Bliskość poza planem 35
Dodane przez Aquarius dnia Lipiec 06 2013 09:34:07


Rozdział 35 – American Boy




– Siema, staruszku! – Mateusz przybił piątkę kumplowi wchodzącemu do mieszkania, w ubłoconych trampkach i przemokniętej kurtce. Witek zmierzył go dumnym spojrzeniem spod kapiącego kaptura, po czym minął bez słowa, chcąc pozbyć się ubrudzonych butów. Mateusz zrobił minę, witając się również z Jankiem, bardziej niepozornym z jego kumpli, ale również najbardziej zrównoważonym z całej trójki. – Weźcie się ogarnijcie laseczki, zaraz dam wam ciepłe laczki. Piwa są? – dopytał, zerkając to po jednym, to po drugim. Janek zdążył już czmychnąć do łazienki. Całe popołudnie lało jak z cebra, chodniki zamieniły się w stojące strumienie a ścieżki między blokami w trawiaste bagno. Nie zazdrościł im przedzierania się przez taki tor przeszkód, no ale przecież nie był też ich matką żeby za rączki prowadzać, jak małych chłopców.
– Ty już, kurwa, nie chlej lepiej – odparł wyniośle Witek, wsuwając sobie komórkę do kieszeni zielonych sztruksów. Zdjął nawet na chwilę zaparowane okulary, żeby przetrzeć je chusteczką higieniczną. Różnica temperatury robiła swoje. – Co ja słyszę, to tylko najebany chodzisz jak autobus, dosyć kurwa, że butów nie gubisz.
– No, cha cha, widzę dowcip dopasowałeś dziś pod swoje lamerskie spodnie – odgryzł się Mateusz, robiąc krok w stronę dużego pokoju i zerkając na Wojtka manipulującego przy jego laptopie. Czego on tam kurde szuka, pomyślał, mimochodem lustrując jego plecy okryte dużą, jasnoszarą bluzą. Pieprzona ostoja spokoju. – Uważaj, żebyś ich nie zgubił, jak przyjdzie Sara, jebany seksoholiku.
– Biorę to, co los niesie – odparował Witek, przeciskając się w drzwiach i uwalając od razu na najlepszym, najbardziej miękkim fotelu. Aż zawarczał pod nosem z przyjemności. Jak dobrze mu się siedziało!
– Ty łajzo, spierdalaj z mojego fotela! – krzyknął Mateusz, cały zbulwersowany, że Witek zajmuje jego miejsce. Zaczął się nawet z nim siłować, próbując go stamtąd zepchnął, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Popatrzył na kumpla nienawistnym spojrzeniem i pobiegł otworzyć, po drodze niemal zderzając się z Jankiem, który jak zwykle flegmatycznie spędzał czas na pielęgnowaniu wątpliwej urody w łazience. Mateusz złapał go za ramiona, niemal przestawiając w miejscu. Otworzył szybko, będąc pewnym, że na zewnątrz znajduje się Sara.

Dziewczyna była cała mokra, włosy lepiły jej się jasnymi strąkami do dekoltu, niechlujnie zasłoniętego wilgotnym szaliczkiem w kwiaty i połami beżowego płaszczyka. Letnia, cienka sukienka, jaką miała pod spodem nie skrywała drżących z zimna kolan.
– Hej – jęknęła, prezentując swoje zaróżowione z zimna policzki i lekko rozmazane oczy. – Dasz mi jakiś ręcznik? – spytała, śmiejąc się trochę zagubiona. Jak straszliwie żałowała, że zapomniała wziąć parasola nim rozpadało się na dobre! Zamiast seksownie wilgotnych fal na głowie miała mokrego mopa.
– Jasne skarbie, cześć, wchodź, już się tobą zajmuję – odparł Mateusz prowadząc ją w głąb ciepłego korytarza, oświetlonego blaskiem bijącym z dużego pokoju.
– Och rany, przepraszam, że przychodzę w takim stanie, zupełnie nie spodziewałam się deszczu – westchnęła, z ochotą pozwalając mu zdjąć sobie płaszcz z ramion pokrytych gęsto gęsią skórką. Lekka sukienka kleiła jej się do piersi, pokazując sterczące sutki i nie pozostawiając wiele pola dla wyobraźni. Mateusz zagapił się machinalnie, aż przełykając ślinę. Sara uśmiechnęła się na to tryumfalnie w duchu, widząc, że jednak wszystko idzie ku dobremu. Mimo cholernego deszczu.
– Umm, tak... Ręcznik! – przypomniał sobie nagle, bez ostrzeżenia nurkując w swoim pokoju i wybierając pierwszy lepszy ręcznik z szafki, zielony i miękki, radosny zakup w którąś tam sobotę w centrum handlowym. – Już, proszę. Mogę ci jakoś pomóc? – spytał, błądząc wzrokiem po jej głębokim, błyszczącym od wody dekolcie.

Możesz mnie przelecieć w łazience, pomyślała, czując jak intensywny rumieniec występuje jej na policzki.
– Masz ochotę mnie wytrzeć? – spytała zamiast tego, hipnotyzującym gestem bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
Mateusz zagapił się na nią bezmyślnie, nagle nie wiedząc co powiedzieć. Sam nie wiedział, jak doprowadził do takiej sytuacji. Wszystko było takie oczywiste, wystarczyłby ułamek sekundy na decyzję...
– Chyba to nie jest najlepszy pomysł – powiedział w końcu, uśmiechając się z zagubionym wyrazem twarzy. Sam nie wiedział już, co nim kierowało. Być może nie chciał dawać dziewczynie złudnych nadziei. Długo zajęło mu domyślenie się, że Sara nie liczy jedynie na przygodny seks. Teraz, kiedy sobie to uświadomił, wszystko stało się dwa razy bardziej skomplikowane.

– Hej Sara. – Na korytarz wyszedł Wojtek, od razu posyłając dziewczynie uśmiech, ale szybko zmarszczyć brwi na widok stanu jej ubrań. – Matko, ale cię zlało, chcesz coś na rozgrzanie?
– Taa, herbatki – mruknęła niepocieszona, widząc jak Mateusz z ulgą wypisaną na twarzy znika w pokoju. – Pójdę się wytrzeć do łazienki, dobrze? – spytała już milszym tonem, z rezygnacją lustrując szerokie ramiona skryte pod materiałem bluzy. Każdy normalny facet jakiego poznawała okazywał się pedałem. Chyba naprawdę powinna pomyśleć o zmianie pracy. Zsunęła ze stóp swoje lakierowane, wysokie szpilki i na paluszkach, mocząc gumową wykładzinę śladami swoich stóp podreptała do łazienki, ściskając w dłoniach dany sobie ręcznik. Nie mogła uwierzyć, że Mateusz tak ją zbył! Gdy tylko drzwi zamknęły się za nią, do kuchni wślizgnął się Mati, węsząc czy Wojtek nie robi czasem czegoś do jedzenia.
– Co tam syntezujesz? – spytał zaglądając do kubka na blacie, co najmniej jakby w środku mógł znajdować się kawałek pizzy albo hot–dog.
– Herbatka z Wiśniówką? Powinna ją szybko rozgrzać. – Wojtek uśmiechnął się, przyglądając mu się uważnie, czekając na wodę. – Znowu jesteś głodny?
– Ja zawsze jestem głodny – zaśmiał się chłopak, wyciągając z jego dłoni butelkę i podsuwając sobie pod nos. – Świetnie pachnie. Może być dzisiaj zamiast kolacji – zażartował, odstawiając jednak flaszkę na blat. Oparł się o niego tyłkiem, przyjemnie zrelaksowany. Lubił jak w domu było dużo ludzi, coś się działo. Cieszyły go głosy swoich kumpli, które słyszał z pokoju, obecność Sary, a nade wszystko atmosfera między nim a Wojtkiem, która cudownie się wyklarowała. Pochylił się do niego odrobinę, ale nie za blisko, nie chcąc w razie czego dawać znajomym powodów do podejrzeń. – Najbardziej jestem głodny ciebie – szepnął, wpatrując mu się intensywnie w oczy.

Delikatny uśmiech poszerzył się na ustach drugiego mężczyzny, a w jego piersi zapłonęło przyjemne ciepło. Wojtek odetchnął ciężko, nie odrywając od Mateusza spojrzenia, które więziło go uparcie.
– To na kolacje – odparł również cicho przechodząc obok niego, aby wyjąć z szafki obok szklankę dla Sary, przy okazji muskając Mateusza dłonią o jego dłoń. Niezauważalny gest, który przeszywał go na wskroś. Nigdy by nie pomyślał, że to co się między nimi będzie dziać stanie się czymś tak podniecającym.
– Idę zobaczyć czy chłopaki się jeszcze nie pozabijali, a ty się zajmij naszą princessą – dodał ciszej, tak, żeby Sara czasem tego nie usłyszała. Klepnął go na odchodne w tyłek, pogwizdując wesoło.

***


– Mówię, kurwa, że będziemy oglądać Wściekłe psy, i nie interesuje mnie twoje nędzne zdanie w tym temacie – dywagował głośno Witek, jak nie przymierzając napuszony pan doktor przed biednym, stłamszonym studentem. On już postanowił, co chce zobaczyć, i zdanie Janka go wiele nie obchodziło.
– Te, Wituś, zamknij ryja, cały blok cię słucha jak głupoty srasz, jak kurwa ten rozrzutnik gnoju gęsto – wciął się Mateusz, upychając tyłek koło Janka.
– Wituś chcę prawdziwe życie oglądać, bo w jego mało co się dzieje – prychnął Janek, wyciągając przed siebie nogi.
– No dawaj stary jakieś pikantne historie, bo mi ten pawian nic nie powie, się czuję kurwa, jakbym na wsi mieszkał, odcięty od informacji – zakpił Mateusz, odnosząc się pośrednio do wiejskiego pochodzenia Witka. Nie żeby był jakoś bardzo uprzedzony do ludzi ze wsi. Wojtek był przecież ze wsi, gdzie mieli krowy i był całkiem w porządku. Po prostu lubił sobie z tego pożartować. W tle skrzypnęły drzwi od łazienki, na co Mateusz od razu zbystrzał. – Mordy kurwa poskromić, kobieta idzie – rzucił cicho. Nie tolerował chamskiego zachowania wobec kobiet, ani braku kultury w rozmowie przy kobiecie. Gdy byli w męskim gronie nie hamował się ani odrobinę.
– W końcu kobieta – mruknął Janek automatycznie się prostując, aby dodać sobie tym nieco elegancji czy powabu. W końcu musiał nadrabiać jeszcze czymś, kiedy natura poskąpiła mu urody.

– Czeeeść chłopcy – miauknęła Sara, wyłaniając się zza drzwi nieco odświeżona. Poprawiła spływający nieco makijaż, wytarła włosy, układając sobie seksowne fale. Nawet sukienkę udało jej się osuszyć mniej więcej. Zapach jej pudrowych perfum, które zawsze nosiła przy sobie w torebce od razu uderzył we wrażliwe nozdrza Witka.
– O mój Boże... – wystękał cicho Wituś, momentalnie zauważając to, co było w dziewczynie najbardziej interesujące, mianowicie piękny, jędrny biust w rozmiarze D, ledwo mieszczący się pod batikową tkaniną sukienki. Uśmiechnął się zaraz ujmująco, podrywając się z fotela i wyciągając do niej dłoń. Sara wydawała się przy nim karykaturalnie niska, zważywszy na fakt, że mężczyzna był wyższy nawet od Mateusza. Odrobinę, ale zawsze. – Witek – przedstawił się krótko, ściskając jej małą, zimną łapkę w swojej dużej, owłosionej dłoni. – Fantastycznie, że się zjawiłaś. Natężenie brzydoty w tym pokoju od razu zostało rozrzedzone, ba, wręcz zniwelowane!
– Oj... O rany... – zachichotała nieporadnie, przykrywając uszminkowane usta drugą rączką, cała speszona. Żałowała, że nie ma na sobie szpilek. Na pewno jej łydki wydawałyby się w nich szczuplejsze. – Sara, mi również jest bardzo miło, że Mati mnie zaprosił. Często chodził ze mną na pokera do dziewczyn, więc jestem tu w ramach pewnej rekompensaty.

Janek również się podniósł, wygładzając ciemną koszulę i podchodząc do kobiety.
– Janek o piękna – ukłonił się przed nią, żeby po chwili ucałować ją w dłoń.
W tym samym czasie do pokoju wsunął się Wojtek niosąc w jednym ręku herbatę dla Sary, a w drugiej Wiśniówkę.
Sara zaczerwieniła się jeszcze bardziej, zaczynając niekontrolowanie chichotać i wprawiając przy tym swój biust w radosne podskoki, ku uciesze Witka i Janka. Mateusz starał się nie patrzeć. Uśmiechnął się do Wojtka, podnosząc tyłek i zaczynając szperać na poważnie w folderze w filmami.
– Strasznie mili jesteście, chłopcy – zaśmiała się dziewczęco, w końcu siadając obok Janka na zwolnionym przez Mateusza miejscu na kanapie. Witek, nie chcąc być gorszy, dosiadł się z drugiej strony dziewczyny. – O rany, i herbatka już przyszła, bardzo ci dziękuję Wojtek – powiedziała, odbierając od chłopaka kubek z gorącym naparem. Witek niespiesznie lustrował jej ciało, oceniając, że jest za gruba jak na jego gust, ale czegóż nie robi się dla takich cycków.

– Proszę. – Wojtek ułożył alkohol na szklanym stoliku przed nimi, tuż obok misy z chipsami, szklankami napełnionymi piwem i talerzem z ciastkami. Miała być też sałatka, którą dziś rano wraz z Mateuszem zakupili w sklepie z myślą o Sarze, która może tak jak reszta nie miała ochoty zapychać się słodyczami. – I co wybierasz? – spytał współlokatora, zaglądając mu przez ramię. Reszta chłopaków zagadywała Sarę, każdy na swój sposób próbując zainteresować ją właśnie sobą, a tym samym dać sobie szansę na bliskie spotkanie z jej piersiami. Wojtkowi nawet taki układ pasował, bo mógł spokojnie przebywać z Mateuszem, nie martwiąc się, że będzie świadkiem kiedy kobieta zacznie z nim flirtować.
– Witek chciał Wściekłe psy, Janek Od zmierzchu do świtu, ale to już widziałem. Cztery pokoje też widziałem. Myślę, że możemy walnąć sobie oba Grindhouse`a, sam tylko nie wiem czy Planet terror, czy Deathproof? Te, Wituś, może być Deathproof? Z Kurtem Russelem?
– Jak dla mnie znakomicie. A ty Sara, co o tym sądzisz? – spytał, z lubością obserwując zmieszanie na jej twarzy. Nie bardzo rozumiała o czym się do niej mówi.
– To męskie kino, ja tu jestem raczej dla ozdoby... – powiedziała nieśmiało, posyłając przepraszający uśmiech w stronę Janka.
– Zaczęło się, polowanie na samicę – szepnął cicho Mateusz do Wojtka, uśmiechając się półgębkiem. – Mogę się założyć, że Witek ją dostanie.
– Może dwóch naraz weźmie? – mruknął w odpowiedzi Wojtek, przyglądając się tej walce słownej, spojrzeniom i gestom, w której obaj rywale zabiegali o Sarę. Wojtek był pewny, że kobieta sama nie może się zdecydować.

– Musimy zadbać, abyś nie nudziła się nawet przy oglądaniu, było by niestosowanie do tego dopuścić. – Janek uśmiechnął się, najwidoczniej nadal widząc szansę dla siebie.
– Wątpię, żeby dała sobie radę z oboma – szepnął Mateusz, pogłaśniając dźwięk na głośnikach i włączając bez ociągania film. Ustawił ekran i bez pytania zgasił światło w pokoju, gdzie jedynym źródłem oświetlenia był obecnie blask padający z monitora komputera.
– Siadaj z nimi Wojtek, ja klapnę na dywanie – powiedział, zdejmując z fotela jedną z poduszek i rzeczywiście siadając na ziemi. Plecami oparł się od siedzisko kanapy, tuż obok siebie mając nogi współlokatora. Nie żeby robił to specjalnie.

Wojtek zasiadł przy Witku, jakoś nie do końca pewny czy ma ochotę być tak blisko godowych zachowań kumpli Mateusza, ale marudzić nie miał zamiaru. Szturchnął współlokatora w głowę.
– To skoro jesteś blisko stolika, podaj piwko.
– Co ja jestem, pokojówka? – burknął Mateusz, odrywając na chwilę wzrok od peryperii młodych, seksownych dziewczyn w zapyziałym, amerykańskim miasteczku, wzorowanych na tani thriller z lat siedemdziesiątych i podając Wojtkowi rzeczony alkohol. Witek aż się na niego obejrzał.
– Mati, Mati, przynieś kapcie panu – zacmokał jak na pieska, rechocząc głupio z niewybrednego kawału. Czasami się zapominał i prezentował swoje chamstwo nawet przy damach Sara popatrzyła na niego z niesmakiem, unosząc wypielęgnowane, jasne brwi wysoko w górę.
– On tak zawsze? – spytała Janka, nie mogąc pojąć co było w tym śmiesznego.
– Często, jak przystało na chłopaka z prowincji – odparł zapytany z westchnieniem, po czym dodał szybko: – Cieplej już ci Saro? Nie brakuje ci niczego?
– Naprawdę uważasz, że to kwestia wychowania się na wsi? To bardzo krzywdzące stwierdzenie – szepnęła Sara, nie chcąc zagłuszać lecącego w tle filmu. – Tak, o wiele mi cieplej, sukienka już prawie sucha – dodała z nutą rezygnacji w głosie. Mieć obok siebie czterech mężczyzn, z których każdy był jakiś wybrakowany. Nawet Janek głosił dziwaczne teorie, mimo że nie wydawał się być... taki.
– Witek, jeszcze słowo, i to ja cię wyprowadzę na dwór. A wrócę z nowym kundlem – syknął Mateusz, zaciskając usta w gniewie. Nie wierzył, że ten cham mógł tak się do niego odnieść, i to jeszcze przy Sarze. Gdyby nie obecność dziewczyny, pięści poszłyby w ruch.
– Ależ skąd, w końcu wszystko zależy od rodziny – poprawił się szybko Janek, mając nadzieję, że wcześniejszą uwagą się nie zbłaźnił.

Wojtek westchnął w duchu, jednym uchem słuchając całą tą wymianę zdań, to próbując się połapać o co chodzi w filmie. Nie przepadał za towarzystwem kobiet, zwłaszcza kiedy ta była jedna na więcej niż dwóch facetów. Zamiast miło spędzić czas, pożartować z lecącej sceny, to każdy próbował zadowolić jedyną damę w towarzystwie. Nagle jednak drgnął, kiedy doszedł do niego jeszcze inny dźwięk, i był pewny, że to miauczenie. Zapewne Jeden i Dwa się zbudziły, albo któreś z nich, i pierwsze co przyszło im do głowy to drzeć mordki. Wojtek od razu się uśmiechnął, bo zwierzaki budziły w nim tylko miłe uczucia i nawet sprzątanie po nich czy wyrzucanie kolejnych poniszczonych kapci nie zmieniały tego.
– Zaraz wracam – rzucił, chociaż nie sądził, aby kogokolwiek to obchodziło. Miał zamiar dać kotom jeść. Ominął zgrabnie Mateusza i wyszedł z salonu.
– Weźcie kurde, dajcie spację na chwilę – powiedział Mateusz, odstawiając swoje piwo na stolik gdzie stało komputer i podnosząc się ciężko z wygodnego siadu. Film leciał już ponad pół godziny i akcja zdawała się zagęszczać z każdą chwilą od pojawienia się postaci kaskadera Mike`a. – Witek, jak chcesz w pysk, to masz swoje pięć minut, bo drugi raz nie wstanę.
– Weź daj se siana, frajerze – mruknął mężczyzna, ignorując go zupełnie i popijając piwo ze wzrokiem wbitym w oświetlony ciepłymi barwami filmowego kadru biust Sary. Dziewczyna odchrząknęła speszona, też mając ochotę się ulotnić.

– A czym się zajmujesz, Janek? – spytała w końcu, robiąc słodką, w miarę możliwości, minkę i starając się nie zwracać większej uwagi na drugiego mężczyznę, który był coraz bardziej natarczywy w swoich spojrzeniach.
– Studiuję z Mateuszem ekonomię, na tym samym roku, więc trochę się już znamy, znaczy z liceum. – Janek uśmiechnął się lekko, już mając wyćwiczone patrzenie w oczy kobiet, zwłaszcza tych, których dekolt wyrywał się na pierwszy plan.
– O rany, to świetnie, na pewno jest ci ciężko, trudne studia, prawda? – zaćwierkała, słysząc już z boku sarkastyczne prychnięcie Witka.
– Po co ktoś tak piękny miałby zaprzątać sobie główkę takimi bzdurami jak ekonomia? Kobieta taka jak ty powinna całymi dniami wypoczywać, a wieczorami zaspokajać swojego mężczyznę – wymruczał Witek, uśmiechając się do niej kątem ust. W Sarze aż się zagotowało na ten jawny przejaw szowinizmu. Faceci, których znała z Uranosa byli dla niej zupełnie inni.
– A ja myślę, że mężczyzna taki jak ty, powinien całymi dniami szukać sobie baby, a wieczorami zaspokajać się sam, co pewnie ma miejsce! – fuknęła urażona, odsuwając się bardziej w stronę Janka.
– Nie wiesz, o czym mówisz dziewczyno... – powiedział przeciągle Witek, rozpierając się na oparciu kanapy. W swoim mniemaniu był niemal królem świata.

***


Mateusz podniósł z podłogi kocią miskę, przemył ją szybko wodą, wytarł papierowym ręcznikiem i podsunął Wojtkowi, żeby ten mógł nałożyć trochę karmy dla juniorów podgrzanej w mikrofalówce.
– Coś kiepsko nam idzie to oglądanie, pół godziny ledwie zleciało – skomentował, patrząc jak mężczyzna wyciska zawartość saszetki na spodek. Kocięta szalały na podłodze, wchodząc jedno na drugie i szukając rozpaczliwie jedzenia.
– Dziwisz się? – Wojtek uniósł lekko brwi zdziwiony, że Mateusz nie widzi konkretnego powodu. – Zapraszasz jedną babkę w grono facetów i myślisz, że skupią się oni na filmie?
– Zawsze to ja byłem jeden w gronie kobiet i jakoś gra w pokera nam szła – odparł Mateusz, zerkając na niego skonsternowany. Czyżby powiedział coś głupiego, że Wojtek patrzy na niego jak na idiotę? – Nie wiem no, może jestem pieprzonym idealistą, ale nie widzę różnicy wielkiej między płciami. Powinni ją traktować normalnie, a nie jak mięso.
– To chyba nie do końca ich znasz, chociaż Sara też się wdzięczy, więc sama zaczęła ta godową grę. – Wojtek uklęknął z miskami i położył je tuż obok kuwety. W jednej z książek o kotach wyczytał, że ułożenie tych dwóch rzeczy razem pozwala zwierzakom szybko nauczyć się gdzie co załatwiają.
– Znać kogoś, a mieć wobec niego swoje oczekiwania to dwie różne sprawy. Nie dziwię się Sarze, wiadomo, każdy chce kogoś mieć, chociaż na chwilę – odparł, kucając obok kotów i głaszcząc je na zmianę po chudziutkich grzbietach.
– Nie lepiej się postarać i mieć na dłużej? – Wojtek zerknął na niego, mając go teraz całkiem blisko.
– To chyba od niej zależy, po prostu mówię, że to mogłoby być miłe.
– Mówiłem ogólnie. Ale co mogłoby być miłe?
– No wiesz... Pobyć z kimś chwilę, to mogłoby być przyjemne – odparł Mateusz, mając niejasne przeczucie, że ich rozmowa zbacza na nieznane mu, niebezpieczne tory. Potarmosił koty za uszami, wstając i otrzepując ręce. Jakby nie było, ludzie na nich czekali.
– W sensie związku? – dopytywał się dalej Wojtek, do końca nie będąc pewnym czy dobrze rozumie. Miał nadzieję, że nie wykazał się jakąś głupotą. Zerkał na kociaki, mając na uwadze, aby zjadły po równo. Połykając pokarm prawie się trzęsły, próbując wepchnąć do pyszczka jak najwięcej.
– No, powiedzmy, że związku... Co, robię z siebie debila? – spytał Mateusz, patrząc na niego z kwaśną miną.
– Co? – Wojtek uniósł się, automatycznie się uśmiechając zdziwiony tym co usłyszał. – Nie, nic w tym debilnego. Ale mówisz to także odnośnie do siebie? Bo z tego co pamiętam uważasz związek za coś... hmm no niezbyt pociągającego.
– Kurwa, Wojtek, książkę o mnie piszesz? – burknął chłopak, patrząc na niego zupełnie już zgaszony. Nie paliło mu się do wyznań typu: chętnie pochodziłbym z kimś za rękę, ale boję się odpowiedzialności, bo tak zresztą było. – Jak się kiedyś z kimś zwiążę, to pierwszy się dowiesz – warknął zaczepnie, nie chcą pokazywać mu całej prawdy o sobie. Czuł się wręcz inwigilowany.
– Ej nie złość się, przecież... – Wojtek urwał, kompletnie nie rozumiejąc jego zachowania, bo nie widział w tej wymianie zdań nic takiego, co mogłoby powodować złość. – … nie miałem nic złego na myśli. – Dotknął jego dłoni, mając oczywiście na uwadze, że ktoś mógł wejść, nie chciał jednak jakiś nieporozumień.

Mateusz gwałtownie złapał go za przód bluzy i przyciągnął do krótkiego, agresywnego pocałunku, zaledwie kilka sekund czasu by zmiażdżyć jego usta swoimi i odepchnąć od siebie równie nagle.
– Już sobie odpuść to wypytywanie – syknął, dotykając warg wierzchem dłoni. Nawet na niego nie spojrzał. W tym momencie obaj usłyszeli dzwonek do drzwi.

Wojtek stał przez chwilę nieruchomo, próbując jakoś to co przed chwilą zaszło, dopasować sprzeczne znaki jakie otrzymywał od współlokatora i wysunąć konkrety. Nie miał jednak czasu na to, kiedy jego uwagę przyciągnął dzwonek. Może to Piotr? Pomyślał, idąc szybko w kierunku drzwi, kiedy osoba po drugiej stronie zaczęła uparcie wciskać przycisk w wyrazie zniecierpliwienia. W sumie starszy mężczyzna od paru dni nie dawał znaku życia, ale Mateusz zapewniał go, że raczej nie muszą się nie niepokoić. Zerknął jeszcze w stronę salonu skąd dobiegały głosy pozostałych gości, a najbardziej Sary i nie patrząc kto stoi za drzwiami otworzył je.

Anastazja odrzuciła na plecy przeszkadzające jej, długie pasmo włosów. Westchnęła cichutko, słysząc, że nareszcie jej ktoś otwiera. Momentalnie przybrała wyćwiczony, pewny siebie wyraz twarzy.
– Umm, hej – przywitała się niskim, seksownym głosem, widząc wyłaniającą się z korytarza sylwetkę Wojtka. Dżinsy na jej udach opinały się niemal obscenicznie. – Zastałam Mateusza?
– A hej... tak, tak wejdź – wpuścił ją do środka, zastanawiając się czy współlokator wspominał mu coś o zaproszeniu jeszcze dziewczyny, ale nie był w stanie sobie przypomnieć. Wszedł szybko do salonu i szturchnął mężczyznę w plecy, kiedy tak stał nad kanapą rozmawiając z Witkiem. – Hej, to do ciebie, Anastazja.
– Dzięki – wślizgnęła się do środka, nie kłopocząc się zdejmowaniem długich, skórzanych botków. Jej kasztanowe włosy błyszczały intensywnie w przyciemnionym świetle salonu. Cała zresztą była wprost olśniewająca. Mateusz odwrócił się, niemal rozlewając trzymane w dłoni piwo.
– Ja pier... Cześć – powiedział płasko, widząc, że dziewczyna zdążyła już wejść do pokoju. Nie spodziewał się jej wizyty absolutnie, przez ostatnie kilka tygodni zbywając ją sukcesywnie. Wcale nie miał ochoty na pogłębianie ich znajomości. Wiadomo, seks jak seks, był fajny, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że Anastazja ma apetyt na więcej. On stanowczo nie miał.

– Cześć, skarbie – wymruczała, podchodząc do niego pewnie i całując krótko w usta. Odruchowo objął ją w pasie, czując jej fantastyczne ciało pod miękką, skórzaną kurteczką. – Możemy chwilę pogadać?
– Tak, jasne – odparł, zerkając szybko na Wojtka, cały niepewny. Naprawdę nie kontrolował tego, co się działo. Witek z tyłu aż zagwizdał, wywołując w dziewczynie salwę radosnego śmiechu.
– Mat, ty prostaku, przedstaw mnie swojej dziewczynie! – zawołał, bystrzejąc nagle i zrywając się z kanapy by się przywitać. Sam by ją chętnie wycałował.
– To jest Witek, Janek, Sara, i Wojtek, który ci otworzył – wskazał niespiesznie kolejne osoby, wyczytując jak z książki rozczarowanie na twarzy Sary. – To jest Ana.

Dziewczyna podała Witkowi wypielęgnowaną dłoń, odpowiadając na uścisk samymi palcami. Irytowało ją zachowanie Mateusza, ale z drugiej strony cieszyło, że jest postrzegana jako jego dziewczyna. Takie właśnie wrażenie chciała wywierać.
– Chodź może do pokoju – mruknął, łapiąc ją za łokieć i kierując w stronę drzwi. Nie opierała się zupełnie, odwracając się i prezentując zebranym ideale pośladki w idealnie skrojonych spodniach. Sara, jeśli to możliwe, zbladła jeszcze bardziej.

Wojtek przesunął spojrzeniem po wszystkich, doskonale widząc jakie poruszenie wywołał nowy gość i to na każdym, może odliczając jego, bo Anastazję zdążył już poznać. Ruszył w stronę kuchni, chcąc sprawdzić jak tam ma się sprawa z kotami, przy okazji ukradkiem zerkając na drzwi do pokoju Mateusza, kiedy przechodził korytarzem. Szybko zorientował się, że współlokator przestał interesować się dziewczyną. Nie mówił mu tego, ale Wojtek doskonale to widział, a wizyta Anastazji tylko świadczyła o tym. Coś czuł, że spokojny nastrój wieczoru szybko pryśnie.
– Ej, zostawcie – fuknął cicho, widząc jak Jeden zdążył wygramolić się na korytarz i dosadnie wgryść się w buty któregoś z gości. Dwa siedział kawałek dalej, całkowicie ignorując to co robił jego brat, myjąc łapki i pazurki. Wojtek złapał oba, wiedząc, że teraz i z ich strony nie będzie spokoju, najedzone były skore jedynie do zabawy.

***


– Co się z tobą działo ostatnio? – spytała prosto z mostu, kiedy drzwi od sypialni zamknęły się za Mateuszem. Założyła ręce na piersi, nie mając nawet ochoty siadać. Uśmiech spłynął z jej twarzy. Nie potrafił napisać do niej głupiego smsa, a kiedy przyszła niezapowiedziana, zastała dom pełen ludzi. Po prostu świetnie.
– A co miało się dziać? Kurde, Ana, wyluzuj. Nie muszę przecież pisać do ciebie codziennie, co?
– Nie no, jasne, raz na pół roku by wystarczyło, akurat jak miałbyś ochotę się bzyknąć... – szepnęła nadąsana, patrząc w bok, na szarą wykładzinę pokoju. Ciężka gula zawodu utknęła jej w gardle.
– No cholera no, przecież nic ci nie obiecywałem, nie umawialiśmy się na nic, co ty sobie wyobrażałaś to już nie mój biznes – zirytował się Mateusz, widząc, że faktycznie wymaga się od niego więcej, niż jest w stanie zaoferować. A taką miał nadzieję, że odpowiednio zrozumiała jego milczenie, że jest chociaż odrobinę domyślna.
– To po co, do kurwy nędzy, były te pieprzone kwiatki, czekoladki, randki przy świecach? Nienormalny jesteś, że robisz coś takiego, dajesz jasny sygnał, że chcesz czegoś więcej, a potem milczysz, jakby mnie w ogóle nie było! Dałeś mi nadzieję, zamanipulowałeś mną, a potem przestałeś się odzywać. To jest chore Mateusz, zachowujesz się jak ostatni gówniarz! – wysyczała wściekle, podrzucając puklami pięknych włosów. Jej oczy miotały iskry, kiedy wpatrywała się w niego, upozowana na tle pokoju, cała sztywna ze zdenerwowania i roszczeniowa.
– Cholera no, chciałem być miły, nie możesz tego po prostu zapamiętać, było fajnie i się skończyło, trudno no, Ana, daj już spokój – jęknął, widząc, że jego dobre intencje jak zwykle zostały źle odebrane.

– Upokorzyłeś mnie! – zacisnęła w nerwach zęby, nie wierząc, że tak po prostu ją zbywa. – Może teraz pieprzysz się z tą tłustą krową, co? Wolisz jej wielką dupę od mojej?
– Ana, nie histeryzuj, Jezu... Nie, nie sypiam z Sarą, nie mam nikogo, z nikim się nie spotykam i nie planuję się spotykać, ok? Daj mi już spokój, proszę – stęknął, czując się niemal fizycznie zmęczony tą rozmową.
– Chyba kpisz, jeśli myślisz, że tak łatwo odpuszczę ci to upokorzenie... panie American Boy – warknęła, uśmiechając się tryumfalnie kącikiem ust. Widok szoku na jego twarzy był dla niej orgazmicznie przyjemny.
– Ana...
– Zróbmy tak, skarbie... Mam ochotę posiedzieć z twoimi znajomymi, poudawać twoją dziewczynę... Hmm, mam ochotę, żebyś masował mi stopy i robił za najbardziej zakochanego faceta pod słońcem calutki wieczór, wiesz? Co myślisz, skarbie? – mruknęła z kpiną, mierząc go spojrzeniem brązowych, wspaniale egzotycznych oczu.
– Jezu, ja pierdolę... Po jaką cholerę? Skąd ty w ogóle o tym wiesz? No kurwa... – wyjęczał, nakrywając twarz dłońmi, czując jak grunt pali mu się pod nogami. Nie przypuszczał, że ktoś dowie się, że gra w takich filmach. I jeszcze ten beznadziejny pseudonim... artystyczny.
– Nie ważne, skąd wiem. Masz, głupi chujku, być na moje posyłki cały cholerny wieczór, albo twoi hetero znajomi dowiedzą się wszystkiego. Z cholernymi szczegółami na Facebooku. Wiesz, mam ochotę po prostu cię upokorzyć, nic wielkiego, nie histeryzuj skarbie – przedrzeźniła go, wydymając usta w kpiącym uśmieszku. – A teraz... Teraz chcę się bzyknąć. I nie zamykaj drzwi proszę, niech twój pedalski kumpel ma szansę to zobaczyć.

***


Wojtek podparł głowę na ręku, wpatrując się w film, który jednak leciał dalej, mimo że mało kto śledził samą akcje. Mężczyzna idealnie wyczuwał emocje trawiące każdego z gości, chociaż najwyraźniej tylko Janek udawał, że spotkanie z Anastazją nie wyrwało na nim wrażenia. Zapewne gdyby cokolwiek pokazał, Sara szybko stałaby się dla niego nieosiągalna. Kiedy jednak zza ściany usłyszeli dość jednoznaczne odgłosy, każdy się napiął jak struna. Co on kurwa robi, pomyślał z goryczą Wojtek, nie mogąc uwierzyć, że Mateusz właśnie pieprzy Anastazję, najwidoczniej mając gdzieś pozostałe towarzystwo.

Butterfly zdążyła dawno już zginąć, po swoim wiekopomnym wykonaniu lapdance w barze przed kaskaderem Mikiem, kiedy Mateusz wszedł ciężkim krokiem do pokoju posyłając wszystkim niepewny uśmiech. Przeczesał palcami zmierzwione włosy i przytknął na moment chłodną butelkę piwa do swojego rozpalonego policzka, nie mówiąc jednak nic. Czuł się psychicznie wykończony. Nie mógł wprost uwierzyć, że dał się naciągnąć na coś takiego. Anastazja wślizgnęła się tuż za nim i przysiadła się do niego na poduszki leżące na podłodze, przytulając się bokiem i z lubością przyjmując obejmujące ją w pasie ramię chłopaka. Miał szczerą ochotę wyrzucić ją za drzwi, tak jak stała, bosą i potarganą, nie zrobił jednak nic, obawiając się, że wtedy wszystko się sypnie. Zdawał sobie sprawę jak bardzo miałby przesrane na roku, gdyby Witek dowiedział się o czymkolwiek. Ludzie nie daliby mu żyć. Musiałby pewnie przerwać studia i wynieść się na inną uczelnię. Kilka godzin udawania chłopaka Anastazji nie stanowiło w tym przypadku wygórowanej ceny. Uśmiechnął się blado, odchylając się i całując się czule w skroń, mimo że miał ochotę raczej ją odepchnąć, niż tulić do siebie. Dziewczyna lgnęła do niego jak gdyby nigdy nic. Nie potrafił się zdobyć by powiedzieć cokolwiek, gapił się więc tylko tępo w monitor komputera, udając że ogląda film.

***


Wojtek stał oparty o framugę w wejściu do kuchni, patrząc jak całe grono gości wychodzi z mieszkania, mniej lub gorzej niezadowolonych. Pożegnał się ze wszystkimi i od razu cofnął do pomieszczenia, nie mając zamiaru patrzeć, jak Anastazja ponownie obłapia Mateusza, próbując wszystkim pokazać, że on jest tylko jej. Wojtkowi zrobiło się aż dziwnie, kiedy widział to, wewnątrz zły, że współlokator znowu nie uszanował ich obecności i poddał się pożądaniu jak jakiś gimnazjalista. Na powrót ogarnęło go zniechęcenie, jak wtedy z Piotrem, kiedy pokazano mu gdzie jego miejsce, a Mateusz oczywiście świadomie się temu poddawał. Matko, czy on w ogóle umie odmawiać? Zastanawiał się, zaczynając zmywać szklanki po gościach.

Mateusz już po chwili dołączył do niego, wycierając usta wierzchem dłoni. Usiadł na kuchennym taborecie, tak okropnie nieszczęśliwy i zagubiony. Miał ochotę się rozpłakać. W życiu by nie przypuszczał, że jego praca kiedyś zmusi go do podjęcia takiej decyzji, działań tak sprzecznych z tym, czego chciał.
– Pomóc ci w czymś? – spytał, ochrypniętym głosem, mając ochotę po prostu zniknąć. Czuł się wręcz fatalnie, kiedy miły wieczór zamienił się w koszmar.
– Nie. – Wojtek prawie warknął, ale szybko pohamował rozgoryczenie, także czując się wymęczony tym wieczorem, mimo że nie tak to obaj planowali. Odwrócił się w stronę mężczyzny, chcąc się spytać co też miał znaczyć ten pokaz seksualności, ale zmarszczył brwi widząc go w stanie, którego racze się nie spodziewał. – Dobrze się czujesz? Coś się stało Mateusz? – spytał bez jakiegokolwiek śladu urazu czy gniewu w głosie.
– Chujowo się czuję, wiesz, po prostu chujowo – chłopak oparł głowę na łożonych na blacie ramionach. Miał wrażenie, że dał złapać się w jakąś pułapkę.

Wojtek zakręcił kran, mimo że jeszcze nie skończył zmywać i wytarłszy ręce w szmatkę, podszedł do niego i usiadł na krześle.
– Powiesz mi co się stało?
– I jak się pan masz, panie American Boy? – spytał kpiąco Mateusz, krzywiąc się brzydko i nie patrząc za bardzo na swojego współlokatora. To wszystko co się działo było wprost żałosne.
– Chodzi o Anastazję?
– Dowiedziała się – powiedział płasko, poprawiając ułożenie głowy na ramionach. – Zagroziła, że powie chłopakom. Udostępni coś na fejsie. Nie miałem wyboru.

Wojtek zamrugał oczami, przez chwilę milcząc, zastanawiając się co też mogła ta dziewczyna wiedzieć, ale szybko pojął co też to mogło być.
– O orientacji i dorywczej pracy? – spytał głupio, będąc pewnym, że chodzi o coś zupełnie innego.
– Ta, o tym, że biorę w dupę i sprzedaję to jako obrazek w zestawieniu ze swoim ryjem, rozumiesz? – warknął poirytowany, mając już szczerze dosyć tego dnia. Dobrze, że miał się przynajmniej przed kim wygadać.
– Ja pierdole. – Wojtek przetarł twarz dłonią, zwracając spojrzenie na kuchnie i całą wcześniejszą scenę seksu widząc zupełnie inaczej. – A to suka.
– Chciała mnie upokorzyć, bo sama się tak PODOBNO poczuła. Super. Po prostu świetnie.
– No mogła się poczuć, ale od razu łapać się za taki szantaż? Ale co ona zamierza? Tak teraz do usranej śmierci to ciągnąć?
– Nie... Chyba nie. Rany, co za gówno – szepnął, chowając twarz w dłoniach. Cały aż sflaczał z nadmiaru negatywnych emocji. – I jeszcze to udawanie, że niby wielka miłość, Jezu, rzygać mi się chce z tego wszystkiego.
– Urażone kobiety – westchnął Wojtek pocierają czoło wewnętrzną stroną dłoni. – Chcesz się czegoś napić? Uwalić na łóżku? Posprząta się jutro.
– Bym się umyć musiał. Weź zostaw to, rano dokończę. Może w tv coś leci, chociaż o tej godzinie to może być kiepsko – stwierdził, zerkając na zegarek na ścianie, który wskazywał już wpół do drugiej w nocy.
– No prawda, najlepiej się położyć, przespać to i pomyśleć rano. – Wojtek się podniósł z ciężkim westchnieniem, wciąż mu się nie mieściło w głowie jak można tak się zachować, jak zrobiła to Anastazja. – Idziemy się wykąpać?
– Jasne, mistrzu, co tylko ze chcesz – Mateusz dźwignął się niemrawo z krzesełka i rozprostował kości, aż chrupnęło. – No chodź mnie pociesz – mruknął, podchodząc do mężczyzny od tyłu i obejmując go ramieniem. Szara bluza pachniała przyjemnie męsko w okolicach mięsistego kaptura.
– Prędzej mi uśniesz i utopisz w brodziku – stwierdził Wojtek z przekąsem, odwracając głowę w jego stronę i posyłając kpiący uśmiech.
– Co ty pieprzysz Wojtek – szepnął Mateusz, dotykając suchymi, miękkimi wargami jego szyi. Objął powoli jego plecy, przyciskając do siebie mężczyznę, ustami eksplorując zakamarki skóry. Po tym wszystkim miał ogromną ochotę go zdominować i poczuć pod sobą. Pocałował czule miejsce za jego uchem, trącając go raz po raz nosem.

Wojtek odetchnął, czując przyjemne dreszcze na skórze oraz fale ciepła rozchodzące mu się po ciele.
– Ze zmęczenia majaczę – rzucił spokojnie, dotykając dłonią jego dłoni. Nie chciał pokazać, że nieco się zaczął denerwować.
– Cicho – szepnął mu do ucha, nie przestając pokrywać jego skóry drobnymi, delikatnymi pocałunkami. Przymknął oczy, sycąc się przyjemną bliskością Wojtka, cieniem jego zakłopotania. Położył rękę na jego tyłku, dotykając nienachalnie, leniwie wręcz badając jego ciało przez ubrania, od kręgosłupa po pośladki. Było mu tak spokojnie przy nim.

Wyraźny rumieniec zalał twarz jego współlokatora. Wojtek przygryzł wargę zastygając w bezruchu, nie wiedząc do końca jak się zachować. Spiął pośladki w pierwszym odruchu, czując przyjemne łaskotanie na szyi i żar w tych miejscach gdzie spadały pocałunki. Z jednej strony chciał się temu poddać, a z drugiej nie, wciąż mając wszczepioną obawę co do roli pasywa. Ciało Mateusza przyjemnie go grzało, otulając zapachem perfum i charakterystyczną wonią mężczyzny, którą Wojtek doskonale rozpoznawał.
– Chodź, się umyjemy. A potem cię... wymasuje – powiedział cicho Mateusz, przytulając go do siebie i niemal kołysząc w ramionach. Cmoknął go w skroń, szczękę, ucho, głaszcząc nieustannie plecy skryte pod ciepłą bluzą. – To będzie bardzo fajny masaż, wiesz... Spodoba ci się. Nie muszę cię dzisiaj pieprzyć – mruknął wibrująco, nie wypuszczając go z intymnego objęcia.
– Hmm... OK – wymamrotał Wojtek, nieco się rozluźniając w jego objęciach, uspokojony słowami, które padły. Może przynajmniej końcówka wieczoru będzie przyjemna. Obrócił głowę w stronę Mateusza i cmoknął go w usta, w głębi zaskoczony jego czułością, której jeszcze nie miał okazji doznawać.