Granica snu
Dodane przez Aquarius dnia Listopada 09 2013 10:56:12


- Potter! Obudź się! Znowu zasnąłeś na mojej lekcji! - Podniesiony głos budzi go z drzemki. A przecież dopiero zdążył przyłożyć ociężałą głowę, dopiero wszystkie myśli zdołały pierzchnąć.
- Jeszcze jeden taki numer i nie wyjdziesz z lochów! - Snape kontynuuje tyradę, stojąc nad Harry’m, jego mina jest z każdą mijającą sekundą coraz bardziej wściekła. Harry ma wrażenie, że wystarczy jedno, nieodpowiednie słowo i na jego głowę spadnie cios, postanawia więc milczeć. Odczekuje aż znienawidzony nauczyciel odejdzie i dopiero wtedy odwraca się do Rona. Rudzielec patrzy na niego z mieszaniną lęku i podziwu - no tak, zaśnięcie na eliksirach wymaga ogromnych pokładów odwagi, żeby nie powiedzieć: brawury. Brunet do końca zajęć siedzi nieruchomo, wpatrując się w profesora i podświadomie oczekując na kolejną zjadliwą uwagę, która - o dobry losie - nie pada. Wreszcie lekcja kończy się, Harry pakuje szybko książki do torby i czeka na przyjaciół. Oczywiście tuż za progiem Hermiona atakuje go, wyrzucając mu niefortunne przyśnięcie.
- ...i naprawdę nie wiem, jak ty możesz zasnąć w chwili ogłoszenia egzaminów! Harry, co z tobą?! - Docierają do niego tylko strzępki słów. Głowa znów robi się ciężka, na domiar złego pulsuje lekkim bólem. Czy to jego wina, że znów nie przespał niemal całej nocy? Koszmary wyciągnęły go ze snu o drugiej nad ranem, przez resztę nocy nie zmrużył już oka. Przyzwyczaił się do wizji, które wysyłał mu Voldemort, mimo ich okrucieństwa. Różnica polegała na tym, że tym razem wizje dotyczyły jego. Był w nich gwałcony, bity. Nigdy nie widział twarzy swego oprawcy, jednak doskonale wiedział, kto nim jest. Na samą myśl o Czarnym Panu zbliżającym się do niego, jego dłonie zaciskają się w pięści. Budził się zlany potem i wymiotował. Sny powtarzały się coraz częściej, tak, jakby z każdym dniem niebezpieczeństwo było coraz bliżej.

Zostawia Rona i Hermionę przed wejściem do dormitorium.
- Muszę coś załatwić, niedługo będę. - Odpowiada na zaskoczone spojrzenia przyjaciół. Zbiega szybko po schodach, jest coraz bliżej wyjścia. Na błoniach panuje pustka, o tej porze nie ma treningów. Zwalnia kroku, idzie, pozwalając by wieczorny, zimny wiatr smagał jego twarz i roztrzepywał włosy. Nie powiedział przyjaciołom o snach, nie chciał ich dodatkowo martwić. Podejrzewał, że Hermiona kazałaby mu oczyszczać umysł. Mimo ogromnej sympatii do dziewczyny, nie miał zamiaru słuchać porad, z których nie był w stanie skorzystać.
Dochodzi do ciemnego pasa zieleni, oddzielającego błonia od Zakazanego Lasu. Odczuwa pokusę, by wejść tam, choć na chwilę, zgubić się, narazić. Powstrzymuje go, mgliste już, wspomnienie z pierwszego roku, gdy zobaczył morderstwo jednorożca. Czy po czterech latach między tymi drzewami nadal czai się mrok?
- Co, Potter? Przechadzka? - Słyszy za sobą cichy głos. Odwraca się i widzi wysoką sylwetkę, okutaną w czarny płaszcz. Snape. Wiatr targa kosmykami długich, tłustych włosów, obsydianowe oczy wpatrują się wprost w niego.
- Owszem, sir – odpowiada Harry, czując narastającą złość - czy nie mam już do tego prawa?
- Ależ skąd, jednak jeśli wejdziesz tam. - Długi palec wskazuje ciemną, zwartą ścianę drzew - tracisz prawo do czegokolwiek.
Harry kiwa głową na znak że rozumie, chce żeby Snape jak najszybciej odszedł, chce być sam... Nareszcie mężczyzna odwraca się i powoli kroczy w stronę zamku. Gryfon stoi przed wyborem. Błonia, las. Upewnia się, że nauczyciel już zniknął z pola widzenia i robi niepewny krok naprzód. Ogarnia go mrok i cisza, nie słychać nawet głosów kruków. Rozgląda się ciekawie, przez tych kilka lat las nie zmienił się w ogóle, może tylko przybyło parę drzew. Nie, nie może już iść dalej, zgubi się. Przystaje więc w miejscu i unosi głowę do góry. Teraz boli go już o wiele mniej. Wspomnienie uderzeń i zdzieranej skóry jest coraz słabsze, jakby odchodziło wraz z migreną. Czas przestaje mieć znaczenie, na szczęście nikomu nie powiedział na ile znika. Ron i Hermiona pewnie teraz siedzą w Pokoju Wspólnym, rudzielec ukradkiem przed swoją dziewczyną popija piwo kremowe, może się uczą... Nagle Gryfon słyszy jakiś szelest. Zanim przychodzi myśl o tym, co mu grozi, świat zatapia się w ciemności.

Budzi się powoli, niechętnie. Czuje przejmujący chłód i wilgoć. Rozgląda się wokoło, próbując rozpoznać miejsce, w którym się znajduje, jednak ciemne ściany, brudna podłoga i małe, zakratowane okienko nic mu nie mówią. Próbuje wstać, lecz całe ciało jest odrętwiałe, jak po zaklęciu oszałamiającym.
- Obudził się śpiący królewicz - dochodzi do niego cichy głos.
Odwraca głowę podążając za jego źródłem i widzi tylko ciemną, zakapturzoną postać, stojącą nad nim. Postać ma założone ręce. Potter przez chwilę czuje ukłucie strachu, jednak intruz nie wygląda, jakby chciał zrobić mu krzywdę. Podnosi się na nogi, wciąż czuje w nich irytujące mrowienie.
- Kim jesteś?
Cichy śmiech. Zbyt cichy, by można kogokolwiek po nim rozpoznać. Każde słowo jest szeptem.
- Kimś, kto nauczy cię małej prawdy o życiu. Nie powinieneś wchodzić sam do tak mrocznego miejsca. Myśli nie dają ci spokoju? Szukasz ucieczki? A więc...masz ją.
Pierwszy cios nie jest zbyt mocny, to tylko ogłuszenie. Harry nie jest w stanie myśleć, bronić się. W sekundę ogarnia go zimny płomień paniki. Sen. Tortury. Leży bezwładny, modląc się, by się obudzić. Coś przecina jego skórę, leniwie się w nim zagłębia. Patrzy w dół - to kawałek rozbitego lustra. Skąd tu do cholery wzięło się lustro? - myśli sennie. O dziwo, nie czuje bólu, raczej tylko dokuczliwe pieczenie. Po całej długości ramienia spływa krew, a nagle ciemna postać pochyla się i Harry czuje ciepło, przesuwające się w zranionym miejscu. Ciepłe, wilgotne usta, język, sunący po długiej szramie. Jęczy cicho, bo ta nieoczekiwana pieszczota sprawia mu przyjemność. Dwie silne dłonie obejmują go, zsuwają z niego szatę. Czemu pod spodem jest nagi? Zostaje pchnięty na miękki stos.
- Jeśli będziesz posłuszny, postaram się żeby nie bolało... za bardzo - cichy szept, powiew powietrza tuż przy jego uchu. Palce, wodzące po jego bokach, zatrzymujące się na krawędzi bioder, paznokcie, wbijające się boleśnie w delikatną skórę, wyrywające jęk ze spieczonych ust. Czuje, że znów jest ranny. Próbuje dojrzeć twarz oprawcy, jednak szeroki kaptur mu to uniemożliwia. Przez chwilę pojawia się pragnienie by sięgnąć do ciemnego materiału, ściągnąć go, lecz kolejne pociągnięcie paznokci skutecznie je ucisza.
- Voldemort? - pyta, choć wie że to on, czuje to. Zamiast odpowiedzi otrzymuje krótkie uderzenie w policzek, więc milknie. Zaczyna nienawidzić siebie za dziwne uczucie gorąca w podbrzuszu, nie powinno go tam być. Jego ciało odpowiada dreszczem na każdy dotyk chłodnych palców. Zaciska mocno szczękę, czuje dłoń, przesuwającą się coraz bliżej jego krocza. Jeszcze nigdy nie czuł takiego podniecenia, zmieszanego ze strachem i złością. Pieszcząca go dłoń dociera wreszcie do celu, owijając się wokół stwardniałego członka.
- Aaach! - Krzyczy, wypychając biodra do przodu, jednak w tym momencie dłoń wycofuje się i powietrze po raz kolejny przecina cichy śmiech.
- Chciałbyś już do raju? Za wcześnie... Musisz na to zasłużyć.
Palec wślizguje się w niego bez ostrzeżenia, przeciskając się przez mięśnie, które natychmiast protestują gwałtownym skurczem, jednak jego oprawca zdaje się nie zwracać na to uwagi, konsekwentnie rozpychając go. Harry wije się jak wąż, z jednej strony pragnie się wyrwać i uciec, wrócić do swojego dormitorium, a drugiej... Tkwi w pułapce żądzy, drży z ciekawości co się z nim stanie. Czy to, co w jego snach? Wszystkie myśli uciekają, gdy czuje twardego jak stal penisa, wsuwającego się głęboko w jego wnętrze. Jeszcze nie jest przygotowany, każde pchnięcie posyła gorące iskry bólu, lecz nie przeszkadza mu to. Słyszy dyszenie, czuje gorący oddech na swoim policzku, dłonie mocno zaciskające się na jego ramionach, męskość wbijającą się w niego, przeszywającą go na wskroś. Nagle jej czubek uderza w czułe miejsce i Harry krzyczy z rozkoszy. Widać jednak odczuwanie przyjemności jest grzechem, bo nagle mężczyzna przestaje się ruszać, unosi lekko i z całej siły uderza go w twarz. Zaskoczony Harry, patrzy na niego rozszerzonymi z przerażenia oczyma.
- Zamilcz, Potter.
Kaptur zsuwa się powoli i teraz Harry patrzy w czarne jak smoła tęczówki.
- Pro...profesor Snape?
- Milcz! - kolejny cios niemal pozbawia go przyjemności.
Nauczyciel znów zaczyna się w nim poruszać, jednak teraz pchnięcia są o wiele szybsze, agresywniejsze. Towarzyszą im mocne pociągnięcia paznokci na gołych ramionach, paradoksalnie potęgując napięcie w dolnych partiach ciała. Zero czułości, tylko ból, walka, mimo że przeciwnik nie ma siły się bronić.
- Wypieprzę cię tak, że zapomnisz nazwy swojego Domu.
Przez głowę młodszego czarodzieja przechodzi myśl, że to nie dzieje się naprawdę. Czy Snape może być aż takim potworem?
- Patrz na mnie... - syczy Mistrz Eliksirów, uderzając w biodra kochanka z całej siły. Harry patrzy, szukając w tych oczach choć cienia ludzkich uczuć, jednak spotyka tylko pożądanie i szaleństwo. Niespodziewanie Severus sięga jedną dłonią na przód i zaciska ją na miękkim już penisie, który ożywa pod tym stanowczym dotykiem. Harry broni się jak może przed zbliżającą się falą, jednak natura jest nieubłagana. Z głośnym krzykiem eksploduje w jasną dłoń, odruchowo zaciskającodbyt. W chwili, gdy zalewa go uczucie ulgi, czuje ciepłe strumienie, wypełniające jego wnętrze. Z ust Severusa ucieka cichy jęk. Gryfon oddycha z trudem, wyczerpany. Teraz, gdy zmysły ostygły, powraca mdlące uczucie niepokoju i obrzydzenia. Czy wolałby, żeby to faktycznie był Voldemort?
- Wstawaj Potter. - Krótki rozkaz nie pozwala mu myśleć. Wstaje na drżących nogach i patrzy na stojącego przed nim czarodzieja. Snape nawet się nie rozebrał...
- Czy powiesz mi... czemu to zrobiłeś? Aż tak mnie nienawidzisz? - W jego głosie brzmi niezamierzony żal. Profesor przygląda mu się długo, nim decyduje się odpowiedzieć.
- A jak myślisz?
Harry nie chce zadawać więcej pytań. Nie chce poznać odpowiedzi.
- Wypuścisz mnie?
Coś na kształt łagodnego uśmiechu wykrzywia usta mężczyzny. Wyjmuje z kieszeni różdżkę i celuje nią w bezbronnego chłopaka.
- Do zobaczenia następnym razem, panie Potter.
Wypowiada ciche zaklęcie i Harry ponownie pogrąża się w ciemności.

- Potter! Znowu zasnąłeś na mojej lekcji!
Harry budzi się natychmiast, słysząc znienawidzony głos. Podnosi głowę, patrząc z niechęcią na nauczyciela. Ma dziwne wrażenie, że znów przyśnił mu się koszmar, lecz za nic nie może przypomnieć sobie jego szczegółów. Gdy nauczyciel wraca na swoje miejsce, chłopak odwraca się do Rona. Przyjaciel patrzy na niego z mieszaniną strachu i podziwu. Po skończonych zajęciach wraca z nim i Hermioną do dormitorium, lecz przy wejściu coś mu się przypomina, coś każe mu przeprosić ich i wyjść ze szkoły.
Gęste korony drzew witają go swym zwodniczym spokojem, ciszy nie przetnie nawet głos kruka. Harry unosi głowę, patrzy w gwiazdy, czekając na ogarniającą go ciemność.

"Bo nie warto zapadać się w marzenia i zapominać o życiu".

Lecz czasem nasze marzenia stają się rzeczywistością, nieodłączną częścią życia, nawet, jeśli zmieszane są z najgorszym koszmarem...