Bliskość poza planem 8
Dodane przez Aquarius dnia Grudnia 01 2012 01:21:12


Rozdział 8 - Krnąbrne chamidełko




Piotr wrócił do domu około szóstej rano, zmęczony jak dawno, po nocnej zmianie w magazynie. Tępy ból głowy nie chciał odpuścić od kilku godzin, i miał szczerą ochotę coś zniszczyć, żeby się wyładować. Wziął ekspresowy prysznic, rozkoszując się ciszą, jaka panowała w mieszkaniu. Wszedł do sypialni, otępiały ze zmęczenia. Mateusz znowu rozwalił się na całym łóżku, nie zdejmując nawet spodni i śpiąc tak, jak chodził po mieszkaniu, półnago. Mężczyzna spróbował go przesunąć, chłopak jednak spał jak zabity, z otwartymi ustami i rozczochrany niczym nieboskie stworzenie. Nie trzeba było wyczulonego węchu, by poczuć odór trawionego alkoholu wydobywający się z jego ust. Aż się skrzywił, widząc beznadziejność swojej sytuacji. Czy naprawdę po tylu godzinach pracy przyjdzie mu spać na wersalce w dużym pokoju?
- Mati, posuń się, do kurwy nędzy - syknął, szturchając go mocno w ramię. Chłopak wymamrotał coś pod nosem, otwierając przekrwione oko i zerkając na niego. Był chyba jeszcze trochę pijany, bo nie zrozumiał przekazu wypowiedzianych przez mężczyznę słów. Dopiero kiedy ten pociągnął mocno kołdrę, na której leżał, przetoczył się ciężko na kraniec łóżka, prawie spadając.
- Pojebało cię? - wyburczał, spoglądając na niego spod skołtunionej poduszki.
- Mati, jeszcze słowo, a ci wpierdolę - zagroził mężczyzna, wpychając się pod kołdrę. - Idź się wykąp, jak chcesz tu spać. Śmierdzisz jak jebany menel, i nie mam kurwa zamiaru tego wąchać - warknął, naprawdę mocno już zirytowany. Chłopak popatrzył na niego, podkurwiony, i szarpnął bez słowa poduszkę, popisowo wychodząc i trzaskając drzwiami. Tego było już za wiele dla Piotra. Czy ten chłopak nie miał do niego za grosz szacunku?! Wstał sprężyście, kierując się do dużego pokoju. Młody rzucał właśnie poduszkę na wersalkę, kiedy Piotr złapał go mocno za ramię, boleśnie wbijając palce w jego ciało. Chłopak syknął z bólu, patrząc na niego wściekle. Chciał po prostu iść spać, co mu znowu nie pasowało?
- Jeszcze raz mi trzaśniesz drzwiami, cholerny smarkaczu, i będziesz szukał nowego mieszkania, zrozumiano? - warknął na niego, nachylając się nad nim z groźnym wyrazem twarzy. - Jesteś żałosny - dodał, czując alkoholowy smród płynący z jego ust. Pchnął go lekko, tak, że chłopak wylądował na kanapie. Miał naprawdę po dziurki w nosie Mateusza i jego głupich zagrywek.

***


Było już grubo po południu, kiedy Mateusz zwlókł się z łóżka i postanowił wrócić do życia. W sumie dziwił się, że przez cały ten czas nikt mu nie przeszkadzał. Piotr pewnie odsypia, pomyślał, zrzucając z siebie ubranie i wchodząc do brodzika. Aż sam czuł jak śmierdzi. A Wojtek pewnie nie chciał budzić go z grzeczności, sarknął w myślach, wracają mimowolnie do wydarzeń dnia poprzedniego. Nie mógł uwierzyć, że tak głupio dał się nabrać. Był święcie przekonany, że mężczyzna tylko czeka na jakiś sygnał pozwalający by dobrać mu się do majtek. Porzucił te rozmyślania, dochodząc do wniosku, że nie ma ochoty się w to ponownie zagłębiać. Odświeżony, ruszył ogarnąć kuchnię i przy okazji zrobić sobie tłuste obiado - śniadanie. Jajka z parówkami, to jest to czego mi trzeba, uśmiechnął się do siebie, domywając ostatnie szkło i szykując sobie kubek na porządnego, dużego earl greya z mlekiem.
Szum wody zagłuszył trzask otwieranych wejściowych drzwi. W korytarzu mignęła mu sylwetka Wojtka, który najwyraźniej gdzieś się wybrał i dopiero wrócił. Przez chwilę nawet zatrzymał się przy kuchni, ale szybko zniknął, zapewne udając się do swojego pokoju.
Mateusz zabrał się za przewracanie parówek na patelni, żeby mu się zanadto nie zwęgliły. W sumie było mu obojętne, co dalej zrobi współlokator w sprawie ich wielkiej awantury, jak nazwał sobie w myślach ubiegły wieczór. Nalał mleka do herbaty i posłodził obficie, czując jak aromat jedzenia przyjemnie drażni jego nozdrza. Aż ślina mu pociekła, niecierpliwie wbił jajko na patelnię, przy okazji obryzgując się gorącym olejem.
- No kurwa... - zajęczał, widząc czerwone ślady kropel na swojej skórze. Nachylił się mocno nad zlewem by polać je wodą. Jakby czuł się niewystarczająco ohydnie, pomyślał, bluźniąc niemrawo pod nosem.
Do kuchni wszedł Wojtek, zerknął na Mateusza, trochę zaskoczony tym, co ten wyrabia. W sumie cała ta ich kłótnia niezmiernie go męczyła, bo kiedy opadły emocje, zrozumiał, że powiedział za dużo i za ostro. Chciał to jakoś wyprostować i na zawsze rozwikłać, aby nie było już żadnych niedomówień, ale jak zwykle Mateusz potrafił go roztroić i wytrącić z równowagi. Wiedział, że nie robi tego specjalnie, ale jemu też było ciężko kamuflować to, jak reagował na niego. Odkaszlnął, chcąc zakomunikować swoje przybycie i podszedł szybko do czajnika, by wstawić wodę. Strasznie się denerwował i żałował, że nie załatwił tego jeszcze będąc pod wpływem alkoholu. Teraz jego krtań była tak ściśnięta, że aż bolała.
- Cześć... - rzucił na dzień dobry, chcąc wybadać nastrój chłopaka.
- Siema - odpowiedział Mateusz, siląc się w swoim mniemaniu na szczyt dobrego wychowania. Delikatnie zgarnął jedzenie z patelni na talerz, soląc jeszcze i siadając przy blacie. Podwinął pod siebie jedną z nóg, poprawiając ręcznik opinający dosyć ciasno jego biodra. Zabrał się do jedzenia, rzucając mężczyźnie tylko krótkie spojrzenie. Nie chciało mu się nawet śmiać, głowa bolała tępo, a w żołądku zdawał się zalegać stary kapeć. Z rozkoszą popił herbaty, zaraz potem połykając soczyste od tłuszczu, słone jajko. Uwielbiał tak jeść na kacu.
Wojtek stał odwrócony tyłem, jak zwykle robiąc sobie herbatę z ohydnej torebki Minutka, żeby po chwili obrócić się i nie patrząc na niego bezpośrednio powiedzieć:
- Możemy pogadać?
- O czym chcesz pogadać? - spytał Mateusz, mieląc dzielnie swoją parówkę. Aż przymknął oczy z rozkoszy.
- O tej całej naszej kłótni - przypomniał mu Wojtek, zbierając w sobie całą cierpliwość jaką miał. Wsunął ręce w kieszenie spodni, wciąż nie mogąc spojrzeć na Mateusza. Takie rozmowy zawsze go denerwowały. Co innego było rozmawiać na trzeźwo, a co innego po pijaku. Teraz próbował dobierać odpowiednio słowa. Oparł się o blat, odwracając w końcu wzrok od pustej doniczki, która niezmiennie stała na parapecie, i zwracając go na chłopaka. - Każdy z nas odczytał inaczej zachowanie drugiego... no i przez to padło parę nieprzemyślanych słów... - Założył dłoń na karku, gładząc się po nim palcami, jakby próbując tym samym uspokoić wewnętrzną burzę, jaka się w nim toczyła.
- Wydaje mi się, że powiedziałem już wczoraj jak ja to wszystko odebrałem... I w sumie nie mam nic do dodania. Nie zrozumiałem cię zupełnie, mój błąd - odparł sucho Mateusz, dojadając resztki z talerza i zaraz wstając, by go zmyć, przez co ręcznik osunął się nieco, ukazując kawałek opalonego, wąskiego biodra. Poprawił go na sobie, skupiając się całym sobą na zmywaniu. - No słucham, gadaj, nie mogę się doczekać aż mi powiesz jaki to ze mnie potwór - sarknął zimno. Oczy piekły go ze zmęczenia i miał szczerą ochotę wrócić na kanapę.
- Nie-e przyszedłem, aby c-ci coś wytykać - powiedział szybko Wojtek, jakby obawiając się, że gdy tylko talerz zostanie zmyty, to i jego czas dobiegnie końca, a Mateusz wyjdzie. Może jednak była to nieodpowiednia pora na rozmowę, bo najwidoczniej chłopak jeszcze nie czuł się za dobrze. A z tego co słyszał z samego rana, chyba się upił i dostał jeszcze za to ochrzan od Piotra. Sięgnął po czajnik, gdy ten zaczął piszczeć. - Mia-miałeś prawo tak zareagować na moje zachowanie. W ko-końcu źle odczytałeś moje i-intencje, a ja twoje... - urwał, próbując opanować jąkanie, jakie zaczynało wkradać mu się w słowa. I do tego twarz znowu go paliła, jakby siedział na jakiejś rozmowie kwalifikacyjnej.
- Wojtek... Jasno i klarownie. Czego ty ode mnie chcesz? - Mateusz zwrócił się do niego całym ciałem, biorąc się pod boki mokrymi od zmywania dłońmi. - Ja jestem prosty jak budowa szpadla, robisz coś, to reaguję. Nie patrz tak na mnie, jeśli nie chcesz seksu, bo jeszcze pomyślę, że cały czas chodzę brudny.
- Brudny? - Wojtek zamrugał oczami, zaskoczony tym określeniem. - I jak na ciebie patrzę? Dobra... - odetchnął, prostując się i stając naprzeciwko Mateusza. Z trudem, ale spojrzał w jego oczy, mimo że z zaczerwienioną twarzą. - ...tak, podobasz mi się, b-bo jesteś atrakcyjny, ale nie rzucę się na ciebie... bo po prostu taki nie jestem – powiedział szybko, z małymi przerwami, aby nabrać odwagi na kolejne słowa. - A czego chcę? Chcę żebyśmy się pogodzili...
- Cóż... - Mateusz wypuścił ciężko powietrze, czując coraz większe zmęczenie. Oczy same mu się kleiły. - Powiedzmy, że jesteś pierwszym facetem, który nie wykorzystał okazji. Nie mam zamiaru się z tobą kłócić, unikać cię, robić awantury. Możemy założyć, że nic się nie wydarzyło? - spytał, patrząc na niego poważnie.
- Tak, niech tak będzie - zgodził się w końcu Wojtek, mając nadzieję, że ta decyzja ze strony chłopaka nie wynikała tylko i wyłącznie z pragnienia jak najszybszego zakończenia tematu, tylko że naprawdę chciał, aby między nimi było lepiej. Zalał sobie w końcu kubek, już czując w ustach ten gorzki i mocny smak czarnej herbaty. Czy tak właśnie smakowało rozwiązanie, do którego między nimi doszło?
- Idę się położyć, bo zdycham - powiedział Mateusz, kładąc mu dłoń na ramieniu i klepiąc go lekko. - Wojtek, nie bierz tak wszystkiego do siebie, bo zwariujesz, szczególnie w tym pojebanym mieście. Nic się nie stało, dzieci niechcianych nie będzie - uśmiechnął się do niego, by po chwili wycofać się z kuchni. - Jak chcesz telewizor to śmiało, ja zasnę choćby nie wiem co.
- Spoko. - Wojtek odprowadził go spojrzeniem, z jednej strony ciesząc się, że znaleźli porozumienie, a z drugiej na serio zastanawiając się nad słowami Mateusza. Może naprawdę za bardzo wziął do siebie to wszystko. Chociaż jakby nie patrzeć, zawsze tak reagował i ciężko było mu ocenić, czy dana sprawa jest godna szarpania sobie nerwów, czy nie. Niestety, kiedy górę brały u niego emocje, na resztę był ślepy, i nie dostrzegał innego obrazu rzeczy. No cóż, tak bywa. Po jakiś paru minutach, ze swoją ohydną herbatą i zrobionymi na szybko paroma kanapkami wszedł do salonu, włączając cicho telewizor, aby mimo wszystko nie przeszkadzać śpiącemu Mateuszowi.

***


Przeczesał palcami kręcone, czarne włosy, leżąc wsparty o górę poduszek na łóżku w sypialni. W mieszkaniu było przyjemnie cicho, obaj mężczyźni najwyraźniej wyszli, i miał przed sobą ostatnią noc, którą zamierzał spędzić na nauce do egzaminu. Był na tyle zdeterminowany, że nawet nie chciało mu się spać, oporny materiał wchodził do głowy nad wyraz łatwo i miał szczerą nadzieję, że nie jest to złudzenie, które zniknie gdy tylko usiądzie przed kartką egzaminacyjnego papieru. Popił energy drinka z butelki, zatopiony całkowicie w notatkach. Nawet nie miał ochoty się masturbować, co samo w sobie było już dosyć niezwykłe. W tle usłyszał otwieranie drzwi i jakąś szarpaninę z foliowymi siatkami. Normalnie poleciałby zaraz na zwiady, zobaczyć czy któryś ze współlokatorów nie przyniósł czegoś smacznego, co można by ukraść, jednak tym razem pozostał nieugięty, pochłaniając treść pomazanych zakreślaczem kartek jedna za drugą.
Dochodziła czwarta, kiedy zapadł w ciężki, utrwalający informacje sen. Już trzy godziny później budzik zerwał go z łóżka, bez ociągania, co również było typowe tylko w przypadkach naprawdę ważnych egzaminów. Wziął ekspresowy prysznic i ubrał swój ukochany, czarny garnitur, który w połączeniu z białą, idealnie wyprasowaną przez pralnię koszulą i wąskim krawatem sprawiał, że wyglądał jak model prezentujący ubrania. Albo jak z filmów Tarantino, dodawał w myślach z uśmiechem, wyobrażając sobie siebie we Wściekłych psach czy Pulp Fiction.
Przed aulą, w której miał poprawkę zdążył postać jeszcze chwilę ze znajomymi, wypić po puszce zimnej coli i obgadać co bardziej wrednych wykładowców. Kobieta, która go ulała, miała około pięćdziesięciu lat i Mateusz doskonale wiedział, że najchętniej wzięłaby go na kolano i dała mu solidnego klapsa. Wykorzystywał to kilkukrotnie, ale kiedy przyszedł na egzamin na kacu gigancie i musiał opuścić go po pół godziny pisania, bo prawie zwymiotował na sali, nie było szans na lżejsze traktowanie.
Kiedy profesorka przyszła otworzyć aulę spojrzał na nią taksująco, przez co aż się zaczerwieniła, wchodząc pospiesznie i powiewając spódnicą. Uśmiechnął się pewnie do kumpli, słysząc ich ciche gwizdy. Nie żeby na nią leciał, po prostu lubił flirt pod każdą postacią.
Napisanie odpowiedzi na pytania przyszło mu nader łatwo, aż sam się zdziwił, widząc kilka stron zapisanych lekką ręką. Miał szczerą nadzieję, że tym razem to jego ostatnie podejście. Oddał pracę wykładowczyni, spinając ją spinaczem i patrząc jej głęboko w oczy. Kobieta przełknęła głośno ślinę, rozchylając wargi. Uśmiechnął się, kącikiem ust, dziękując grzecznie. Po południu wyniki na poczcie, a jutro tak czy inaczej, balanga. Był już umówiony ze swoimi kumplami, najpierw na mały biforek w domu, a później balety w jednym z klubów. Nie mógł się już doczekać, czując niesamowitą chęć, żeby wyszaleć się na imprezie. Zebrał z ławki swoją torbę, wychodząc z auli i czując na tyłku palący wzrok wykładowczyni.
Wiadomość na maila przyszła około godziny czternastej, nie zaskakując go za bardzo swoją treścią. Dostał cztery i pół, o pół więcej niż umiał, pomyślał z uśmiechem, zaraz zrywając się od laptopa i biegnąc w poszukiwaniu kogoś, komu mógłby się pochwalić. W dużym pokoju zastał Wojtka czytającego jakąś książkę.
- Wojtas, zgadnij co dostałem z egzaminu? - spytał, cały wyszczerzony, nie ukrywając zupełnie swojej radości. Nadal miał na sobie białą koszulę, z rękawami podwiniętymi do łokci i poluzowanym mocno krawatem. Nie czuł już prawie zupełnie urazy do chłopaka, co nie oznaczało, że planował coś wobec niego. Wojtek został skreślony z listy potencjalnych partnerów do seksu. Mateusz nie potrafił się długo na kogoś boczyć.
- Eee... piątkę? - odparł Wojtek, zaskoczony taką radością bijącą z oblicza Mateusza. Jakoś automatycznie się uśmiechnął, widząc go w takim stanie. Zawsze wolał oglądać go takiego, niż wkurzonego.
- Uuuu, wysoko mnie cenisz - zaśmiał się Mateusz. - Dostałem czwórę plus. Idę jutro na imprezę z kumplami z roku, nie chcesz iść z nami? Planujemy trochę się napić i iść tańczyć. - Chłopak puścił do niego oko, podrygując w miejscu. Radość wręcz z niego promieniowała.
- Pewnie. - Propozycja wspólnego wyjścia i poznania nowych ludzi przypadła Wojtkowi do gustu. Cieszył się, że Mateusz już się na niego nie złości. Zmarszczył jednak brwi, gdy sobie o czymś przypomniał. - Hmm... ale nie będę za dużo pił, bo pojutrze mam sesję.
- Jasne, nie musisz. Mam nadzieję, że lubisz tańczyć? - dopytał z uśmiechem i iskierkami w oczach. Już się cieszył na jutrzejszy wieczór. - Myślę, że wybierzemy się gdzieś na dwudziestą, i powrót obowiązkowo pierwszym dziennym!
- Ja wcześniej ucieknę, bo na dziewiątą mam tam być. Ale super, że masz już to z głowy.
- Tylko obczaj sobie powrót, żebym nie musiał zwijać się z tobą, kolego. - Mateusz uwalił się na kanapie, czując dziecięce wręcz podekscytowanie. Miał szczerą nadzieję poderwać sobie kogoś na jedną noc i nie mógł już doczekać się łowów. Spojrzał kątem oka na Wojtka, ponownie zatopionego w lekturze czegoś tam. Sam mógłby coś przeczytać, pomyślał, postanawiając odwiedzić niebawem salon Empiku. Cieszył się, że ma już wakacje.

***


- No cześć, mamo - przywitał się Mateusz, siadając przed laptopem i uśmiechając szeroko do okienka rozmowy na Skype.
- Cześć niedobrusie. Coś taki ucieszony? Nadprogramowa liczba orgazmów w tygodniu, czy zdany egzamin? - spytała matka, popalając papierosa. Była czterdziestoletnią, bardzo ładną kobietą, niemalże pięknością, jeśli ktoś doceniał ostre rysy twarzy i kościste sylwetki.
- O rany, ty zawsze mnie przejrzysz! - zaśmiał się chłopak, pokazując matce język. - Zdałem u Nowakowej - powiedział w końcu radosną nowinę, nie mogąc się już powstrzymać.
- Nooo, moja krew, gratuluję. Jesteś zobowiązany kupić mnie i ojcu wino z tej okazji. - Matka uśmiechnęła się oszczędnie, gestem prawdziwej femme fatale odgarniając z czoła pukiel błyszczących, smolistych włosów.
- Wiesz, że nie mam pieniędzy, jestem przecież biednym studentem - zaoponował żartobliwie Mateusz. Uwielbiał w niej to, że mogli porozmawiać ze sobą o wszystkim, jakby byli rówieśnikami. Matka nie ulegała procesowi starzenia jak inne kobiety, co najwyżej stawała się coraz bardziej wyrafinowana.
- Biedni studenci nie noszą koszulek Lacosty - zaśmiała się cicho, wskazując prosto na jego pierś. - Dobrze kamuflujesz tą biedę, studenciaku. Co tam słychać u ciebie, oprócz tego, że przespałeś się z Nowakową? - spytała, robiąc minę chodzącej niewinności i wyglądając przy tym, jak nie przymierzając, perfekcyjny genetyczny prototyp Mateusza.
- O rany, mamo, zawsze musisz z czymś wyjechać! I to niby ja mam obsesję na punkcie seksu! - żachnął się syn, robiąc zniesmaczoną minę. - Nie spałem z tą starą rurą, po prostu się nauczyłem - burknął ciszej, gapiąc się chwilę na klawiaturę komputera. - No, a oprócz tego to mam nowego współlokatora, zaczyna studia w tym roku na jakiejś łopatologii, idę z nim jutro na balety i jeszcze z dwoma z roku.
- Nie zapomnij tylko obcisłych rajtuz, młodzieńcze - parsknęła śmiechem kobieta. - Kiedyś mówiło się na to dancing albo prywatka, i nikt przynajmniej nie miał głupich skojarzeń - puściła do niego oko, gasząc papierosa w niewidocznej dla Mateusza popielniczce. - I co to za współlokator? Opowiedz coś więcej, wiesz że usycham z nudów na tej prowincji - westchnęła ciężko, strzelając palcami upierścionkowanych dłoni. Lubiła drażnić tym syna.
- Aaaaa przestań, nie mogę tego słuchać! - Mateusz zakrył uszy dłońmi, zaciskając mocno powieki. - Jak masz tam jeszcze styropian, to zaraz cię wyłączę! - zagroził, patrząc na rozbawioną matkę z wyrzutem. Kobieta niewiele robiła sobie z jego jęków, śmiejąc się cicho i złośliwie.
- Żołnierzu, mażecie się jak baba! Proszę odpowiadać na pytania!- rzuciła rozkazującym tonem, wyjmując zza ekranu lampkę wina. Lubiła sobie dogadzać, podobnie zresztą jak Mateusz.
- Przyjechał chyba ze wsi, wiesz - powiedział konspiracyjnym tonem, aż nachylając się do monitora. - Jakiś dziwak, kurde, nie chce nic gadać o sobie, i ciągle się jąka, i gapi na mnie, jakbym miał pryszcze na całym ciele! I jakoś dziwnie się ubiera. I w ogóle zapytał się mnie, czy kiedyś się zakochałem, czaisz to? - spytał z pełnym przejęciem, patrząc wyczekująco na matkę, słuchającą tego z kamiennym wyrazem twarzy.
- Oj Mateuszku - odparła pieszczotliwie, patrząc na niego z czułością. - Ty chyba już nigdy nie dojrzejesz. Nie można dyskryminować ludzi, bo wychowali się na wsi, albo ubierają się inaczej niż ty, mój mały burżuju - zaśmiała się, popatrując na niego z cieniem wyzwania w oczach. - Może chłopak sam się zakochał, i chciał ci się zwierzyć z czegoś, zaufać ci, a ty byłeś niemiły i zaraz go do siebie zraziłeś.
- Skąd wiesz, że byłem niemiły? - spytał, aż otwierając nieco usta. To jak bardzo matka go znała, było wręcz niesamowite.
- Przecież ja wiem wszystko, rybeńko. Zawsze jesteś małym, krnąbrnym chamidełkiem, jak ktoś nie jest tak obrandowany jak ty, i zachowuje się choćby odrobinę inaczej niż twoi koledzy alkoholicy, nie czarujmy się synku.
- Jesteś niedobra! Nie będę już z tobą rozmawiać! - wykrztusił oburzony, aż czerwieniejąc na policzkach.
- No tak, wychodzi z ciebie ojciec - mruknęła, bawiąc się kieliszkiem i ciesząc nos zapachem wykwintnego, drogiego wina. - Ale mniejsza o to, genu twardogłowia już chyba z ciebie nie wyplenię. Natalia ma nowego narzeczonego - rzuciła, spoglądając na syna, ciekawa jego reakcji.
- A co się stało ze starym? - spytał chłopak, drapiąc się nieelegancko po głowie. Życie erotyczne jego starszej siostry zawsze przyprawiało go o lekką konfuzję, bowiem Natalia była chyba największą snobką i perfidną uwodzicielką jaką znał. No, może na równi z ich matką.
- Rzuciła go ostatnio, na wakacjach na Krecie. Pojechała na dwa tygodnie, a wróciła z jakimś obrzydliwie bogatym, czterdziestoletnim Grekiem, prowadzącym jakąś firmę handlową. Nie żebym miała coś przeciwko, niech robi co chce, ale żeby zaraz ogłaszać go narzeczonym? - prychnęła, licząc, że Mateusz poprze jej zdanie.
- No w sumie, masz rację mamo, najpierw brylanty, a potem ślub - zaśmiał się, rozbawiony zbulwersowaną miną matki.
- Och Boże, Boże, co z tych dzieci wyrosło. Pamiętam jak paradowałeś w rajtuzkach, jak jeszcze mieszkaliśmy w bloku, i wołałeś na tatę per cap - rzuciła z westchnieniem, mrużąc oczy w kocim geście. Często drażnili się ze sobą w podobny sposób.
- Tak mnie wychowałaś mamusiu, że teraz paraduję zupełnie bez niczego - zironizował, niemal całkowicie odtwarzając jej wyraz twarzy. Byli do siebie niesamowicie podobni. W tle mignął Mateuszowi ojciec, ubrany w nienagannie dopasowany garnitur.
- Irena, kończ już te ploteczki, bo się spóźnimy - powiedział naglącym tonem, na chwilę zaglądając w monitor i unosząc dłoń w geście powitania. - Czołem młody. Zabieram twoją zapracowaną matkę do teatru. Bądź grzeczny i nie pij piwa w miejscach publicznych - pouczył go, grożąc palcem i znikając z pola widzenia tak szybko, jak się pojawił.
- Cześć tato! Dobrze mamo, to leć, uściskaj ojca i Natalkę, jak się pojawi w domu.
- To miłego wieczoru, kochanie. Pa! - Kobieta posłała mu całusa, zamykając okienko rozmowy. Mateusz bardzo lubił swoich rodziców, i szczerze podziwiał matkę za to właśnie, że nie dała zrobić z siebie kury domowej, mimo że Natalię urodziła mając zaledwie siedemnaście lat. Ojciec nie zostawił jej na szczęście z tego powodu, skończył studia prawnicze i dzięki swojemu chrzestnemu, prokuratorowi, już niedługo po tym zaczął zarabiać realne pieniądze, pozwalające Irenie na podjęcie studiów na filologii angielskiej. Obecnie matka od lat zajmowała się tłumaczeniem książek, pracując również jako tłumacz przysięgły. Jej gabinet ociekał przepychem, zdobny w najpiękniejsze francuskie biedermeiery, na tle których ona sama wyglądała niczym modelka wyjęta z pokazu mody Chanel.


Mateusz przetarł twarz dłońmi, kładąc się na łóżku, zakopując się w ciepłej pościeli. Miał nadzieję, że Piotr wróci niedługo z siłowni i będą mogli porozmawiać. Czuł się odsunięty przez mężczyznę, i zależało mu, żeby nadrobić czas stracony na kłótniach. Przysnął szybko, czując zmęczenie spowodowane nieprzespaną nocą.