G贸wniarz 2 4
Dodane przez Aquarius dnia Wrze秐ia 29 2012 11:11:44
Cisza jaka nast膮pi艂a po tym nietypowym powitaniu by艂a namacalnym wr臋cz dowodem na to, 偶e nawet bana艂 mo偶e zatka膰 z wra偶enia. Nawet dzieciaki przesta艂y ha艂asowa膰, zainteresowane co tak zaskoczy艂o doros艂ych.
- Ja pierdol臋… - Igor spojrza艂 w stron臋 z kt贸rej dolecia艂 ten oryginalny komentarz i zobaczy艂 ubran膮 w czarne jeansy i do艣膰 obszern膮 czarn膮 polarow膮 bluz臋 dziewczyn臋 z d艂ugimi, spadaj膮cymi na piersi rudymi w艂osami. Pomy艣la艂, ze jest ca艂kiem 艂adna, a liczne piegi, kt贸rymi mia艂a obsypan膮 praktycznie ca艂膮 twarz, dodawa艂y jej tylko uroku.
- Wyra偶aj si臋 – mrukn臋艂a stoj膮ca obok niej m艂oda kobieta, tak偶e ruda i strzeli艂a m艂odsz膮 d艂oni膮 w ty艂 g艂owy.
- No co? – mrukn臋艂a skarcona rozmasowuj膮c miejsce uderzenia i patrz膮c wilkiem na rozm贸wczyni臋.
- Jajco – mrukn臋艂a i u艣miechaj膮c si臋 podesz艂a do Gabriela. – Gratuluj臋 – powiedzia艂a, po czym wyciska艂a go i wyca艂owa艂a.
- Ale… jak? – odezwa艂 si臋 Jasiek, kiedy zdumienie ju偶 mu przesz艂o.
- To ty nie wiesz jak si臋 robi dzieci? – zdziwi艂 si臋 Micha艂. – To ciekawe jakim cudem p艂acisz alimenty na dw贸jk臋 dzieciak贸w.
Jasiek popatrzy艂 tylko na brata morderczym wzrokiem.
- Zwyczajnie – odpar艂 spokojnie Gabriel wzruszywszy ramionami. – Chocia偶 sam si臋 dowiedzia艂em o tym dopiero jaki艣 miesi膮c temu.
- Nie wa偶ne co, jak i dlaczego – odezwa艂a si臋 starsza siwow艂osa kobieta. – Wa偶ne, 偶e jest cz艂onkiem naszej rodziny. - Podesz艂a do Igora i u艣miechaj膮c si臋 powiedzia艂a: - m贸w mi „babciu” – po czym u艣ciska艂a Igora z ca艂ej si艂y, potem odwr贸ci艂a si臋 i powiedzia艂a do rudej, tej starszej: - Monika, musimy pomy艣le膰 nad tym, gdzie go po艂o偶ymy.
- A nad czym tu my艣le膰? – zdziwi艂a si臋 zapytana. – Po艂o偶y si臋 razem z Karolem w jednym 艂贸偶ku.
- Ze mn膮?! – Igor ze zdziwieniem zobaczy艂, 偶e to odezwa艂a si臋 ta 艂adna ruda. – Zapomnij!
- Wiesz, jak chcesz, to mo偶esz spa膰 na go艂ej pod艂odze w kuchni, bo miejsc na dodatkowy materac nie ma ju偶 nigdzie – stwierdzi艂a Monika.
- Ale dlaczego ja?! To on si臋 tu wepchn膮艂, niech on 艣pi na pod艂odze! – Zamiast odpowiedzi dosta艂 tylko gro藕ne i do艣膰 znacz膮ce spojrzenie. Sapn膮艂 ze z艂o艣ci i mrukn膮艂: - No dobra.
Igor sta艂 zdumiony. To jest facet? Nie m贸g艂 uwierzy膰, mia艂 wra偶enie, 偶e wszyscy w ko艂o robi膮 go w balona. Podszed艂 powoli do „Karola” i po艂o偶y艂 r臋ce na jego klatce piersiowej. By艂a zdecydowanie p艂aska. Chc膮c si臋 upewni膰, po艂o偶y艂 r臋k臋 na jego kroczu. Zanim Karol zd膮偶y艂 odskoczy膰 zszokowany, wyra藕nie wyczu艂 tam zgrubienie.
- Facet… - mrukn膮艂 zdumiony.
- Ej, precz z 艂apami, do cholery! – wrzasn膮艂 wyra藕nie zirytowany Karol odskakuj膮c na bezpieczn膮 odleg艂o艣膰.
W tym momencie Monika wybuch艂a 艣miechem.
- A m贸wi艂am ci, 偶eby艣 w ko艅cu 艣ci膮艂 te kud艂y.
- W 偶yciu! – zaperzy艂 si臋 Karol. – Mojej dziewczynie si臋 podobaj膮.
- No to licz si臋 z tym, 偶e jeszcze niejeden facet ci臋 wymaca – Monika wzruszy艂a ramionami, po czym zwr贸ci艂a si臋 do Igora: - Ile ty w艂a艣ciwie masz lat?
- Siedemna艣cie.
- O, to tak jak Karol! – wyra藕nie ucieszy艂a si臋. – B臋dziecie mogli ze sob膮 porozmawia膰. A Karol ju偶 zacz膮艂 j臋cze膰, 偶e tu si臋 na 艣mier膰 zanudzi.
- Z nim? Nigdy w 偶yciu! – prychn膮艂 Karol. – Nie mam zamiaru zadawa膰 si臋 z kim艣, kto mnie obmacywa艂.
Monika roze艣mia艂a si臋.
- Nie przejmuj si臋 nim – obj臋艂a Igora ramieniem – zanim p贸jdziecie spa膰, on zd膮偶y zmieni膰 zdanie. A na razie pozw贸l, 偶e ci przedstawi臋 ca艂膮 nasz膮 rodzin臋.
Po ca艂ej prezentacji Igor mia艂 straszny m臋tlik w g艂owie. Monika, nie do艣膰, ze przedstawia艂a ka偶dego po kolei, to jeszcze przy ka偶dym opowiada艂a co艣 zabawnego. Jedyne, co uda艂o mu si臋 zapami臋ta膰, to to, 偶e ten m臋偶czyzna, kt贸ry zada艂 to krety艅skie pytanie oraz Karol i Monika, to rodze艅stwo Micha艂a, ten wyp艂oszowaty, nieciekawy facet trzymaj膮cy si臋 z ty艂u, to m膮偶 Moniki, Darek, siwow艂osa kobieta, to ich matka, a ten gruby starszy pan z bia艂a brod膮, kt贸ry z powodzeniem m贸g艂by gra膰 艢wi臋tego Miko艂aja w jakim艣 hipermarkecie, to ojciec Darka. Pozosta艂ych imion ani koligacji nie m贸g艂 zapami臋ta膰. I chyba nawet nie chcia艂. Przecie偶 i tak nie pob臋dzie zbyt d艂ugo w tej rodzinie, wiec po co za艣mieca膰 sobie g艂ow臋 czym艣, co i tak pr臋dzej czy p贸藕niej zapomni? Usiad艂 na pierwszym z brzegu wolnym fotelu i uwa偶nie obserwowa艂 wszystkich. Dzieciaki znowu zacz臋艂y lata膰 i wrzeszcze膰, kto艣 z doros艂ych pr贸bowa艂 nad nimi zapanowa膰, ale wida膰 by艂o, 偶e nic nie mo偶e osi膮gn膮膰, Gabriel rozmawia艂 z bratem Micha艂a… zaraz, jak on ma na imi臋? A tak! Jasiek! A wi臋c Gabriel rozmawia艂 z Ja艣kiem, wyra藕nie czym艣 rozbawiony, Micha艂 lata艂 tam i powrotem przynosz膮c z kuchni r贸偶ne p贸艂miski. No tak, to ju偶 pora kolacji. Z zaciekawieniem rozejrza艂 si臋 w ko艂o szukaj膮c Karola. Siedzia艂 w rogu kanapy z podwini臋tymi nogami i bawi艂 si臋 kom贸rk膮. Pewnie gra w co艣, albo pisze smsa do swojej dziewczyny. S膮dz膮c po minach jakie przy tym robi艂, to chyba jednak to drugie wchodzi艂o w gr臋. Uczucie zazdro艣ci zago艣ci艂o w jego sercu. Nie wiedzia艂 czy to dlatego, ze Karol ma dziewczyn臋, czy dlatego, ze ma kom贸rk臋, czy dlatego, ze potrafi si臋 tak beztrosko u艣miecha膰. Zazdro艣膰 艣cisn臋艂a go za gard艂o, kieruj膮c si臋 uparcie ku g贸rze. Czu艂, ze jeszcze troch臋 i si臋 rozp艂acze. Zapyta艂 kt贸rego艣 z domownik贸w o 艂azienk臋 i prawie do niej pobieg艂. Zamkn膮艂 drzwi na klucz i opar艂 si臋 o nie plecami. Dopiero maj膮c pewno艣膰, 偶e nikt go nie widzi, da艂 upust swojemu 偶alowi, pozwalaj膮c 艂zom p艂yn膮膰 po policzkach. Nie wiedzia艂 dlaczego p艂yn膮, za to wiedzia艂, 偶e strasznie go boli gdzie艣 tam w 艣rodku. P艂aka艂by tak nie wiadomo jak d艂ugo, gdyby nagle kto艣 nie szarpn膮艂 za klamk臋. Spanikowa艂, ale szybko sobie przypomnia艂, 偶e zamkn膮艂 drzwi na klucz. Odetchn膮艂 z ulg膮. Wytar艂 艂zy. Na szcz臋艣cie w ubikacji by艂a niewielka umywalka i lusterko. Przemy艂 twarz wod膮 i upewniwszy si臋, 偶e nie ma 艣ladu po jego p艂aczu, wyszed艂.
Kiedy wr贸ci艂 do salonu, okaza艂o si臋 i偶 kolacja ju偶 jest na stole i wszyscy ju偶 prawie siedz膮. By艂o jeszcze par臋 wolnych miejsc i Igor nie wiedzia艂 kt贸re z nich mo偶e zaj膮膰.
- Siadaj, na co czekasz? – us艂ysza艂 nagle za sob膮 g艂os Gabriela, kt贸ry obj膮艂 go ramieniem i poci膮gn膮艂 do jednego z wolnych miejsc. Sam usiad艂 obok.
Igor by艂 mu za to wdzi臋czny. Wola艂 mie膰 obok siebie kogo艣 znajomego, czu艂 si臋 strasznie niepewnie w艣r贸d tych wszystkich ludzi. Z drugiej strony siad艂 jeden z dzieciak贸w. Igor nawet nie pr贸bowa艂 sobie przypomnie膰 jego imienia, ani czyj on jest. Popatrzy艂 na st贸艂. I chocia偶 nie by艂a to jeszcze 艣wi膮teczna kolacja, to jednak zdumia艂 si臋 ile tego wszystkiego by艂o. Przez chwil臋 si臋 zastanawia艂, a偶 w ko艅cu co艣 sobie na艂o偶y艂 i ca艂kowicie po艣wieci艂 si臋 jedzeniu, nie zwracaj膮c uwagi ani na rozmowy przy stole, ani na wrzeszcz膮cego mu nad uchem bachora. Gabriel na szcz臋艣cie zaj臋ty by艂 s膮siadem, wi臋c dla Igora nie mia艂 czasu, ale to m艂odzie艅cowi w og贸le nie przeszkadza艂o.
Po kolacji doro艣li pr贸bowali zap臋dzi膰 dzieci do spania. Troch臋 s艂abo im to wychodzi艂o, dzieciaki przekrzykiwa艂y si臋 jeden przez drugiego, k艂贸ci艂y z rodzicami i ucieka艂y, s艂owem wprowadza艂y totalne zamieszanie. Po chyba p贸艂godzinnej batalii, wszystkie dzieciaki szykowa艂y si臋 do spania w przeznaczonych dla nich pokojach, pod czujnym okiem matek. Salon opustosza艂 i sta艂 si臋 strasznie cichy. Ci nieliczni m臋偶czy藕ni, kt贸rzy pozostali, postanowili powyk艂ada膰 prezenty pod choink臋. Igor zosta艂 zgarni臋ty prze Gabriela do pomocy przy tych prezentach, kt贸re oni przywie藕li. Jak si臋 okaza艂o, prawie wszyscy mieli prezenty jeszcze w samochodach i powsta艂o ma艂e zamieszanie, kiedy pr贸bowali si臋 mija膰 w przej艣ciach tak by nie uszkodzi膰 tego, co w艂a艣nie nie艣li. Igor na pocz膮tku pr贸bowa艂 jako艣 uk艂ada膰 te ich prezenty pod choink膮, 偶eby 艂adnie to wygl膮da艂o, ale kiedy zosta艂 odsuni臋ty przez kt贸rego艣 z tatusi贸w, kt贸ry twierdzi艂, 偶e 藕le to robi, machn膮艂 na to r臋k膮 i po prostu k艂ad艂 je jak popadnie. I za ka偶dym razem, jak tylko wchodzi艂 do salonu, widzia艂, jak marudny tatu艣 poprawia i przestawia wszystkie bez wyj膮tku prezenty, ustawiaj膮c je w sobie tylko znanym porz膮dku, co w pewnym momencie nawet doprowadzi艂o do ostrzejszej wymiany zda艅 z innym tatusiem. Niestety, zanim Igor zd膮偶y艂 wr贸ci膰 z kolejn膮 paczk膮, obaj tatusiowie zgodnie uk艂adali prezenty, wymieniaj膮c si臋 uwagami. W mi臋dzyczasie kobiety zd膮偶y艂y wr贸ci膰 i pr贸bowa艂y te偶 dok艂ada膰 swoje opinie do sposobu uk艂adania paczek, ale szybko zosta艂y odp臋dzone przez m臋偶czyzn. Kiedy w ko艅cu wszystkie prezenty zosta艂y wy艂o偶one, Igor stwierdzi艂, 偶e naprawd臋 dobrym pomys艂em by艂o postawienie choinki nie bezpo艣rednio na pod艂odze, tylko na ogromnym nieokorowanym klocu drewna, chocia偶 na pocz膮tku, jak tylko wszed艂 do salonu, strasznie go to dziwi艂o. Prezent贸w by艂o tyle, 偶e gdyby choinka sta艂a normalnie, to pewnie zaj臋艂y by one po艂ow臋 pod艂ogi w salonie, a tak ustawiono je w piramidk臋 pod choink膮 i troch臋 wok贸艂 niej.
- Nie chce ci si臋 przypadkiem ju偶 spa膰? – us艂ysza艂 nagle Igor, kiedy wpatrywa艂 si臋 w prezenty. Odwr贸ci艂 si臋 i zobaczy艂 u艣miechaj膮cego si臋 Micha艂a
- Chyba tak – b膮kn膮艂 niepewnie.
- Karol, zaprowad藕 Igora do pokoju i daj mu jaki艣 r臋cznik.
Igor poszed艂 do samochodu po swoj膮 torb臋. Kiedy wr贸ci艂, Karol ju偶 czeka艂 na niego z jakim艣 r臋cznikiem, kt贸ry momentalnie wcisn膮艂 mu do r膮k.
- Chod藕 – mrukn膮艂 rudzielec do Igora, po czym ruszy艂 przed siebie. – 艁azienka jest na ko艅cu korytarza. – Machn膮艂 r臋k膮 w odpowiednim kierunku, kiedy weszli na pi臋tro.
Karol otworzy艂 drzwi do jakiego艣 pokoju i zapali艂 艣wiat艂o. Oczom Igora ukaza艂y si臋 dwa polowe 艂贸偶ka, na kt贸rych spa艂y jakie艣 dzieciaki oraz jedno, normalne, kt贸re by艂o niezaj臋te, ale ju偶 przyszykowane do spania.
- Tu 艣pimy – mrukn膮艂 rudzielec. – Wolisz od 艣ciany czy z brzegu?
- Oboj臋tne. – Igor wzruszy艂 ramionami.
- To 艣pisz z brzegu. Nie mam ochoty wyl膮dowa膰 na pod艂odze jak zaczniesz si臋 za bardzo rozwala膰. Ja id臋 si臋 pierwszy my膰. – Po czym wyci膮gn膮艂 spod 艂贸偶ka torb臋, wyj膮艂 przybory toaletowe i zacz膮艂 si臋 rozbiera膰.
- No i czego si臋 tak gapisz? – burkn膮艂 Karol, kiedy ju偶 si臋 rozebra艂 do samych slipek, po czym zarzuci艂 r臋cznik na rami臋 i wyszed艂 z pokoju.
Igor usiad艂 na 艂贸偶ku. Jak wcze艣niej mia艂 jeszcze jakie艣 w膮tpliwo艣ci co do p艂ci Karola, tak teraz pozby艂 si臋 ich kompletnie, do艣膰 spore wybrzuszenie w jego majtkach m贸wi艂o samo za siebie. Wyci膮gn膮艂 z torby pi偶am臋 i przybory toaletowe i po艂o偶ywszy je obok siebie na 艂贸偶ku, czeka艂 na powr贸t Karola. Wr贸ci艂 do艣膰 szybko z r臋cznikiem owini臋tym wok贸艂 bioder.
- Mo偶esz ju偶 i艣膰, tylko szybko, bo jeszcze kto艣 ci zajmie 艂azienk臋 – powiedzia艂 grzebi膮c w swojej torbie.
Igor bez s艂owa poszed艂 do 艂azienki. Kiedy wr贸ci艂, Karol wydawa艂 si臋 spa膰 odwr贸cony przodem do 艣ciany. Schowa艂 rzeczy do torby, zgasi艂 艣wiat艂o i wszed艂 pod ko艂dr臋.
- Jeden podejrzany ruch i wykopuj臋 ci臋 z wyra – us艂ysza艂 nagle z艂owrogo brzmi膮cy g艂os. – Zrozumia艂e艣?
- Taaa – mrukn膮艂, po czym odwr贸ci艂 si臋 do Karola plecami, staraj膮c si臋 jak najmniej z nim styka膰. Chwil臋 potem ju偶 spa艂.
Kiedy si臋 obudzi艂, stwierdzi艂, ze co艣 jest nie tak. To „nie tak”, to co艣 mi臋kkiego i ciep艂ego, na czym najwyra藕niej le偶a艂. Nie otwieraj膮c oczu, pomaca艂 r臋k膮 i stwierdzi艂, 偶e to chyba…
- Co艣 ci chyba wczoraj powiedzia艂em – g艂os wbijaj膮cy mu si臋 do m贸zgu by艂 wyj膮tkowo w艣ciek艂y. W tym momencie przypomnia艂 sobie gdzie jest i szybko zabra艂 r臋k臋 oraz odsun膮艂 si臋 na bezpieczn膮 odleg艂o艣膰.
- Sorki – wyrzuci艂 z siebie, po czym szybko wsta艂.
Dzieciaki jeszcze spa艂y. Spojrza艂 na kom贸rk臋. Dochodzi艂a sz贸sta. Nie wiedzia艂 czy ma ju偶 wstawa膰, czy mo偶e jeszcze pospa膰.
- O kt贸rej jest 艣niadanie? – zapyta艂 niepewnie.
- O dziewi膮tej – wymrucza艂 Karol, g艂osem sugeruj膮cym, 偶e pr贸buje jeszcze zasn膮膰 – ale je艣li chcesz i艣膰 do ko艣cio艂a, to msza jest o si贸dmej.
Igor nie chcia艂 i艣膰, ale te偶 nie bardzo chcia艂o mu si臋 spa膰. Po cichu ubra艂 si臋 i zszed艂 na d贸艂. Troch臋 si臋 zdziwi艂 widz膮c krz膮taj膮c膮 si臋 po kuchni Monik臋.
- O, ju偶 wsta艂e艣? – zainteresowa艂a si臋.
Nie zd膮偶y艂 odpowiedzie膰, gdy za plecami us艂ysza艂 zdziwione:
- O, ju偶 wsta艂e艣? – odwr贸ci艂 si臋 i zobaczy艂 Micha艂a tachaj膮cego ba艅k臋 na mleko i koszyk z jajkami. – Mam nadziej臋, ze tyle jajek starczy – powiedzia艂 do Moniki.
- Te偶 mam tak膮 nadziej臋 – mrukn臋艂a kobieta, zagl膮daj膮c do koszyka. – W lato b臋dziemy musieli kupi膰 kilka m艂odych kur, te s膮 coraz starsze i coraz gorzej si臋 nios膮.
- Chcesz mleka prosto od krowy? – Micha艂 zapyta艂 Igora u艣miechaj膮c si臋. – Zimniutkie, 偶e a偶 z臋by dzwoni膮. - Po czym nie czekaj膮c na odpowied藕 nala艂 mleka do dw贸ch kubk贸w, po czym jeden poda艂 Igorowi, a do drugiego sam si臋 przyssa艂. – Mniam, mniam – mrukn膮艂, kiedy ju偶 wszystko wypi艂.
- Pochorujesz si臋 jak b臋dziesz tak pi艂 to mleko – mrukn臋艂a Monika.
- Spoko – odpar艂 Micha艂 – z艂ego diabli nie bior膮.
Kobieta westchn臋艂a.
- Na pewno nie chce ci si臋 ju偶 spa膰? – Spyta艂 Micha艂, a kiedy Igor pokr臋ci艂 przecz膮co g艂ow膮, doda艂: - W takim razie, mo偶e chcesz si臋 przej艣膰? Nic tak nie wzmaga apetytu jak 艣wie偶e powietrze.
Igor stwierdzi艂, 偶e i tak musi czeka膰 a偶 do dziewi膮tej, wi臋c bez r贸偶nicy czy p贸jdzie si臋 przej艣膰, czy b臋dzie siedzia艂 bezczynnie.
- Zaczekaj chwil臋 – powiedzia艂 Micha艂, kiedy ju偶 nale偶ycie opatuleni wyszli przed dom, po czym znikn膮艂 w stodole.
Zdziwiony Igor zobaczy艂 jak po chwili wychodzi z niej z jakim艣 dziurawym garnkiem w r臋ku.
- A na co ci to?
- Jak to na co? Na ba艂wana!
- Na ba艂wana? – zdumia艂 si臋. – Nie jeste艣 przypadkiem za stary na takie zabawy?
- NA to nie jest si臋 nigdy za starym! – odkrzykn膮艂 Micha艂 i z艂apawszy Igora za r臋k臋 poci膮gn膮艂 go za sob膮. – Chod藕!
Szli jakie艣 dziesi臋膰 minut, a偶 w ko艅cu doszli do miejsca w kt贸rym sta艂o ju偶 kilka ba艂wanopodobnych twor贸w. Jeden z nich nawet wzbudzi艂 zainteresowanie Igora. Mia艂 marchewk臋 wsadzon膮 nie tam gdzie powinien, a zdecydowanie ni偶ej, przez co kojarzy艂 si臋 z…
Us艂ysza艂 rozbawiony chichot Micha艂a.
- To chyba musi by膰 ba艂wan Franka, m艂odszego syna Moniki. Ostatnio odkry艂 jak膮 fajn膮 rzecz膮 jest siusiak i manifestuje to na wszelkie mo偶liwe sposoby.
Nagle Micha艂 wyci膮gn膮艂 z przyniesionego garnka dwa w臋gielki i do艂o偶y艂 je do marchewki.
- No co? – doda艂 widz膮c zdumione spojrzenie Igora. – Jest siusiak, to musz膮 by膰 tez jajeczka, nie? – po czym mrugn膮艂 figlarnie okiem. – Chod藕, robimy tego ba艂wana.
Micha艂 zacz膮艂 powoli robi膰 kul臋. Igor jeszcze przez chwil臋 posta艂 patrz膮c na niego, po czym te偶 si臋 wzi膮艂 ze lepienie kuli. Nigdy tego nie robi艂 i troch臋 kiepsko mu to wychodzi艂o, ale w ko艅cu za艂apa艂 o co chodzi i ju偶 wkr贸tce jego kula zacz臋艂a rosn膮膰.
- Tyle wystarczy? - Zapyta艂 w pewnym momencie.
Micha艂 podturla艂 bli偶ej swoj膮 kul臋.
- Hehehehe, moja wi臋ksza – powiedzia艂 z dum膮, niczym ma艂e dziecko. – Ale i tak za ma艂e. Nasz ba艂wan musi by膰 naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaajwi臋kszy! Dawaj, turlamy razem moj膮 kul臋, a potem twoj膮.
Jeszcze przez jaki艣 czas formowali kule, a偶 w ko艅cu by艂y najwi臋ksze, ze wszystkich stojacych w pobli偶u ba艂wan贸w. Troch臋 im zaj臋艂o ustawienie kul jedna na drugiej i Igor nie藕le si臋 przy tym zasapa艂, ale w ko艅cu ich ba艂wan sta艂. Micha艂 wzi膮艂 si臋 za dolepianie 艣niegu na r臋ce, a Igor zajrza艂 do garnka i zobaczy艂 tam par臋 w臋gielk贸w i ogromniast膮 bia艂膮 marchewk臋.
- Bia艂a marchewka? – zdumia艂 si臋 ogl膮daj膮c j膮 ze wszystkich stron.
- To nie marchewka, tylko bia艂a rzodkiewka – powiedzia艂 Micha艂. – Wygl膮dem faktycznie przypomina marchewk臋, ale smakuje jak rzodkiewka.
- A ba艂wan nie powinien mie膰 nosa z marchewki?
- Nasz b臋dzie wyj膮tkowy, b臋dzie mia艂 nos z rzodkiewki. Daj – wzi膮艂 od Igora warzywo i wbi艂 je w ca艂ych si艂 w kul臋, a potem do艂o偶y艂 oczy. – Czy偶 nie wygl膮da zajebi艣cie? – zapyta艂 z dum膮. - Do艂贸偶 mu guziki. – Po czym wr贸ci艂 do robienia r膮k.
- No i co? Fajny ba艂wan nam wyszed艂, co nie? – spyta艂 z dum膮 Micha艂, kiedy ju偶 sko艅czyli i stali podziwiaj膮c swoje dzie艂o.
- Nie ma r贸zgi – b膮kn膮艂 Micha艂.
- R贸zgi, m贸wisz? Czekaj! – I zanim Igor zd膮偶y艂 zareagowa膰, Micha艂 ju偶 bieg艂 w stron臋 stoj膮cych najbli偶ej drzew.
Igor popatrzy艂 na ba艂wana. Przerdzewia艂y, dziurawy garnek na g艂owie, jedno oko wy偶ej, nos z rzodkiewki, a nie z marchewki, krzywo u艂o偶one guziki, r臋ce niczym uszy od garnka, ale i tak mu si臋 podoba艂. Jego pierwszy w 偶yciu ba艂wan… 艁zy zakr臋ci艂y si臋 w oczach. Szybko je otar艂 zanim jeszcze polecia艂y po policzkach. Zreszt膮 ju偶 Micha艂 wraca艂 co艣 tam rado艣nie wrzeszcz膮c.
Micha艂 wsadzi艂 ba艂wanowi pod pach臋 jakiego艣 badyla.
- No teraz jest kompletny! – powiedzia艂 z dum膮.
Jeszcze chwil臋 postali patrz膮c si臋 na niego, po czym Micha艂 z艂apa艂 Igora za r臋k臋 i poci膮gn膮艂 za sob膮.
- Chod藕!
- Dok膮d?
- Na sanki!
- Na sanki? Ale przecie偶 nie mamy sanek…
- To nic! Jako艣 sobie poradzimy! – odkrzykn膮艂 entuzjastycznie Micha艂.
Po paru minutach przedzierania si臋 w 艣niegu nagle stan臋li.
- Zobacz, jaki pi臋kny widok – powiedzia艂 Micha艂 u艣miechaj膮c si臋.
Igor spojrza艂 i zobaczy艂, 偶e stoj膮 na sporej g贸rce, a w dole rozci膮gaj膮 si臋 pokryte 艣niegiem lasy. Gdzie艣 w oddali majaczy艂y zamarzni臋te jeziora i chaty.
Igor by艂 pod wra偶eniem tego zimowego krajobrazu.
- To jest jeden z powod贸w, dla kt贸rego tak lubi臋 mazury – wyszepta艂 Micha艂. – Przepi臋kne widoki, bez wzgl臋du na por臋 roku.
- To my jeste艣my na mazurach? – zdumia艂 si臋 Igor.
- A ty my艣la艂e艣, 偶e gdzie?
- No, 偶e to jaka艣 wiocha... – wyb膮ka艂 niepewnie, na co Micha艂 roze艣mia艂 si臋 rozbawiony.
- Nie, m贸j drogi, to s膮 Mazury, zreszt膮 tam wida膰 jedno z jezior. – Wskaza艂 r臋k膮. - No dobra, to teraz te obiecane sanki!
Szybko 艣ci膮gn膮艂 kurtk臋 i po艂o偶y艂 ja na 艣niegu, podszewk膮 do g贸ry, po czym usiad艂 na niej.
- Siadaj! – poklepa艂 miejsce miedzy swoimi nogami.
- Co?
- No siadaj, chyba, ze si臋 cykasz? – zapyta艂 z podst臋pnym u艣miechem.
- Nie cykam si臋 – mrukn膮艂 Igor i usadowi艂 si臋 na kurtce, mi臋dzy nogami Micha艂a. Ten wcisn膮艂 mu do r膮k oba r臋kawy, po czym obj膮艂 go mocno i odepchn膮艂 si臋.
Niestety nie uda艂o im si臋 zjecha膰 idealnie. Po drodze wywr贸cili si臋 i praktycznie jedn膮 trzeci膮 drogi przebyli turlaj膮c si臋. Kiedy w艣ciek艂y Igor podni贸s艂 si臋, zobaczy艂 Micha艂a le偶膮cego w 艣niegu i 艣miej膮cego si臋 jak szalony.
- Ale fajowo by艂o! – wykrzykn膮艂.
- Wcale nie – mrukn膮艂 Igor otrzepuj膮c si臋 ze 艣niegu. – Nie chcia艂 przyzna膰, ale w sumie tez mu si臋 to podoba艂o.
- No dobra, trzeba by ju偶 do domu wraca膰 – mrukn膮艂 Micha艂, kiedy ju偶 si臋 otrzepa艂 i za艂o偶y艂 kurtk臋. – Mamy do wyboru: albo wspinamy si臋 na ta g贸rk臋, albo dra艂ujemy na oko艂o na piechot臋, spory kawa艂ek drogi. Co wybierasz?
Igor spojrza艂 niepewnie na g贸rk臋 z kt贸rej zjechali i powiedzia艂:
- Na piechot臋.
- No to chod藕my.
Kiedy w ko艅cu dotarli do domu, Igor by艂 tak zm臋czony, 偶e jedyne o czym my艣la艂, to ciep艂a k膮piel i 艂贸偶ko.
- A gdzie wy 偶e艣cie si臋 tak w艂贸czyli? – burcza艂 Jasiek, kiedy zobaczy艂 ich wchodz膮cych do domu.
- Byli艣my lepi膰 ba艂wana – odpar艂 Micha艂.
- Tyle czasu? – Wszyscy ju偶 zjedli 艣niadanie.
- A bo nasz ba艂wan musia艂 by膰 najwi臋kszy! No nie, Igor?
Igor co艣 tam burkn膮艂 pod nosem.
- Dobra, dobra, id藕cie je艣膰 艣niadanie. – Jasiek machn膮艂 r臋k膮 i odszed艂.
Przeszli do kuchni, w kt贸rej krz膮ta艂a si臋 Monika. Nawet tutaj mo偶na by艂o us艂ysze膰 dochodz膮ce z salonu wrzaski dzieciak贸w. By艂y one s艂yszalne jeszcze wyra藕niej, gdy raz po raz kt贸re艣 z nich wpada艂o do kuchni, a to 偶ycz膮c sobie czego艣 do picia, a to 偶eby si臋 poskar偶y膰, a to by si臋 pochwali膰 czym艣….
- Ech, te dzieciaki – mrukn臋艂a Monika. – Spokoju z nimi nie ma, a kolacj臋 wigilijn膮 trzeba zrobi膰.
Micha艂 bez s艂owa wsta艂 i przeszed艂 do salonu. Wr贸ci艂 po chwili i towarzyszy艂a mu cisza.
- Co艣 ty im zrobi艂? – Spyta艂a zdumiona Monika
- Obieca艂em st贸w臋 temu z nich, kt贸re pierwsze wypatrzy pierwsz膮 gwiazdk臋 na niebie.
- Micha艂, to niepedagogiczne – odezwa艂o si臋 od strony drzwi.
To wesz艂a do kuchni matka Micha艂a.
- Mo偶e i niepedagogiczne, ale przynajmniej Monika ma 艣wi臋ty spok贸j a偶 do kolacji – wyszczerzy艂 z臋by w u艣miechu, po czym wzi膮艂 si臋 za 艣niadanie.
Po sko艅czonym posi艂ku Igor przeszed艂 do pokoju w kt贸rym spa艂, z trudem rozebra艂 si臋 i przeszed艂 do 艂azienki. Napu艣ci艂 do wanny gor膮cej wody, wla艂 truskawkowy p艂yn do k膮pieli i z westchnieniem ulgi zanurzy艂 si臋 w wodzie. Le偶a艂 my艣l膮c i dzisiejszym poranku. By艂 on szalony, jednak mimo to, mimo i偶 by艂 ca艂y wytyt艂any w 艣niegu i nogi go bola艂y od tego marszu na piechot臋 do domu, to jednak by艂 zadowolony. Gor膮ca woda i truskawkowy zapach tak rozleniwia艂y, ze nawet nie zauwa偶y艂, kiedy zasn膮艂. Obudzi艂 si臋, kiedy jego organizm doszed艂 do wniosku, 偶e woda jest stanowczo za zimna i trzeba by kichn膮膰. Kichn膮艂, po czym wypu艣ci艂 zimn膮 ju偶 kompletnie wod臋 i pola艂 si臋 ciep艂膮 z prysznica. Czu艂 si臋 jak nowonarodzony. Zszed艂 na d贸艂. W kuchni krz膮ta艂y si臋 kobiety przygotowuj膮c kolacj臋, dzieciaki w ciszy przylepia艂y si臋 do okien wypatruj膮c pierwszej gwiazdki, a m臋偶czy藕ni siedzieli w salonie, rozmawiali i ogl膮dali telewizj臋. Rozejrza艂 si臋 w ko艂o. Nie widzia艂 nigdzie Micha艂a, a Gabriel rozmawia艂 z… zaraz, jak mu na imi臋? A tak! Darek, m膮偶 Moniki. Nie wiedz膮c co robi膰, usiad艂 i zacz膮艂 ogl膮da膰 telewizor. W艂a艣nei lecia艂 jaki艣 przyrodniczy program, nawet ca艂kiem interesuj膮cy. Tak go wci膮gn膮艂, 偶e drgn膮艂 przestraszony, kiedy poczu艂 czyj膮艣 d艂o艅 na ramieniu. Podni贸s艂 wzrok i zobaczy艂 Gabriela.
- Dobrze si臋 bawisz? – zapyta艂 trosk膮 w g艂osie.
- Ujdzie – mrukn膮艂.
- Micha艂 m贸wi艂, 偶e lepili艣cie razem ba艂wana, a potem zjechali艣cie z g贸rki na jego kurtce?
- Zgadza si臋.
- Ech ten Micha艂 – westchn膮艂 Gabriel i usiad艂 obok. – Jak pierwszy raz przyjechali艣my tu na 艣wi臋ta, tez mnie w to wmanewrowa艂, a widz膮c zdumiony wzrok Igora doda艂: w lepienie ba艂wana i zjazd z tej g贸rki. Tylko, 偶e wtedy, to m贸j p艂aszcz robi艂 za sanki.
Igor prychn膮艂 rozbawiony.
- On ma szalone pomys艂y. Wiesz co mi da艂 na trzydzieste urodziny? Skok ze spadochronem. Ty wiesz jak ja si臋 wtedy pietra艂em? To by艂 m贸j pierwszy skok i chocia偶 skaka艂em z asekuracj膮 do艣wiadczonego skoczka, to i tak si臋 ba艂em, 偶e spadochron si臋 nie otworzy i zginiemy. A ten szatan przez ca艂y czas si臋 rechota艂 z zadowolenia jak g艂upi. Jeszcze nawet porz膮dnie nie wyl膮dowali艣my, a on stwierdzi艂, 偶e musi to powt贸rzy膰. Tak mu si臋 to spodoba艂o, 偶e wyrobi艂 sobie licencj臋 na skoki ze spadochronem. Potem jeszcze by艂 skok na bungiee, 偶e艣my dla tego nawet specjalnie wyjechali na wakacje za granic臋, lot lotni膮, lot balonem, chodzenie po roz偶arzonych w臋glach i wiele, wiele innych przy kt贸rych zjazd z tej g贸rki to piku艣. – westchn膮艂. Igor popatrzy艂 na niego zdumiony, ale nic nie powiedzia艂. – Jak by艣 co艣 potrzebowa艂, to daj zna膰.
- Nic nie potrzebuj臋.
- Ale jakby co, to pami臋taj. – Poklepa艂 Igora po kolanie i odszed艂. Ch艂opak wr贸ci艂 do ogl膮dania telewizora.
Poniewa偶 nie mia艂 nic do roboty, a nikt go nie goni艂 do pomocy przy robieniu kolacji, wi臋c po prostu siedzia艂 i ogl膮da艂 telewizor.
W ko艅cu nadszed艂 czas kolacji wigilijnej. Zacz臋艂o si臋 ustawianie potraw na stole. Igor zainteresowa艂 si臋 zamieszaniem, kt贸re dotar艂o do jego uszu, a kt贸re mia艂o swoje 藕r贸d艂o najwyra藕niej w korytarzu. Zaciekawiony wyszed艂 i zobaczy艂… 艢wi臋tego Miko艂aja! Tak by艂 tym zdumiony, 偶e dopiero po chwili zobaczy艂 stoj膮cego obok niego… 艂osia? Nie, to kto艣 ubrany w futerko, z pluszowymi rogami na g艂owie i ucharakteryzowan膮 twarz膮. Nagle ten kto艣 zacz膮艂 si臋 rozbiera膰 i kiedy pozby艂 si臋 charakteryzacji, Igor stwierdzi艂, 偶e to Micha艂.
- I jak by艂o? – W korytarzu ukaza艂a si臋 Monika.
- Super! – Micha艂 wyszczerzy艂 si臋. – Feliks mia艂 dobry pomys艂 z tym przebraniem renifera.
- Ja zawsze mam dobre pomys艂y – stwierdzi艂 艢wi臋ty Miko艂aj, kt贸ry tez ju偶 zd膮偶y艂 si臋 pozby膰 ubrania i Igor zobaczy艂 tego grubego staruszka, kt贸ry ju偶 pierwszego dnia skojarzy艂 mu si臋 ze 艢wi臋tym Miko艂ajem.
- Ty wiesz jak膮 dzieciaki mia艂y radoch臋, widz膮c razem z Miko艂ajem jednego z jego renifer贸w? – entuzjazmowa艂 si臋 Micha艂. – Momentami my艣la艂em, 偶e mi te moje rogi oderw膮, tak mnie 艣ciska艂y!
- To dobrze – Monika u艣miechn臋艂a si臋, po czym powiedzia艂a do Igora: - Za ka偶dym razem jak tu przyje偶d偶aj膮 na 艣wi臋ta, to te艣ciu wraz z Micha艂em robi膮 za Miko艂aja. Dzieciaki maj膮 radoch臋, a oni… sam widzisz – wskaza艂a na obu m臋偶czyzn, kt贸rzy z entuzjazmem o czym艣 miedzy sob膮 rozmawiali. – Czasami si臋 zastanawiam, kto tu jest wi臋kszym dzieckiem, Feliks czy Micha艂 – mrukn臋艂a Monika, po czym wr贸ci艂a do kuchni.
Igor jeszcze przez chwil臋 obserwowa艂 Micha艂a i Feliksa, po czym wr贸ci艂 do gadania telewizora.
W ko艅cu jedno z dzieciak贸w wypatrzy艂o pierwsz膮 gwiazdk臋. Wszyscy byli podnieceni t膮 chwil膮. Kto艣 pu艣ci艂 kol臋d臋, by lecia艂a cicho w tle. Zacz臋li sk艂ada膰 sobie 偶yczenia i 艂ama膰 si臋 op艂atkiem. Kiedy w ko艅cu siedli do sto艂u, Igor ze zdumieniem stwierdzi艂, 偶e na stole jest dok艂adnie dwana艣cie potraw, tak jak nakazuje tradycja. Niekt贸re z nich dziwnie wygl膮da艂y i nie by艂 pewien czy powinien ich pr贸bowa膰, ale widz膮c jak inni si臋 zajadaj膮 stwierdzi艂, 偶e przynajmniej spr贸buje wszystkiego po trochu, najwy偶ej nast臋pnym razem b臋dzie wiedzia艂 czego unika膰.
PO kolacji przyszed艂 czas na prezenty. Feliks, jako przedstawiciel 艢wi臋tego Miko艂aja bra艂 po kolei ka偶d膮 paczk臋 i wyczytywa艂 imi臋. Igor obserwowa艂 jak wszyscy podnieceni otwieraj膮 swoje prezenty i ciesz膮 si臋 z ich zawarto艣ci. Nawet z czego艣 takiego jak skarpety, kt贸re dosta艂 Darek, a kt贸re okaza艂y si臋 r臋cznie robione.
- Igor! Jest tu jaki艣 Igor? – dopytywa艂 si臋 grzmi膮cym g艂osem Feliks.
Igor w pierwszej chwili by艂 jak nieprzytomny, potem pomy艣la艂, ze to nie jego wo艂aj膮, jednak gdy nikt si臋 nie odzywa艂, stwierdzi艂, 偶e to chyba jednak chodzi o niego.
- To… chyba ja… - wyb膮ka艂, na co us艂ysza艂 drwi膮ce prychni臋cie Karola.
- To dla ciebie. – Feliks wyci膮gn膮艂 w jego stron臋 do艣膰 spor膮 paczk臋, t臋 kt贸r膮 Igor widzia艂, kiedy pakowali przed wyjazdem prezenty do samochodu.
- Na pewno? – spyta艂 dziwnie 艣ci艣ni臋tym gard艂em. Wola艂 si臋 upewni膰.
- No, chyba, ze ja 藕le czytam – mrukn膮艂 Feliks i ponownie spojrza艂 na karteczk臋 przyklejon膮 do paczki. – Nie, jak byk tu jest napisane „Igor”, wi臋c je艣li jeste艣 Igor, to to jest dla ciebie.
Wzi膮艂 paczk臋 i wr贸ci艂 na swoje miejsce. Feliks dalej wyczytywa艂 imiona. Dr偶膮cymi r臋kami, niecierpliwie rozerwa艂 papier. Kiedy w ko艅cu dosta艂 si臋 do zawarto艣ci, okaza艂o si臋, 偶e w pudle znajduje si臋 pluszowy mi艣. Kiedy go ogl膮da艂, us艂ysza艂 kpi膮ce prychni臋cie Karola i 艣miechy m艂odszych dzieciak贸w. Ola艂 ich kompletnie, jemu ten misiek si臋 podoba艂.
- Igor! – wykrzykn膮艂 Feliks.
- S艂ucham? – odpowiedzia艂 odruchowo, na co wszyscy si臋 roze艣mieli.
- Prezent dla ciebie – odpar艂 spokojnie m臋偶czyzna.
- Jeszcze jeden? – zdumia艂 si臋.
- Na to wychodzi.
Odebra艂 paczk臋, tym razem niewielk膮, mieszcz膮c膮 si臋 praktycznie w d艂oni. Kiedy j膮 rozpakowa艂, okaza艂o si臋, ze trzyma w r臋ce telefon kom贸rkowy.
- 艁a艂! – wykrzykn膮艂 Karol i przysiad艂 si臋 do Igora. – Cz艂owieku, ale ty masz farta!
- Naprawd臋? – zapyta艂 niepewnie patrz膮c na r贸wie艣nika.
- Ty wiesz co to jest?! – entuzjazmowa艂 si臋 rudzielec. – Najnowsza motorowa SG260! Tyle bajer贸w co ona ma, nie ma 偶aden inny telefon! Ale ci zazdroszcz臋…
Igor by艂 zszokowany. Nie do艣膰, 偶e dosta艂 kom贸rk臋, to jeszcze najlepsz膮 ze wszystkich! Najpierw obejrza艂 j膮 ze wszystkich stron, a potem w艂膮czy艂 i zacz膮艂 si臋 ni膮 bawi膰, pr贸buj膮c pozna膰 wszystkie jej funkcje.
Kiedy nadszed艂 wiecz贸r, szybko poszed艂 spa膰 i po艂o偶y艂 si臋 przodem do 艣ciany, 偶eby Karol nie zobaczy艂, 偶e 艣ciska w ramionach swojego gwiazdkowego misia.
Nast臋pnego dnia wsta艂 do艣膰 wcze艣nie, zostawi艂 misia na torbie i zszed艂 na d贸艂. Jak mo偶na by艂o si臋 spodziewa膰 kto艣 ju偶 si臋 krz膮ta艂 po kuchni. Ze zdziwieniem stwierdzi艂, ze to nie Monika, tylko druga siostra Micha艂a, Ka艣ka.
- Cze艣膰, dobrze si臋 spa艂o? – zapyta艂a.
-Dzi臋kuj臋, dobrze.
- Masz ochot臋 na kakao?
- Poprosz臋. – Usiad艂 przy stole.
- Jak ci si臋 podoba nasza rodzina? – spyta艂a Jolka, kiedy ju偶 popijali gor膮cy nap贸j.
- Jest spoko – mrukn膮艂 niepewnie na co Ka艣ka roze艣mia艂a si臋.
- Jeszcze nas dobrze nie pozna艂e艣. Zd膮偶ysz zmieni膰 zdanie.
Popatrzy艂 na ni膮 zdziwiony.
- Wiesz, my nie jeste艣my normalni, a zw艂aszcza Micha艂 i Monika. Jak byli dzieciakami, to cz臋sto Jasiek przez nich zgrzyta艂 z臋bami, g艂贸wnie przez Micha艂a, chocia偶 Monika te偶 nie by艂a lepsza. Teraz, kiedy dorobi艂a si臋 dw贸jki dzieciak贸w troch臋 spowa偶nia艂a, chocia偶 czasami jeszcze odzywaj膮 si臋 w niej dawny charakter. A Micha艂… Micha艂, to chyba wci膮偶 jest tym samym zwariowanym dzieciakiem co kiedy艣. Nadal ma szalone pomys艂y.
- Co艣 na ten temat s艂ysza艂em… - i opowiedzia艂 wszystko to, co us艂ysza艂 od Gabriela.
Ka艣ka roze艣mia艂a si臋.
- To ca艂y on. No dobra, zdaje si臋, Monika ju偶 wsta艂a i trzeba przyszykowa膰 艣niadanie. Wybacz, ale porozmawiamy sobie kiedy indziej.
Igor przeszed艂 do salonu i w艂膮czy艂 telewizor. Ogl膮da艂 go a偶 do 艣niadania. Podczas posi艂ku z zainteresowaniem przys艂uchiwa艂 si臋 rozmowom przy stole. Niestety wi臋kszo艣膰 z temat贸w jakie poruszali dotyczy艂o spraw rodzinnych, o kt贸rych on nie wiedzia艂. Ale mimo to i tak z ciekawo艣ci膮 si臋 im przys艂uchiwa艂.
Po obiedzie doro艣li zaj臋li si臋 swoimi sprawami, a dzieciaki zacz臋艂y si臋 bawi膰 otrzymanymi na gwiazdk臋 prezentami. Igor wyci膮gn膮艂 z kieszeni kom贸rk臋 i zacz膮艂 si臋 ni膮 bawi膰. W pewnym momencie do salonu wpad艂 jaki艣 ch艂opiec a za nim, przera藕liwie wrzeszcz膮c jaka艣 dziewczynka. Igor odruchowo spojrza艂 w ich stron臋 i zd臋bia艂 ze zgrozy. Ch艂opiec trzyma艂 w r臋ku jego pluszowego misia! Nie zastanawiaj膮c si臋 podskoczy艂 do niego i wyrwa艂 zabawk臋 z r膮k.
- Zostaw to! – wykrzykn膮艂 zbulwersowany.
Dzieciach chwil臋 patrzy艂 na niego zszokowany, po czym rozbecza艂 si臋, a wraz z nim dziewczynka, kt贸ra za nim wlecia艂a do salonu. Jego matka momentalnie przybieg艂a.
- Co si臋 sta艂o? – zapyta艂a z niepokojem pr贸buj膮c uspokoi膰 oboje dzieci na raz.
- Bo on… bo on… zabla艂 misia! – wychlapa艂 ch艂opiec oskar偶ycielsko wskazuj膮c na Igora.
Kobieta popatrzy艂a oskar偶ycielsko na Igora.
- Wstydzi艂by艣 si臋, taki du偶y, a zabierasz pi臋ciolatkowi zabawk臋.
- Kiedy to jest m贸j, misiek – odpar艂 Igor niepewnie, odruchowo chowaj膮c zabawk臋 w ramionach.
- No i co si臋 stanie, jak Stasiu si臋 nim troch臋 pobawi? Ub臋dzie ci go?
Igor rozejrza艂 si臋 w ko艂o, powoli zacz臋艂o si臋 robi膰 wok贸艂 nich dziwnie ciasno. Niekt贸rzy patrzyli z zainteresowaniem, niekt贸rzy mieli miny jakby trzymali stron臋 tej kobiety…
- To jest m贸j misiek… - odpar艂 niepewnie i przeciskaj膮c si臋 mi臋dzy innymi wybieg艂 z salonu. Pobieg艂 do pokoju i rzuci艂 si臋 na 艂贸偶ko. Uwa偶ni obejrza艂 misia, na szcz臋艣cie nie by艂o wida膰, 偶eby ten dzieciak w jaki艣 spos贸b go uszkodzi艂. Odetchn膮艂 z ulga i przytuli艂 zabawk臋 do piersi. Przecie偶 nie m贸g艂 im powiedzie膰, 偶e ten misiek jest jego najcenniejsz膮 na 艣wiecie rzecz膮, ze to pierwszy w 偶yciu misiek jakiego dosta艂, bo matka nigdy nie mia艂a do艣膰 pieni臋dzy , 偶eby mu kupi膰, a wszystkie zabawki jakie mia艂, to dostawa艂 od znajomych matki i to tylko i wy艂膮cznie dlatego, ze by艂y one ju偶 za bardzo zu偶yte, albo zdekompletowane i ich dzieci nie chcia艂y si臋 ju偶 nimi bawi膰. A ten misiek by艂 pierwsz膮 zabawk膮 jak膮 dosta艂 on, a nie jaki艣 inny dzieciak i dlatego by艂 dla niego taki wa偶ny. W pewnym momencie us艂ysza艂, 偶e kto艣 otwiera drzwi, a potem ostro偶nie siada na brzegu 艂贸偶ka.
- Nie przeprosz臋 – burkn膮艂 wojowniczo.
- Nie musisz – us艂ysza艂 spokojny g艂os Micha艂a. – Stasiek ju偶 sobie znalaz艂 now膮 zabawk臋, a Gra偶yna za jak膮艣 godzin臋 zapomni. Ona jest po prostu troch臋 nadopieku艅cza w stosunku do swojego syna. Mo偶e dlatego, 偶e rodzi艂a go a偶 dwana艣cie godzin i dosta艂 tylko jeden punkt w skali Apgar.
Igor zdziwiony odwr贸ci艂 si臋 i spojrza艂 na Micha艂a.
- Ka偶de dziecko, zaraz po urodzeniu jest badane dok艂adnie i przyznawane mu s膮 punkty w takiej specjalnej skali. Im wi臋cej punkt贸w, tym dziecko zdrowsze. Jeden punkt oznacza艂, 偶e dziecko ma marne szanse na prze偶ycie. Gra偶yna wtedy modli艂a si臋 o zdrowie syna jak nigdy dot膮d. Na szcz臋艣cie Stasiek pod czujnym okiem lekarzy szybko dochodzi艂 do zdrowia. I chocia偶 ju偶 od dawna wszystko jest w porz膮dku, a ch艂opak rozwija si臋 prawid艂owo, to Gra偶yna ca艂y czas dr偶y o niego, wiec i czasami zachowuje si臋 troch臋 histerycznie. Zobaczysz, ze przy obiedzie b臋dzie si臋 do ciebie u艣miecha膰, jakby nic si臋 nie sta艂o – u艣miechn膮艂 si臋 lekko. – Ale dla pewno艣ci, 偶e to si臋 ju偶 nie powt贸rzy, lepiej schowaj tego mi艣ka do torby, dobrze?
Igor pokiwa艂 twierdzono g艂ow膮.
- A swoj膮 droga nie wiedzia艂em, 偶e ten misiek tak ci si臋 spodoba. Jestem nawet o to zazdrosny – doda艂 z lekka pretensj膮 w g艂osie.
- Zazdrosny? – zdumia艂 si臋.
- No bo to Gabriel kupi艂 tego mi艣ka, ode mnie jest kom贸rka. Strasznie si臋 denerwowa艂, kiedy musia艂 wybiera膰 prezent dla ciebie. Chyba zaczyna si臋 wczuwa膰 w rol臋 ojca, bo jak kupowa艂 tego pluszaka, to co艣 tam mamrota艂 o pierwszym misiu, kt贸rego ojciec kupuje swojemu synowi. P贸藕niej oczywi艣cie si臋 wszystkiego wypar艂, ale ja i tak wiem co on czuje – Micha艂 zachichota艂 rozbawiony.
Igor popatrzy艂 zdumiony na Micha艂a. To Gabriel kupi艂 mu tego misia? Pierwsza zabawka od ojca? Odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 艣ciany. Nie chcia艂 偶eby Micha艂 widzia艂 艂zy zbieraj膮ce si臋 w jego oczach. Poczu艂 jak Micha艂 wstaje z 艂贸偶ka i idzie w stron臋 drzwi.
- Kom贸rka te偶 jest super. Dzi臋kuj臋 – wymrucza艂, po czym ze wstydu skuli艂 si臋 jeszcze bardziej, wtulaj膮c w misia.
Jeszcze tylko us艂ysza艂 rozbawiony 艣miech i trza艣niecie drzwiami i zosta艂 sam. Dopiero wtedy pozwoli艂 sobie na p艂acz. Pluszowy mi艣 kupiony dla niego specjalnie przez ojca!