czujność. Nie był specjalnie typem społecznika, który łatwo zawierałby nowe znajomości, i głęboko wątpił, czy przyjaciele Artura polubili by go ot tak. Raczej nastawiony był niechętnie do poznawania kogokolwiek. Cóż, gdyby jednak Artur nalegał, nie opierałby się długo.
Popił swojego drinka, zerkając przez okno balkonowe na niebo nad osiedlem, na którym co rusz rozbłyskiwały kolejne sztuczne ognie. Słysząc, że Artur skończył już rozmawiać, odwrócił się w jego stronę, przyjemnie zrelaksowany, rozluźniony.
- Chwalisz się mną znajomym? - spytał z krzywym uśmiechem, patrząc z przyjemnością na jego długie, szczupłe uda znikające pod białym ręcznikiem. Jak dla niego mógłby chodzić cały czas nago.
- No wiesz, nie będę kłamał, że grzecznie w domu siedzę, jak mogę się pochwalić moim facetem. - Artur przysunął się do niego z zadowoleniem wymalowanym na twarzy. - Do tego Kamil wie o tobie od początku.
- No ładnie, czyli chwaliłeś się kumplom ze swoich zdobyczy, i ja też się nawinąłem - zaśmiał się, głaszcząc go dłonią po brzuchu. Wszystko wydawało się takie spokojne i ciche, miłe, domowe, mimo odgłosów imprezy, strzelających petard i telewizora buczącego mu za plecami. - Spoko, nie mam nic przeciwko, mogę pokazać im swój brzydki pysk, jeśli tego chcesz - mruknął, patrząc na niego z zadowoleniem. Czuł się przyjemnie spełniony. - Cholera, żarcie - powiedział nagle, przypominając sobie, że jedzenie powinno być gotowe. Przecież nie mógł pozwolić, żeby się spaliło. - Czekaj chwilę.
- Przy moim pysku jesteś ósmym cudem świata - zauważył z rozbawieniem Artur, ściągając ręcznik i sięgając po bokserki, rzucone na jedno z krzeseł. Zdążył nasunąć je na pośladki, kiedy jego komórka ponownie zadzwoniła. Sapnął nieco poirytowany, ale widząc dobijającą się Kingę odebrał, wiedząc, że nie powinien teraz jej ignorować, skoro przez prawie trzy miesiące w ogóle nie mieli ze sobą kontaktu.
- No hej.
- Hej Arturku, fajnie że odebrałeś - zamruczała dziewczyna po drugiej stronie, jakoś o dziwo nie pijana, co nieco go zaskoczyło.
- Sorry Ruda, wiesz, że to nie bo się obraziłem no. - Usiadł na kanapie, zerkając w stronę kuchni, nawet nie rejestrując tego jak wyczekiwał powrotu Piotra.
Piotr sprawnie pokroił pizzę i rozłożył ją na talerze, uzupełniając jeszcze poziom wódki w swojej szklance, po czym po kolei zaczął znosić wszystko do pokoju, by w końcu usiąść obok Artura. Widząc, że ten zajęty jest rozmową, zabrał się za jedzenie, będąc już na prawdę cholernie głodnym. Pomasował go po nagim udzie, przysuwając się bliżej, by objąć go ramieniem, cały czas żując kawałek pizzy. Jeśli na co dzień miewał wątpliwości, co do swoich uczuć, w takich prostych, codziennych sytuacjach to, że go kochał, docierało do niego ze zdwojoną siłą.
- No dzięki, dzięki, na pewno się przyda. - Artur posłał mu ciepły uśmiech, z chęcią opierając się o jego bok, nadal słuchając dziwacznych życzeń Kingi, zaczynając od zmądrzenia, a kończąc na wiecznej przyjaźni z nią. - Kobieto, już się nie zapędzaj, bo zaraz zaczniesz o dzieciach gadać.
- Dzieci to proszę mi nie życzyć - prychnęła dziewczyna w słuchawce, po czym dodała. - Siedzisz z mamusią w domu?
Artur pokręcił głową, dotykając uda swojego partnera, delikatnie drapiąc je.
- Znasz mnie przecież, wiesz, że zawsze baluje podczas sylwestra - mruknął, czując się spokojnie i bezpiecznie przy Piotrze.
Mężczyzna pocałował go czule za uchem, trąc o nie nosem, śmiejąc się złośliwie. Ładny mi bal, pomyślał, zlizując z niego odrobinę sosu, jaka została na skórze chłopaka po kontakcie z jego ustami. Sięgnął zaraz po kolejny kawałek pizzy, zapychając się nią chętnie. Poczuł się na prawdę szczęśliwy. Wszystko, czego było mu trzeba, miał przy sobie.
- Z kim mnie zdradzasz? Co? - spytała żartem Kinga, oczywiście chcąc się dowiedzieć szczegółów, zwłaszcza powodu dla którego Artur jest w tak świetnym humorze. Nie miał zamiaru ukrywać przed nią tego.
- Spędzam sylwestra ze swoim facetem - odparł spokojnie, zwracając wzrok na Piotra i posyłając mu szeroki uśmiech.
Piotr przewrócił oczami, wskazując mu jednak głową na stygnące jedzenie i przytulając do siebie lekko ramieniem, nie mając zamiaru wtrącać się do rozmowy. Ba, cieszył się wręcz, że Artur otwiera się z powrotem na swoich przyjaciół. Domyślał się, że musiało mu tego brakować.
Mężczyzna kiwnął mu głową na znak, że rozumie, więc szybko zwrócił się do dziewczyny.
- Kończę, pozdrów Jacka.
- Eee…tak jasne - odezwała się w końcu Kinga, z wyraźnym zdziwieniem w głosie. - To ten, wiesz chętnie go poznamy.
- Hmm…no ok. - Artur uśmiechnął się lekko, po czym pożegnał z nią, jakoś tak czując się lekkim na sercu, że wszystko zaczyna się układać.
- Jedz, przekupko - mruknął Piotr, z pełnymi ustami brzmiąc dosyć śmiesznie i niepoważnie. Puścił go z objęcia, by Artur mógł zabrać się w końcu za swoją porcję. Dawno nie czuł się tak totalnie spełniony jak tego wieczora.
- Kocham cię - szepnął młodszy mężczyzna z czułością, obejmując go w pasie i cmokając w umazane keczupem usta.
- Mmm, no tak, przytul się do misia - zakpił Piotr, głaszcząc go ciężką ręką po plecach. Nie wiedział, jak to się stało, że doszli razem do takiego etapu, że on sam zmienił się na tyle, by coś takiego umożliwić. To było oczywiste, zmiany, których nie chciał przecież, a które były tak potrzebne, wstrząsnęły jego życiem. Mimo wszystko był zadowolony, mając go przy sobie, widząc, jak Artur spokojnie i bezpiecznie się przy nim czuje, ile on sam czerpie z tej relacji, nie potrafiłby już zrezygnować. Zbyt mocno się w to zaangażował. - Ja ciebie też - mruknął po chwili, trochę zawstydzony, opierając się wygodnie na kanapie, kiedy partner jadł, pochylony nad stołem. Pogładził go po nagich lędźwiach, wzdychając z aprobatą. Miał nadzieję, że chwile szczęścia będą wieczne.