Tylko się nie bój 11
Dodane przez Aquarius dnia Marca 21 2013 12:30:57


"Uważaj, czego sobie życzysz, bo jeszcze to otrzymasz", mówi stare przysłowie i jak wiele przysłów, jest bardziej niż prawdziwe. Kensei przypomniał o nim Shinjiemu, gdy kilka dni później, wieczorem siedzieli u Kenseia w mieszkaniu i pili piwo. Chcieli, żeby zaczęło się coś dziać, to zaczęło się.
- A może Ichimaru po prostu kłamał, co? Albo Shuuhei miał nieprawdziwe informacje – zaproponował Shinji.
Kensei wzruszył tylko ramionami i upił piwa. Siedział okrakiem na odwróconym tył do przodu krześle. Shinji natomiast rozłożył się wygodnie na łóżku gospodarza.
- Prawdopodobne – mruknął tylko w odpowiedzi i zaraz sięgnął po dzwoniący telefon do kieszeni. - Co tam? - powiedział do telefonu.
- Cześć – przywitała się Lisa. - Postanowiłam, że zadzwonię, bo może chcesz usłyszeć co nieco o tym gościu.
- A to poczekaj. Shinji jest to niech też posłucha.
Położył telefon na stoliku i włączył opcję głośnomówiącą.
- Cześć wąskodupcu – przywitała sie uprzejmie kobieta.
- Ciebie też miło słyszeć Lisa – rzucił w stronę telefonu Shinji.
- I co z tym gościem – przypomniał Kensei.
- Imię i nazwisko faktycznie fałszywe miał – zaczęła. - Prawdziwe wam do szczęścia niepotrzebne, ale pewnie zaintersuje was fakt, że gościu należał do Zanpaktou.
Kensei o mało co się nie opluł na wspomnienie organizacji z pogranicza płatnych najemników i wywiadu, która została rozwiązana dobre dziesięć lat temu.
- Proszę cię! Ten gościu nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia siedem lat – powiedział. Wątpie, żeby werbowali niepełnoletnich.
- To, że ty się sypiesz, to nie znaczy, że każdy tak ma – odpowiedziała. - Gościu jest w twoim wieku Kensei.
- Słucham?! - zdziwił się.
- Dobrze słyszałeś, gościu ma trzydzieści sześć lat i tak, próchniejesz i sypiesz się chłopie. Już zaraz chwila i czeka się kryzys wieku średniego i takie tam sprawy. Jestem tylko ciekawa, co zrobisz, skoro już motor masz. Może jakiś tatuaż?
Shinji zaśmiał się, ale zaraz został zgromiony wzrokiem, to tylko szczerzył się szeroko. W sumie coś w tym było. W końcu Shinji był też tylko dwa lata młodszy od Kenseia, a wyglądał może na trzydziestkę. Kensei winę zrzucał na swoje siwę włosy, przez nie faktycznie wyglądał staro.
- W każdym razie – odezwała się ponownie Lisa. - Zaproponowaliśmy współpracę, zobaczymy, co z tego wyniknie. Chyba to tyle, co chciałam wam powiedzieć. Dajcie znać, jak będziecie w okolicy – pożegnała się i rozłączyła.
Więc generalnie zaczęło się dziać i jak szybko zaczęło, tak szybko się skończyło. Następnego dnia poinformowano ich, że został wydany rozkaz o zakończeniu obserwacji.
Próbował sobie wmówić, że właśnie tego oczekiwał. W końcu jego własne słowa i raporty przyczyniły się do zdjęcia obserwacji, więc powinien być zadowolony. Będzie miał święty spokój. Wróci do siebie, będzie z dala od tego seksownego dzieciaka, to przynajmniej nie będzie musiał się tak starać, żeby nie myśleć o nim, kiedy będzie się masturbował. W sumie dobrze będzie wrócić na dobrze znane ulice i przede wszystkim do swojego własnego, a nie jakiegoś wynajętego, mieszkania.
Tak sobie wmawiał, bo gdzieś, nie tak całkiem głęboko, był zawiedziony. Wszystko się kończy, kiedy właśnie zaczynało się robić ciekawie, było o czym myśleć, w co się zaangażować. Ale trudno się mówi, "służba, nie drużba", więc pozostawało mu tylko się spakować.
W sumie mógł po prostu wyjechać bez słowa, pewnie Shuuhei domyśliłby się, dlaczego przestał się pojawiać. Dlatego też nie do końca rozumiał, co właściwie robi pod blokiem chłopaka. Ale był tutaj, chyba po to, żeby się pożegnać, chociaż też nie do końca wiedział po co.
Ruszył w stronę klatki, ale zaraz zatrzymał się, gdy zobaczył przed sobą chłopaka Rose, który właśnie wchodził do bloku. Cóż, chyba jednak wybrał sobie zły moment na pożegnanie. Włożył ręcę w kieszenie i odwrócił się. Tylko zamiast skierować się do motoru i po prostu odjechać, obszedł blok dookoła i stanął pod jednym z kilku drzew, które zdobiły przestrzeń pomiędzy jednym blokiem, a drugim. Wyciągnął wykałaczki i zaczął obserwować okna mieszkania Hisagiego.
Szybko zrobiło się ciemno i zapaliły się latarnie. Mżyło i było chłodno. Ktoś przeszedł z psem, zastukały pospiesznie obcasy na betonie, zaśmiała się jakaś grupa dzieciaków. A on stał pod drzewem, jak jakiś psychol z obsesją i patrzył się w okna na drugim piętrze. Z tej pozycji widział jedynie, że w pokoju pali się światło. Raz, czy dwa mignęła mu w oknie jakaś postać, ale nie potrafił powiedzieć, czy był to Hisagi, czy Kira.
Myśl o Kirze znowu przypomniała mu o rozmowie z Rose w szpitalu, ale zaraz wzruszył ramionami. Nawet nie będzie wiedział, siedząc w Fangai, że Hisagiemu coś się stało. Kolejny głosik w jego głowie; tym razem nie przypominający nikogo szczególnego, ale odzywajacy się z tej części jego umysłu, o której wolałby zapomnieć; szepnął, że to nawet dobrze. Po co niepotrzebnie zawracać sobie głowę takimi sprawami. Był, nie ma, co za różnica, przecież chłopak nie był nikim szczególnym. Oczywiście, pomijając drobny fakt, że był przyczyną, przez którą życie Kenseia potoczyło się tak, a nie inaczej. I to, że jego podświadomość traktowała dzieciaka, jako możliwy sposób wybaczenia, nie do końca istniejących, win.
Pokręcił głową, to było chore. Odepchnął się od drzewa i chciał już odejść, ale wtedy usłyszał śmiech. Zerknął przez ramię. Hisagi ubrany w koszulkę bez rękawów; dziwne, że nie było mu zimno; stał na balkonie oparty biodrami o barierkę, palił. Na przeciwko, oparty o zamknięte drzwi, stał Kira. Z tej odległości było słychać ich głosy, ale ciężko było stwierdzić o czym rozmawiają.
Nagle Hisagi rzucił niedopek przez ramię, odepchnął od barierki i oparł dłonie na drzwiach balkonowych tuż obok głowy drugiego chłopaka. Kensei widział tylko plecy dzieciaka, ale nie musiał widzieć dokładnie, by wiedzieć, co właśnie działo się u góry. Wystarczyła mu przekrzywiona głowa Hisagiego, powolny ruch jednej z jego dłoni gdzieś na wysokość bioder. A gdyby było mu mało, to para szczupłych ramion, które objęły chłopaka w pasie i przyciągnęły, starczyła mu w zupełności.
Chciał odwrócić się na pięcie i odmaszerować, ale jakoś nie potrafił oderwać wzroku. Z jednej strony czuł zżerającą go zazdrość; skąd się ona wzięła, nie miał zielonego pojęcia; z drugiej...
- Kurwa – warknął pod nosem i miał ochotę strzelić sobie w ryj. - Z tobą jest naprawdę źle niewyżyty staruchu.
Ale nie ruszył się z miejsca, więc widział, jak dwaj mężczyźni wchodzą do środka i zamykają za sobą drzwi i nagie plecy Hisagiego, które zaraz oparły się o szybę.
Obawiał się, że jego zazwyczaj anonimowy, wyimaginowany kochanek dzisiaj nie wystarczy, by pozbyć się tych obrazów z głowy.

***

Chłodna szyba otrzeźwiła go na tyle długą chwilę, żeby w zamglonym alkoholem i rosnącym podnieceniem umyśle, pojawiła się myśl, że nie powienien pozwolić tym ciepłym wargom całować się po piersi, brzuchu. Powinien chwycić te szczupłe dłonie i odsunąć od swojego paska. Tylko, że ciało już nie chciało słuchać. Myśl o tak przyjemnym zakończeniu wieczoru była zbyt kusząca.
Przymknął oczy i oparł dłoń na parapecie, gdy ogrzał go ciepły oddech i wilgotne usta zamknęły się na nim. To było złe i niewłaściwe. Nie miało znaczenia, że to Kira pierwszy rzucił dwuznaczną aluzją. Nie miało znaczenia, że Kira nie miał nic przeciwko. To było złe, bo Shuuhei wciąż miał przed oczami postać, stojącą pod drzewem. Widział tylko plecy, ale nie mógł pomylić motocyklowej kurtki, zielonych bojówek i wysokich wojskowych butów z nikim innym. To ta postać była główną przyczyną, dla której pocałował Kirę, dla której teraz stał oparty o drzwi balkonu. Nie był pewien, czy mężczyzna wciąż tam stoi, ale sama myśl, że mogło tak być, była w niezdrowy sposób podniecająca.
Zadrżał i przyciągnął twarz blondyna do swojej. Pocałował zachłannie i zaraz obrócili się. Teraz to Kira stał oparty o szybę, a Shuuhei odpinał guziki jego koszuli. Całował linię szczęki, przygryzł czubek ucha. Nie powstrzymał się od zerknięcia za okno - mężczyzna wciąż tam był, patrzył. Nie powstrzymał się również od myśli, jakby to było, gdyby to Kensei przygniatał go do chłodnej szyby i rozbierał niecierpliwie. Zamruczał mimowolnie i przyciągnął zachłannie biodra Kiry do swoich. Otrzymał w odpowiedzi ciche westchnięcie i szept "Hisagi". Otrząsnął się na chwilę. To naprawdę było chore – czy naprawdę przez chwilę miał zamiar zrobić to tutaj, tak żeby Kensei to widział? Wzdrygnął się i trzymając Kirę za szlufki spodni, pociągnął go w stronę sypialni.
Czuł się winny. Czuł się winny tego, że jest pijany i przez to niestaranny i niecierpliwy; tego, że po prostu wykorzystał Kirę i to w mało delikatny sposób – z ust blondyna wydobywały się głośne jęki na granicy przyjemności i bólu - żeby sobie ulżyć; tego, że jego myśli jeszcze nie raz uciekły od chłopaka pod nim, tak desperacko wbijającego paznokcie w jego plecy, ramiona i biodra, do siwowłosego mężczyzny i tego co on mógłby zrobić Shuuheiowi. Czy wziąłby go tak ostro, jak on Kirę?
Doskonale wiedział, że rano ból głowy i suche gardło nie będzie jego największym zmartwieniem. Kac moralny będzie gorszy.
Przewrócił się na drugi bok i zarzucił ramieniem. Chwilę mu zajęło zanim dotarło do niego, co jest nie tak. Otworzył oczy i spojrzał po pustej połowie łóżka. Podniósł się i zamarł.
- Kira? - zapytał niepewnie, przyglądając się właśnie zapinającemu guziki koszuli chłopakowi.
Ten spojrzał na Shuuheia i zaraz spuścił wzrok.
- Przepraszam Hisagi – szepnął blondyn, nie patrząc na kolegę. - Nie powinniśmy... Nie powinienem...
Serce Shuuheia zamarło na chwilę. Zrobił krzywdę Kirze – ciężko by było nie zrobić, gdy przypomni sobie swoje zachowanie w nocy. Blondyn musiał zobaczyć przerażenie rysujące się na twarzy bruneta.
- Nie w tym rzecz – powiedział i odetchnął głębiej. - Wykorzystałem cię Hisagi , przepraszam.
Czy to nie on powinien mówić te słowa?
- Miałem nadzieję, że mi nie odmówisz – kontynuował cicho. - Że będę mógł zapomnieć... - uśmiechnął się smutno. - Ale nie potrafię. Przepraszam Hisagi...
- Nie musisz – powiedział tylko, bo nie wiedział, co mógłby powiedzieć więcej.
Blondyn uśmiechnął się delikatnie.
- Pójdę już.
- Nie musisz – powiedzial szybko i zaczął podnosić się z łóżka.
- Nie wstawaj – powstrzymał go. - Jest jeszcze wcześnie, prześpij się. A ja już pójdę – powtórzył z naciskiem i wyszedł z sypialni.
I to on myślał, że ma jakiś problem. Gówno nie problem. Położył się z powrotem i zakrył twarz ramionami. Chciałby pomóc Kirze w jakiś sposób, ale wątpił by chłopak chciał, żeby się nad nim litowano. Cholerny Aizen, warknął w myślach, wszystko, co złe sprowadza się do niego. Śmierć Ichimaru to też, w mniejszym bądź większym stopniu, jego wina. A co za tym idzie obecny stan Kiry. Przeszłość Nel, Tii i Grimmjowa też – kiedy wojna się zaczęła Tia miała 17 lat i już wtedy biegała z karabinem. On dla porównania jedyne o co się martwił, to czy sprawdzian z matmy mu dobrze poszedł. A do tego był jeszcze Tousen. Mimowolnie zacisnął dłonie w pięści, warknął pod nosem. A najgorsze było to, że tak naprawdę niewiele mógł zrobić, bo przecież nie pojedzie do Hueco Mundo i nie wyciągnie winnych pod sąd.
Podniósł się i tak już nie zaśnie. Właśnie sięgał po koszulkę, gdy usłyszał, że ktoś wchodzi do mieszkania. Czyżby Kira czegoś zapomniał.
- Kira to ty? - zapytał i pojawił się w drzwiach sypialni.
Zamarł i zaraz poczuł, że się rumieni.
- Minąłem się z nim na dole – powiedział spokojnie Kensei, opierając się o ścianę i krzyżując ramiona na piersi. - A ty naprawdę powinieneś bardziej uważać i zamykać drzwi.
Świetnie, a on znowu w samych bokserkach i w dodatku prosto z łóżka.
- Zazywczaj ludzie nie wchodzą do cudzych mieszkań bez pukania – mruknął i zaraz uniósł brew pytająco, widząc intensywne spojrzenie mężczyzny i zaciśnięte szczęki.
- Nic na co byś się nie zgodził, tak? - powiedział powoli, patrząc się na pierś chłopaka.
Shuuhei w pierwszej chwili nie wiedział, o co chodzi, ale wtedy, zerknął w dół. Wyleciało mu to z głowy, bo Kira zupełnie nie zwrócił na nie uwagi. Cztery linie już bardziej różowe niz czerwone, ale nadal odcinające się od jego jasnej skóry.
- Zresztą – odezwał się Kensei zanim chłopak mógł odpowiedzieć. - Teraz to już i tak nieistotne – mruknął pod nosem i sięgnął do kieszeni. - Gratulacje – rzucił i w stronę Shuuheia coś poleciało.
Musial zrobić krok do przodu, żeby złapać. To były czekoladki.
- Co to... - zaczął.
- Gratulacje zostałeś uznany za niewinnego – wciął się, nie patrząc na chłopaka. - Zdjęli z ciebie obserwację.
Zamrugał zdziwiony, ale zaraz spojrzał na mężczyznę, gdy dotarło do niego znaczenie tych słów.
- Kiedy wyjeżdzasz? - zapytał
- Zostaję do końca tygodnia – powiedział, wciąż patrząc w bok w ten denerwujący sposób.
Oderwał się od ściany i podszedł pod drzwi balkonowe. Schylił się i podniósł z podłogi bluzkę, położył ją na oparciu fotela. Dopiero wtedy spojrzał na chłopaka i nie odwrócił spojrzenia przez bardzo dlugi czas, bardzo dokładnie lustrując go od góry do dołu. W pierwszej chwili poczuł się trochę, jak jakieś biedne zwierzątko pod spojrzeniem drapieżcy, ale odwzajemnil spojrzenie.
W ostatniej chwili powstrzymał uśmiech, który cisnął mu się na usta, gdy wpadł na pewien pomysł. Nie spuszczając wzroku, rozpakował czekoladkę. Gdy ułamał kawałek, spojrzenie mężczyzny uciekło do jego dłoni i razem z dłonią powędrowało do ust. Shuuhei włożył czekoladkę pomiędzy wargi, wgryzł się w słodkość i zaraz owinął wokół niej język. Widział wyraźnie, jak mężczyzna przełyka powoli ślinę. Ciekawe, czy po wczorajszym pokazie Kensei masturbował się, myśląc o nim. Bardzo podniecające, powiedział jeden głosik. Bardziej niż chore, powiedział drugi i przypomniał mu o Kirze.
W jednej chwili zrobił się cały czerwony i zaraz zniknął w sypialni, zatrzaskując za sobą drzwi. Oparł się o nie i zsunął się na podłogę. Chciało mu się rzygać na myśl o swoim zachowaniu.
Wstał z podłogi po dłuższej chwili, dokończył ubieranie; domyślając się, jak może działać na Kenseia w wąskich dżinsach, ubrał swoje stare bojówki w "betonie"; i wyszedł z sypialni. W pokoju nikogo nie było, zaraz jednak się uspokoił, gdy usłyszał wodę lecącą w łazience. Poszedł więc do kuchni zrobić kawę.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Idąc do drzwi, próbował sobie przypomnieć, czy coś zamawiał, myślać, że to listonosz. Zdziwił się, gdy przez judasza zobaczył Grimmjowa. Czemu nie zadzownił? Otworzył drzwi i doznał deja vu. Już kiedyś był w ten sposób rzucony o ścianę i przygnieciony ramieniem.
- Co ty robisz? - warknął i zaraz syknął, gdy jego ramię zostało wykręcone odrobinę bardziej.
- To ja przyszedłem o to zapytać Hisagi. W co ty pogrywasz? - wysyczał mu do ucha. - Skąd masz te informacje?
- Skąd... - zaczął.
Niebieskowłosy roześmiał się.
- Tak myślałem, że zapomniałeś. Na samym początku naszej znajomości wysłałeś mi wiadomość z tego maila. Jakimś cudem uchowała mi się na skrzynce. - Zaśmiał się jeszcze raz. - A chciałeś być taki sprytny i nie wyszło. - Przycisnął go bardziej do ściany. - A teraz gadaj, co chcesz ugrać, albo pogadamy sobie inaczej.
Przestraszył się. Kensei mógł być wtedy wściekły, ale Shuuhei nie musiał się obawiać. A jeżeli chodziło o Grimmjowa, wyglądało to zupełnie inaczej.
- Nic nie chce ugrać – powiedział szybko.
- Uważaj bo ci u... - uciął i puścił chłopaka. - Kim tu kurwa jesteś?
Odwrócił się akurat w momencie, żeby zauważyć jak Kensei uchyla się przed ciosem w twarz i chwyta dłoń Grimmjowa. Zaczęła się szamotanina w ciasnym korytarzu, która po chwili przeniosła się do pokoju. Shuuhei usłyszal tylko jak coś z hukiem walnęło o podłogę i poszło w drzazgi, a zaraz potem głośne przekleństwa Grimmjowa.
Niebieskowłosy leżał na podłodze z wykreconą do tyłu reką, Kensei siedział mu na plecach i właśnie wyciągał coś z kieszeni.
- Zapierdolę cię, zobaczysz – wrzeszczał Grimmjow.
- Jeszcze musiałbyś mieć okazję, dzieciaku – powiedział spokojnie Kensei, zakładając na trzymaną dłoń chłopaka obręcz z wąskiego, plastikowego zipa, drugi zahaczył o pierwszy robiąc prowizoryczne kajdanki i ściskając oba nadgarstki Grimmjowa razem. - Radzę ci być grzecznym.
Chwycił chłopaka za bluzę, podniósł i zaraz usadowił na fotelu.
- Wszystko w porządku? – zapytał, patrząc na Shuuheia przez ramię. - Sorry za kwiatka – dodał od razu.
- Nic nie szkodzi i wszystko w porządku – powiedział, masując sobie bark. - Zaczynam się przyzwyczajać do bycia rzucanym o ściany – mruknął.
Kensei zerknął na niego i zaraz spuścił wzrok, przeczesał włosy palcami odrobinę zawstydzony.
- Kim jest ten gościu? - wciął się Grimmjow wściekły, chociaż chwilowo spokojnie, siedzący w fotelu. - Powiedziałeś mu cokolwiek? Jak tak, to ciebie też zapierdolę – warknął.
- Nic... - zaczął.
- Radzę ci uważać na słowa dzieciaku – powiedział jeszcze spokojnie Kensei, chociaż widać było, że jest w każdej chwili gotowy do dalszej walki. Wyciągnął z kieszenie odznakę i pokazał niebieskowłosemu.
Ten spojrzał na odznakę, zacisnął szczęki i spojrzał na Shuuheia. Gdyby wzrok mógł zabijać, to by już dzwonili na pogrzeb w najbliższym kościele.
- Nic nikomu nie powiedziałem – powiedział spokojnie.
- Jeszcze nie – powiedział Kensei, nie spuszczając wzroku ze skutego chłopaka. - Ale zaraz powie, bo jestem bardziej niż ciekawy, co też Hisagi może wiedzieć o tobie, że chcesz go zabić.
- Spróbuj tylko – warknął Grimmjow w stronę bruneta z az nazbyt wyraźną groźbą w głosie.
Shuuhei zerknął najpierw na kolegę, później na Kenseia i westchnął ciężko. I to wszystko na kacu. Jakim cudem się w to wszystko wpakował? Żadnym cudem, tylko z czystej głupoty. Tylko jakim cudem się z tego wszystkiego wywinąć.
- Żeby nie było – to znowu odezwał sie Kensei. - Podejrzewałem, że coś z tobą jest nie tak, dzieciaku. Widziałem ciebie i tę blondynkę, jak żeście dilerowi zęby piłowali. A teraz – zerknął na Shuuheia. - Powiedz, co wiesz. Chyba, że sam się przyznasz – spojrzał z góry na Grimmjowa chłodno.
Ten tylko prychnął lekceważąco.
- Po moim trupie.
- Grimmjow – odezwał się Shuuhei cicho. - Mogę cię o coś zapytać?
- Uważaj, bo ci odpowiem!
- To już będzie zależeć od ciebie – powiedział spokojnie, stanął obok Kenseia. - Dlaczego walczyłeś?
Niebieskowłosy spojrzała na niego, jak na idiotę.
- A jakby tobie zrobili wjazd na chatę, to byś nie walczył? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Shuuhei tylko kiwnął głową, a stojący obok Kensei zmarszczył brwi, ale nie skomentował w żaden sposób.
- Skąd mieliście pieniądze na taki sprzęt? - zadał kolejne pytanie.
- Nie wiem. Dostawałem, to się nie pytałem, ważne, żeby była wystarczająca ilość naboi.
Znowu kiwnął głową i zerknął na mężczyznę. Chyba zaczynał się domyślać, w którą stronę to idzie.
- Co byś zrobił gdybym powiedział ci, że wasz sprzęt opłacała ta sama osoba, która tą wojnę wywołała? - zapytał, przyglądając się uważnie koledze.
Grimmjow zmarszczył brwi.
- Co masz na myśli? - zapytał widocznie zaintrygowany.
- To, że "sztuczną wojnę" wywołał Aizen Sousuke, to on lobbował za interwecją Gotei 13, a później finansował Arrancar i was – wyjaśnił.
Niebieskowłosy przez dłuższą chwilę trawił informację, zresztą tak samo, jak Kensei. Shuuhei zastanawiał się w sumie, jak mężczyzna zareaguje. W końcu ta dwójka, może nie bezpośrednio, ale walczyła przeciwko sobie.
- Skąd to wiesz? - zapytał w końcu Grimmjow.
- Z raportu Ichimaru Gina – odpowiedział.
Kolejna chwila ciszy.
- Czy ten raport mówi coś na temat pobytu Aizena? - wydawał się być spokojny.
- A jeżeli tak – tym razem odezwał się Kensei, powstrzymując gestem Shuuheia. - To co zrobisz z taką informacją.
- Wykorzystam, a kurwa co innego?
- W jaki sposób? – dopytywał się dalej mężczyzna. - Co zrobisz z Aizenem?
Grimmjow uśmiechnął się szeroko, dziko.
- Jak to co? Znajdę, złapię i zabiję – powiedział spokojnym niskim głosem, od którego Shuuheiowi przeszedł dreszcz. - Nikt kurwa, nikt nie będzie się bawił kosztem mojego kraju do kurwy nędzy. Zajebię go w bardzo bolesny sposób.
Na dłuższą chwilę panowała cisza.
- Jest w Hueco Mundo – odezwał się w końcu Shuuhei, za co otrzymał gniewne spojrzenie Kenseia, które zaraz zmieniło się w zupełnie zdziwione, gdy dodał. - I jadę z tobą.