Zaparz mi herbatę 33
Dodane przez Aquarius dnia Stycznia 04 2013 13:22:46


Rozdział drugi - Kiedy już może być tylko lepiej


Łukasz przez moment obserwował znikający za zakrętem pociąg. Noc była wyjątkowo piękna i niebo ozdabiały nawet gwiazdy. Jak to mówią: idealny moment, żeby umrzeć.
Chłopak, jak zapewne łatwo się domyślić, stał na dworcu PKP w Szczecinie. Wbrew oczekiwaniom rodziców nieszczególnie spieszyło mu się do domu, dlatego też pozwolił sobie na zauważenie kilku nic nieznaczących szczegółów, jak choćby wspomniane wyżej błyszczące punkty na niebie. Mróz nie dał mu jednak ociągać się zbyt długo, więc Łukasz roztarł lodowate ręce o siebie i żwawo ruszył w kierunku przystanku tramwajowego.
Aczkolwiek wyobrażając sobie wszystko, co może się zdarzyć, gdy przyjdzie do domu, Łukasz stwierdził, że „żwawo” to pojęcie względne.


Chłopak mógłby przysiąc, że przejazd tramwajem trwał co najmniej piętnaście minut krócej niż zwykle, choć było to praktycznie niemożliwe. Kroki, które stawiał, też wydawały mu się dłuższe, choć paradoksalnie starał się iść jak najwolniej. Pieprzony czas, pieprzony Szczecin, pieprzony świat i pieprzone wszystko!
I tak przeklinając sobie pod nosem Łukasz zorientował się, że od minuty stoi przed własnym blokiem. Ta świadomość uruchomiła jedynie nową salwę przekleństw. Wtedy też zadzwoniła jego komórka.
Imię Sebastiana na wyświetlaczu podziałało na Łukasza niczym kubek gorącej czekolady w mroźny zimowy wieczór (taki jak ten na przykład) tudzież mocny lek przeciwbólowy, rozluźniający spięte jak kamień mięśnie.
– Hej – przywitał się Łukasz, zastanawiając się czy ulga w jego głosie jest tylko bardzo widoczna, czy też bardzo-bardzo widoczna niczym fluorescencyjny sprej w czarną noc.
– Jak się trzymasz? Wyliczyłem, że już powinieneś być w Szczecinie – odparł Sebastian.
– Właściwie już stoję przed swoim domem – sprostował Łukasz.
– Cholera! To dobrze, że zdążyłem cię dorwać zanim wejdziesz.
– A coś się stało? – zaniepokoił się Łukasz. Jeśli Sebastian miał dla niego jakieś złe wieści, to… No cóż. Starczy powiedzieć, że Łukasz naprawdę nie potrzebował więcej powodów do stresu w tym momencie.
– A co miałoby się stać? – zdziwił się Sebastian.
– No bo skoro dzwonisz… – zauważył ostrożnie chłopak.
– Nie bądź głupi – parsknął Sebastian łagodnie. – Nic się nie stało. Dzwonię jako wsparcie psychiczne. To chyba oczywiste?
– Ach – załapał momentalnie Łukasz. – No tak.
– I mam wyrzuty sumienia, że tam z tobą nie pojechałem – dodał Sebastian szczerze.
– Że co proszę? – zdziwił się. – Nie, Seba. Moi rodzice i tak padną na zawał jak im przekażę tych kilka nowinek. Jakbym miał od razu im ciebie przedstawiać, to już w ogóle by się nie pozbierali.
– Przecież już mnie znają – odparł Sebastian. – Ale nieważne. Nie o to mi chodziło. I tak powinienem pojechać z tobą do tego Szczecina. Choćby po to, żeby być z tobą teraz, zanim tam pójdziesz. Wiem, że musisz to załatwić sam, ale Łukasz… Nie masz pojęcia, jak mnie to wkurza, że mogę być dla ciebie wsparciem tylko przez telefon.
– Jesteś kochany.
– A ty jesteś przerażony – odparł Sebastian. Przez moment po drugiej stronie łącza słyszał tylko ciszę, aż wreszcie Łukasz bąknął:
– No.
– Jak jasna cholera.
– No.
– Łukasz, będzie dobrze – powiedział stanowczo Sebastian.
– No.
Sebastian westchnął.
– Obojętnie co się stanie, będę na ciebie czekał jutro na dworcu w Poznaniu, jasne?
– Jasne – przytaknął Łukasz.
To mu trochę przypomniało o poczuciu bezpieczeństwa. Nawet jak będzie źle, to z rana jest pociąg powrotny, na który ma już kupiony bilet, a jak tylko dojedzie do Poznania, będzie tam już Sebastian. Nie było powodu do strachu. Żadnego.
Co oczywiście wcale owego strachu nie eliminowało.
– I obojętnie, co ci powiedzą rodzice – dodał jeszcze Sebastian poważnie – pamiętaj, że masz mnie. I pamiętaj, że cię kocham.
Łukasz wziął głęboki, spokojny oddech. Lubił brzmienie tego ostatniego słowa, zwłaszcza jeśli wychodziło z ust Sebastiana i było tak cholernie szczere jak w tamtym momencie.
– A jeśli chodzi o to ostatnie – dorzucił jeszcze Sebastian nieco weselej, na poprawę humoru – to niech mnie szlag, ale Romeo i Julia mogliby brać od nas korepetycje.
Łukasz mimowolnie się uśmiechnął.
– Chciałeś chyba powiedzieć „Romeo i Julian”, co?
– To też – zaśmiał się Sebastian. – Ale moim zdaniem funkcjonujemy również lepiej od wielu par hetero. Po prostu patrzcie i podziwiajcie ludzie, jesteśmy zajebiści!
I już Łukasz miał zażartować z wątpliwej skromności swojego (z powrotem!) chłopaka, kiedy usłyszał w słuchawce oddalony głos Doroty: „Dobra, nagadałeś się synek, teraz dawaj ten telefon!” i chwilę później głos ten nie był już oddalony ani trochę:
– Hej, Łukasz – przywitała się radośnie jedyna kobieta, która kiedykolwiek mogłaby zostać jego teściową.
– Cześć.
– Już ci Sebastian dodał otuchy, to teraz czas na kilka słów ode mnie – zadecydowała.
Łukaszowi przyszło do głowy, że ma w Poznaniu cały komitet wsparcia. Nic nie mogło mu dodać pewności siebie bardziej niż ta świadomość. Poczucie, że ma ludzi, którzy staną za nim murem w każdej sytuacji uspokajało go.
– Słuchaj, Łukasz – zaczęła Dorota. – Kto jak kto, ale ja wiem, że starcia z rodziną są naprawdę ciężkie – przyznała. – Mogę ci jedynie poradzić, żebyś pamiętał, po co z nimi rozmawiasz. Pamiętaj, że masz moje wsparcie i co ważniejsze, masz też wsparcie mojego syna, który – jestem tego całkiem pewna – stresuje się teraz prawie tak samo jak ty, jak nie bardziej. Oby nie zaczął znowu obgryzać paznokci jak w podstawówce; to obrzydliwe.
Łukasz uśmiechnął się pod nosem. Jeśli Dorota chciała mu poprawić nastrój, to chyba jej to wychodziło całkiem nieźle.
– A co najważniejsze – dodała jeszcze matka Sebastiana – nie wycofuj się. Nawet jeśli spróbują ci coś narzucić, to nie podejmuj żadnej decyzji, dopóki nie jesteś całkowicie pewien, że kierują tobą twoje własne przekonania, a nie twoich rodziców. I nie rób nic przeciw sobie. Nie musisz im dzisiaj mówić, jeśli nie chcesz.
Łukasz wziął głęboki oddech.
– Wiem, że nie muszę. I wiem też, że chcę, bo jak nie teraz, to już naprawdę nie wiem kiedy. Po prostu tam pójdę i wyjaśnię im wszystko, a potem niech się dzieje co chce. I do diaska, muszę to zrobić już teraz, bo stoję pod swoim blokiem od dziesięciu minut i sąsiadka z parteru już na mnie patrzy przez okno jak na kretyna – odparł niemalże na jednym oddechu.
– Dobrze. Trzymaj się, Łukasz. Powodzenia – powiedziała szczerze Dorota i zanim zakończyła połączenie, chłopak usłyszał jeszcze w słuchawce krzyk Sebastiana:
– I zadzwoń do mnie jak będzie po wszystkim!
*

Łukasz ostatni raz zerknął na wyświetlacz swojej komórki i westchnął. Otworzył drzwi na klatkę schodową i żółwim tempem zaczął się kierować ku swojemu mieszkaniu.
Trzeba patrzeć na wszystko optymistycznie, pomyślał z przekąsem. W takim razie: jak tam wejdę, to przynajmniej będzie mi ciepło w ręce. W końcu. Bo tu zamarzam. Cud, że w ogóle mogę poruszać jeszcze palcami u stóp.
Dobra Łukasz, przestań bredzić.
– Powiedział do siebie stanowczo w myślach. – Bądź mężczyzną. Skoro mogłeś pojechać do Sebastiana po półrocznej przerwie i spojrzeć mu w oczy i go przeprosić, to znaczy, że z rodzicami też sobie poradzisz. Dlaczego miałbyś sobie nie poradzić? Masz z powrotem Sebastiana. Świat jest piękny! I wtedy się zorientował, że jest już przed odpowiednimi drzwiami.
Kurwa, pomyślał jeszcze, jako że w języku polskim to słowo wydaje się być odpowiednie w każdej sytuacji. Niech się dzieje, co zechce.
I otworzył drzwi.
*

– O, patrz kto się wreszcie zjawił – spostrzegł ojciec Łukasza, przechodząc akurat przez korytarz w kierunku kuchni.
– No wreszcie jesteś! – odezwała się z wyżej wspomnianego pomieszczenia Urszula. – Już się zaczynałam niepokoić. Zrobić ci herbatę?
– Tak, proszę – odparł Łukasz, pozbywając się z kurtki, czapki, rękawiczek i butów i wchodząc do pokoju dziennego. Urszula musiała mieć już prawie zagotowaną wodę gdy przyszedł, ponieważ podała mu kubek z herbatą zaraz po tym, jak usiadł na jednym z foteli. Moment później już siedziała naprzeciw niego na kanapie, a po chwili dołączył do nich również ojciec Łukasza.
– No to mów wreszcie, po co pojechałeś do tego Poznania – zapytała zniecierpliwiona, choć wcale nie wydawała się żywić zbyt dużej urazy do syna za to, że nie powiedział im wcześniej o tej wyprawie.
– Musiałem się z kimś spotkać – odparł ostrożnie. Planował powiedzieć rodzicom o Sebastianie, ale wolał nie rzucać tekstów „jestem gejem” z grubej rury. W końcu nie tylko o to w tej rozmowie chodziło. Najpierw wolał poruszyć temat swoich studiów w Poznaniu.
– Dziewczyna – stwierdził jego ojciec. Łukasz miał wrażenie, że słyszał dumę w głosie Bartosza. Czyżby cieszył się, że syn wreszcie przedstawi mu jakąś miłą młodą damę? – Od razu mówiłem, że chodzi o dziewczynę. Poznałeś kogoś, jak ostatni raz byłeś w tym Poznaniu, co? – ciągnął dalej ojciec, wyraźnie zadowolony.
Łukasz nabrał powietrza głęboko w płuca i wydychając je potarł kąciki oczu opuszkami palców.
– No cóż, tak, masz rację. Można powiedzieć, że chodzi o związek – mruknął. – Ale nie tylko. Słuchajcie – powiedział, splatając palce swoich dłoni przed sobą. Przełknął ślinę i oznajmił: – Pamiętacie jak dawno temu wspominałem, że chcę studiować malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu? – wspomniał.
– Czekaj moment, a co to ma do rzeczy? – przerwała mu Urszula, kiedy nagle przyszło jej coś do głowy: – Ten twój wyjazd miał coś wspólnego ze studiami?
– Pośrednio – przyznał Łukasz. – Mamo, tato – przerwał na moment, rzucając poważne spojrzenie swoim rodzicom, żeby zrozumieli, że nie żartuje – nie zamierzam skończyć finansów w Szczecinie. Właściwie, w ogóle nie zamierzam tego kończyć. Nienawidzę tego – wyrzucił z siebie z westchnieniem.
Urszula spojrzała na syna zszokowana.
– Naprawdę tak czujesz? – upewniła się. – Dlaczego nie powiedziałeś nam wcześniej? – zapytała zmartwiona. – Ani ja ani twój ojciec nigdy nie chcieliśmy, żebyś robił coś, czego nie lubisz. Po prostu uważaliśmy, że tak będzie najlepiej… przecież zgodziłeś się z nami – przypomniała sobie nagle.
– Wiem – przyznał Łukasz. – Wtedy też mi się wydawało, że tak będzie najlepiej, że to nie jest takie złe i że nawet mi się to spodoba. Ale nie podoba mi się. Nie cierpię tego. Na żadnych zajęciach nie ma ani jednej rzeczy, która mogłaby mnie naprawdę zainteresować. Ten kierunek jest beznadziejny, zupełnie nie dla mnie i nudny jak flaki z olejem – wyznał w przypływie szczerości.
– Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – wtrącił Bartosz. – Jesteś jeszcze młody, możesz się wahać. Nic straconego.
– Oczywiście, że tak – zawtórowała mu Urszula. – Znajdziemy coś, co będzie ci pasować – zapewniła Łukasza.
Chłopak pokręcił jednak głową.
– Słuchajcie – powtórzył. – Ja już znalazłem kierunek, który będzie mi pasować. I tak, mówię tu o malarstwie. W Poznaniu.
– To żaden kierunek! – wtrącił Bartosz stanowczo. – Co ty później będziesz robić? Sprzedawać rysunki na plaży w Międzyzdrojach?
– Spokojnie – załagodziła Urszula. – Jeśli jest taki zdeterminowany, to może powinniśmy mu po prostu pozwolić? Łukasz, ale jesteś pewien, że w Szczecinie nie można tego studiować? – zwątpiła, patrząc na syna.
– Tu nie o to chodzi – przerwał jej stanowczo Bartosz. – Jego do Poznania przez tą dziewczynę ciągnie, prawda Łukasz?
– No ale chyba nie chcecie razem zamieszkać, co? – zdumiała się Urszula. – Przecież macie dopiero po dwadzieścia lat! A poza tym, my jej w ogóle nie znamy – dodała stanowczo.
Łukasz rozmasował sobie skronie, wypuszczając głośno powietrze. Jego rodzice potrafili zagadać tak, że człowiek już sam nie wiedział, co ma myśleć. Z tym wyjątkiem jednak, że Łukasz dokładnie pamiętał słowa Doroty, wiedział też, co chce powiedzieć i wbrew temu, co sądzili jego rodzice, on już podjął decyzję.
– Macie rację – powiedział, podnosząc ręce w geście „poddaję się”. – Chodzi o moją drugą połówkę. I owszem, jest mieszkanie, w którym mogę zamieszkać. Ale w jednym się pomyliliście. To ktoś, kogo znacie.
– Chwila, synu. – Bartosz nagle spoważniał, gdy pewna myśl mu napłynęła do głowy. – Nie rozumiem, czemu tak nalegasz na to wspólne mieszkanie. Chyba, że… Proszę cię, powiedz, że byłeś tak rozsądny i nie uczyniłeś nas dziadkami szybciej, niż to konieczne…
Urszula autentycznie zbladła i zwróciła się do męża:
– No nie! Nie myślisz, że… – zawahała się, po czym spojrzała na syna: – Nie zrobiłeś tego, prawda?
A Łukasz… Łukasz najpierw zdębiał, a potem ku zaskoczeniu swoich rodziców, zaczął się po prostu śmiać. Nie za długo i nie za głęboko, niemniej jednak parsknął szczerym rozbawieniem.
– Nie – powiedział stanowczo i to jedno słowo wystarczyło, by zarówno Urszula jak i Bartosz odetchnęli z ulgą. – Nie – powtórzył Łukasz na wszelki wypadek i dodał już poważniej: – Słuchajcie, jeśli chodzi o temat wnuków, to naprawdę nie macie powodów do obaw. Albo inaczej: macie ogromne powody do obaw, ale zupełnie w inną stronę niż się wam teraz wydaje.
Teraz ponownie otrzymał spojrzenia, które domagały się wyjaśnień.
– Nie mam dzieci – oznajmił stanowczo Łukasz i jeszcze bardziej stanowczo dodał: – I nie będę ich mieć. Prawdopodobnie nigdy, chyba że sobie jakieś adoptuję, ale to na pewno nie w tym kraju.
– O czym ty… – próbowała zapytać Urszula, lecz Łukasz ciągnął dalej:
– Niezbyt dobrze się czuję, rozmawiając z wami o moim życiu… nazwijmy to łóżkowym, ale skoro musicie wiedzieć, to najdalej się posunąłem z jakąkolwiek dziewczyną do pocałunku. Szczerze, równie dobrze mógłbym jej robić reanimację usta-usta. I oczywiście paplam teraz bez ładu i składu, ponieważ jestem zestresowany jak wszyscy diabli, ale naprawdę, miejmy to już za sobą. –
Łukasz wziął krótki oddech. – Mamo, tato, jeśli jeszcze się nie zorientowaliście, co próbuję wam powiedzieć, to wyartykułuję to raz, a dobrze: jestem gejem.
W pokoju zapadła cisza. Łukasz mógł usłyszeć nawet tykanie zegarów, a jakby się wsłuchał uważniej, z pewnością rozróżniłby również słowa, którymi sąsiadka z góry karciła swoje dziesięcioletnie bliźniaki.
– Co? – zapytała wreszcie Urszula i jakby pokój był nieco większy i mniej zagracony, z pewnością powstałoby ładne echo.
Łukasz był pewien, że to pytanie jest bardziej wynikiem szoku niż braku zrozumienia, więc zamiast powtarzać swoje słowa, po prostu wytłumaczył:
– Moją wyżej wspomnianą drugą połówką jest Sebastian Grzechowiak. Oboje go znacie całkiem dobrze. To ten sam Sebastian, z którym się przyjaźniłem na początku liceum, a później, jak się już zapewne domyślacie, nie tylko przyjaźniłem. To ten sam Sebastian, z którym byłem przez dwa tygodnie w Poznaniu w wakacje rok temu, ten sam Sebastian, który mi pomagał w matematyce oraz ten sam Sebastian, który raz mnie zaciągnął do domu, kiedy prawie zemdlałem w szkole.
– Łukasz, to jakaś bzdura! – przerwał mu bez skrupułów Bartosz. – Nie wiem, co sobie wymyśliłeś, ale ty nie jesteś gejem! Skąd ci w ogóle przyszedł do głowy taki pomysł?! – parsknął. – Na pewno przez tego znajomego ze studiów. Od razu mówiłem, że to dla ciebie złe towarzystwo!
– Twój tata ma rację – dodała Urszula. – Na pewno jesteś bardzo przywiązany do Sebastiana, to zrozumiałe, to w końcu twój przyjaciel. Ale to jeszcze nie oznacza, że jesteś… – powiedziała łagodnie, choć ostatnie słowo wręcz ugrzęzło jej w gardle.
Tym razem to Łukasz parsknął śmiechem, lecz nie wesołym. Raczej nieco gorzkim.
– Okej, dobra, wiedziałem, że mogę się tego spodziewać – mruknął do siebie, po czym z powrotem spojrzał na swoich rodziców: – Tato, po pierwsze: mój znajomy ze studiów nie ma z tym nic wspólnego. Chodziłem z Sebastianem – i tu zwrócił się do swojej mamy, dodając z naciskiem: – Chodziłem z nim, a nie „przyjaźniłem się”, już kiedy byłem w liceum. Calusieńką drugą klasę i calusieńką trzecią.
– Dziecko, ty nic nie rozumiesz… – zaczęła Urszula, ale Łukasz wywrócił oczami i jej przerwał niemalże natychmiast:
– Nie, mamo, to ty nie rozumiesz. Nie powiedziałbym wam, że jestem gejem, gdybym nie był tego absolutnie pewien. I naprawdę, mam już dwadzieścia lat, więc może pomińmy ten etap, kiedy chcesz mnie sprowadzić do pozycji zagubionego dwunastolatka.
– To, że masz dwadzieścia lat, wcale nie oznacza, że jesteś dorosły – warknął Bartosz. – To czyny świadczą o dojrzałości, a nie wiek! A ty ewidentnie nie masz pojęcia, co wyprawiasz! Jesteś normalny! Nic nigdy się takiego nie stało, co mogło by spowodować...
– O, no nie wiem, tato – warknął Łukasz, czując, że krew zaczyna się mu gotować w żyłach. – Ja znam taki jeden poważny powód, dlaczego jestem gejem. – Chłopak powtórzył z naciskiem ostatnie dwa słowa, jakby chciał przyzwyczaić rodziców do ich brzmienia. – Jak na przykład to, że KOCHAM SEBASTIANA GRZECHOWIAKA – zakończył, akcentując wyraźnie.
– Po prostu nie spotkałeś jeszcze odpowiedniej dziewczyny – stwierdziła Urszula stanowczo. – A ta Ewelina? Bardzo dobrze się z nią dogadywałeś! – zauważyła tryumfalnie, jakby dumna z siebie, że udało jej się znaleźć lukę w rozumowaniu syna.
– Tak, mamo. To moja przyjaciółka. Pamiętasz jak wspominałem o jedynej dziewczynie, z którą się całowałem? No to pamiętasz też pewnie, że nic z tego nie wyszło.
– Ależ Łukasz, bo to musi być ta odpowiednia osoba! – wtrąciła z pełnym przekonaniem.
– Wiem! – uciął. – Jedna, jedyna, odpowiednia osoba! Powinnaś być szczęśliwa mamo, bo ja już tę osobę znalazłem! W Sebastianie właśnie.
Bartosz wstał gwałtownie.
– Ty się chyba nie słyszysz! Z facetem to sobie można piwo wypić, pograć z piłkę i pogadać o dziewczynach, a nie…!
– …tworzyć szczęśliwy, długoterminowy związek? – dokończył za niego Łukasz. – No popatrz, tato, mama chyba by się z tobą nie zgodziła, co?
– Facet z facetem nie może! – oznajmił stanowczo.
– Bo? – rzucił lekko Łukasz, rozkładając ręce, jakby tylko czekał na to, co ma w tej sprawie do powiedzenia jego ojciec.
– Bo nie może! To nie jest normalne!
– Naprawdę, tato? Spodziewałem się mocniejszych argumentów. Co jest w tym nienormalnego? Nie no, faktycznie, jak dwójka ludzi się w sobie zakochuje to po prostu czysta patologia! – zakpił, po czym dodał poważnie: – Niby dlaczego miałoby mi przeszkadzać, że Sebastian jest chłopakiem? Ja kocham jego, a nie to, co ma między nogami!
– Łukasz! – huknęła Urszula, zdruzgotana jego doborem słów. Chłopak tylko wzruszył ramionami.
– Słuchajcie, ja go kocham, on mnie kocha, cudownie się czuję w jego towarzystwie, mogę na niego liczyć, wspiera mnie, kiedy tego potrzebuję, doskonale wie, co powiedzieć, żeby mnie pocieszyć, jest ze mną szczery i jestem z nim tak cholernie szczęśliwy, jak jeszcze nigdy z nikim. Więc naprawdę sądzicie, że mógłbym porzucić to wszystko tylko dlatego, że on jest facetem?
– Nie kochasz go – syknął Bartosz. – Nie wiem, co ci się w głowie ubzdurało i nie wiem, co on ci nagadał, ale nie kochasz go! To jakaś kompletna bzdura i w ogóle wybij to sobie z głowy! Nie jesteś homoseksualistą. Jeśli nie znalazłeś jeszcze odpowiedniej dziewczyny, to w porządku, przecież nikt cię nie pogania. Jeśli czujesz, że budowanie związku zajmie ci dużo czasu, to też nie masz się co obawiać. Jak chcesz, to przejdziemy się do psychologa, może taka rozmowa ci pomoże. Ale ty jesteś normalnym dzieckiem! Znam cię i wiem, że dobrze cię z mamą wychowaliśmy!
Łukasz zacisnął pięści i zaśmiał się teatralnie i również wstał, dzięki czemu patrzyli na siebie z ojcem jak równy z równym.
– Znasz mnie?! Chyba żartujesz?! Jeśli choć przez moment tak ci się wydawało, to jesteś bardziej ślepy niż przypuszczałem! Ty nic o mnie nie wiesz! Zupełnie nic! Przez moment, króciutką chwilę wydawało mi się, że może naprawdę będziecie się po prostu cieszyć, że wreszcie jestem z kimś szczęśliwy; ale nie! Jak zwykle musicie podkopywać moje wybory, zasypywać mnie wątpliwościami i grać mi na emocjach! Bo nigdy wam do cholery nie przyszło do głowy, że moglibyście mnie po prostu wspierać!
– Jesteś niewdzięczny! Zawsze chcieliśmy dla ciebie jak najlepiej!
Łukasz rozluźnił pięści i spojrzał na ojca stanowczo, a zarazem smutno.
– A może po prostu chcieliście jak najlepiej dla siebie? – zapytał, odwracając się na pięcie.
– A ty dokąd? Nie skończyliśmy tej rozmowy! – krzyknął za nim ojciec.
– Ja już skończyłem – uciął Łukasz. – Idę się spakować.
Tym razem to Urszula wstała.
– Co? – zapytała z niepokojem.
– Idę się spakować – powtórzył Łukasz najspokojniej, jak krew buzująca mu w żyłach na to pozwalała. – Jutro z samego rana wyjeżdżam do Poznania.
– Oszalałeś! – oburzył się Bartosz. – Chyba nie sądzisz, że ci na to pozwolę? Masz dokończyć ten rok na studiach!
Łukasz odwrócił się gwałtownie twarzą do ojca i wysyczał wściekle:
–Już nie potrzebuję twojej zgody! Jadę jutro do Poznania. Zamieszkam ze swoim chłopakiem. Będę studiować malarstwo na ASP. A za wasze wsparcie gorąco dziękuję! Zawsze wiedziałem, że mogę na was liczyć! – zakpił, zastanawiając się jednocześnie, czy jego głos oddaje całą tą gorycz, którą miał w sercu.
– Ciekawe skąd weźmiesz pieniądze na bilet! – Bartosz uderzył pięścią w stół.
– Już go kupiłem! Dziękuję za troskę! – odkrzyknął Łukasz, po czym zamknął z hukiem drzwi do swojego pokoju.
*

Kłótnia wciąż dźwięczała mu w uszach, gdy rzucił na łóżko swoją walizkę, rozpiął ją, otworzył i bezradnie rozejrzał się po pokoju. Wtem energicznie podszedł do szafy i komody z ubraniami i zaczął bezmyślnie wrzucać do walizki wszystkie ubrania, jakie wpadły mu w ręce. Kilka par spodni, polarowa bluza, dwie zwykłe, kolorowe bluzy z nadrukami, sporo koszulek, podkoszulek, bielizna… Chłopak wreszcie nie wytrzymał i wybuchnął płaczem dosłownie w ciągu sekundy. Chwilę później już czuł gorące łzy spływające mu po policzkach, a nawet brodzie. Łkając, osunął się po ścianie na dywan i objął jedną ręką swoje kolana; drugą zaś chwycił najbliżej znajdujący się kawałek materiału i przetarł nim sobie oczy.
Świetnie, pomyślał, zerkając na to, co trzymał w dłoni, teraz wypłakuję się sobie w skarpetki. To nowy stopień żałosności. Potem do głowy przyszło mu coś innego. Dobrze chociaż, że są wyprane.
Po tej myśli prawie parsknął suchym, niewesołym śmiechem, lecz zamiast tego po prostu zaczął płakać jeszcze mocniej. Zauważył, jak bardzo jest roztrzęsiony dopiero wtedy, gdy wyciągnąwszy z kieszeni komórkę miał problem ze znalezieniem w kontaktach Sebastiana – tak bardzo dygotały mu ręce.
Łukasz nie płakał tak mocno od kiedy… Właściwie Łukasz w ogóle sobie nie przypominał, by kiedykolwiek płakał tak mocno.
– Łukasz? Łukasz, słyszysz mnie?
Chłopak dopiero po kilku sekundach zrozumiał, że głos Sebastiana dochodzi z komórki. Nawet nie spostrzegł, że jednak udało mu się wykonać połączenie.
– Tak, słyszę – mruknął ze ściśniętym gardłem.
– Łukasz, ty płaczesz? – zaniepokoił się Sebastian. – Opowiedz, co się stało.
– A co się kurwa – załkał Łukasz, mówiąc chrapliwie – miało stać? P-powiedziałem moim rodzicom, że gram w innej drużynie, pokłóciliśmy się, zaczęliśmy się wszyscy na siebie drzeć, a raczej oni oboje na mnie, puściły mi nerwy, prawdopodobnie zachowałem się jak niestabilna emocjonalnie trzynastolatka podczas okresu i nastoletniego buntu i był jeden wielki r-rozpierdol, wesołego kurwa Nowego Roku!
Kiedy słowa Łukasza przesiąknięte były ironicznym jadem, kiedy chłopak mówił dużo i szybko oraz kiedy wtrącał dużo przekleństw, Sebastian wiedział, że nie jest dobrze. Ale jak inaczej miałoby być takiej sytuacji? Żaden z nich ani przez moment nie spodziewał się innego obrotu spraw.
Sebastian mógłby się oburzyć, że Łukasz wyżywa na nim swój gniew, ale przecież mimo półrocznej przerwy zbyt dobrze znał swojego chłopaka, żeby popełnić tak podstawowy taktyczny błąd. Zamiast tego powiedział więc po prostu:
– Włączaj Skype’a. Natychmiast.
– Po co? – fuknął Łukasz, przecierając sobie oczy, które jednak już po chwili na nowo były pełne świeżych łez. – Muszę się przecież spakować.
– Możesz się też pakować przy otwartym Skypie – odparł spokojnie Sebastian, choć tak naprawdę wcale spokojny nie był. Nikt przecież nie lubi słuchać, jak jego druga połówka odwadnia sobie organizm kanałami łzowymi. – A ja chcę cię zobaczyć.
– Pięknego widoku nie uświadczysz – stwierdził gorzko Łukasz, lecz odpalił komputer i włączył szybko komunikator.
– Ale jednak dobrze cię widzieć – odparł Sebastian, gdy zapłakana twarz Łukasza ukazała mu się na ekranie komputera.
– Ta, na pewno wyglądam jak pierdolona Miss Uniwersum – parsknął chłopak poprzez łzy.
– Zapewniam cię, że byłoby gorzej, gdybyś był kobietą – odparł Sebastian, puszczając do Łukasza oko i dodając konspiracyjnie: – Tusz do rzęs na całej twarzy. Tylko to sobie wyobraź… Na caaałej twarzy! Szminki, cienie do powiek, cholera wie co jeszcze, a ty byłbyś cały w tym wszystkim ubabrany po łokcie!
Łukasz uśmiechnął się lekko i otarł palcem wskazującym kolejną porcję łez, która mu się formowała w oczach.
– Zawsze znajdziesz jakieś pozytywy, nie? – posłał Sebastianowi blady i niepewny uśmiech.
– No i kryzys zażegnany! – ucieszył się Sebastian, klaskając energicznie w dłonie.
– Nie powiedziałbym – mruknął posępnie Łukasz.
– Grunt, że już pierwszy uśmiech się pojawił – oznajmił Sebastian.
– Wciąż jestem w kawałkach –fuknął.
– No widzę przecież… – Sebastian teatralnie wywrócił oczami i Łukasz wiedział, że robił to tylko po to, żeby go podnieść na duchu. – Ale za dokładne sklejanie tych kawałków do kupy to ja się wezmę, kiedy już tutaj będziesz, dobrze? Jak ja cię posklejam, to wszystko będzie grało i śpiewało – obiecał. – A teraz kochanie, spójrz na mnie – poprosił poważnie, chcąc zmusić Łukasza, by przestał błądzić spojrzeniem po ścianach. – Prosto w oczy. No dalej. Nie w klawiaturę. W moje oczy – powtórzył. – No ślicznie! – Wykrzyknął, gdy piwne oczy Łukasza spotkały się z szarą zielenią jego własnych. – I słuchaj mnie teraz uważnie – powiedział wolno i spokojnie. – Weź się w garść. Nie na długo. Tylko na moment. Spakuj walizkę, weź wszystko, czego potrzebujesz, zapnij ją i odstaw w kąt, a potem idź spać. I prześpij tą noc. To tylko kilka durnych godzin. Rozumiesz?
– Nie zasnę teraz. Nie po tym… po tym wszystkim… – westchnął Łukasz, a jego policzki wciąż świeciły od łez.
– Zaśniesz – powiedział mu Sebastian łagodnie. – A jeśli nie, to będziemy rozmawiać przez całą noc. Albo ja będę gadać, a ty będziesz słuchać. Albo na odwrót. A za kilka godzin będziesz już u mnie. Spokojnie.


I Łukasz postąpił tak, jak mu kazał Sebastian. Zebrał wszystkie swoje siły i wytężył głowę, by spakować najniezbędniejsze rzeczy. Musiał parę razy wyjść z pokoju, by wpaść do łazienki zarówno z konieczności fizjologicznych, jak i po swoje kosmetyki i inne przybory. Jego rodzice najwyraźniej również uznali, że rozmowa została zakończona, ponieważ żadne z nich się nie odezwało, gdy Łukasz przechodził koło nich raz czy drugi. Tylko ze strony Urszuli raz po raz padały smutne, może nieco rozczarowane spojrzenia, ale Łukasz nie był pewien, ponieważ żadnego nie odwzajemnił.
Wreszcie było po wszystkim. Walizka pękała w szwach i Łukasz mógłby wymienić jeszcze sporo rzeczy, które chciałby stąd zabrać, jednak machnął na to ręką. W końcu to nie tak, że rodzice go wyrzucali z domu. Sam zdecydował o wyjeździe, więc teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, by przy okazji wpadł i zabrał resztę swoich klamotów.
Oczywiście Łukasz był pewien, że w praktyce sprawa będzie wyglądać zupełnie inaczej. Chłopak zastanawiał się, ile czasu upłynie nim zarówno on jak i jego rodzice będą gotowi na kolejną rozmowę. Z pewnością sporo.
Tak jak przewidywał, nie potrafił zasnąć zbyt szybko. Sebastian jednak kazał mu postawić laptopa przy łóżku, więc przed snem Łukasz jeszcze długo rozmawiał ze swoim chłopakiem. A potem równie długo po prostu na niego patrzył. A potem, a było to zapewne koło trzeciej nad ranem, sam udał się w objęcia Morfeusza.
Nareszcie.