Za trzy punkty 11
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 06 2013 10:15:18


Wódka, piwo, skręty… i jeszcze trochę wódki


Blondyn mierzył mnie nieprzyjemnym spojrzeniem, a ja miałem wrażenie, że jeszcze chwila i albo wysiądę i mu przywalę, albo wysiądę i wrócę do domu. Nic jednak nie zrobiłem, tylko siedziałem na tyłku i odpowiadałem na jego wzrok równie niechętnym spojrzeniem.
- Jedzie z nami, mówiłem, że wezmę kogoś ze sobą - powiedział Sebastian, wzruszając obojętnie ramionami. - No już, wrzucaj tę torbę. - Pogonił go. Chłopak westchnął ciężko i jeszcze raz łypnął na mnie wrogo. Zapowiada się świetna zabawa, przemknęło mi przez myśl i skrzywiłem się niechętnie, zaczynając żałować, że dałem się Sebastianowi wyciągnąć.
Gdy blondyn włożył już torbę do bagażnika, wsiadł na tylne miejsce. Sebastian znów odpalił samochód, kiedy nagle chłopak wychylił się w stronę odtwarzacza i włożył do niego jakąś płytę.
- Oskar jestem - powiedział, z powrotem zajmując swoje miejsce. Z głośników popłynął jakiś hit tego lata, na co ja niemal jęknąłem, gdy wyobraziłem sobie, że całą drogę do działki będę słuchać takiej muzyki.
- Kacper - odparłem z konieczności.
- Musiałeś to gówno nagrywać? - Sebastian wypowiedział moje myśli na głos, jednak nie sięgnął do odtwarzacza i nie wyłączył tego.
- Trochę nastroju się przyda - stwierdził Oskar i w lusterku widziałem jego szeroki uśmiech. Szybko przeszła mu niechęć do mnie, stwierdziłem. - Nie zapominaj, że Natalia przygotowywała muzykę. Więc na działce będzie jeszcze gorzej - zaśmiał się rechotliwie.
- O rany - jęknął Sebastian, wyjeżdżając z osiedla.


***


Byłem nastawiony na coś okropnego. Na masę bogatych dzieciaków z I–phonami w rękach, w hipsterskich okularkach i markowych ciuszkach. Jednak, gdy wysiadałem z samochodu i spojrzałem na zwykły, niezbyt piękny domek działkowy, zastanowiłem się czy Sebastian aby na pewno nie pomylił działek.
Dziewczyna, która znalazła się z piwem w ręku przy furtce i powitała nas z szerokim uśmiechem, uświadomiła mnie, że nie. Sebastian się nie pomylił.
- No jesteście! - paplała lekko pijana. - Zżarli już wam wszystkie karkówki, zostały kiełbachy i szaszłyki – mówiła, kiedy otworzyła furtkę i podeszła do Sebastiana całując go w policzek. Chłopak objął ją, uśmiechając się nieco, po czym odsunął się i otworzył bagażnik. W międzyczasie niewysoka brunetka podeszła do Oskara i jego również obdarowała soczystym buziakiem.
- Natalia - powiedziała do mnie, wyciągając swoją szczupłą dłoń. Ładna dziewczyna, stwierdziłem. Nie to co Aga, czy nawet Kamila, które źle dobranym kolorem pudru, czy co tam sobie na twarz nakładały, aż raziły po oczach. Natalia była niziutka i drobna, ale za to miała naprawdę spory biust, którego, co dziwne, wcale nie eksponowała. Laski, które znam, z pewnością chwaliłyby się takimi zderzakami.
- Kacper - odpowiedziałem, uścisnąwszy jej dłoń. Dziewczyna uśmiechnęła się momentalnie szeroko i przylgnęła do mnie, też całując w policzek. Poczułem się trochę nieswojo, nawet jeśli wiedziałem, że Natalia jest już pijana. Bo bełkotała i miała mocno zaszklone oczy.
- Rany, miło cię poznać! Seba powiedział, że weźmie kogoś fajnego, ale nie myślałam, że aż tak fajnego! - powiedziała, na co Sebastian zaśmiał się, trzymając skrzynkę z piwami.
- Nie pieprz, tylko zaprowadź nas do środka - parsknął, a dziewczyna kiwnęła głową.
Ruszyliśmy wąską, betonową dróżką, prowadzącą do jednopiętrowego, białego domku. Na jego altance znajdował się hamak, aktualnie oblegany przez dwie osoby. Jakiegoś chłopaka, którego też kojarzę z tamtego dnia, gdy pierwszy raz spotkałem Sebastiana, a oprócz niego siedziała tam jeszcze jakaś ładna blondynka, trzymając w ręku piwo i popijając co chwilę. Tuż obok stał zielony, plastikowy stół, a na krzesłach poustawianych dookoła niego siedzieli nieznani mi ludzie. Wszyscy rozmawiali żywo, ktoś śmiał się głośno, inny krzyczał, ale mimo wszystko wyglądali na dobrze bawiących się. A wszystko to przy przyjemnej muzyce w typie reggae i ska, pobrzmiewającej z głośników zawieszonych pod zadaszeniem tuż obok drzwi prowadzących do domu.
W ogrodzie stał też duży grill, aktualnie obsługiwany przez wysokiego chłopaka, który machnął na przywitanie Sebastianowi i Oskarowi. Odpowiedzieli mu uśmiechami, a ja, chociaż powinienem czuć się nieswojo, bo w końcu nikogo tu nie znałem, wcale się tak nie czułem. Nie było tak jak na imprezach, na które wyciągał mnie Paweł i Arek. Wcale nie miałem ochoty uciekać, nie polowała na mnie żadna Kamila czy inna harpia jej pokroju, a muzykę dało się słuchać.
- No, zobaczcie kto w końcu do nas zawitał! - zaśmiała się Natalia, a Sebastian odstawił skrzynkę piwa na podłogę. Oskar podleciał do grilla z talerzykiem, krzycząc coś o tym, że jak się nie pospieszymy, to zje wszystko.
Sebastian wskazał na wolne miejsca przy stole. Kiwnąłem głową i usiadłem obok niego i Natalii, która już podawała mi piwo, mówiąc coś o tym, że musimy się dostosować do reszty, bo wszyscy już pijani, tylko my nie. Nie zaprzeczyłem, wziąłem dużego łyka, po czym zaczęła się seria przedstawiania.
Wszyscy podawali mi ręce i wymieniali imiona, których i tak nie zapamiętałem. Ludzi, jak na zwykłą działkową imprezę, było dużo, z piętnaście, a może i więcej. I każdy zadawał mi pytania. Skąd znasz Sebastiana? Jeszcze z nim nie zwariowałeś? Lubisz grać w koszykówkę? O, a w jakim klubie grasz? Ooo, samouk jesteś? A to fajnie!
Nim się obejrzałem, a już piłem trzecie piwo. Sebastian także się nie ociągał, bo przy nim też stało już kilka pustych butelek.
- To co? Wódeczka? - zaśmiała się Natalia i wstała. Przechodząc koło odtwarzacza, kliknęła coś, przez co jedna z piosenek urwała się w połowie i zmieniła na jakąś typowo dyskotekową muzykę. Już po chwili rozpoznałem utwór pochodzący z „Projektu X”.
Sebastian i Oskar wymienili znaczące spojrzenia, po czym parsknęli śmiechem. Ja też uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie ich słowa o Natalii, która miała przygotowywać muzykę.
Dziewczyna już po chwili wróciła z dwoma butelkami zero siedem Absolwenta i kieliszkami na czerwonej tacy. Uśmiechnęła się do wszystkich, poruszając nieco głową w takt muzyki. Ktoś coś skomentował, ktoś się zaśmiał.
Przesuwając pustą miskę po sałatce, postawiła tacę na samym środku plastikowego stołu ogrodowego. Każdy zabrał po kieliszku. I nie wiem dlaczego, ale te dwa Absolwenty na długo nie wystarczyły. Zrobiły raptem jedną (albo dwie, ale tak naprawdę nie skupiałem się na tym, kiedy piłem) kolejkę i już go nie było.
- Za małe zapasy zrobiliśmy. - Ktoś stwierdził.
- Zostały same piwa - powiedziała jakaś blondynka, której imienia nie potrafiłem zapamiętać. I w tamtym momencie Sebastian wstał i złapał mnie za rękę, podciągając do góry. Spojrzałem na niego zdziwiony, nieco wypłoszony, no bo kurwa! Obłapywał mnie publicznie (no może nie do końca, w końcu tylko trzymał mnie za rękę), wszyscy się gapili, a on jeszcze się szczerzył.
- Skoczymy po wódkę do tego baru, co jest na wyjeździe z działek - powiedział i nikt nie zdążył nawet potaknąć, a Sebastian już ciągnął mnie do wyjścia z posesji. A ja, jak ten idiota, otumaniony alkoholem, dałem mu się prowadzić.
Chrząknąłem. Nic. Szedł dalej, nie oglądając się na mnie, tylko dalej trzymając mnie za rękę i wlekąc za sobą.
- Co to było? - zapytałem wreszcie. Obejrzał się przez ramię, marszcząc brwi z niezrozumieniem.
- Co było? - odpowiedział pytaniem.
-No złapałeś mnie tam za rękę… to dosyć… jednoznaczne, wiesz? - prychnąłem. Sebastian momentalnie zatrzymał się na środku dróżki, pomiędzy jedną działką a drugą.
- No jednoznaczne… I? - Pokiwał głową, a ja miałem mu ochotę w nią przywalić.
- No to, że…
- Wszyscy wiedzą, że jestem gejem - przerwał mi, wzruszając ramionami. - Oskar też jest gejem, a Natalia lesbijką. Więc?
Zamrugałem. Oskar gejem? O rany, trafiłem do jakiejś homo meliny – tak brzmiała moja pierwsza myśl.
- I… i reszta nie ma nic przeciwko? - zapytałem, wciąż niedowierzając. Bo przecież oprócz Oskara i Natalii była tam jeszcze cała masa osób. Jak to możliwe, że wszyscy tak po prostu sobie wzruszają ramionami, wiedząc, że Sebastian nie jest normalny?
- Gdyby mieli, nie przyjaźniłbym się z nimi – odparł. - To chyba logiczne, nie? - Przekrzywił głowę i chyba czekał, aż potaknę. Ale tego nie zrobiłem, bo dla mnie to logiczne nie było. Zawsze wydawało mi się, że z czymś takim jak odmienna orientacja należy się kryć.
- Nie wiem - przyznałem wreszcie. - Paweł lub Arek gdyby się dowiedzieli, to by mnie chyba zabili. - Zaśmiałem się nerwowo, wzruszając ramionami. Sebastian patrzył na mnie przez długą chwilę, aż nagle pochylił się nade mną i pocałował. Lekko, bez większych ekscesów, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej jednego skręta.
- Masz może ochotę? - zapytał z tym swoim zniewalającym uśmiechem. Popatrzyłem na jointa, a później na niego, zastanawiając się chwilę. Zawsze trzymałem się od tego z daleka, ale teraz…
Kiwnąłem głową, a Sebastian uśmiechnął się jeszcze szerzej i wepchnął skręta z powrotem do kieszeni, po czym złapał mnie za rękę i pociągnął w odwrotnym kierunku. Zmarszczyłem brwi, zdziwiony, idąc tuż obok. Czułem się nieco pijany, ale właściwie to było przyjemne uczucie, które pogłębiała ciepła, duża dłoń Sebastiana i jego palce splatające się z moimi.
- A ty teraz co? Nie mieliśmy iść po wódkę? - zapytałem, nie potrafiąc powstrzymać głupawego uśmiechu, jaki cisnął mi się na usta.
- Mieliśmy - odpowiedział. - Ale to za chwilę.
Doszliśmy na pusty plac zabaw, który przypominał place spod zwykłych, szarych blokowisk z okresu PRL’u. Farba płatami odchodziła od metalowych konstrukcji, których wygląd wcale nie był zachęcający.
Sebastian wspiął się na drabinki, siadając w ich najwyższym punkcie. Nie chcąc zostać w tyle, również zająłem miejsce obok niego, a on zaczął szukać w kieszeni skręta i zapalniczki. Wsunął sobie koniuszek jointa do ust, po czym podpalił jego drugi koniec. Momentalnie zaciągnął się głęboko, aż przymykając oczy. Złapał mnie nagle za kark, przyciągając do siebie. Spojrzałem na niego zdziwiony, a gdy ujął mnie za brodę, zmuszając do uchylenia ust, po plecach przebiegł mi dziwny dreszcz. Spojrzałem na niego, nieco spłoszony. Uśmiechnął się lekko, po czym wypuścił dym prosto do moich ust. Aż odetchnąłem głęboko, czując jak robi mi się gorąco. Wciągnąłem gorzki dym do płuc i mimowolnie skrzywiłem się nieco.
Sebastian spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami, po czym podał mi zapalonego skręta i jakby nigdy nic odsunął się ode mnie, wzdychając. Spojrzałem na blanta w swoich dłoniach, po czym przyłożyłem go sobie do warg.
- Dobry jest - powiedział Sebastian, wciąż się uśmiechając. Zaciągnąłem się mocno i niemal od razu poczułem nieprzyjemne drapanie w gardle. Wypuściłem szybko powietrze i odkaszlnąłem. - Powoli - pouczył mnie. - To niezupełnie tak, jak z papierosami. Najlepiej jest wtedy, gdy to przetrzymasz dłużej w płucach - powiedział.
- Nauczyciel się, kurwa, znalazł – burknąłem pod nosem, czując się jak ostatnia ciota. Paliłem już kiedyś, oczywiście. To nie tak, że ten skręt jest moim pierwszym. Wszystko było winą tego pajaca, bo siedział tuż obok mnie, chwilę temu jeszcze mi wdmuchiwał dym do ust i uśmiechał się, wyglądając przy tym tak przystojnie, że aż miałem ochotę mu przypierdolić. Tak za całokształt.
Sebastian zaśmiał się na moją uwagę, ale już nic nie mówił. Popatrywał tylko na mnie kątem oka, jakby z kpiną. Pajac.
Zaciągnąłem się mocno i przetrzymując dym w płucach, nachyliłem się nad nim tak, jak on to zrobił chwilę temu. Spojrzał zdziwiony, najwidoczniej nie oczekując po mnie takiego ruchu. Złapałem za jego kark, przyciągając do siebie i jak Sebastian chwilę temu mnie, tak i ja jemu uchyliłem wargi, ciągnąc lekko za brodę. Dmuchnąłem gorzkim dymem do jego ust i nie zastanawiając się wiele, a chyba powinienem, bo siedzieliśmy na samym środku placu zabaw, pocałowałem go. Leniwie, ale namiętnie. Trwało to tylko chwilę, bo już po kilku sekundach odsunąłem się od niego i ze złośliwym uśmiechem podałem mu skręta.
- Fakt, zajebisty - powiedziałem, śmiejąc się i czując się bardzo rozluźniony. Nieco kręciło mi się w głowie, w końcu wcześniej nim zapaliłem, byłem już lekko pijany, ale nie mogłem narzekać. Było przyjemnie.
Nawet nie wiem kiedy spaliliśmy tego jednego jointa. Niby mało, ale na dobry humor mi wystarczyło. I na plączące się nogi też, bo gdy schodziliśmy w dół, prawie się potknąłem i tylko to, że złapałem się Sebastiana, uratowało moje zęby.
- Łajza - zaśmiał się, podtrzymując mnie. Prychnąłem, wkurzony i spojrzałem na niego. Staliśmy blisko siebie. Bardzo blisko. Właściwie, zauważyłem po chwili, to nasze torsy stykały się, a na pośladkach czułem jego szerokie ręce.
I co tam, że tu mógł nas każdy zobaczyć, wystarczy, żeby przechodził dróżką znajdującą się kilka metrów dalej. Co tam, że w każdej chwili mogła tu wlecieć banda dzieciaków, w końcu było dopiero koło dwudziestej. Co z tego, że Sebastian właśnie bezkarnie obmacywał moje tyły, a ja nawet nie zastanawiałem się nad tym, jak bardzo jest to niemęskie. Po prostu pocałowałem go mocno, z własnej inicjatywy. W pierwszym momencie chyba nawet on się zdziwił, w końcu rzadko wychodziłem z czymś takim. Te nasze dwa pierwsze razy zainicjowane były przez niego.
I całowaliśmy się tak, na samym środku placu. I pewnie robilibyśmy to jeszcze długo, możliwe, że nawet wylądowalibyśmy na piachu bez ubrań, bo już nawet czułem jedną z dłoni Sebastiana pod moją koszulką, gdy nagle usłyszeliśmy trąbienie samochodu. Odskoczyłem od niego jak oparzony, patrząc na przejeżdżającą tuż obok czarną Beemkę.
- Pedały! - Jakiś łysol wychylił się z okna, pokazując nam swój krzywy, środkowy palec.
Kurwa, kurwa, kurwa, powtarzałem w myślach, cały zdenerwowany. Trzeba być idiotą, żeby tak się lizać na środku placu! - wyrzucałem sobie dalej. I pewnie posypałaby się jeszcze cała wiązanka przekleństw, gdyby nie Sebastian, który tak po prostu parsknął śmiechem. Spojrzałem na niego, zdziwiony. Chyba nigdy nie zrozumiem tego gościa, stwierdziłem.
- Gdyby nie on, to skończylibyśmy tarzając się na ziemi - powiedział na głos to, o czym myślałem chwilę wcześniej. - Ale to w sumie byłoby całkiem seksowne - dodał i złapał mnie za rękę.
- Co? - powiedziałem bardzo elokwentnie.
- Możemy kiedyś spróbować u mnie w ogrodzie – mówił dalej z szerokim uśmiechem na ustach. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. - A teraz wódka - powiedział i pociągnął mnie w stronę, z której przyszliśmy.

***


Bar u Jacka (błyskotliwa nazwa, czyżby właściciel miał na imię Jacek?) był typowym barem przydziałkowym. Mały i o niezbyt zachęcającym wyglądzie. Na szyldzie pubu, tuż obok jego nazwy, znajdowało się logo piwa Żywiec, a szeroko otwarte drzwi poobwieszane były reklamami browarów i słodyczy. Przed barem znajdowały się stoliki oblegane przez ludzi. Ktoś jadł zapiekankę, gdzie indziej jakieś grube dziecko zapychało swoją pyzatą gębę frytkami, zapewne smażonymi na starym oleju, bo aż tu czułem ich smród.
Starałem się iść prosto i nie uśmiechać do każdej napotkanej osoby. Ale co ja mogłem poradzić, że miałem niebezpiecznie dobry humor? Spotęgowany co prawda spalonym jointem, jednak w tamtym momencie wszystko wydawało mi się takie łatwe i na swoim miejscu.
Weszliśmy do baru. Zza lady przywitała nas pulchna, ale młoda ekspedientka, pytając, co podać. Żuła ostentacyjnie gumę, opierając swoje łapsko o biodro. Wpatrywała się w Sebastiana jak w obrazek, a ja miałem ochotę parsknąć śmiechem. I chyba nawet to zrobiłem. Och, gdyby tylko wiedziała, że nie cycki i pipki mu w głowie, to wtedy prawdopodobnie zadławiłaby się tą gumą.
-Nie ma Absolwenta? - zapytał, na co ona momentalnie rozpromieniła się uśmiechem. Aż oparłem się o ladę, przyglądając to jej, to Sebastianowi. Z twarzy była ładna, naprawdę. A ta jej pulchność nawet dodawała uroku.
- Nie ma, jak widać - odparła, wskazując na półki za sobą.
Sebastian dobrze się trzymał, pomyślałem, kiedy tak obserwowałem go z boku, prawie leżąc głową na blacie, bo tak mi było wygodnie. Dziewczyna nawet kilka razy spojrzała na mnie, zastanawiając się pewnie, co ja takiego robię. A ja obserwowałem, bo ta zwykła scena zakupu flaszki wydawała mi się niezwykle ciekawa.
-W takim razie dwa Krupniki - powiedział, wyciągając portfel i wykładając na ladę sto złotych. Ekspedientka nabiła coś na kasie, zabrała banknot, podała nam butelki i wydała resztę. Koniec przedstawienia żałosnego podrywu geja przez dziewczynę.

***


Wróciliśmy i zauważyliśmy, że już część osób wyjechała. Trochę dziwne, przecież dopiero zbliżała się dwudziesta druga, ale z drugiej strony, jak pomyślałem, że będzie więcej wódki na głowę, zrobiło mi się lepiej. Tak to już jest, że jak jest się pijanym, ma się dobry humor, to by się piło i piło.
Te dwa Krupniki, zakupione przez Sebastiana, poszły na jakieś dziesięć osób i sprawiły, że nagle zrobiło się jeszcze weselej. Z głośników pobrzmiewał Thrift Shop, a ja miałem ochotę na jeszcze. Natalia najwidoczniej też, bo nagle złapała mnie za nadgarstek i wyciągnęła z plastikowego, ogrodowego krzesła do domku.
- Chodź, bo widzę, że twardy zawodnik jesteś - powiedziała, kiedy weszliśmy razem do kuchni. - A oni to łajzy są - mówiła, pijana. A ja o wiele mniej pijany od niej nie byłem, więc zaśmiałem się, opierając o blat kuchenny, podczas gdy ona otwierała lodówkę i wyciągała z niej piwa. Odkapslowała jedno i podała mi. Nawet nie spojrzałem na etykietę, więc nie wiem co to było, bo po prostu przyssałem się do gwintu. Piwo, wódka, jointy i gdzieś tam mi się jeszcze whisky przewinęła. Powinienem już być martwy, pomyślałem z rozbawieniem.
- Lubię cię - powiedziała nagle, wskazując na mnie butelką. - Naprawdę cię lubię, fajnie, że Sebastian cię tu przyprowadził. - Wzięła dużego łyka piwa. - Tylko weź ty na niego uważaj, bo widać, żeś w porządku.
Zmarszczyłem brwi, po czym też zapchałem się kilkoma dużymi łykami alkoholu. Aż mi się zakręciło w głowie i gdzieś tam przewinęła się nawet myśl, że jutro będę zdychać.
- W sensie? - zaśmiałem się. - Jak uważać? To ty wiesz, że my…? - Zmarszczyłem brwi i nawet nie chciałem myśleć o tym, że wszyscy dookoła wiedzieli, że jestem pedałem. Albo po prostu nie byłem w stanie zastanowić się nad tym. I może lepiej, bo wtedy prawdopodobnie już by mnie na tej działce nie było.
- No pewnie, kotek! - parsknęła, kładąc mi rękę na ramieniu. - Sebę to ja jak nikt rozgryźć potrafię! Albo w sumie… - Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nagle nad czymś głęboko, co wyglądało komicznie, bo nie dość, że była ujarana i oczka się jej świeciły (na dodatek waliło od niej maryśką na kilometr), to jeszcze przyciskała do ust gwint butelki piwa. - Łatwo zrozumieć o co mu chodzi, nie? Dość konkretny z niego facet. -Jednym uchem wpuszczałem to co mówi, a drugim wypuszczałem, ale prawdopodobnie gdybym przemyślał to co mówi, przyznałbym jej rację. - No, ale nie o tym. - Potrząsnęła nagle głową. - Ja ci, kochanie, chciałam powiedzieć, żebyś uważał. Seba to już taki facet, co to eksperymentuje, czaisz? - Wskazała na mnie palcem, resztą dłoni przytrzymując butelkę.
Nie, w tamtym momencie nie czaiłem. Raczej stałem i zastanawiałem się, czy wypicie jeszcze szampana, bo taki stał na blacie, nie będzie oznaczać samobójstwa.
- Nie był jeszcze w związku… To znaczy nie! - Uniosła nagle ręce. - Był, z Oskarem. - I dopiero w tamtym momencie spojrzałem na nią uważnie, zostawiając szampan i myśli o samobójstwie w spokoju. Zmarszczyłem brwi, czując się nagle nieco trzeźwiejszy. Nieco.
- Z Oskarem, z tym takim… - Uniosłem rękę, chcąc zobrazować wysoki wzrost chłopaka. Natalia pokiwała głową.
- Ale krótko to trwało. Z dwa, trzy miesiące, oni jak już to się na kumpli nadają. - Wzruszyła ramionami. - A ty? Wy to razem jesteście z Sebastianem, czy jak to? - Język nieco już się plątał, ale mimo to wzięła kolejnego łyka, opróżniając butelkę i już po chwili sięgnęła po następną.
Ja nawet nie zdążyłem jej odpowiedzieć, bo w tamtym momencie do kuchni wszedł obiekt naszych rozmów. Uśmiechnął się do mnie zniewalająco, a mój światopogląd w tamtym momencie zatrzymał się na tym uśmiechu. Byłem już tak pijany, że nawet nie zauważyłem, że wpatruję się w niego dłuższą (zdecydowanie za długą) chwilę.
Podszedł do mnie i tak po prostu przyciągnął za szlufki spodni, całując momentalnie. Gdzieś tam jeszcze usłyszałem: „to ja spadam” i chyba zostaliśmy sami. Odstawiłem butelkę na blat i pogłębiłem pocałunek. Było mi absolutnie dobrze i nie obchodziło mnie nic, oprócz jego ust. Co z tego, że w każdej chwili ktoś mógł tu wejść i nas zobaczyć. Odsunął się nagle ode mnie, obdarzając szerokim uśmiechem.
Wiedział, cholera, pomyślałem. Wiedziała żmija, że uwielbiam ten uśmiech, to się uśmiechał jak najwięcej mógł.
- Przypominasz mi Heatha Ledgera – wypaliłem nagle. Spojrzał na mnie zdziwiony i po chwili parsknął śmiechem, dalej mnie obejmując.
- Nie mów, że z Batmana, bo się załamię - zaśmiał się.
- Noo - wybełkotałem. - Z Batmana czasem też. Jak chcesz, mogę ci dorobić takie blizny, jestem już w tym wprawiony – zarechotałem i oparłem głowę o jego ramię. - O kurwa, ale jestem pijany - wyznałem, prawie wisząc w jego objęciach.
- Nie zauważyłem - zażartował. - Nocujemy dzisiaj tutaj, co?
- Eej - jęknąłem w jego ramię. - Tego nie było w planach. Nic mi o tym nie mówiłeś - zarzuciłem mu pijacko. I, mimo że Sebastian też był pijany, bo był, widziałem nawet, że jak szedł, to się zataczał, to miałem wrażenie, że i tak trzyma się lepiej niż ja. Niesprawiedliwe, cholera. Może dlatego, że nie rzucał się na tą durną whisky, a ja nie odmówiłem, jak mi ją Oskar zaproponował.
- Gdybym powiedział, to byś się nie zgodził.
- Prawda. -Święta, cholera, prawda, dodałem w myślach.

Wieczór (a raczej noc, w końcu było po pierwszej), tuż przed pójściem spać pamiętam raczej mgliście. Wiem, że znowu leciała muzyka z „Projektu X”. Że Natalia tańczyła do „HeadsWillRoll” razem z Oskarem i że ktoś zażartował, że źle się dobrali, w końcu lesbijka i gej. Później chyba nawet na próbę się całowali, ale oboje stwierdzili, że płeć przeciwna nie jest dla nich.
A ja? Ja opierałem się o Sebastiana i wszystko, każdy ich ruch i słowo, komentowałem śmiechem. Bo znowu paliliśmy, tym razem jednak Sziszę z dodatkiem maryśki, przez co było mi niezwykle wesoło. Poszedłem wtedy na całość. I chyba mi tej całości brakowało, bo w tamtym momencie ani mama mnie nie obchodziła, ani ojciec, ani brat. Nie było nic, był tylko Sebastian i jego przyjaciele, których polubiłem. A najbardziej to Natalię, która wpakowała później mnie i Sebastiana do jednego pokoju, mówiąc coś o tym, żebyśmy sobie ulżyli. Zamknęła nawet drzwi za nami i krzyknęła do kogoś, żeby zrobił głośniej muzykę, bo ona nie zaśnie w ciszy. Gdy tak sobie teraz myślę, to raczej nie o trudności w zaśnięciu w ciszy jej chodziło.
Nie zrozumiałem jej intencji, w przeciwieństwie do Sebastiana. Rzuciłem się na łóżko tak jak stałem i miałem wrażenie, że jeszcze chwila, moment i zasnę. I już się nie obudzę, tak mi było przyjemnie z tą pustką w głowie i wirującym obrazem.
Poczułem, jak materac się ugina pod jego ciężarem. Położył się tuż obok, ale ja nawet nie poderwałem głowy z poduszki.
- Nie masz zamiaru wykorzystać nocy? - zapytał, chyba nachylając się nade mną.
- Działaj - burknąłem i wcale nie miałem na myśli tego, o czym pomyślał Sebastian. Po prostu chciałem mu dać pozwolenie, żeby sobie stąd wyszedł i dalej się bawił ze swoimi znajomymi.
Jakie było moje zdziwienie, gdy poczułem dużą, szorstką dłoń pod koszulką. Przekręciłem głowę, wpatrując się w niego bez zrozumienia.
- A ty co? - zapytałem.
- Działam - zaśmiał się. A więc jednak zrozumiał oba przesłania tego mojego „działaj”.
Popatrzyłem na niego, dalej nie rozumiejąc. Wszystko jednak się rozwiało, gdy pochylił się nade mną i pocałował. Mocno. Jego język wślizgnął się do moich ust, aż jęknąłem w jego wargi, gdy popchnął mnie i przeturlałem się na plecy. Nie wiedziałem do końca co się dzieje, ale wiedziałem, że jest przyjemnie, więc objąłem go ramionami, pogłębiając pocałunek. Oderwał się ode mnie i w jednej chwili już nie miałem na sobie mojej ulubionej Vaderowskiej koszulki. Nie zorientowałem się też, kiedy zniknęły moje spodnie i pozostałem w samych slipkach. Mimo alkoholu, który powinien odejmować podniecenie, byłem napalony jak cholera. Ocierałem się co chwilę o niego, atakując jego usta.
A on wcale delikatniejszy nie był, wsuwał dłonie w moje włosy, ciągnął nieco i ocierał się swoją wypukłością w bieliźnie o moją. Myślałem, że zwariuję. Wszystko kręciło mi się przed oczami, więc je po prostu zamknąłem. Pamiętam moment, jak wsunąłem mu dłoń pod slipki i złapałem za jego pośladki. Były twarde i przyjemne w dotyku.
A później to już wszystko rozmyło się w dzikiej przyjemności. Zsuwał się ustami coraz niżej, najpierw moja żuchwa, szyja, pierś. Przez pępek, nasadę penisa, aż na samą główkę. Gdy objął mnie ustami, myślałem, że zwariuję. Nic dziwnego, że trwało to chwilę.
I w tamtym momencie nie wiem co we mnie nastąpiło. Ale tak po prostu poderwałem się, przycisnąłem go do łóżka, pocałowałem i sięgnąłem dłonią do jego bielizny, wyciągając z niej twardą i, cholera, sporą męskość. Nie myślałem, tylko zsunąłem się do niej i wziąłem do ust. Nie miałem pojęcia co robić, więc już po chwili odsunąłem od niej wargi i zacząłem mu trzepać. Doszedł równie szybko co ja. Oddychał ciężko, przyciągając mnie do siebie i całując. Normalnie uznałbym to za obrzydliwe, w końcu obaj mieliśmy w ustach kutasy, jednak wtedy nie zastanawiałem się nad tym, tylko przylgnąłem do niego i odpowiedziałem żarliwie.
A później przytulony do niego, zasnąłem.

***


Obudził mnie potworny ból głowy i ciepły, nieco drażniący oddech na szyi. Uchyliłem oczy, wpatrując się w spokojną twarz Sebastiana. Momentalnie przypomniało mi się każde zdarzenie z wczoraj. Miałem ochotę stamtąd uciec, ale wtedy on poruszył się nieco, po czym uśmiechnął.
-Cześć - powiedział, uchylając powieki i nachylając się nade mną, pocałował. Lekko, bez otwierania ust (a to w naszym obecnym skacowanym stanie mogłoby zabić) po czym zsunął się niżej, kładąc na mojej piersi.
Westchnąłem, zamykając oczy. Nie chciałem jeszcze wstawać. Pomimo bólu głowy było w miarę przyjemnie, więc wsunąłem dłoń w jego krótkie, ciemne włosy i zacząłem powoli zasypiać.

-Śniadanie, panienki! - Ze snu wyrwał mnie głośny huk trzaskających drzwi i osoba, która weszła do pomieszczenia, cholernie przy tym hałasując. - Ale tu śmierdzi - powiedziała, a ja nawet bez otwierania oczu wiedziałem, że to Natalia. Dziewczyna miała bardzo specyficzny, ni to piskliwy, ni też nosowy głos, który bardzo łatwo było zapamiętać. - O rany - narzekała dalej, zapewne podchodząc do okna i je otwierając, bo już po chwili słyszałem cichy odgłos padającego deszczu i poczułem chłodny powiew świeżego powietrza na twarzy. - Tak, tak - mówiła dalej, kompletnie nie dając nam spokoju. Gdyby była facetem, myślałbym właśnie o tym, czy jej nie uderzyć. - Słodko razem wyglądacie, ale ruszajcie tyłeczki, bo jajecznica stygnie. Przypalona, bo Oskar robił. I można zadławić się skorupką jajek, ale na kacyka w sam raz - paplała i paplała.
- Zamknij się - usłyszałem burczenie dobiegające z okolic mojej klatki piersiowej, na której czułem ciężar głowy Sebastiana i ciepłe, wydychane powietrze. - I daj ludziom pospać - powiedział jeszcze, poruszając się nerwowo i układając w nieco zmienionej pozycji z ramieniem przerzuconym przez mój brzuch.
- Ta, jasne – prychnęła. - Wiem, że w nocy było wam fajnie - momentalnie otworzyłem oczy, znów sobie to przypominając - ale no ludzie, wszyscy już wstali! - powiedziała.
- Dalej nie motywuje mnie to do ruszenia tyłka - odparł Sebastian. Spojrzałem w dół, ale zobaczyłem jedynie jego głowę.
- Kacper, ty już łaskawie otworzyłeś ślepka, rusz się! - próbowała dalej.
- Kacper to moja poduszka, nigdzie się nie rusza - orzekł Sebastian, przytulając mnie bardziej, na co westchnąłem i mimowolnie się uśmiechnąłem, po czym palnąłem go lekko w głowę.
- Tak właściwie to mógłbyś ruszyć dupę - powiedziałem, będąc już rozbudzony. Z ulgą stwierdziłem też, że nie boli mnie głowa. Właściwie to nic mnie nie bolało, a jedynie suszyło w gardle, co raczej jest normalnym skutkiem poalkoholowym.
- Mhm. Nie ruszaj się - zbył mnie zaspanym pomrukiem.
W sumie mógłbym jeszcze pospać, pomyślałem, zamykając oczy, gdy Natalia z przekleństwem na ustach wyszła z pomieszczenia. Wsunąłem dłoń w jego włosy, gładząc go lekko po głowie. Nie obchodziło mnie, że śmierdzę jak skunks. Sebastian też śmierdział, więc nie miałem czym się zamartwiać. A jak wiadomo, lepiej śmierdzi się we dwójkę, niż samemu. I z taką myślą z powrotem zasnąłem.

***


Gdy tylko wziąłem prysznic w malutkiej, działkowej łazience z grzybem na suficie i pękającymi kafelkami na podłodze, poczułem się o niebo lepiej. Później jeszcze jako tako spróbowałem umyć zęby, nakładając na palec pastę. Jakoś trzeba sobie przecież radzić, a nie miałem zamiaru wszystkim dookoła chuchać moim poalkoholowym oddechem. Jeszcze bym kogoś zabił.
Wyszedłem z tej łazienki przedstawiającej obraz nędzy i rozpaczy (właściwie to prezentowała się nawet gorzej niż moja) odświeżony i z dobrym humorem. Sebastian posłał mi swoje skacowane spojrzenie i niemal od razu ją zajął. On, w przeciwieństwie do mnie, czuł się tragicznie. Już nawet miał za sobą wymiotowanie. Co prawda nastąpiło to zaraz po tym jak zapchał się jajecznicą. Trochę to dziwne, myślałem, popijając wodę, bo ciągle mnie suszyło, wczoraj byłem w gorszym stanie niż on, a czuję się świetnie. Na kaca nie masz metody.

Na działce siedzieliśmy do dwudziestej i opuściliśmy ją jako ostatni. Pomogliśmy z Oskarem Natalii wszystko posprzątać, a później wieczorem jeszcze posiedzieliśmy na altance (już bez alkoholu, w końcu Sebastian prowadził) i pozwoliliśmy żreć się komarom. Oskar też wcale nie był zły, stwierdziłem, gdy rozmawiałem z nim o jego blokach podczas gry. Nawet w przypływie dobrej woli powiedziałem mu, że jest w tym dobry. A on za to przyznał mi, że jestem szybki. Może trochę to naciągnął, może nie, bo faktycznie dość sprawnie ruszam się na boisku, ale przynajmniej się nie puszył i nie gadał tylko o sobie.
Jak wracaliśmy, Sebastian chciał mnie nawet podrzucić pod dom, zarzekając, że to dla niego żaden kłopot. Och, ja wiem, że to dla ciebie nic, odpowiedziałem sobie wtedy w myślach, ale nie chcesz tam podjeżdżać, uwierz. I ja też nie chciałem, żeby podjeżdżał, bo co, jeżeli Paweł by zobaczył? Wystarczy, że nie wróciłem na noc i nie było mnie cały dzień. I tak pewnie był nieźle wkurwiony.
Wróciłem więc pieszo. Chociaż wcale nie chciałem wracać. To było jak powrót z innego świata, może głupie porównanie, ale tak właśnie się wtedy czułem. Cholera, mógłbym na tej działce spędzić jeszcze z tydzień. Dwa. Albo miesiąc. Naprawdę, nie spieszyło mi się, żeby powracać do swojego życia.
Złapałem za drzwi i ze zdziwieniem stwierdziłem, że są zamknięte. Cholera, przekląłem, zdając sobie sprawę, że nie wziąłem kluczy. Przeważnie ich nie brałem, bo rzadko kto zamykał to mieszkanie. Zresztą, ostatnio często ktoś w nim był. Czy to ojciec z kumplami, mama, czy nawet Paweł.
Westchnąłem i z niechęcią wybrałem numer brata. Miałem do wyboru stać tu jak kołek i czekać, aż ktoś się łaskawie zjawi lub przypomnieć o swoim istnieniu Pawłowi. Wybrałem drugą opcję. Dzwoniłem długą chwilę, ale nie odbierał. Zmarszczyłem zdziwiony brwi, patrząc na ekran telefonu. Aż tak się dupek obraził? Jak pieprzona baba, no! – myślałem, wkurzony. Wtedy jednak drzwi do kamienicy otworzyły się ze skrzypnięciem, które rozniosło się po klatce. Mimowolnie spojrzałem na Arka, który stanął w progu.
- Gdzie ty, do chuja pana, byłeś?! - wydarł się na mnie, podbiegając i łapiąc za przód koszuli. Zdziwiony, upuściłem telefon, który rozłożył się na części. Gdzieś poleciała obudowa, gdzieś klapka od baterii, a jeszcze gdzie indziej bateria.
- Co? - powiedziałem, zbyt zaskoczony, by dodać coś więcej.
- Wczoraj i dzisiaj, kurwa, cały czas do ciebie dzwoniliśmy! Ale miałeś wyłączoną tę pieprzoną komórkę. - Pchnął mnie na ścianę. Przecież nie wyłączałem telefonu, myślałem nerwowo, stwierdzając ostatecznie, że mogło tam nie być zasięgu. - Twoja matka jest w szpitalu! Lekarz powiedział, że jest w stanie krytycznym! Paweł to jedna wielka kupa nerwów, a ciebie nigdzie nie ma! - wrzeszczał na mnie, szarpiąc za moją koszulę. A ja jedynie wpatrywałem się w niego szeroko otwartymi oczami.