Zaparz mi herbat臋 25
Dodane przez Aquarius dnia Pa糳ziernika 27 2012 13:08:12


Rozdzia艂 pi臋tnasty - Stres

– Dlaczego mia艂by艣 i艣膰 na ten pogrzeb? Przecie偶 zupe艂nie jej nie zna艂e艣! Nie powiniene艣 si臋 tam pcha膰, 艁ukasz, to sprawa rodzinna.
Nastolatek westchn膮艂 w duchu. Wiedzia艂, po prostu wiedzia艂, 偶e tak b臋dzie. Sprawa z pogrzebem Danuty nie mog艂a przej艣膰 bez echa, bo jakby to tak? Oczywi艣cie musia艂 jeszcze przej艣膰 przez ca艂y proces przekonywania mamy, by mu pozwoli艂a tam p贸j艣膰.
– Wiem, mamo, rozumiem. Naprawd臋 – zapewni艂 powa偶nie. – Tylko 偶e nie chodzi o to czy zna艂em babci臋 Sebastiana, czy te偶 nie. To nie dla niej mam i艣膰 na ten pogrzeb. Brutalnie rzecz ujmuj膮c, dla niej to ju偶 bez r贸偶nicy. Mnie poprosi艂 Sebastian, mamo, i chc臋 tam i艣膰 dla niego – wyja艣ni艂 艁ukasz spokojnie.
– To dlaczego Sebastian ci臋 o to poprosi艂? Przecie偶 to jego rodzina, jego babcia. Co tobie do tego? – 艁ukasz czasami mia艂 serdecznie do艣膰 dociekliwo艣ci swojej mamy. Czy nie mog艂aby cho膰 raz po prostu odpu艣ci膰? Machn膮膰 r臋k膮 i powiedzie膰 „skoro chcesz, to id藕”? Ale oczywi艣cie nie, wywiad musia艂 zosta膰 przeprowadzony.
– Mamo, nie mam bladego poj臋cia czemu Sebastian mnie o to poprosi艂 – zacz膮艂 艁ukasz, pomimo irytacji staraj膮c si臋 nie podnosi膰 g艂osu – ale zrobi艂 to, a ja mu obieca艂em, 偶e b臋d臋 mu towarzyszy膰 na pogrzebie jego babci. Ja si臋 nie znam na tych sprawach, ale wydaje mi si臋, 偶e tak w艂a艣nie robi膮 przyjaciele. Czy mog艂aby艣 wi臋c umo偶liwi膰 mi spe艂nienie obietnicy, jak膮 mu z艂o偶y艂em? To jest przecie偶 w weekend, transport mam zapewniony, nie urywam si臋 ze szko艂y i wiem, 偶e nie mamy te偶 w ten dzie艅 偶adnych zobowi膮za艅. To mog臋? – wyrzuci艂 na jednym tchu.
Urszula spojrza艂a na syna badawczo i odpar艂a lekko:
– Skoro tak ci zale偶y to nie ma problemu. Nie musisz si臋 tak denerwowa膰 przecie偶 – mrukn臋艂a, jakby obra偶ona.
艁ukasz mia艂 wra偶enie, 偶e za moment zacznie wali膰 g艂ow膮 w 艣cian臋. Jego mama nagle stwierdzi艂a, 偶e „przecie偶 nie ma problemu”, ale w gruncie rzeczy on od dw贸ch dni nic innego nie robi艂 tylko m臋czy艂 ten temat, bo wcze艣niej jako艣 ten problem by艂.
Zrozumienie umys艂u kobiet zupe艂nie przekracza艂o jego mo偶liwo艣ci.
*

Sam pogrzeb Danuty nie by艂 wydarzeniem wartym opisywania. Ka偶dy chyba ma cho膰by blade poj臋cie o tym, jak pogrzeby wygl膮daj膮, a ten by艂 taki sam jak milion innych. Mn贸stwo p艂acz膮cych ludzi ubranych na czarno, kilka uroczystych s艂贸w, a co potem to wiadomo.
Sebastian przetrwa艂 to wszystko uczepiony ramienia 艁ukasza niczym rzep. Nie p艂aka艂, nie szlocha艂, nie dr偶a艂, po prostu opar艂 policzek o bark swojego ch艂opaka i wysta艂 tak ca艂膮 uroczysto艣膰.
Dorota prze偶y艂a to nieco bardziej ni偶 Sebastian – by艂a wszak na pogrzebie w艂asnej matki. Kiedy zacz臋艂a p艂aka膰, 艁ukasz zacz膮艂 si臋 zastanawia膰 nad sposobem pocieszenia jej, lecz chwil臋 p贸藕niej zjawili si臋 jacy艣 nieznani mu krewni i znajomi Doroty, wi臋c ch艂opak da艂 sobie spok贸j. Wa偶ne by艂o po prostu, by nie by艂a w tym momencie sama.


Danuta nie by艂a wa偶n膮 postaci膮 w 偶yciu 艁ukasza, a ch艂opak wiedzia艂 te偶, 偶e nie pojawia艂a si臋 zbyt cz臋sto w 偶yciu Doroty i Sebastiana. Mimo to mia艂 wra偶enie, 偶e nadchodzi czas zmian. Zmian, kt贸rych 艁ukasz tak naprawd臋 nie chcia艂, a wr臋cz si臋 ich ba艂. Zmiany te nie mog艂y by膰 niczym dobrym – w ko艅cu 艁ukasz lubi艂 swoje dotychczasowe 偶ycie. Mo偶e par臋 spraw dobrze by by艂o ulepszy膰, jednak ch艂opak mia艂 wra偶enie, 偶e owe zmiany nie b臋d膮 polega膰 na ulepszaniu niczego. Wr臋cz przeciwnie. Umys艂 podpowiada艂 mu, 偶e szykuje si臋 rewolucja.
*



Po powrocie do Szczecina wszystko ucich艂o jak r臋k膮 odj膮艂. Dorota przez nast臋pny tydzie艅 by艂a nieco apatyczna, lecz p贸藕niej otrz膮sn臋艂a si臋 i wr贸ci艂a do bycia sob膮. Pogodn膮, weso艂膮, wyj膮tkowo tolerancyjn膮 i nieco zapracowana sob膮.
艁ukasz wraz z Sebastianem ponownie spojrzeli w kalendarz, a ten by艂 bezwzgl臋dny – koniec stycznia oznacza艂 ni mniej ni wi臋cej lecz to, 偶e mieli ju偶 tylko trzy miesi膮ce do rozpocz臋cia matur. Trzy miesi膮ce. Trzy. I ani dnia d艂u偶ej.
Czy trzy miesi膮ce to kupa czasu? No raczej nie – wystarczy pomy艣le膰 o tym, 偶e to w艂a艣ciwie takie wakacje d艂u偶sze o po艂ow臋. A czy wakacje s膮 d艂ugie? Odpowied藕 chyba nasuwa si臋 sama.
Wsp贸lne przygotowywanie si臋 do matur okaza艂o si臋 by膰 naprawd臋 dobrym pomys艂em, bior膮c pod uwag臋 fakt, 偶e gdyby nie to, to 艁ukasz i Sebastian musieliby ograniczy膰 kontakt mi臋dzy sob膮 do minimum. Nauki naprawd臋 by艂o sporo.
Nierzadko kusi艂a ich jak偶e s艂odka my艣l o oderwaniu si臋 od ksi膮偶ek i porobienia kilkudziesi臋ciu innych rzeczy… albo chocia偶 jednej innej rzeczy, ale za to jakiej przyjemnej. Musieli si臋 jednak wzajemnie trzyma膰 w ryzach.


– Przesta艅, Sebastian, ucz臋 si臋 historii sztuki! – 艁ukasz naprawd臋 dzielnie si臋 broni艂 przed ustami Sebastiana skubi膮cymi go w szyj臋 oraz jego d艂o艅mi masuj膮cymi mu ramiona. – Nie masz nic innego do roboty?
– Nie mam! – fukn膮艂 z irytacj膮 d艂ugow艂osy. – Pieprz臋 matematyk臋! Pieprz臋 fizyk臋!
– Pieprzysz studia? – podsun膮艂 mu 艁ukasz.
– A 偶eby艣 wiedzia艂! Pieprz臋 studia! – potakn膮艂 energicznie ch艂opak. – Jest tyle innych 偶yciowych dr贸g do wyboru! Dlaczego mam wybra膰 akurat t臋? Chrzani臋 to wszystko! Zostan臋… zostan臋 na d艂u偶ej w McDonaldzie i b臋d膮 do mnie m贸wi膰 „kierowniku”! – oznajmi艂, splataj膮c r臋ce na klatce piersiowej. – Albo zostan臋 Operatorem Kija Bejsbolowego w mafii sycylijskiej – doda艂. – Albo w og贸le zostan臋 Ojcem Chrzestnym, za艂o偶臋 w艂asn膮 mafi臋! B臋d臋 postrachem ca艂ej Polski, ba! Ca艂ego 艣wiata! Jestem inteligentny, przystojny i czaruj膮cy, nie b臋d臋 mie膰 z tym problemu!
艁ukasz za艣mia艂 si臋 razem z Sebastianem.
– I nijak nie uda mi si臋 ciebie nak艂oni膰 do zmiany zdania? – upewni艂 si臋 kr贸tkow艂osy.
– Musia艂by艣 si臋 mocno postara膰 – westchn膮艂 rozleniwiony Sebastian.
艁ukasz, mimo ca艂ego swojego zaanga偶owania, ziewn膮艂. Niemniej jednak u艣miechn膮艂 si臋 chytrze i wysun膮艂 propozycj臋.
– Ja naucz臋 si臋 tego rozdzia艂u z historii sztuki, kt贸ry obecnie czytam, ty zrobisz zadania z fizyki z tego rozdzia艂u, kt贸ry obecnie powtarzasz, a potem b臋dziemy si臋 pieprzy膰 tyle razy, ile tylko si臋 da a偶 do chwili, kiedy b臋d臋 musia艂 i艣膰 do domu – mrukn膮艂 kusz膮co. – Wi臋c jak b臋dzie?
Sebastian przymkn膮艂 oczy i przez moment udawa艂, 偶e zastanawia si臋 nad t膮 propozycj膮. Po tym czasie poderwa艂 g艂ow臋 i si臋gn膮艂 ochoczo za podr臋cznik z fizyki.
– Przekona艂e艣 mnie, a niech ci臋. Ale jeste艣 na dole! – zastrzeg艂 jeszcze.
– Zobaczymy… – odpar艂 enigmatycznie 艁ukasz z zadziornym b艂yskiem w oczach.


Reasumuj膮c: zar贸wno 艁ukasz jak i Sebastian wiedzieli, 偶e to, co si臋 w przygotowaniach do matury liczy najbardziej, to nic innego, jak odpowiednia motywacja.
*

– Hej, 艁ukasz, co si臋 z tob膮 dzieje? – Agnieszka jednym zdaniem zatrzyma艂a ch艂opaka od przekroczenia progu klasy zaraz po zaj臋ciach.
– Co? – Ch艂opak uni贸s艂 lekko brwi odwracaj膮c si臋 w stron臋 szatynki. – Nic si臋 nie dzieje.
– Na pewno? – Agnieszka odgarn臋艂a w艂osy za ucho, szturchaj膮c przy tym du偶y, okr膮g艂y kolczyk. – A dasz si臋 wyci膮gn膮膰 na herbat臋?
Ch艂opak zerkn膮艂 na zegarek po czym wzruszy艂 ramionami lekko.
– W sumie czemu nie – odpar艂 i da艂 si臋 zaprowadzi膰 Agnieszce do pobliskiej kawiarenki.


– Jest co艣 konkretnego, o czym chcia艂a艣 ze mn膮 porozmawia膰? – spyta艂 wreszcie, poniewa偶 od kiedy zam贸wili sobie co艣 do picia, Agnieszka nie wygl膮da艂a jakby mia艂a ochot臋 zaczyna膰 jakikolwiek temat.
– Tak – odpar艂a po chwili namys艂u. – Czy jest co艣 konkretnego o czym ty chcia艂by艣 pogada膰?
– Co? – zdumia艂 si臋 艁ukasz. – Ale ja pyta艂em czy…
– Wiem – przerwa艂a mu Agnieszka. – Ale zaci膮gn臋艂am ci臋 tutaj, poniewa偶 wydaje mi si臋, 偶e co艣 ci臋 gryzie. Je艣li tak jest, to po prostu wiedz, 偶e mo偶esz mi o tym powiedzie膰 – wyja艣ni艂a spokojnie.
艁ukasz stwierdzi艂, 偶e to by艂o cholernie mi艂e z jej strony. W ko艅cu na pewno mia艂a jakie艣 inne sprawy, na pewno wa偶niejsze… no i przede wszystkim – swoje. A jednak zdecydowa艂a si臋 po艣wi臋ci膰 sw贸j czas, by spr贸bowa膰 wyci膮gn膮膰 od 艁ukasza co艣, co go gn臋bi, cokolwiek to by艂o.
– S艂uchaj, ja… dzi臋ki – powiedzia艂 wreszcie ch艂opak. – W sensie… powiedzia艂bym ci, co mnie gryzie, gdybym tylko m贸g艂. Ale nie mog臋. Sam po prostu nie wiem o co chodzi. Co艣 siedzi mi w pod艣wiadomo艣ci, jaki艣 taki niepok贸j, ale oboj臋tnie ile bym o tym nie my艣la艂, nie mog臋 sprecyzowa膰 czego on dotyczy.
– I nie chodzi tu o matur臋, co? – odgad艂a Agnieszka.
– Troch臋 chyba chodzi, ale te偶 wydaje mi si臋, 偶e nie do ko艅ca. – 艁ukasz przeczesa艂 swoje kr贸tkie w艂osy palcami. – Naprawd臋 nie wiem. Z jednej strony wszystko jest dobrze, ale tak pod sk贸r膮 czuj臋, 偶e jest zupe艂nie inaczej ni偶 na przyk艂ad rok temu. Wtedy te偶 by艂o dobrze, ale jako艣 tak inaczej. Swobodniej. A teraz po prostu… Ech, niewa偶ne. Nie chc臋 ci臋 zadr臋cza膰 swoim be艂kotem – westchn膮艂 wreszcie.
– Hej, 艁ukasz. – Agnieszka pokr臋ci艂a lekko g艂ow膮. – Wyci膮gn臋艂am ci臋 na herbat臋 w艂a艣nie po to, by艣 m贸g艂 mnie w spokoju pozadr臋cza膰 swoim be艂kotem, naprawd臋.
– I naprawd臋 chcesz o tym s艂ucha膰? – upewni艂 si臋.
– Jasne. Dawaj. Tak robi膮 przyjaciele, prawda? – Agnieszka u艣miechn臋艂a si臋 szeroko.
艁ukasz mrugn膮艂 oczami ze zdumieniem. Nie spodziewa艂 si臋 tego, naprawd臋. Z drugiej jednak strony nie m贸g艂 zaprzeczy膰, 偶e gdyby si臋 g艂臋biej zastanowi膰 on r贸wnie偶 uzna艂by Agnieszk臋 za swoj膮 przyjaci贸艂k臋. Po prostu wcze艣niej nie zdawa艂 sobie sprawy, 偶e mi臋dzy jedn膮 prac膮 a drug膮 i mi臋dzy wyj艣ciami do kawiarni pojawi艂a si臋 mi臋dzy nimi przyja藕艅. C贸偶, to mog艂o by膰 uznane za nieco dziwaczne, bior膮c pod uwag臋 r贸偶nic臋 wieku i par臋 innych delikatnych spraw, ale po co roztrz膮sa膰 takie nieistotne sprawy?
– Tak, tak robi膮 przyjaciele – odpar艂 po chwili 艁ukasz. – Tylko obiecaj mi, 偶e gdy b臋dziesz mie膰 jaki艣 problem, to te偶 nie zawahasz si臋 do mnie zadzwoni膰.
– Masz to jak w banku. – Agnieszka u艣miechn臋艂a si臋 ciep艂o. – A teraz nadawaj o tym, dlaczego to czujesz niepok贸j.
艁ukasz westchn膮艂 g艂臋boko, wzi膮艂 艂yk herbaty i zacz膮艂 m贸wi膰.
– Rok temu jak by艂em z Sebastianem, to czu艂em si臋 po prostu dobrze. Nie zastanawia艂em si臋 nad przysz艂o艣ci膮 ani nad r贸偶nymi 偶yciowymi wyborami. A teraz… te偶 si臋 czuj臋 z nim dobrze i 艣wietnie si臋 dogadujemy… Mi臋dzy nami nic si臋 nie popsu艂o, ale za to zmieni艂o si臋 wszystko poza nami. Za moment pisz臋 matur臋, a potem b臋d臋 szed艂 na studia i… Wszystko si臋 zmienia po prostu. Teraz jest tak dobrze i staram si臋 korzysta膰 z ka偶dej chwili sp臋dzonej z nim, bo… boj臋 si臋, 偶e to si臋 zaraz sko艅czy. Boj臋 si臋, 偶e kiedy wszystko zacznie si臋 tak gwa艂townie zmienia膰, to mi臋dzy nami te偶 si臋 co艣 zmieni i 偶e b臋d臋 musia艂 wybiera膰 mi臋dzy nim a moj膮 rodzin膮… Ja nie chc臋 wybiera膰, Aga – wyzna艂 szczerze. – Ja nie mog臋 wybiera膰. I oni i on… s膮 nieod艂膮cznymi cz臋艣ciami mojego 偶ycia. Wiem, 偶e go krzywdz臋 tym ca艂ym ukrywaniem si臋… Ale te偶 tak bardzo boj臋 si臋 im powiedzie膰. Po prostu si臋 boj臋 – westchn膮艂 cicho. – Ju偶 teraz mam wra偶enie, 偶e ca艂e moje 偶ycie si臋 rozpada na kawa艂ki, a jeszcze jakbym im powiedzia艂… Ja nie jestem tak silny jak on, Aga. Nie jestem. I nie b臋d臋. Nie potrafi臋 by膰.
Agnieszka zupe艂nie nie potrafi艂a da膰 艁ukaszowi odpowiedniej rady, jednak stara艂a si臋 ze wszystkich si艂 zar贸wno go wys艂ucha膰 jak i pocieszy膰 kilkoma s艂owami. 艁ukasz w艂a艣nie tego potrzebowa艂. W gruncie rzeczy przez ca艂y ten czas przez jego 偶ycie przewin臋艂o si臋 tak ma艂o os贸b, z kt贸rymi m贸g艂by porozmawia膰 od serca, 偶e da艂oby si臋 je policzy膰 na palcach jednej r臋ki.
艁ukasz wyszed艂 z kawiarni dwie godziny p贸藕niej – nareszcie by艂o mu nieco l偶ej na duszy, cho膰 na sercu wci膮偶 ci膮偶y艂 niepok贸j. Tego jednak nie m贸g艂 si臋 pozby膰 ot tak, niczym za dotkni臋ciem magicznej r贸偶d偶ki, od jednej rozmowy.
Czego 艁ukasz nie wiedzia艂, to to, 偶e kilka kilometr贸w dalej Sebastian prze偶ywa艂 podobne rozterki, lecz korzystaj膮c z nieco bardziej nowoczesnych 艣rodk贸w przekazu. W skr贸cie: Kinga i Skype.
– Oddala si臋 ode mnie – westchn膮艂, kiedy po przywitaniu si臋 i om贸wieniu kilku problem贸w Kingi przysz艂a nareszcie kolej na jego sprawy. – Niby jest tak samo mi臋dzy nami, ale ja czuj臋 jak膮艣 tak膮 r贸偶nic臋… wewn膮trz. Boj臋 si臋, 偶e to mi臋dzy nami dobiegnie ko艅ca. To wszystko teraz jest takie niepewne!
– Bracie, we藕 g艂臋boki oddech! – Blondynka usiad艂a przed swoim laptopem po turecku, jakby medytowa艂a. Sebastian nie powt贸rzy艂 tego, lecz id膮c za jej rad膮 wci膮gn膮艂 g艂臋boko powietrze w p艂uca i powoli je wypu艣ci艂. – No brawo – pochwali艂a go Kinga. – To teraz we藕 si臋 sam spoliczkuj, bo ja nie dosi臋gn臋.
– Ej no, za co? – oburzy艂 si臋 Sebastian. – Kaza艂a艣 mi przecie偶 m贸wi膰 jak si臋 maj膮 sprawy mi臋dzy mn膮 a 艁ukaszem, no to ci m贸wi臋!
– No w艂a艣nie mi nie m贸wisz, tylko snujesz jakie艣 emo wizje przysz艂o艣ci! Nic tylko pomalowa膰 sobie oczy grub膮, czarn膮 kredk膮 i podci膮膰 偶y艂y! – prychn臋艂a dziewczyna. – Cz艂owieku, we藕偶e ty si臋 w gar艣膰! Skoro m贸wisz, 偶e teraz jest dobrze, to dlaczego zamartwiasz si臋 rzeczami, kt贸re jeszcze nie nadesz艂y? Zd膮偶ysz si臋 pomartwi膰 przysz艂o艣ci膮 w momencie, kiedy da ci kopa w ty艂ek, ale nie pr臋dzej!
– Po prostu boj臋 si臋, 偶e go strac臋 – westchn膮艂 Sebastian.
– To mu to powiedz – odpar艂a spokojnie Kinga. – Albo wymy艣l co艣, 偶eby艣cie byli jeszcze bli偶ej.
Sebastian nie m贸g艂 nie okaza膰 zainteresowania ostatnimi s艂owami dziewczyny.
– Co dok艂adnie masz na my艣li?
Blondynka wywr贸ci艂a oczami, mrucz膮c pod nosem co艣, co brzmia艂o jak ironiczne „faceci…”. Sebastian pu艣ci艂 to mimo uszu, bo jednak bardziej mu zale偶a艂o na jej odpowiedzi.
– Je艣li ch艂opakowi podoba si臋 dziewczyna – zacz臋艂a blondw艂osa – i nie chce, by kto艣 inny zgarn膮艂 mu t臋 dziewczyn臋 sprzed nosa, to prosi j膮 o tak zwane „chodzenie ze sob膮”. Czy tak?
– No tak – odpar艂.
– A kiedy chce si臋 upewni膰, 偶e ju偶 nigdy przenigdy 偶aden ch艂opak mu tej dziewczyny nie odbije, to prosi j膮 o r臋k臋 i si臋 z ni膮 偶eni, czy tak? – ci膮gn臋艂a dalej Kinga.
– To co, mam si臋 mu o艣wiadczy膰, do tego zmierzasz? – prychn膮艂 Sebastian nagle. – No jasne, ju偶 lec臋! Ale jakby艣 zapomnia艂a, kobieto, to tu jest Polska! Nie Ameryka! Tu geje nie bior膮 艣lub贸w, bo to kurna nielegalne! – warkn膮艂 Sebastian z irytacj膮 tak wielk膮, 偶e Kinga mia艂a wra偶enie, i偶 po raz pierwszy w 偶yciu Sebastianowi ten fakt naprawd臋 przeszkadza艂.
– Nie m贸wi艂am o o艣wiadczynach, pacanie! – burkn臋艂a jednak w odpowiedzi. – Wyobra藕 sobie, 偶e tutaj lesbijki te偶 nie bior膮 艣lub贸w, wi臋c nie udawaj jedynego poszkodowanego przez nasze prawo – fukn臋艂a. – A wracaj膮c do tematu, to rzuci艂am ci po prostu tak膮 teoretyczn膮 my艣l – odpar艂a. – Nie mo偶esz si臋 mu o艣wiadczy膰, a przynajmniej nie w 艣wietle prawa, ale przecie偶 heterycy te偶 si臋 tak od razu nie o艣wiadczaj膮. Jestem pewna, 偶e mo偶esz co艣 wykombinowa膰. Pomy艣l.
– A tobie chodzi co艣 takiego po g艂owie? – zapyta艂 wreszcie brunet.
– P贸ki co nic konkretnego, ale jestem pewna, 偶e mo偶esz co艣 wymy艣li膰 – zapewni艂a go Kinga. – Jako艣 da膰 艁ukaszowi do zrozumienia, 偶e chcia艂by艣 czego艣 wi臋cej i co艣 zrobi膰, 偶eby ten wasz zwi膮zek wskoczy艂 na wy偶szy poziom czy co艣… Pomy艣l nad tym.
Sebastian przeczesa艂 sobie w艂osy palcami.
– Dobra, zobaczymy co da si臋 zrobi膰.
Ch艂opak zupe艂nie nie mia艂 pomys艂u jak zrobi膰 to, co sugerowa艂a Kinga, jednak przecie偶 nigdy nie wiadomo, jak to 偶ycie si臋 pouk艂ada.
*

– 艁ukasz, no we藕 co艣 zjedz. – Urszula z westchnieniem podsun臋艂a synowi pod nos talerz z kanapkami. Specjalnie si臋 postara艂a, by zrobi膰 mu takie, kt贸re lubi najbardziej, jednak tego poranka ch艂opak nie m贸g艂 prze艂kn膮膰 ani k臋sa.
– Nie jestem g艂odny, mamo – odpar艂 ch艂opak, b臋bni膮c nerwowo palcami w blat sto艂u. Wreszcie nie wytrzyma艂 tego bezruchu i wsta艂 gwa艂townie. – P贸jd臋 wcze艣niej do Sebastiana – oznajmi艂. – Przynajmniej b臋dzie pewno艣膰, 偶e si臋 nie sp贸藕nimy.
– I tak si臋 nie sp贸藕nicie – odpar艂a Urszula. – Jest jeszcze wcze艣nie.
– Wiem, ale…
– Nie musisz si臋 tak stresowa膰, 艁ukasz – powiedzia艂a uspakajaj膮cym tonem. – Przecie偶 wiem, 偶e si臋 du偶o uczy艂e艣 razem z Sebastianem. Na pewno p贸jdzie ci 艣piewaj膮co.
– Mamo, to jest matura – j臋kn膮艂 ch艂opak. – Jak niby mam si臋 nie stresowa膰?
– Po prostu w siebie uwierz.
– Jak?
– No nie wiem – odpar艂a wreszcie. – Ale ja w ciebie wierz臋 bezgranicznie, wi臋c id藕 tam i niech komisji opadn膮 szcz臋ki, jasne?
艁ukasz odetchn膮艂 g艂臋boko, nie potrafi膮c ukry膰 lekkiego u艣miechu, kt贸ry wywo艂a艂y s艂owa jego mamy.
– Jasne, mamu艣. Dzi臋ki.


Niemniej jednak kiedy dotar艂 do Sebastiana, zn贸w by艂 jednym wielkim k艂臋bkiem nerw贸w. Nie umia艂 tego pohamowa膰.
– Wcze艣nie jeste艣 – zauwa偶y艂 Sebastian, witaj膮c go w progu. – Dopiero ko艅cz臋 je艣膰 艣niadanie.
– Nie ma sprawy. Nie mog艂em po prostu u siebie wytrzyma膰.
– Matko, 艁ukasz! Ty jeste艣 normalnie blady! – Sebastian wci膮gn膮艂 艁ukasza do 艣rodka, od razu przyk艂adaj膮c mu d艂o艅 do czo艂a.
– Nic mi nie jest. To tylko stres – mrukn膮艂 brunet, strz膮saj膮c d艂o艅 swojego ch艂opaka.
– Jad艂e艣 艣niadanie? – krzykn臋艂a z kuchni Dorota.
– Nie jestem g艂odny – odpar艂 艁ukasz, cho膰 nie by艂 pewien, czy Dorota go us艂ysza艂a. Us艂ysza艂 jednak Sebastian i to wystarczy艂o.
– Chod藕, zjesz u nas – stwierdzi艂, ci膮gn膮c ch艂opaka za sob膮.
– Nie, naprawd臋 nie mam apetytu…
– To nie by艂o pytanie, 艁ukasz – uci膮艂 Sebastian i usadzi艂 swojego ch艂opaka przy stole w kuchni. – Albo zjesz, albo ci臋 nakarmi臋 si艂膮 – zagrozi艂.
艁ukasz w odpowiedzi tylko j臋kn膮艂 cicho, widz膮c, 偶e jest na z g贸ry przegranej pozycji.
– Ale z ciebie nadopieku艅cza kwoka – burkn膮艂 jedynie. 艁ukasz naprawd臋 mia艂 dobre ch臋ci, ale kiedy dosta艂 talerz z jedzeniem, po prostu go odrzuci艂o. – Nie, Sebastian, nie mog臋 – westchn膮艂, odsuwaj膮c od siebie wszystko, co w艂a艣nie poda艂a mu Dorota. Czu艂, 偶e gdyby to zjad艂, to i tak sko艅czy艂oby to w kana艂ach, oczywi艣cie o ile zd膮偶y艂by dobiec do 艂azienki.
Sebastian przysun膮艂 si臋 do 艁ukasza i chwyci艂 go za r臋k臋.
– Ty si臋 trz臋siesz – zauwa偶y艂, splataj膮c swoje palce z palcami poblad艂ego ch艂opaka.
– Nic na to nie poradz臋 – odpar艂 bezradnie 艁ukasz, bo faktycznie mia艂 wra偶enie, 偶e jego d艂onie troch臋 dygoc膮.
– Mamo – Sebastian nagle zwr贸ci艂 si臋 do Doroty – odwioz艂aby艣 nas dzisiaj do szko艂y?
– Nie mieli艣cie przypadkiem jecha膰 tramwajem? – spyta艂a kobieta przekornie.
– Prosz臋? – Sebastian potrafi艂 by膰 naprawd臋 przekonywaj膮cy, kiedy tylko chcia艂.
– Jasne, 偶e was podwioz臋 – odpar艂a z u艣miechem Dorota. – Mia艂am zamiar to zrobi膰 nawet, jakby艣 nie poprosi艂. Przecie偶 zaczynacie dzisiaj matury, nale偶y wam si臋 – doda艂a.
– Dzi臋ki, mamo. – Sebastian u艣miechn膮艂 si臋 do niej szeroko. – Jeste艣 艣wietna.
– Ach, no przecie偶 wiem. – Dorota odpowiedzia艂a mu podobnym u艣miechem.


Sebastian chwyci艂 艁ukasza za przedrami臋 i poci膮gn膮艂 go bez s艂owa za sob膮.
– Ej, co robisz?! – oburzy艂 si臋 ch艂opak, nie wyrywaj膮c si臋 jednak zbytnio.
– W艂a艣nie zyskali艣my dodatkowe p贸艂 godziny. Zamierzam wykorzysta膰 ten czas, by ci臋 nale偶ycie odpr臋偶y膰 – wyja艣ni艂 Sebastian chytrze.
– Czy ty chcesz zrobi膰 to, co ja my艣l臋, 偶e chcesz zrobi膰? – zapyta艂 ostro偶nie 艁ukasz, przekraczaj膮c pr贸g pokoju Sebastiana.
– Podejrzewam, 偶e tak, o ile tylko my艣lisz, 偶e zamierzam ci臋 teraz przelecie膰.
Sebastian gwa艂townie przyci膮gn膮艂 艁ukasza do siebie. 艁ukasz nie protestowa艂.
– Zero subtelno艣ci – skomentowa艂 jednak.
Sebastian obj膮艂 d艂o艅mi jego policzki i poca艂owa艂 nami臋tnie, nie trac膮c czasu na wymy艣lanie werbalnej odpowiedzi. 艁ukasz obj膮艂 plecy swojego ch艂opaka i odpowiedzia艂 偶arliwie na pieszczot臋. Po chwili jednak odsun膮艂 si臋 od niego, staraj膮c si臋 przej膮膰 kontrol臋 nad swoim nier贸wnym oddechem.
– Czekaj, cholera – mrukn膮艂 z irytacj膮. – Je艣li pogniot臋 sobie teraz ubrania to b臋dzie naprawd臋 藕le – zauwa偶y艂.
Sebastian zn贸w go poca艂owa艂 – nie mniej nami臋tnie ni偶 za pierwszym razem, lecz teraz jednocze艣nie zacz膮艂 powoli rozpina膰 jego bia艂膮 koszul臋.
– Wi臋c musz臋 ci臋 rozebra膰 bardzo wolno i ostro偶nie – odpar艂 z chytrym u艣miechem. Jeden guziczek, drugi guziczek… zapowiada艂o si臋, 偶e troch臋 to potrwa, acz Sebastianowi ta sytuacja wr臋cz odpowiada艂a. To 艁ukasz musia艂 si臋 bardziej m臋czy膰, zw艂aszcza, 偶e jego ch艂opak ca艂kiem przypadkowo dotyka艂 przy okazji jego klatk臋 piersiow膮 w spos贸b, kt贸ry nie m贸g艂 go nie podnieci膰. Cholerny Sebastian i jego cholerne-gor膮ce gierki!
Sebastian na szcz臋艣cie jeszcze nie by艂 przebrany w str贸j galowy, wi臋c kiedy tylko spodnie 艁ukasza zosta艂y od艂o偶one bezpiecznie na por臋cz krzes艂a, ten bez ostrze偶enia pchn膮艂 ch艂opaka na jego w艂asne 艂贸偶ko, 艂膮cz膮c ich usta po raz kolejny tego poranka i przejmuj膮c inicjatyw臋. Nie musia艂 si臋 przecie偶 martwi膰, 偶e pogniecie mu ubranie – nie zamierza艂 si臋 wi臋c ani troch臋 powstrzymywa膰.
– Taki jeste艣 ch臋tny? – za艣mia艂 si臋 Sebastian.
– Nie, 偶eby ci to przeszkadza艂o – odpar艂 艁ukasz, ca艂uj膮c wolno szyj臋 swojego ch艂opaka. W ka偶dy z tych poca艂unk贸w wk艂ada艂 ca艂膮 swoj膮 dusz臋, chc膮c sprawi膰 Sebastianowi jak najwi臋cej przyjemno艣ci oraz jak najlepiej zapami臋ta膰 jego smak i zapach.
– Jeste艣… nami臋tny. – Sebastian mrukn膮艂 cicho i odchyli艂 g艂ow臋 do ty艂u najmocniej, jak tylko m贸g艂, wyginaj膮c kr臋gos艂up w prz贸d. Jego palce szybko zapl膮ta艂y si臋 we w艂osach 艁ukasz, a oddech straci艂 na regularno艣ci. Prawie nie zauwa偶y艂 przerwy w poca艂unkach, a jednak ju偶 chwil臋 p贸藕niej zorientowa艂 si臋, 偶e nie ma ju偶 na sobie koszulki, a 艁ukasz w艂a艣nie 艣ci膮ga z niego spodnie.
– I to te偶 ci nie przeszkadza, jak widz臋 – mrukn膮艂 ch艂opak w odpowiedzi, sk艂adaj膮c delikatne poca艂unki na klatce piersiowej Sebastiana. Na obojczykach. Wok贸艂 sutk贸w. Na mostku. Na brzuchu. Przy ko艣ciach biodrowych. Na podbrzuszu. I ni偶ej. Ni偶ej. Kiedy poca艂owa艂 wn臋trze uda, Sebastian zadr偶a艂 i westchn膮艂.
– Czy przypadkiem… – zaj膮kn膮艂 si臋 Sebastian mru偶膮c oczy, staraj膮c si臋 opanowa膰 p艂ytki oddech. – To nie ja mia艂em… ci臋 odpr臋偶y膰?
艁ukasz powolnie przerzuci艂 si臋 na drugie udo swojego ch艂opaka, muskaj膮c je na przemian swoimi poca艂unkami i gor膮cym oddechem.
– Sprawianie ci przyjemno艣ci odpr臋偶a mnie wyj膮tkowo skutecznie – zapewni艂 cicho, a jego usta pow臋drowa艂y nieco w g贸r臋 uda ch艂opaka. Sebastian zaczyna艂 od tego wariowa膰.
– Chcesz by膰 na g贸rze? – zaproponowa艂 wreszcie.
艁ukasz odsun膮艂 twarz od uda ch艂opaka, k艂ad膮c tam w zamian swoj膮 ciep艂膮 d艂o艅 i przesun膮艂 si臋 nieco wy偶ej na 艂贸偶ku, wisz膮c na kolanach i 艂okciach nad Sebastianem i patrz膮c mu prosto w oczy.
– My艣la艂em, 偶e to ty chcesz mnie przelecie膰. – Twarz 艁ukasza by艂a tylko kilka centymetr贸w od ust Sebastiana, a jego d艂o艅 nie przestawa艂a kr膮偶y膰 po udzie ch艂opaka.
– S膮dzi艂em, 偶e tak dzisiaj wolisz. Ale chyba jednak masz ochot臋 dominowa膰 – szepn膮艂. Tylko cudem powstrzymywa艂 w艂asne biodra przed wychyleniem w stron臋 d艂oni 艁ukasza, kt贸ra przecie偶 by艂a tak blisko, ale r贸wnie偶 – och, niech to cholera! – tak piekielnie daleko.
– Chcesz by膰 na dole? – upewni艂 si臋 艁ukasz wolno, jednocze艣nie oplataj膮c palcami penisa Sebastiana. Ch艂opak w odpowiedzi ca艂y zadr偶a艂, jakby przelecia艂 przez niego pr膮d.
– Ja… – Sebastian pr贸bowa艂 odpowiedzie膰, ale wtedy 艁ukasz zacz膮艂 powoli porusza膰 palcami, odbieraj膮c mu zdolno艣膰 rozumowania. Zdo艂a艂 jednak wydusi膰 z siebie: – Tak, ta… k, ch…chc臋!
– Okej, przyj膮艂em. – 艁ukasz przesta艂 pie艣ci膰 Sebastiana, a zamiast tego przyci膮gn膮艂 go mocno do poca艂unku. Ju偶 dawno si臋 tak nami臋tnie nie ca艂owali. Czule, wolno, spokojnie. Badali ka偶dy zakamarek swoich ust, zupe艂nie jakby robili to po raz pierwszy. Zapalczywie.
Sebastian chwyci艂 艁ukasza za po艣ladki, powoli zaciskaj膮c na nich palce, jakby chcia艂 da膰 swojemu ch艂opakowi do zrozumienia, 偶e poca艂unek poca艂unkiem, ale on czeka na co艣 wi臋cej.
艁ukasz jednak nie da艂 si臋 zbi膰 z tropu i nadal 偶arliwie kontemplowa艂 usta Sebastiana, cho膰 jedna z jego d艂oni pow臋drowa艂a poni偶ej plec贸w ch艂opaka ot, jakby chcia艂 da膰 zna膰, 偶e zrozumia艂 przekaz Sebastiana, lecz r贸wnie偶 przypomina艂 mu, 偶e to on – 艁ukasz – ma kontrol臋 nad sytuacj膮 i nie zamierza z tego rezygnowa膰.
Ch艂opak w odpowiedzi westchn膮艂 z widocznym niezadowoleniem, jednak odpr臋偶y艂 si臋 tyle, ile tylko m贸g艂 i pozwoli艂 艁ukaszowi dzia艂a膰 wedle jego widzimisi臋. Nie m贸g艂 jednak powstrzyma膰 swojej d艂oni przed dotkni臋ciem brzucha 艁ukasza, a potem przed zsuni臋ciem jej ni偶ej, ni偶ej… i jeszcze ni偶ej, a偶 do penisa ch艂opaka. W momencie, gdy go obj膮艂 palcami, 艁ukasz sykn膮艂 gard艂owo i oderwa艂 si臋 od zaj臋cia, jakim by艂o ca艂owanie Sebastiana po szyi.
– Niech ci臋 cholera – j臋kn膮艂, zanurzaj膮c palce w d艂ugie w艂osy ch艂opaka i ca艂uj膮c go kr贸tko w usta. – Gdzie masz nawil偶enie? – spyta艂 wyczekuj膮co, bo tak naprawd臋 ju偶 sam nie m贸g艂 si臋 powstrzyma膰 i ca艂y dr偶a艂 z oczekiwania. Nagle jednak przysz艂o mu co艣 bardzo niedobrego do g艂owy. – Cholera, a czy nam si臋 ostatnio nie sko艅czy艂o?
Sebastian parskn膮艂 艣miechem, cho膰 nie by艂 pewien jakim cudem mu si臋 to uda艂o, skoro ledwie trzyma艂 si臋 przy zdrowych zmys艂ach z podniecenia.
– Sko艅czy艂o – przyzna艂 jednak. – Ale b臋d膮c szalenie przezornym cz艂owiekiem, zaopatrzy艂em nas w nowe – doda艂 z przebieg艂ym u艣miechem, odwracaj膮c si臋 do ty艂u, by si臋gn膮膰 do szafki nocnej przy 艂贸偶ku.
艁ukasz szybko skorzysta艂 z zawarto艣ci ma艂ej butelki, gdy tylko dosta艂 j膮 w r臋ce.
– Wiesz, 偶e ci臋 uwielbiam, prawda? – mrukn膮艂, u艣miechaj膮c si臋 szeroko.
– Wiem, ja te偶 siebie uwielbiam – odpar艂 ze 艣miechem Sebastian, k艂ad膮c si臋 z powrotem na 艂贸偶ku i pozwalaj膮c, by jego ch艂opak nakry艂 go swoim cia艂em.
艁ukasz wszed艂 w niego jednym, p艂ynnym ruchem. Ostatnio kochali si臋 na tyle cz臋sto, 偶e m贸g艂 sobie odpu艣ci膰 zabaw臋 w jeden paluszek, drugi paluszek i tak dalej. Sebastian by艂 wystarczaj膮co przygotowany bez tego i 艁ukasz wiedzia艂, 偶e nie sprawi mu ju偶 b贸lu.
Sebastian j臋kn膮艂 gard艂owo i 艁ukasz rozpromieni艂 si臋 widz膮c, 偶e na twarzy ch艂opaka wida膰 by艂o tylko bezgraniczn膮 przyjemno艣膰. A 艁ukasz bardzo lubi艂 sprawia膰 mu przyjemno艣膰.
Sam zreszt膮 te偶 nie narzeka艂. Ca艂e cia艂o mia艂 napi臋te do granic mo偶liwo艣ci, a oddech przyspieszony. Mimowolnie wydawa艂 ciche j臋ki w rytm w艂asnych ruch贸w we wn臋trzu Sebastiana. Do艣wiadczenie pomog艂o 艁ukaszowi powstrzyma膰 si臋 od przyspieszenia pchni臋膰. No, mo偶e niekoniecznie takie do艣wiadczenie pisane z wielkiej litery, lecz ma艂e, niepozorne do艣wiadczonko, kt贸re zdoby艂 wraz z Sebastianem. Niemniej jednak jakie艣 tam by艂o i pomog艂o mu utrzyma膰 si臋 na wodzy i porusza膰 biodrami wolno i regularnie. 艁ukasz wiedzia艂, 偶e doprowadza tym Sebastiana do sza艂u. Sam r贸wnie偶 ledwo wytrzymywa艂, ale by艂o warto.
– 艁ukasz… – westchn膮艂 Sebastian, tu偶 przed tym jak wygi膮艂 swoje cia艂o gwa艂townie i odrzuci艂 g艂ow臋 w ty艂, osi膮gaj膮c spe艂nienie.
– Sebastian… – 艁ukasz odpowiedzia艂 tym samym, a po paru kolejnych pchni臋ciach doszed艂, wtulaj膮c twarz w szyj臋 swojego ch艂opaka i ca艂uj膮c j膮 mocno.


Kilka nast臋pnych sekund min臋艂o im na ws艂uchiwaniu si臋 we w艂asne, przyspieszone jeszcze oddechy. Le偶eli wtuleni w siebie. 艁ukasz nadal mia艂 twarz przy szyi Sebastiana, a Sebastian palce we w艂osach 艁ukasza.
– Ale ci bije serducho – spostrzeg艂 po chwili Sebastian.
– Twoje bije nie mniej, nie my艣l sobie. – Oddech 艁ukasza po艂askota艂 delikatnie sk贸r臋 ch艂opaka.
– Bo mi da艂e艣 nie藕le do wiwatu – za艣mia艂 si臋 ciep艂o Sebastian.
– Nale偶a艂o ci si臋.
艁ukasz podpar艂 si臋 na przedramionach i zsun膮艂 ze swojego ch艂opaka, uk艂adaj膮c si臋 za to tu偶 przy nim na boku. Zgi臋t膮 w 艂okciu r臋k膮 podpar艂 swoj膮 g艂ow臋 i w milczeniu wpatrywa艂 si臋 w Sebastiana.
– Co robisz?
– Podziwiam – odpar艂 艁ukasz spokojnie. Wyci膮gn膮艂 jedn膮 d艂o艅 przed siebie i opuszkami palc贸w zacz膮艂 bada膰 delikatnie twarz Sebastiana. Dotkn膮艂 powiek, policzk贸w, obrysowa艂 kszta艂t nosa i ust. Potem zn贸w podni贸s艂 si臋 na r臋kach i nachyli艂 lekko, by z艂o偶y膰 na ustach Sebastiana 艂agodny poca艂unek, czu艂y i bardzo lekki, niczym mu艣ni臋cie skrzyd艂ami motyla. – Jeste艣 pi臋kny – szepn膮艂.
Sebastian spojrza艂 na 艁ukasza, ca艂kowicie zdumiony. Wiedzia艂, 偶e podoba si臋 swojemu ch艂opakowi – 艁ukasz m贸wi艂 mu to nie raz. Ta sytuacja by艂a jednak inna. Gesty 艁ukasza, takie czu艂e, wr臋cz intymne, delikatne, jakby pe艂ne podziwu. Sebastian mia艂 wra偶enie, 偶e w jego wn臋trzu rozlewa si臋 co艣 ciep艂ego i bardzo, ale to bardzo przyjemnego.
– Dzi臋kuj臋 – odszepn膮艂. Podni贸s艂 si臋 na przedramionach i poca艂owa艂 艁ukasz w usta tak samo czule, jak on przed chwil膮 poca艂owa艂 jego. – Ale ty te偶 – doda艂. – I mo偶e nawet… pi臋kniejszy.


Nie wiadomo, jak d艂ugo mog艂aby trwa膰 ta scena – prawdopodobnie ca艂膮 wieczno艣膰 – gdyby Dorota nie krzykn臋艂a spod schod贸w:
– Ch艂opaki! Ju偶 trzeba si臋 powoli zbiera膰!
Sebastian parskn膮艂 cichym 艣miechem.
– I romantyczna atmosfera posz艂a w choler臋.
艁ukasz odpowiedzia艂 mu szerokim u艣miechem.
– Mo偶e to i dobrze. Zaczyna艂o si臋 robi膰 odrobin臋 zbyt patetycznie, nie s膮dzisz? – uzna艂, staraj膮c si臋 zachowa膰 powag臋, cho膰 jego oczy wci膮偶 si臋 艣mia艂y.
– Och, no mo偶e troch臋.
– Troszeczk臋 – doda艂 艁ukasz.
– Odrobink臋.
– Tyci tyci.
Obaj parskn臋li 艣miechem i zacz臋li si臋 podnosi膰 z 艂贸偶ka. Wymieniaj膮c lu藕ne uwagi zacz臋li wbija膰 si臋 w swoje ciemne spodnie i zapina膰 koszule. Kiedy 艁ukasz by艂 na etapie wi膮zania krawatu, Sebastian nagle poderwa艂 g艂ow臋 i podszed艂 do niego pr臋dko.
– Czekaj, daj mi to zrobi膰!
– Co, krawat? – zdumia艂 si臋 艁ukasz, przerywaj膮c szarpanie si臋 z materia艂em.
– No – odpar艂 zwi臋藕le Sebastian. – Zawsze chcia艂em to zrobi膰 – przyzna艂.
– Zawi膮za膰 mi krawat? – upewni艂 si臋 艁ukasz.
– Jasne. To cholernie seksowne, nie s膮dzisz?
– E, nie wiem. Mo偶e troch臋 – przyzna艂 艁ukasz po namy艣le. – No i kim偶e ja jestem, by ci臋 powstrzymywa膰, skoro tak bardzo chcesz? – za艣mia艂 si臋.
Sebastian, czuj膮c si臋 dumny jak paw z niepoj臋tych przez siebie powod贸w, zabra艂 si臋 do wi膮zania 艁ukaszowi krawata, a po sko艅czonej robocie spojrza艂 na swoje dzie艂o. Je艣li to nie by艂o perfekcyjnie, to Sebastian nie wiedzia艂 ju偶, co by艂o.
– 艁a艂 – skwitowa艂 艁ukasz. – Naprawd臋 艂a艂. Ale sw贸j musisz sobie zawi膮za膰 sam, bo jeszcze nie opanowa艂em sztuki wi膮zania krawat贸w na kim艣 innym ni偶 ja sam – doda艂.
– Nie ma sprawy – odpar艂 Sebastian z szerokim u艣miechem. – Grunt, 偶e przez ca艂膮 matur臋 b臋d臋 mie膰 艣wiadomo艣膰, 偶e siedzisz w krawacie, kt贸ry w艂asnor臋cznie zawi膮za艂em.
– Kr臋ci ci臋 to?
– No ba!
– Wariat! – skwitowa艂 艁ukasz, ale poca艂owa艂 swojego ch艂opaka w skro艅 tu偶 przed wyj艣ciem z jego pokoju.
Sebastian parskn膮艂 艣miechem w odpowiedzi.
– I nie martw si臋 matur膮. Rzucisz komisj臋 na kolana – doda艂 ze znacz膮cym u艣mieszkiem.
艁ukasz rykn膮艂 niepohamowanym 艣miechem.
– Sebastian, ty zbocze艅cu! – warkn膮艂 mi臋dzy salwami weso艂o艣ci. – Przysi臋gam, 偶e ja ci臋 kiedy艣 po prostu zabij臋, wiesz?
– A wiem, wiem.


Dorota przez ca艂膮 drog臋 nie mog艂a rozgry藕膰, z czego ch艂opaki si臋 tak chichotali. Nie martwi艂o jej to jednak. Grunt, 偶e po stresie nie by艂o ani 艣ladu.