Pociąg do Krakowa 2
Dodane przez Aquarius dnia Maja 18 2013 09:40:11


– To w świat, panienki, w świat! – zapiszczała Patrycja, otwierając drzwi pensjonatu i wychodząc prosto na mróz. Zatrząsnęła się, skuliła, ale nie wróciła z powrotem, tylko dzielnie przeskoczyła trzy betonowe stopnie, po czym odwróciła się na pięcie i z szerokim uśmiechem spojrzała na przyjaciół.
– A może zostaniemy w pokoju? – zaproponowała jeszcze Aśka, naciągając na czoło czapkę.
– Chodźmy! – odparła zadowolona Kamila, ruszając do Patrycji. Kuba tylko wzruszył ramionami i też opuścił pensjonat.
– Kraków, nadchodzimy! – powiedział Patryk, wsuwając swoją rękę pod ramię przyjaciela. Ten tylko spojrzał na niego z uśmiechem i pokiwał głową.

Kraków… Zakochała się w nim!
Kilka stopni na minusie, padał śnieg, więc było nieciekawie, a tymczasem na starym mieście co? Tłumy! Ludzi więcej niż za dnia! Co chwilę ktoś ich zaczepiał, wręczał reklamę, zapraszał do klubu. Bo miła muzyka. Bo nowo otwarty. Bo promocje… Piwo za siedem złotych to nie żadna promocja, marudziła Aśka, która najchętniej teraz, zaraz poszłaby już do domu.
Ale Patrycja nie pozwalała. Była w swoim żywiole. Kręciła pupą, rozglądała się dookoła, napawała się przystojnymi Hiszpanami, czy innymi ludźmi z Erasmusa.
– Kubuś, a zaczep tych! – prosiła, szarpiąc jego ramieniem.
– I co ja im powiem? – odpowiadał z cichym jękiem.
– No nie wiem… Żeby polecili jakiś klub, czy coś. Ładni są, zaczep, zaczep. O, a widzisz tego wysokiego?
– No…
– Fajne ciacho.
– No nie wiem…
– Jak mówię, że fajne, to fajne! Zaczepmy ich!
I zaczepiali. Kuba chwalił się swoim angielskim, a ona wsłuchiwała się w ich głębokie głosy. Przyglądała się, a później delikatnie trącała kolegę, kiedy ten już się rozgadał. Idziemy. Bo Kuba poświęcał im za dużo uwagi, a to już nie podobało się Patrycji.

Po chodzeniu od klubu do klubu i szukaniu tego najlepszego, ostatecznie zostali we Freshu. Mały, ale dość przyjemny, jak stwierdziła Aśka, zajmując jedno z miejsc przy barze i oświadczając reszcie, że nie ma zamiaru się już nigdzie ruszać. No to zostali. Odnieśli swoje rzeczy do płatnej szatni, na co Kamila pod nosem narzekała, że wszystko w tym Krakowie jest płatne! Dobrze przynajmniej, że za wejściówki nie musieli zapłacić.
Fresh był klubem czterosegmentowym. Trzy pomieszczenia miały przeznaczenie typowo pubowe. Można zająć jedno z miejsc przy stoliku i z piwem w ręce, albo jakimkolwiek innym alkoholem, prowadzić spokojną rozmowę. Środkowa sala stanowiła typową dyskotekę. Na podwyższeniu znajdował się DJ ze swoim sprzętem, a na parkiecie, w okropnym ścisku, bo pomieszczenie było małe, poruszali się ludzie.
– Dwudziesta trzecia i stypa – powiedziała Kamila, sącząc horrendalnie drogie piwo za pięć złotych. A niby promocja. W Bydgoszczy piwo w promocyjnej cenie kosztuje dwa złote! I wcale nie jest rozcieńczane, Patryk i Kuba wielokrotnie już smakowali.
– U nas, w Tripie, też przecież rozkręca się o północy, czasem nawet po – zamruczała Aśka, bawiąc się tekturową podstawką Żywca.
– Ale to Kraków – odpowiedziała.
Minęła jednak godzina, a klub zapełnił się niemal po brzegi. Czyli nawet tu, w mieście królów, panowała zasada godziny dwunastej. Ludzie przychodzili i odchodzili. Panował ciągły ruch. Z parkietu do stolików, od stolików do baru, aż w końcu do zatłoczonej toalety.
Wszystko pulsowało w rytm najnowszych przebojów. Tak, to było życie Patryka. To kochał. Poruszał się dziko na parkiecie w takt Britney. Tuż obok tańczyła też Kamila, bo Kuby i Aśki nie dało się wyciągnąć.
I wanna scream and shout and let it all out. And scream and shout and let it out.
– Czekaj – powiedziała Kamila i niemal od razu się odwróciła. Zaczęła przeciskać się pomiędzy ludźmi i tyle ją widział. Przystanął na chwilę zdziwiony, po czym wzruszył ramionami, zaczynając tańczyć dalej. Ciała napierały na niego, ale zupełnie się tym nie przejmował, w końcu to był jego świat. To lubił. W pewnym momencie, wśród tłumu, wyłapał znany mu już uśmiech. Ten aktorzyna, student, co to go spotkał w szkole teatralnej, patrzył prosto na niego i uśmiechał się.
Nie, to na pewno nie jest skierowane do Patryka. Aż rozejrzał się dookoła, wypatrując osoby, do której student mógł się uśmiechać, kiedy nagle ktoś na niego lekko naskoczył. Zdziwiony spojrzał na roześmianą twarz Kamili. Dziewczyna z miną zwycięzcy wskazała na Kubę i Aśkę, których właśnie sprowadziła.
– I są! – powiedziała, obejmując nowoprzybyłych.
– Wypiłem cztery piwa, to chyba ten moment, że już mogę potańczyć – odparł równie uśmiechnięty Kuba, któremu Patryk momentalnie zarzucił ramię na kark, tak samo zresztą jak i Kamili. Stworzyli coś rodzaju kółka, rozepchnęli się trochę na parkiecie, ale nie przejęli się tym. Zaczęli rytmicznie podskakiwać, wykrzykując słowa kończącej się już piosenki:
It goes on and on and on and on. When me and you party together. I wish this night would last forever.
I chociaż Patryk tak bardzo nie chciał zbłaźnić się w Krakowie, to teraz było mu wszystko jedno. Miał pod ręką ludzi, których kochał i właśnie trwała ich noc. Zresztą, kto będzie ich pamiętać?
I wanna scream and shout and let it all out! – Kuba ładnie pachniał, stwierdził Patryk, kiedy go tak obejmował jednym ramieniem. Co dziwniejsze, jego przyjaciel przecież nie używał perfum, do szczęścia wystarczał mu antyperspirant. Ale teraz najwidoczniej to się zmieniło. Kolejny dowód, że noc w Krakowie należała do tych wyjątkowych. – And scream and shout and let it out. We saying, oh wee oh wee oh wee oh wee oh. – Piosenka dobiegała końca, więc puścili się, poruszając się powoli.
– Kocham was, ludzie – wyznała Kamila, która też już najtrzeźwiejsza nie była i obdarowała wszystkich delikatnym buziakiem w policzek. Powiedziała coś jeszcze, ale jej głos zniknął w piskach ludzi, którzy zaczynali podrygiwać w rytm kiczowatego Gangam Style.
Oppan Gangnam Style!

***

– Och, Boże! Powietrza, wody! – wysapała Kamila, łapiąc za kufel piwa, co zostało skomentowane parsknięciem Kuby.
– To nie woda – Opadł na kanapę, zmęczony. Patryk usiadł tuż obok, także sięgając po trunek.
– Ważne, że w stanie ciekłym – odparła, siadając naprzeciwko. Przekrzywiła głowę, przyglądając im się badawczo, po czym nachyliła się do Aśki i coś powiedziała. Patryk zmarszczył brwi, odstawiając szklankę na szklany stolik.
– Kulturą to wy nie grzeszycie. W towarzystwie nie mówi się na ucho – powiedział niczym prawdziwy znawca savoir vivre.
– Mówiła tylko, że pasujecie do siebie. – Aśka wzruszyła ramionami, najwidoczniej traktując tego za żadną ważną tajemnicę, za co została skarcona cichym syknięciem „ej!” na które odparła prawdziwie niewinnym „no co?”.
Patryk zerknął kątem oka na Kubę, w międzyczasie nawiązując do jakiegoś wygodniejszego tematu rozmowy. Wiedział, że pasowali do siebie, ale wiedział również, że stworzenie związku byłoby niemożliwe. Jest dobrze, tak jak jest – chyba już zawsze będzie się tego trzymać. Bo albo przyjaciele, albo nic. Nie wytrzymałby w dłuższym związku, nawet z Kubą. No i przecież traktowali się jak rodzeństwo. To byłoby nienormalne.
Westchnął. Kuba zasługiwał na kogoś, kto będzie mu wierny.
– Hej! – Z zamyślenia wyrwał go czyjś męski głos. Zdziwiony spojrzał na chłopaka dosiadającego się do ich stolika, jakby nigdy nic. Zamrugał. To ten student, aktorzyna!
– O, hej – odparła Kamila, chyba równie zaskoczona co on. – Fajnie się znowu spotkać – burknęła. Nie polubiła go już na samym początku i gdy chodził po szkole, podśpiewując „Czterech pancernych” nie potrafiła powstrzymać kilku złośliwych uwag.
– Skąd jesteście? – zapytał, popatrując na wszystkich, ale najdłużej jego spojrzenie zatrzymało się na Patryku. Albo tylko mu się tak wydawało. Ten cholerny gejdar, którego prawdopodobnie w ogóle nie miał! Zawsze musiał pytać Kuby, bo jego wykrywacz gejów w przeciwieństwie do Patrykowskiego, działał bez zarzutu.
– Z Bydgoszczy, ta tu była na konsultacjach i już od października będziecie się regularnie widywać na korytarzu – odpowiedziała Kamila, obejmując Aśkę ramieniem. Dziewczyna tylko westchnęła, przewróciła oczami i pokręciła głową, sięgając po swoje piwo.
– Nie wiadomo, mogę się nie dostać – mruknęła pomiędzy jednym łykiem, a drugim.
– No nie wiadomo – potaknął chłopak, wyciągając po chwili rękę w stronę Patryka. – Maurycy – powiedział, a on pomyślał, że zaraz padnie. Nie no, bardziej hipstersko to już być nie może! Widać, rodzice dobrze wiedzieli kim będzie ich syn… Kątem oka spojrzał na Kamilę, przygryzającą wargi, aby nie wybuchnąć śmiechem.
– Patryk – odpowiedział.
– Kuba.
– Kamila i Aśka – Bo Aśka mówić nie potrafi, to Kamila powiedziała za nią. Ale tak było często, w końcu chodzi tu o Kamilę.
Maurycy okazał się być bardzo wygadany i nie trudno odgadnąć, że ciągnęło go do Patryka, a on, zadowolony z takiego obrotu sprawy, nie oponował. W końcu Maurycego, jak wielkim hipsterem i natchnionym człowiekiem by nie był, nie można określić mianem brzydkiego. Dziwnego owszem.
Tak bardzo chcę dotknąć cię, hej, hej. Ja liczę każdą chwilę, ja liczę każdy dzień. Tak bardzo chcę dotknąć cię, chociaż jesteś tak daleko, wiem że w końcu spotkamy się.
– O! – powiedział nagle student, wstając. – Idziecie? No chodźcie! Uwielbiam to!
Patryk spojrzał na Kubę, Kuba na niego, a Aśka na Kamilę. Chcieli z nim tańczyć? Ale Maurycy najwidoczniej zauważył ich niezdecydowanie, więc wyciągnął rękę do Patryka. Uśmiechnął się szeroko, błyskając swoim perfekcyjnym uśmiechem. Z pewnością nosił kiedyś aparat, bo to nie możliwe, aby mieć tak równe zęby. No i na pewno też wybielone.
– Chodź, zatańczymy – powiedział do niego.
– Dobra, pewnie! – machnął rączką, a może raczej machnęła, bo właśnie wszedł w rolę Patrycji. Ale to najwidoczniej nie przeszkadzało aktorzynie, bo złapał go za przegub (gdyby złapał za rękę mogłoby wyglądać to nieco dziwnie) i pociągnął na parkiet. Tu, paradoksalnie, byli ledwo widoczni. Nikt się nimi nie interesował, każdy miał swój świat.
A ty jesteś coraz bliżej, jesteś tuż o krok. Rzeka jest głęboka, chociaż stromy jest stok.
Uśmiechnęła się do niego lekko, że niby to się kryguje. Że niby nie wie o co chodzi. A on co chwilę, jakby to przez przypadek, trącał jej biodra, dłonie, raz nawet pośladki. Ale na nic więcej nie mogli sobie pozwolić. W końcu to nie był tego typu klub.
Żałowała. Tak bardzo żałowała, że nie może się przysunąć i go pocałować.
Ja odliczam minuty i dni. Twoja twarz ciągle mi się śni, a w głowie się pojawia tylko jedna myśl: dotrzeć do ciebie, z tobą już na zawsze być. Jedna miłość to dar od dawna, przeznaczony nam i zapisana w gwiazdach.
Ponad ramieniem Maurycego zobaczył Kubę tańczącego z Kamilą. Spoglądał na niego i uśmiechnął się lekko, mrugając. Patrycja zmarszczyła brwi, nagle nie wiedząc co to mrugnięcie oznaczało. Ironiczne „nieźle trafiłeś” czy poważne „dobrze sobie radzisz”?
Idealna kombinacja – kobieta i mężczyzna, to Ying i Yang, taka jest moja wizja.
Parsknął śmiechem. Kuba też się zaśmiał, a Maurycy odwrócił się zdziwiony.
Nie przeskoczysz tego nie obejdziesz, nawet choćbyś chciał, bo dwie połowy razem znaczą idealny stan!
Nawet nie wiedział kiedy znalazł się tuż obok Kuby, zostawiając Maurycego samego. Już nachylał się do niego, śmiejąc się.
– My już wiemy jak to obejść.
– Jesteśmy mistrzami w łamaniu zasad – odpowiedział Kuba.
– Nam jest dobrze bez tej drugiej połowy – dodał Patryk, a on pokiwał głową z uśmiechem.

***


– Może wyjdziemy? – zapytał aktorzyna, kiedy usiedli na chwilę przy stoliku, żeby choć trochę dać odpocząć zbolałym od tańca stopom. Patrycja zmarszczyła brwi, sięgając po swoje niedopite piwo, popatrzyła jeszcze na Kamilę rozmawiającą z jakimś chłopakiem. Niskim i przesadnie umięśnionym, ale za to posiadającym cudowny uśmiech. Tak, za ten uśmiech to nawet ona zwróciłaby na niego uwagę, no ale ma przecież swojego Maurycego. Hipsterka, który teraz dyskretnie obejmował ją w pasie, a z takiej okazji się nie rezygnuje, tylko wykorzystuje! W końcu jest w Krakowie! Kraków! Kraków! Nie może pozwolić, aby ta noc poszła na marne.
– A gdzie chcesz iść? – zapytała, przekrzywiając głowę i wcale nie dyskretnie oblizując wargi.
– Mieszam dosyć niedaleko – odparł. Tak, już obaj wiedzieli.
– Sam?
– Z kolegą, ale go nie ma. I nie będzie do wtorku.
– Szczęściarz – odpowiedziała, szybko dopijając wygazowane, okropnie gorzkie piwo. – To chodźmy.

Powinna napisać esemesa Kubie. Albo Aśce. Albo Kamili. Komukolwiek. Ale nie to teraz miała w głowie. Teraz obchodził ją tylko język aktorzyny i jego ramiona obejmujące ją w pasie. Och, jak on cudownie całował! W myślach wystawiła mu ocenę dziewięciu punktów na dziesięć. Tylko jeden mężczyzna, którego znała, potrafił robić to lepiej, ale niestety ich kontakt już dawno się urwał, gdyż był ograniczony do jednego, bardzo spontanicznego spotkania w toalecie.
Stali w jakimś zaułku. Ciało hipsterka wgniatało ją w chłodny mur kamienicy, ale nie bardzo się tym przejmowała.
– Chyba nigdy nie dojdziemy do twojego mieszkania – wysapała Patrycja pomiędzy pocałunkami, na co odpowiedział jej szeroki uśmiech Maurycego.
– Kurwa! – odskoczyli od siebie jak oparzeni, gdy do ich uszu dobiegł gruby, nieco zapijaczony głos. – Nie wierzę, Łysy, pedały! Najprawdziwsze cioty, mówię ci, ziomek! – Hipster spojrzał na nią z przerażeniem i… tak po prostu uciekł. Zostawił ją. Samą.

***


– Widziałaś gdzieś Patryka? – zapytał, podchodząc do stolika, przy którym Kamila flirtowała z jakimś chłopakiem. Niskim i niezbyt ciekawym, ale najwidoczniej jej zdolność oceniania wyglądu została zaburzona przez duże ilości alkoholu. Popatrzyła na niego wyjątkowo nietrzeźwym wzrokiem. Zamrugała, zmarszczyła brwi, a w międzyczasie facet, z którym siedziała, objął ją dosyć ciasno ramieniem. Rozejrzała się dookoła, nie czując jego ręki na swoim udzie.
– Był tu… Pewnie poszedł gdzieś z Maurycym… Boże, co za imię! – zachichotała, opadając na oparcie kremowej kanapy i odchylając głowę do tyłu. – Jak z tej piosenki Ich troje! „Maurycy? Co ty tutaj robisz o siódmej rano? Piosenkę ci napisałem!” – Parsknęła śmiechem, opierając policzek o ramię swojego przydupasa, który teraz uporczywie wpatrywał się w Kubę.
Cholera, przeklął w myślach, rozglądając się za Aśką. Miał nadzieję, że była trzeźwa, bo jeszcze chwila, a ten facet przeleci Kamilę! A Kamila z pewnością nie byłaby zadowolona z takiego obrotu sprawy, gdyby nie miała umysłu zamroczonego alkoholem, oczywiście. Bo teraz to pewnie jej wszystko jedno.
– Dobra, idziemy – powiedział do niej, łapiąc za rękę.
– Ej, ej! – oburzył się nagle chłopak, przyciągając dziewczynę do siebie. – My tu sobie kulturalnie siedzimy.
– Łapy precz – powiedział, wskazując na niego ostrzegawczo palcem. – Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ona nawet cię nie zapamięta. – Faktycznie, Kamila już odleciała, przysypiając na ramieniu chłopaka.
– Sama do mnie przyszła, więc nie przeszkadzaj. – Przesunął znacząco dłonią w górę jej uda.
To wystarczyło, aby nadszarpnięte nerwy Kuby puściły. Nie dość, że przejmował się Patrykiem, nie wiedział gdzie jest Aśka, to jeszcze koleś zaraz zgwałci Kamilę na jego oczach. Złapał go momentalnie za przód jego bluzy, przysuwając swoją twarz do jego. Natychmiastowo poczuł podskok adrenaliny.
– Ostrzegam, że jeśli zaraz jej nie puścisz, to jeszcze bardziej przekrzywię ci ten nos. – Nie obchodziło go w tamtej chwili, że zaraz ochroniarz może go wyrzucić, ponieważ za chwilę wkurzy się i naprawdę przywali temu chłopakowi, gdyż wizja zgniecionego nosa wydawała mu się bardzo kusząca.
Facet uniósł dłonie w obronnym geście, powtarzając, chyba trochę przerażony: „spokojne, wyluzuj, spokojnie”. Kuba odetchnął ciężko, puszczając go. Chłopak niemal od razu odepchnął od siebie dziewczynę, wstał i odszedł.
– Chodź – złapał Kamilę za ramię, a ta w odpowiedzi tylko coś wybełkotała i podniosła się z jego pomocą.
Ruszył w kierunku wyjścia, ciągle rozglądając się za Aśką. Miał nadzieję, że nie spiła się tak jak Kamila, bo wtedy miałby wielki problem. Dwie nietrzeźwe dziewczyny i przyjaciel, którego nie wiadomo gdzie wywiało. Dlaczego to zawsze na niego spadała odpowiedzialność? I dlaczego tak się tym wszystkim ciągle denerwował?
Na szczęście Aśki nie musiał długo szukać. Siedziała przy barze i rozmawiała z barmanem. Nie wyglądało na to, aby była w takim stanie co jej przyjaciółka, więc Kuba aż odetchnął z ulgą.
– Postaraj się iść prosto – polecił Kamili, a ta kiwnęła głową, uwieszając się całym swoim ciężarem na jego barkach. – Musisz się nią zaopiekować – powiedział do Aśki, która spojrzała na nich zdziwiona. – Patryk gdzieś polazł, wypadałoby go znaleźć, jest po czwartej – wytłumaczył, na co dziewczyna szybko potaknęła, pożegnała się z barmanem i wskazała na wolną sofę.
– Posadź mi ją tam, zajmę się resztą.
– Wróćcie taryfą – powiedział jeszcze, nim skierował się do szatni.
Miał złe przeczucie. Kiedy ostatni raz widział Patryka, nie był w najlepszym stanie. Wypił już kilka piw i pomieszał je z dwoma drinkami na koszt Maurycego. A to oznaczało, że Patrycja miała się całkiem dobrze… Po alkoholu stawał się jeszcze bardziej babski, niż normalnie.
Wyszedł z klubu, a następnie ruszył do wyjścia z kamienicy, w jakiej znajdował się Fresh. Gdy tylko owiało go mroźne powietrze niedzielnego poranka, wsunął nos w wełniany szalik, jakim był opatulony i schował dłonie w grubych rękawiczkach do kieszeni. Co dziwne, na zewnątrz wciąż kręciło się wielu, nie do końca trzeźwych, ludzi wracających z imprez. Panował gwar, taki jak za dnia. Kraków chyba nigdy nie zasypiał.
Próbował dodzwonić się do Patryka, ale robił to już w klubie i teraz też spotkał się z informacją, że telefon właściciela został wyłączony. Możliwe, że poszedł do Maurycego. Przecież często wyłączał komórkę, gdy był u jakiegoś faceta. Ale z drugiej strony student nie był w jego typie. Patryk wolał starszych. I to właśnie go niepokoiło.
Krążył po starym mieście, zaglądając w każdy zakamarek, odwiedzając każdy klub. Zabije go jutro, stwierdzał, gdy wychodził z barów jak zwykle z niczym.
– No? – odebrał telefon od Aśki.
– I co?
– Nic. Jesteście już w hostelu? – odparł, nie czując stóp. Chyba mu zamarzły. Właściwie to dłoni i nosa też nie czuł.
– No. Może jest u tego Maurycego?
– I nic nie powiedział? – warknął do słuchawki, spoglądając na Sukiennice.
– To Patryk… Pewnie teraz jęczy mu do ucha – prychnęła, a on niemal widział, jak wywraca oczami, krzywiąc przy tym usta. – Weź już wracaj, jutro z nim pogadamy.
Westchnął ciężko i powiedział jeszcze, że wróci taksówką, która pewnie wyniesie go więcej, niż noc w hostelu.
Nagle jednak znów rozdzwonił się jego telefon, poirytowany spojrzał na wyświetlacz. Patryk. Teraz, kurwa, sobie o nim przypomniał! Teraz, kiedy już przeżył sobie swój krakowski orgazm. W takich momentach Kuba nie potrafił o nim myśleć inaczej, jak o dziwce. Bo Patryk był taką kurwą. Jedni ludzie uzależnieni są od alkoholu, drudzy od papierosów, a jeszcze inni od seksu. I właśnie taką osobą był Patryk. Lubił zaliczać, Kuba nie zdziwiłby się nawet, gdyby gdzieś tam prowadził swój mały zeszycik, w którym zapisywałby swoje zbliżenia. Odhaczał facetów, których już miał i do których nie warto już wracać, bo przecież już byli. Jedynym powodem, dla którego wciąż traktował Patryka jak przyjaciela, była niechęć staniem się mięsem z tabliczką „zaliczony”.
A przecież kochał go.
– Fajnie, że się odzywasz – warknął do słuchawki na powitanie.
– Kuba? – usłyszał jęk. Niemal od razu wyprostował się, ściskając słuchawkę w dłoni.
– Gdzie jesteś?
– Wszystko mnie boli…
– Gdzie jesteś, pytam.
– Nie wiem. Gdzieś na zewnątrz. – Przełknął ślinę. No po prostu wiedział, że mu się coś stanie! Bo Patryk to taki magnes na kłopoty. Albo raczej jego zachowanie nim jest. Zawsze i wszędzie musi obnosić się ze swoją orientacją.
– Powiedz mi co widzisz.
– Szyld klubu Pergamin.
– Dobra, zaraz będę, nie rozłączaj się, tylko poczekaj chwilę. – Odsunął słuchawkę od ucha, zaczepiając pierwszego lepszego przechodnia. – Przepraszam, wie pan może gdzie jest klub Pergamin? – Mężczyzna spojrzał na niego, marszcząc brwi.
– To chyba na Brackiej. No i raczej już zamykają – odparł, na co Kuba szybko podziękował i pędem ruszył we wskazaną mu stronę.
W tamtym momencie to, że jest mu przeraźliwie zimno odeszło na dalszy plan. Albo po prostu o tym zapomniał. Albo myśl o Patryku i niebezpieczeństwie, w jakim jest, tak go zdenerwowała, że nie liczyło się już nic więcej, tylko jego przyjaciel.
Szedł wąską uliczką, wymijany przez pijanych, roześmianych ludzi. Rozglądał się dookoła w poszukiwaniu szyldu „Pergamin” i nagle jest! Jest! A tuż obok, oparta o mur kamienicy, ledwo stojąca postać.
Nie zastanawiał się już dłużej, tylko podbiegł do niego.
– Wszystko w porządku? – zapytał, kiedy już znalazł się naprzeciwko. Postać uniosła głowę, a Kuba, nawet w nikłym świetle przydrożnej latarni był w stanie dostrzec siniaka na policzku i rozciętą wargę.
Szlag. Nie miał wątpliwości, że to wszystko wina Patryka. Gdyby się nigdzie nie szlajał na pewno nic by mu nie było. Ale nie potrafił się o niego nie martwić.
Chłopak spojrzał na niego, uśmiechając się lekko. Na tyle, na ile pozwalała mu rozbita warga. Przylgnął do ramienia Kuby i bez słowa ruszyli w stronę hostelu. Bo nie mieli o czym rozmawiać. Obaj dobrze wiedzieli, że Patryk niczego się nie nauczył. Że takie sytuacje jak nagłe znikanie z nieznajomym będą się powtarzać.
Ale oboje też wiedzieli, że Kuba zawsze mu pomoże.
– Chcę już do domu.
– Jutro o czternastej mamy pociąg do Bydgoszczy.