Bliskość poza planem 39
Dodane przez Aquarius dnia Wrze¶nia 07 2013 09:23:35


RozdziaÅ‚ 39 – Arystokrata z krwiÄ… na rÄ™kach


Mateusz popił gorącej kawy, parząc sobie język i wargi, zupełnie tym jednak nieprzejęty. Zerknął przez szparę w drzwiach, obserwując śpiącego na brzuchu Wojtka, okrytego niedbale cienką kołdrą na biodrach. Westchnął pod nosem, pociągając kolejny, głęboki łyk aromatycznego, mocnego napoju z czarnej filiżanki. Spędzili ze sobą bardzo miły wieczór, Mateusz miał nawet prezent dla niego z okazji Mikołajek. Wojtek śmiał się, że czasy szkolne dawno już minęły i nikt takich świąt nie obchodzi, a później, ubrany jedynie w perfumy, które od niego dostał, kochał się z nim wyczerpująco, nie dając chwili oddechu, wyduszając skutecznie powietrze z jego płuc. Zapatrzył się na umięśnioną łydkę wystającą spod kołdry, na różową podeszwę stopy, którą jeszcze wczoraj całował w uniesieniu, na cień między udami prowadzący kusząco pod poły kołdry. Dopił kawę w jednym łyku i zamknął cichutko drzwi. Odstawił filiżankę na garderobę w korytarzu, dopiął dżinsy i w niezapiętej kurtce wyskoczył na klatkę schodową.

Kiedy wracał po dobrych dwudziestu minutach, dosyć zmarznięty, ale zadowolony, Wojtek drzemał nadal, w mieszkaniu było zupełnie cicho, nie licząc tykania kuchennego zegara. Rozpakował zakupione w pobliskich delikatesach wiktuały, zamierzając zrobić coś na kształt śniadania dla siebie i dla mężczyzny. Wyciągnął na talerzyk świeże, migdałowe croissanty, noszące w sobie jeszcze cień ciepła piekarskiego pieca, osypujące się wręcz ze świeżości i pachnące słodko masłem i migdałową masą, wydobył z torby ciemne winogrona, których słodycz wypróbował jeszcze w sklepie. Jedynie latte z cudownie puszystą pianą była jego dziełem. Popatrzył z uśmiechem na przygotowane śniadanie, mając nadzieję, że Wojtek polubi to tak, jak i on lubił. W końcu co mogło być lepszego od kawy, winogron i rogalików?

Wkroczył cichutko do pokoju, stawiając tacę z jedzeniem na stoliku obok łóżka i usiadł obok niego, zdejmując od razu koszulkę. Ogrzewanie chodziło na pełnych obrotach i może nie było to szczególnie zdrowe, ale na pewno przyjemne, kiedy na dworze temperatura spadała poniżej zera. Pogładził delikatnie plecy mężczyzny, nachylił się i pocałował jego kark, mięsiste łopatki, kilka drobnych pieprzyków na umięśnionym, szerokim barku, licząc że mężczyzna obudzi się szybko. Nie musiał na szczęście długo na to czekać.
– Cześć, przystojniaku – zamruczaÅ‚ mu wprost do ucha, ocierajÄ…c siÄ™ lekko torsem o jego plecy. UwielbiaÅ‚ takich dużych, silnych facetów.
– Heeej... – szepnÄ…Å‚ Wojtek jeszcze zaspanym gÅ‚osem, unoszÄ…c gÅ‚owÄ™ i uÅ›miechajÄ…c siÄ™ ciepÅ‚o do współlokatora. Na jego widok od razu zrobiÅ‚o mu siÄ™ przyjemnie na sercu, zapach perfum, który jeszcze wyczuwaÅ‚ w poÅ›cieli przywodziÅ‚ miÅ‚e i gorÄ…ce wspomnienia wczorajszej nocy.
– PrzyniosÅ‚em Å›niadanie, pewnie jesteÅ› gÅ‚odny po wczorajszym – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ cicho Mateusz, muskajÄ…c ustami skórÄ™ jego pleców. Och, Wojtek byÅ‚ takim samcem i najchÄ™tniej nie wypuszczaÅ‚by go z łóżka. Nie potrafiÅ‚ siÄ™ nim znudzić.
– Åšniadanie? – Mężczyzna odruchowo spojrzaÅ‚ na stolik, zaskoczony tym co na nim ujrzaÅ‚. Silny aromat kawy unoszÄ…cy siÄ™ w pokoju byÅ‚ dopeÅ‚nieniem tego widoku. PodparÅ‚ siÄ™ na Å‚okciach lekko unoszÄ…c, szczerze zaskoczony tÄ… maÅ‚Ä… niespodziankÄ…. – Już byÅ‚eÅ› w sklepie? – spytaÅ‚ i zwróciÅ‚ wzrok z powrotem na Mateusza, rozczulony tym gestem, jak również i innymi, którymi mężczyzna go obdarzaÅ‚ przez ostatnie dni. CmoknÄ…Å‚ kochanka w usta, nie mogÄ…c siÄ™ powstrzymać, gdy miaÅ‚ go pryzy sobie tak blisko.
– ByÅ‚em w Almie chwilÄ™ temu – odparÅ‚, nie mogÄ…c przestać dotykać jego ramion, gÅ‚askać i gÅ‚adzić. NachyliÅ‚ siÄ™ do czuÅ‚ego pocaÅ‚unku, nie potrafiÄ…c odmówić sobie posmakowania jego ust, szczególnie kiedy widziaÅ‚ go takiego rozespanego, co budziÅ‚o w nim, ku wÅ‚asnemu zaskoczeniu, ukryte pokÅ‚ady czuÅ‚oÅ›ci. – Nakarmić ciÄ™? – zamruczaÅ‚ nisko, bÅ‚Ä…dzÄ…c dÅ‚ugimi, koÅ›cistymi palcami po jego twardym brzuchu. NajchÄ™tniej zjadÅ‚by wÅ‚aÅ›nie jego.

Wojtek odetchnął ciężko, nie odpowiadając, a jeszcze raz wcałowujac się w jego mięsiste wargi, już nawet niezdziwiony, jak Mateusz działa na niego i jak przekłada się to na seks. Mógłby go dotykać przez cały czas, dlatego ułożył się na plecach ciągnąc go zdecydowanie na siebie i nie przestając całować. Śniadanie mogło chwilę poczekać.
– Mmm… Tak… – Mateusz mruknÄ…Å‚ niewyraźnie w jego usta, nie opierajÄ…c siÄ™ obejmujÄ…cym go ramionom, caÅ‚ym sobÄ… chÄ™tny na bliskość mężczyzny, na jego dÅ‚onie na sobie. – Zaraz mi stanie – szepnÄ…Å‚, uciekajÄ…c ustami na jego brodÄ™, mimo wszystko chcÄ…c najpierw zjeść. ByÅ‚o już po ósmej rano i czuÅ‚, że jeÅ›li za chwilÄ™ nie zje Å›niadania, rozboli go żoÅ‚Ä…dek, a bardzo tego nie chciaÅ‚, majÄ…c na uwadze możliwość szybkiego numerku jeszcze przed zajÄ™ciami na uczelni. – Może… Poczekaj, muszÄ™ coÅ› zjeść – dodaÅ‚ cicho, próbujÄ…c opanować rozgorÄ…czkowane libido. Zapach mężczyzny powodowaÅ‚, że nogi same mu siÄ™ rozjeżdżaÅ‚y.

Dłonie Wojtka przesunęły się pieszczotliwie po jego pośladkach, macając je przez materiał spodni. Nie miał ochoty puszczać kochanka, samemu nie potrafiąc wytłumaczyć co też działo się między nimi, bo ani razu nie poruszyli tematu odnośnie tego. Pocałował przeciągle Mateusza, po czym odsunął się, przesuwając rozgrzanymi dłońmi po jego żebrach.
– To dawaj to Å›niadanko – zamruczaÅ‚ cicho, cieszÄ…c siÄ™, że dziÅ› piÄ…tek, chociaż nie caÅ‚y dla nich.

Mateusz usadowił się na skraju tapczanu, podwinął pod siebie jedną z wąskich, nagich stóp i sięgnął na tacę po talerzyk z rogalikami, stawiając go przed Wojtkiem w rozburzonej pościeli. Dla siebie miał drugi, gdzie rogaliki były bardziej spieczone, a migdały na ich wierzchu niemal przypalone. Uwielbiał ich delikatną gorycz, w połączeniu z sypkością francuskiego ciasta tworzącą niemal grzeszną rozkosz na podniebieniu. Uśmiechnął się do Wojtka, odgarniając za ucho niesforny pukiel czarnych, błyszczących włosów.
– Lubisz tak, czy wolaÅ‚byÅ› jajka na szynce? – spytaÅ‚ zupeÅ‚nie poważnie, siÄ™gajÄ…c po swojÄ… kawÄ™, drugÄ… już tego dnia, i wypijajÄ…c dÅ‚ugiego, gÅ‚Ä™bokiego Å‚yka.

Jego współlokator podniósł się do siadu, nie przejmując własną nagością, chwytając ostrożnie za talerzyk ze swoim śniadaniem. Nigdy nie miał okazji jeść takich francuskich ciastek, przynajmniej tak mu się zdawało, że to taki typ ciasta, ale pytać się nie chciał, mogąc wyjść na idiotę.
– Hmm... myÅ›lÄ™, że i tak jeszcze coÅ› zjem – powiedziaÅ‚, wgryzajÄ…c siÄ™ w chrupkie ciasto.
– Nie za bardzo, co? – dopytaÅ‚ siÄ™ Mateusz, caÅ‚y rozsmakowany w swoim Å›niadaniu, w swojej kawie z ekspresu, pachnÄ…cej mocno Å›wieżo zmielonym ziarnem, nie mogÄ…c siÄ™ powstrzymać i wpychajÄ…c do ust kulki winogrona, miÄ™dzy wargi wilgotne od kawowej piany. – Ja kocham tak jeść. Najlepiej byÅ‚oby na balkonie, jeszcze lepiej gdyby morze byÅ‚o za oknem – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ radoÅ›nie, popatrujÄ…c na Wojtka rozmarzonym wzrokiem. Dla Mateusza życie mogÅ‚oby być wiecznÄ… sjestÄ…, on na pewno by siÄ™ nie nudziÅ‚.
– Pyszne – przyznaÅ‚ Wojtek, siÄ™gajÄ…c po swój napój i popijajÄ…c Å‚yk. W sumie takie Å›niadanie pasowaÅ‚o mu do osobowoÅ›ci kochanka, eleganckie i gustowne. – Najadasz siÄ™ tym?
– No jasne, do drugiego Å›niadania starcza mi w sam raz – poklepaÅ‚ siÄ™ po szczupÅ‚ym brzuchu, nagle nachylajÄ…c siÄ™ do jego ust i caÅ‚ujÄ…c delikatnie w kÄ…cik jego warg. OdsunÄ…Å‚ siÄ™ wolno, patrzÄ…c mu w oczy, gÅ‚Ä™boko, roziskrzonym wzrokiem, niemal kobieco piÄ™knymi oczyma. – Okruszek miaÅ‚eÅ› – mruknÄ…Å‚, trwajÄ…c kilka sekund jak sparaliżowany. MiÄ™siste, kapryÅ›ne usta wygięły siÄ™ w parodii przepraszajÄ…cego uÅ›miechu, odchrzÄ…knÄ…Å‚ odrobinÄ™ zakÅ‚opotany, albo zdawaÅ‚ siÄ™ taki być jedynie, odsunÄ…Å‚ niechÄ™tnie, wyszukujÄ…c na swoim pustym talerzyku zagubionych migdaÅ‚owych pÅ‚atków.

Wojtek uśmiechnął się lekko, jeszcze nie do końca przyzwyczajony, jak Mateusz prezentował mu się odmiennie w stosunku do tego, co było na początku ich znajomości. Taki czuły, romantyczny, jak podmieniony, co nieco niepokoiło Wojtka, znając jego wybuchowe zachowanie, oraz skłonność do szybkiej zmiany decyzji. Brnął jednak w to dalej, przyznając się w duchu, że poddawał się temu urokowi z własnej woli. Objął kochanka w pasie, przygarniając go bliżej siebie i składając na jego karku ciepły pocałunek. Nie umiał się nie poddać chwili, czemuś z czym nie miał nigdy do czynienia, a co przyciągało i kusiło na każdym kroku.
– Mmm… miód w ciele lwa – szepnÄ…Å‚ Mateusz, przytulajÄ…c siÄ™ do niego nienachalnie, strÄ…cajÄ…c przypadkowo talerzyk na dywan, Å‚yżeczkÄ™ od kawy i zmiÄ™tÄ… chusteczkÄ™, w którÄ… wycieraÅ‚ usta i zupeÅ‚nie siÄ™ tym nie przejmujÄ…c. OdetchnÄ…Å‚ drżąco w jego szyjÄ™, z rozkoszÄ… czujÄ…c fakturÄ™ jego skóry na swoim Å›wieżo ogolonym policzku. Za oknem wÅ‚aÅ›nie zaczÄ…Å‚ padać Å›nieg, dużymi, mokrymi pÅ‚atkami oklejajÄ…c szybÄ™. W mieszkaniu byÅ‚o tak ciepÅ‚o i cicho, że Mateusz sÅ‚yszaÅ‚ wÅ‚asny, delikatnie przyspieszony oddech.
– Ciekawe okreÅ›lenie – zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ Wojtek, jeszcze chwilÄ™ drażniÄ…c jego skórÄ™ na karku wodzÄ…c po niej nosem, żeby po chwili wrócić do smakowania kawy i koÅ„czenia rogalika, nadal jednak obejmujÄ…c Mateusza, drapiÄ…c go po boku.

Chłopak sapnął, niepocieszony, sięgając po swoją szklankę z latte i sącząc ją, rozkosznie ciepłą, waniliową i słodką jak ulepek. Zagapił się na białe niebo ciężkie od chmur, na śnieg sypiący coraz raźniej, przypominający mu o tym, że niedługo święta, powrót do domu, pierwsze święta bez matki. Żal ścisnął krótko jego krtań, nie okazał tego jednak po sobie, przesuwając stopą nieszczęsny talerzyk po dywanie. Pogładził mężczyznę po udzie, nie chcąc mu po raz kolejny przerywać jedzenia. Sięgnął go winogrona, by skubać je w milczeniu palcami. Wojtek zupełnie nie łapał jego romantycznych tekstów, wolał więc czasami się nie odzywać, niż wychodzić na idiotę.
– Co tak zamilkÅ‚eÅ›? – Wojtek cmoknÄ…Å‚ go w ramiÄ™, odsuwajÄ…c pusty talerzyk i teraz majÄ…c wolne rÄ™ce, zdecydowanie przysunÄ…Å‚ Mateusza do siebie.
– Nie przeszkadza mi cisza – odparÅ‚ chÅ‚opak, z chÄ™ciÄ… poddajÄ…c siÄ™ uÅ›ciskowi gorÄ…cych, czuÅ‚ych ramion, dÅ‚oniom eksplorujÄ…cym jego ciaÅ‚o. ZerknÄ…Å‚ szybko na zegarek, widzÄ…c, że zostaÅ‚o mu jeszcze dobre czterdzieÅ›ci minut do wyjÅ›cia na uczelniÄ™, bez problemu powinni wiÄ™c zdążyć. – Nie mam przymusu ciÄ…gÅ‚ego mówienia – dodaÅ‚, nasuwajÄ…c siÄ™ na niego, przykrywajÄ…c chciwie swoim ciaÅ‚em, nie chcÄ…c nawet myÅ›leć, że kiedyÅ› bÄ™dzie miaÅ‚ tego dość, dosyć ich seksu i intymnoÅ›ci.
– Jasne, że nie masz. – Wojtek Å›cisnÄ…Å‚ go w ramionach i przekrÄ™ciÅ‚ na plecy, patrzÄ…c gÅ‚Ä™boko w oczy, trochÄ™ żaÅ‚ujÄ…c, że caÅ‚e popoÅ‚udnie spÄ™dzi z Mirkiem. OczywiÅ›cie cieszyÅ‚ siÄ™ na przyjazd kumpla z rodzinnego miasta, ale z drugiej strony ciężko byÅ‚o nie spÄ™dzać wolnej chwili z Mateuszem, zwÅ‚aszcza, że Wojtek miaÅ‚ na gÅ‚owie studia oraz pracÄ™ w jednym ze sklepów sportowych. W ciÄ…gu tygodnia trudno byÅ‚o o takie dÅ‚ugie Å›niadanie oraz seks.

Chłopak rozchylił dziecięco ładne usta, czując jak uderza w niego fala podniecenia, kiedy ogląda go nad sobą, pochylonego, zdecydowanego, niespotykanie pewnego siebie, mimo że na co dzień to Mateusz brylował wśród ludzi a Wojtek trzymał się raczej z boku. Objął jego szyję ramionami, pociągnął go na siebie, by chwytać łapczywie jego wargi swoimi w gorączkowym, namiętnym pocałunku, tak głodnym i rozpaczliwym, jakby zaraz miał skończyć się świat. Zasłonił oczy powiekami, smoliste rzęsy rzuciły cień na jasne policzki, w bladym świetle poranka ukazując jego słabość, jego chęć poddania się mężczyźnie, wszystkie te brudne uczucia, od których nie umiał uciec, i którym tak bardzo chciał ulegać. Serce biło mu ogłuszająco, czuł jego pulsowanie głęboko w sobie, w swoich napuchniętych dłoniach, nie mogąc doczekać się kiedy Wojtek weźmie go sobie, tak po prostu, i zniszczy.

***


– NiezÅ‚a ciasnota. – SÅ‚owa Mirka rozbrzmiaÅ‚y w kuchni, kiedy jego kroki zabrzmiaÅ‚y wyraźne, a on sam we wÅ‚asnej osobie wkroczyÅ‚ do pomieszczenia.

Wojtek pokręcił głową, zalewając im obu po kubku kawy, chociaż bardziej dla kumpla, który aby przyjechać do stolicy zmuszony był wstać wcześnie i teraz przecierał co chwilę powieki, czy ziewał głęboko.
– A może ty chcesz siÄ™ zdrzemnąć chwilÄ™? – zaproponowaÅ‚, stawiajÄ…c na jasnej ceracie stolika parujÄ…cy kubek, patrzÄ…c jak jego gość zasiada na krzeÅ›le. MusiaÅ‚ przyznać, że jak ostatnio siÄ™ widzieli Mirek wyglÄ…daÅ‚ nieco inaczej, może byÅ‚a to zasÅ‚uga pozbycia siÄ™ przydÅ‚ugich wÅ‚osów, które zawsze mniej lub bardziej skrywaÅ‚y jego szczupÅ‚Ä… twarz, albo uÅ›miechu, który nie opuszczaÅ‚ go od wyjÅ›cia z pociÄ…gu. Ciemne, krótkie wÅ‚osy, obciÄ™te tuż przy skórze, uwydatniaÅ‚y ostro zarysowane koÅ›ci policzkowe, nieco ukryte pod parudniowym zarostem, chociaż jak twierdziÅ‚ Mirek byÅ‚ to zaczÄ…tek wiÄ™kszej bródki. Mimo to zdaniem Wojtka jego kumpel nieco spoważniaÅ‚, już nie przypominajÄ…c chudego podlotka, albo stracha na wróble, mogÄ…cego straszyć w zagonie zboża. Wszystko dziÄ™ki robocie na wakacjach, którÄ… chÅ‚opak dostaÅ‚, a która najwyraźniej nie przeÅ‚ożyÅ‚a siÄ™ jedynie na pieniÄ…dze, ale również na sylwetkÄ™.
– Weź przestaÅ„, przyjechaÅ‚em i mam spać? – prychnÄ…Å‚ Mirek, patrzÄ…c na niego w rozbawieniu w czarnych oczach, popijajÄ…c wolno kawÄ™, wciąż siÄ™ rozglÄ…dajÄ…c, jakby miaÅ‚ zamiar zapamiÄ™tać każdy szczegół. Wojtek wiedziaÅ‚, że kiedy tylko kumpel wróci do domu, jego ciotka nie omieszka wypytać go ze szczegółami, jak to tam jej bratanek żyje w wielkim mieÅ›cie.
– Przecież widzÄ™, że oczy ci siÄ™ klejÄ…, kÅ‚amco. – Wojtek usiadÅ‚ po drugiej stronie stoÅ‚u, jakoÅ› tak odruchowo zasÅ‚aniajÄ…c usta i poddajÄ…c siÄ™ ziewniÄ™ciu. Z tyÅ‚u gÅ‚owy wciąż migaÅ‚y mu urywki porannego seksu z Mateuszem, namiÄ™tnego, wciąż żywego, okraszonego woniÄ… perfum, kawy i smakiem migdałów tak wyraźnych na ustach kochanka.
– A sam to co? Ziewasz jak pies. DaÅ‚byÅ› coÅ› mocniejszego, chyba że tutaj u was to tylko herbatka kawusia leci. – Grube brwi Mirka uniosÅ‚y siÄ™ sugestywnie, a Wojtek zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ mimowolnie, caÅ‚kowicie zapominajÄ…c, że kumpel zawsze byÅ‚ pierwszy do picia, co nie oznaczaÅ‚o, że jakiÅ› z niego alkoholik, raczej degustator, jak zdarzaÅ‚o mu siÄ™ siebie okreÅ›lać.
– Oj byÅ› siÄ™ zdziwiÅ‚, niektórzy to tylko to do porannej kawusi – rzuciÅ‚, oczywiÅ›cie mocno naciÄ…gajÄ…c fakty, a raczej rzucajÄ…c tÄ… uwagÄ™ żartem niż serio. PodniósÅ‚ siÄ™ i otworzyÅ‚ lodówkÄ™, z jej czeluÅ›ci wyciÄ…gajÄ…c po butelce piwa, majÄ…c w zanadrzu jeszcze kolejne dwie oraz likier. WolaÅ‚ jednak go nie otwierać, majÄ…c zamiar podczas pobytu kumpla jeszcze siÄ™ pouczyć. Na uczelni mocno cisnÄ™li, a skoro już za niÄ… pÅ‚aciÅ‚, to wolaÅ‚ czerpać z tego co dostawaÅ‚. Same zajÄ™cia mu siÄ™ podobaÅ‚y, może nie wszystkie, ale miaÅ‚ motywacjÄ™ do nauki. Jedyny mankament stanowiÅ‚a dość spora liczba dziewczyn w jego grupie, on i dwóch jeszcze chÅ‚opaków byli jedynymi przedstawicielami pÅ‚ci mÄ™skiej. DodajÄ…c do tego wiek koleżanek, tuż po liceum, stawiaÅ‚o go to czasem w stresujÄ…cych sytuacjach.

Mirek na widok alkoholu wyszczerzył się i od razu odebrał od niego swoją część, kubek z kawą odsuwając zdecydowanie dalej.
– Prawie jak w domu – zauważyÅ‚, otwierajÄ…c i popijajÄ…c gÅ‚Ä™boki Å‚yk.
– To chodź do pokoju, tam bÄ™dzie wygodniej – zaproponowaÅ‚ Wojtek, skinieniem gÅ‚owy zwracajÄ…c jego uwagÄ™.
– Mam nadzieje, że masz tego wiÄ™cej, w koÅ„cu mamy tyle rzeczy do oblania. – Mirek podniósÅ‚ siÄ™, wsuwajÄ…c jednÄ… dÅ‚oÅ„ w ciemne dżinsy i idÄ…c za nim w stronÄ™ wybranego pomieszczenia, gdzie zostawiÅ‚ również swój plecak. Sama wizyta i tak byÅ‚a krótka, bo nastÄ™pnego dnia Mirek siÄ™ zbieraÅ‚, nie zostajÄ…c na noc.

***


Likier waniliowy polał się do szklaneczek już któryś raz, ale żaden z nich tego nie liczył. Wojtek nie umiał oprzeć się kumplowi, jego namowom, wspominkom odnośnie dawnych czasów, posłuchania co też słychać na starych śmieciach, kto okazał się krypto gejem, kto umarł. W duchu musiał przyznać, że brakowało mu tego, gdzieś pod skórą tęsknił za domem, za ludźmi tak różniącymi się od tych w wielkim mieście, bez pośpiechu żyjącymi. Ale wracać nie chciał, bo tutaj miał możliwości, na wsi można było odpoczywać od zgiełku stolicy, naładować baterie, aby móc zmierzyć się z grami, gierkami, które w innych środowiskach były nie do przyjęcia.

Słodkawy posmak wanilii rozpływał się w ustach sprawiając, że pokój wypełnił się śmiechem, to znów poważnymi rozmowami. Wojtek zdążył opisać Mirkowi swoje pierwsze kroki w Uranosie, choć do stresu jaki doznawał już się nie przyznał, bardziej skupiając się na samej atmosferze studia i ludziach tam pracujących. Nawet nie wiedział, kiedy przeszedł na temat Mateusza, pierwszy raz w słowach próbując ubrać to, co się między nimi ostatnio działo.
– Taki sÅ‚odki, rozkoszny? – Mirek poprawiÅ‚ siÄ™ na łóżku, próbujÄ…c unieść siÄ™ do siadu, ale w koÅ„cu zrezygnowaÅ‚, opierajÄ…c o Å›cianÄ™, półleżąc i przyciskajÄ…c siÄ™ bokiem do Wojtka.
– No, jak go zobaczysz to wiesz... – Wojtek westchnÄ…Å‚ na chwilÄ™ milknąć, majÄ…c przed oczami rozjaÅ›nionÄ… twarz współlokatora, która dziÅ› rano widziaÅ‚ po przebudzeniu. – Wiesz w Å›redniowieczu to hrabia jak nic.

Mirek zaśmiał się, rozbawiony tym określeniem, chociaż w tym lekkim stanie upojenia wszystko co usłyszał niezmiernie go bawiło. Dłoń, która już od długiego czasu trzymał na udzie kumpla, teraz przesunął nieco wyżej.
– To ten hrabia zainteresowaÅ‚ siÄ™ chÅ‚opkiem? - prychnÄ…Å‚, popatrujÄ…c na nieco zarumienionÄ… twarz Wojtka, gdzieÅ› w gÅ‚Ä™bi czujÄ…c gorycz, że kumpel wiÄ™kszÄ… uwagÄ™ poÅ›wiÄ™caÅ‚ swojemu współlokatorowi-kochankowi, a nie jemu. – Taki Å›wietny we wszystkim? – UniósÅ‚ siÄ™ i bez pardonu usiadÅ‚ Wojtkowi na biodrach, posyÅ‚ajÄ…c mu roziskrzone spojrzenie, majÄ…c nadziejÄ™, że temat szybko siÄ™ zmieni. PoruszyÅ‚ siÄ™, ocierajÄ…c poÅ›ladkami o jego krocze. – W tym też taki dobry, co?
– Mirek... – sapnÄ…Å‚ gÅ‚ucho Wojtek, przeÅ‚ykajÄ…c ciężko Å›linÄ™, czujÄ…c jak po krÄ™gosÅ‚upie wspina mu siÄ™ prÄ…d podniecenia, a penis drgnÄ…Å‚ w spodniach, tak stymulujÄ…co naciskany. Nie umiaÅ‚ zepchnąć z siebie kumpla, szybko przypominajÄ…c sobie ich wspólne chwile spÄ™dzane na tego typu przyjemnoÅ›ciach. Odruchowo zacisnÄ…Å‚ dÅ‚onie w jego tali, przyjemnie koÅ‚ysany alkoholem i narastajÄ…cÄ… przyjemnoÅ›ciÄ… z obecnoÅ›ci Mirka na sobie.
– CaÅ‚uje też lepiej ode mnie? – Mirek oblizaÅ‚ dolnÄ… wargÄ™, szybko rozpoznajÄ…c ulegÅ‚ość kumpla po jego zaczerwienionych oczach, wpatrujÄ…cych siÄ™ tylko w niego z pożądaniem. Nie daÅ‚ mu jakiejkolwiek szansy na odpowiedź, a tym samym sposobnoÅ›ci, aby mógÅ‚ to jeszcze przerwać, Å‚apiÄ…c jego usta w szybkim, namiÄ™tnym pocaÅ‚unku, wsuwajÄ…c również swój gorÄ…cy jÄ™zyk.

Uśmiechnął się czując wyraźną odpowiedź, zadowolony z faktu, że dostanie to, po co tu przyjechał, ani razu nie dopuszczając do siebie myśli, że stanie się inaczej. W końcu to, że Wojtek wyjechał do Warszawy nie przekreślało tego, że nadal byli kochankami i na pewno jakiś cudaczny warszawiak tego nie zmieni.

***


Mateusz zdjął niespiesznie buty z modnie długimi cholewami i zabrał się za odkręcanie z szyi stalowo-błękitnego, obszernego szalika, kupionego mu ostatnio przez Natalię, której zdążało się czasami zmarnotrawić odrobinę swojego drogocennego czasu w sieciówkach w centrach handlowych, mimo że na co dzień uważała to za rozrywkę niegodną i nic nie wnoszącą. Odłożył go z zadowoleniem na garderobę, odrobinę zamyślony, błądząc umysłem wokół spraw związanych z uczelnią, z ludźmi z roku, z którymi przebywanie było dla niego zwykle wielką przyjemnością, wokół zaśnieżonych ulic i zimnych tramwajów, w głębi serca ciesząc się niesamowicie z powodu mrozu, zimy, kiedy wszystko wydawało mu się takie bajkowe, jak na amerykańskim filmie oglądanym w dzieciństwie.

Cisza panująca w mieszkaniu zaniepokoiła go trochę, w końcu Wojtek miał mieć gościa, spodziewał się raczej głośnych rozmów i śmiechu. Zajrzał nawet do kuchni, by upewnić się, że nikogo tam nie ma.
– Wojtek? – zawoÅ‚aÅ‚, popychajÄ…c uchylone drzwi do pokoju mężczyzny. Widok, który zobaczyÅ‚, zagotowaÅ‚ mu krew w żyÅ‚ach. Twarz napięła mu siÄ™ w grymasie zÅ‚oÅ›ci niemal boleÅ›nie, szczÄ™ka zacisnęła mocno, źrenice rozszerzyÅ‚y automatycznie, nie mogÄ…c lub nie potrafiÄ…c przyjąć do wiadomoÅ›ci, zinterpretować tego co zobaczyÅ‚, i mimo że trwaÅ‚o to zaledwie kilka sekund nim trzasnÄ…Å‚ drzwiami tak, że prawie wyleciaÅ‚a z nich szyba, jemu zdawaÅ‚o siÄ™, że trwa bardzo dÅ‚ugie minuty. WpadÅ‚ do swojego pokoju, przed oczyma majÄ…c obraz Wojtka caÅ‚ujÄ…cego i namiÄ™tnie obÅ›ciskujÄ…cego swojego kumpla. ByÅ‚ tak wÅ›ciekÅ‚y, że nie wiedziaÅ‚, gdzie podziać rÄ™ce. CzegoÅ› takiego siÄ™ na pewno po nim nie spodziewaÅ‚. – Kurwa! – wydarÅ‚ siÄ™ na caÅ‚e gardÅ‚o, dajÄ…c upust swojej zÅ‚oÅ›ci i frustracji.
– Mateusz? – GÅ‚os Wojtka rozbrzmiaÅ‚ po paru minutach, a on sam w koÅ„cu pojawiÅ‚ siÄ™ w drzwiach, nadal zaczerwieniony, najwidoczniej kompletnie nie rozumiejÄ…c zachowania drugiego mężczyzny.
– Wypierdalaj! – ryknÄ…Å‚ na niego, zaciskajÄ…c dÅ‚onie w pięści, nie mogÄ…c uwierzyć, że po tym, co mężczyzna zaprezentowaÅ‚, jeszcze oÅ›miela siÄ™ do niego przychodzić. Kompletne obrzydzenie mieszaÅ‚o siÄ™ z uczuciem zranienia na jego twarzy.
– Mati, ale co siÄ™ staÅ‚o? – Wojtek uniósÅ‚ wysoko brwi zaskoczony jego zachowaniem, bÄ™dÄ…c pogubionym w tym, co wÅ‚aÅ›nie siÄ™ dziaÅ‚o. Upojenie alkoholowe w ogóle nie pomagaÅ‚o.
– Ty pierdolony chuju – wysyczaÅ‚ przez zÄ™by chÅ‚opak, patrzÄ…c na niego z takim wstrÄ™tem, jakby zaraz miaÅ‚ zwymiotować. ZmierzyÅ‚ go pogardliwym wzrokiem, od zaczerwienionych policzków i ust, po wyraźny wzwód w spodniach. CiÅ›nienie zatÄ™tniÅ‚o mu w gÅ‚owie i niewiele myÅ›lÄ…c doskoczyÅ‚ do Wojtka i przywaliÅ‚ mu z pięści w twarz, aż przymykajÄ…c oczy, kiedy kropelki krwi bryzgnęły spod jego dÅ‚oni wprost na wytapetowanÄ… Å›cianÄ™ nad ramieniem mężczyzny. Gdyby ktoÅ› mu teraz przypomniaÅ‚, że jeszcze rano daÅ‚ temu facetowi dupy, to by chyba go zabiÅ‚.

Wojtek zachwiał się i upadłby na podłogę, ale w porę złapał się ściany, podpierając się o nią. Serce zabiło mu ze zdenerwowania, a w piersi coś ścisnęło, całkowicie zaskoczony uderzeniem jak i krwią spływającą z nosa. Uniósł wzrok znad swojej dłoni, którą przyciskał do twarzy i zwrócił na Mateusza, nadal mając nadzieję, że to jakieś nieporozumienie.
– Co do kurwy? – W drzwiach stanÄ…Å‚ Mirek, otwierajÄ…c szeroko oczy na caÅ‚Ä… scenÄ™, zapewne spodziewajÄ…c siÄ™ czegoÅ› innego. PodszedÅ‚ szybko do Wojtka, Å‚apiÄ…c go za ramiÄ™, a Mateuszowi posyÅ‚ajÄ…c wÅ›ciekÅ‚e spojrzenie. - OdjedbaÅ‚o ci, kurwa?!
– Spierdalaj stÄ…d – warknÄ…Å‚ nisko Mateusz, caÅ‚y gotowy, by i jemu przyÅ‚ożyć. MiaÅ‚ ochotÄ™ wywlec go za ciuchy z mieszkania. – Zabieraj swoje szmaty i spierdalaj – wycedziÅ‚ przez zÄ™by, czujÄ…c jak wszystko mu siÄ™ wewnÄ™trznie przewraca kiedy patrzy, jak obcy facet dotyka Wojtka. ÅšliskÄ… od krwi pięść roztarÅ‚ w drugiej rÄ™ce, unoszÄ…c lekko górnÄ… wargÄ™ w wyrazie absolutnej wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci.
– Chodź Wojtek, panienka siÄ™ wkurzyÅ‚a – sarknÄ…Å‚ Mirek, patrzÄ…c mu wyzywajÄ…co w oczy i Å‚apiÄ…c Wojtak pod ramiÄ™. Mężczyzna nadal patrzyÅ‚ na Mateusza z mieszaninÄ… zaskoczenia, nadal nie rozumiejÄ…c skÄ…d w nim tyle gniewu. Szybko siÄ™ jednak pozbieraÅ‚, dochodzÄ…c do wniosku, że najlepiej jest zostawić go samego.
– Wszystko ok – rzuciÅ‚ do Mirka, który chciaÅ‚ mu pomóc. WyszedÅ‚ z pokoju, od razu kierujÄ…c siÄ™ do Å‚azienki, popychajÄ…c przed sobÄ… kumpla.
– CoÅ› ty kurwa powiedziaÅ‚? - Mateusz wyszedÅ‚ za nimi z pokoju, caÅ‚y nabuzowany tak bardzo, że nie potrafiÅ‚ już zupeÅ‚nie panować nad swoim gniewem. Ironia w gÅ‚osie Mirka stanowiÅ‚a dla niego oczywiste wyzwanie i miaÅ‚ dzikÄ… wrÄ™cz ochotÄ™ sprasować mu twarz. W tym stanie wybitnie Å‚atwo daÅ‚ mu siÄ™ sprowokować. Mięśnie drżaÅ‚y mu w niesamowitym napiÄ™ciu, w uszach sÅ‚yszaÅ‚ wyraźnie szum wÅ‚asnej krwi.

Wojtek gwałtownie się zatrzymał i odwrócił w jego stronę, odgradzając go swoim ciałem od kumpla.
– Koniec Mateusz – powiedziaÅ‚ spokojnie patrzÄ…c na niego twardo. – Zostaw go.
Mateusz pchnął go gwałtownie w klatkę piersiową, zwyczajnie nie mogąc uwierzyć, w to co się działo. Mężczyzna zachwiał się pod wpływem uderzenia, opierając się na stojącym za nim Mirku. Chłopak szarpnął go za bluzę na piersi, ledwo się powstrzymując, żeby nie uderzyć go ponownie. Krew zaczęła już krzepnąć nad jego wargą, na brodzie, zostawiając ciemną, lepką smugę wilgoci.
– Rzygać mi siÄ™ chce, jak na ciebie patrzÄ™ – warknÄ…Å‚ chrapliwie, puszczajÄ…c jego ubranie, idealnie prezentujÄ…c tym gestem skrajne obrzydzenie.
– Super. – Wojtek posÅ‚aÅ‚ mu ciężkie spojrzenie, nie majÄ…c zamiaru w jakikolwiek sposób reagować. SzarpnÄ…Å‚ Mirka za rÄ™kaw, gdy ten wyraźnie chciaÅ‚ odpowiedzieć na zaczepki Mateusza. – Idziemy – powiedziaÅ‚ twardo, Å‚apiÄ…c kumpla i popychajÄ…c do swojego pokoju, nie przejmujÄ…c siÄ™ wciąż pÅ‚ynÄ…cÄ… krwiÄ….
– JesteÅ› szmatÄ… – syknÄ…Å‚ za nim Mateusz, zwieszajÄ…c ramiona bezczynnie wzdÅ‚uż boków, czujÄ…c siÄ™ tak gÅ‚Ä™boko zranionym i rozsierdzonym, że nie miaÅ‚ pojÄ™cia jak sobie z tym poradzić. WiedziaÅ‚ na pewno, że nie zamierza siedzieć w pokoju i sÅ‚uchać przez Å›cianÄ™, jak Wojtek pierdoli siÄ™ ze swoim wiejskim kumplem. ZacisnÄ…Å‚ usta aż pobielaÅ‚y mu wargi, w gÅ‚owie zakrÄ™ciÅ‚o siÄ™ od nadmiaru emocji, bez namysÅ‚u nasunÄ…Å‚ buty na stopy, nawet ich nie wiążąc, zÅ‚apaÅ‚ swój pÅ‚aszcz, swój elegancki szalik z Zary, skórzanÄ… torbÄ™ na ramiÄ™, ogarnÄ…Å‚ najpotrzebniejsze przedmioty i wypadÅ‚ jak staÅ‚ na korytarz, na klatkÄ™ schodowÄ…, ubierajÄ…c siÄ™ chaotycznie w biegu. ChciaÅ‚ siÄ™ znaleźć jak najdalej stÄ…d, jak najszybciej.

Wojtek zacisnął palce na włosach, wewnątrz cały drżąc ze złości i bólu po słowach z ust Mateusza, gdzieś w głębi chyba dostrzegając przyczynę jego zachowania. Czyżby był zazdrosny? Czyżby współlokator żywił do niego coś więcej i stąd ten atak?

Kiedy drzwi wejściowe wyraźnie trzasnęły, zostawił milczącego Mirka w pokoju i wyszedł do łazienki, czując mdłości i narastający ból głowy i nosa. Najsilniej jednak rwało w piersi, w sercu.