Z głębi serca 1
Dodane przez Aquarius dnia Sierpie 11 2012 11:51:48
Nastał świt, na niebie mieszały się obłoki cienistych kolorów, nadal jednak wyglądało to jak obraz, a nie kawałek świata stworzonego przez Boga.
Wiele razy gdy niebo wyrażało uczucia pięknymi barwami malowałem jego zarysy na papierze teraz tylko się tym napawałem.
Moje podziwiane pastelowych obłoków gwałtownie przerwał telefon swoim piszczącym sygnałem, nie musiałem patrzyć na ekran by wiedzieć kto dzwonił…
- O co chodzi Agnieszko? – zapytałem grzecznie
- Wiesz która godzina?! – krzyknęła tak głośno, że musiałem odsunąć słuchawkę od ucha
- Nie masz zegarka? – zapytałem potulnie
- Ależ mam, ty za to nie! – znów krzyczała – jest 7.10 już dawno powinieneś być w pracy
- O rany! – krzyknąłem – straciłem poczucie czasu – mruknąłem zaczynając szukać odpowiednich ubrań do pracy, w której pojawiałem się tylko czasami by spotkać się z klientami lub kimś mną zarządzającym, a była to najczęściej Agnieszka. Agnieszka nie tyle mną zarządzała co była moim menadżerem i jednocześnie wścibską przyjaciółką, która wtyka nos głęboko w czyjeś sprawy.
- Kiedy będziesz? – zapytała już spokojnie
-Daj mi – zastanowiłem się, dojazd do pracy jakieś 10 minut, ubranie i toaleta 10 minut - 20 minut – powiedziałem do słuchawki
- Ok. – mruknęła i rozłączyła się
Spodnie, t-shirt, skarpetki… pasek! – tak to był bardzo potrzebny aspekt mojego ubioru, gdyż byłem dość smukłej budowy i każde spodnie wprost zjeżdżały mi z pośladków mimo małego rozmiaru, zresztą wiecie o czym mówię… no może nie wiecie, przynajmniej chłopaki… ale dziewczyna się to czasem zdarza prawda? Tak moją sylwetkę można porównać do dziewczęcej z tym że nie mam piersi no i mam… no wiecie
Teraz toaleta! Przemyłem twarz wodą – och jak odświeżająco! Przeczesałem niesforne kosmyki koloru ciemnej czekolady, każdy odstawał w inną stronę i nie mogłem nic na to poradzić… cóż niektórzy je chwalą, mówią że daje mi mocniejszego charakteru mnie jednak często dają w kość…
Dobra skończone! Wsiadam w samochód i jadę do pracy! Tak… ta nie zwyciężona radość…
Weszłem do biura, spojrzałem na zegarek… Tak punktualnie! Kolejne zwycięstwo do puli
Zastanawiacie się może czym się zajmuje? Bo wiecie już że Agnieszka jest moim menadżerem i co jeszcze? Że mam damska sylwetkę? To się wytnie… A wracając do mojego zawodu to jestem rysownikiem, wiecie rysuje okładki do książek, to kiedyś dla mnie było tylko pasją, ale potem w końcu studia na ASP i teraz robie to co lubię… no może nie zawsze jak się trafi dziwny klient o dziwnych upodobaniach to wychodzą dziwne rysunki i jest dziwna współpraca i w ogóle wszystko do dupy…
Stanąłem przed drzwiami do biura Agnieszki, nie pukałem tylko od razu pociągnąłem za klamkę, zawsze tak robiłem… nie że jestem nie kulturalny czy coś ja tylko tak robie gdy wchodzę do jej biura zresztą jak i ona, gdy w chodzi do mojego biura.
- Cześć! – krzyknąłem jak tylko weszłam
-Hej – pisnęła jak myszka, wyglądając spod sterty papierów, ciekawe że kobieta, która na ogół krzyczy teraz mówiła tak cicho
- Sorry za spóźnienie – powiedziałem z miną kotka
- Nic się nie stało i nie patrz na mnie tak słodko, jak mały kotek bo zaraz się na ciebie rzucę – jęknęła
- Ooo..k – powiedziałem, bałem się jej napaści, potrafiła być naprawdę wredna jak nie całowała gdzie popadnie mówiąc coś w stylu ,, jakie to słodkie kociątko’’ to gilgotała do upadłego.
-Aż tak się boisz? – zapytała śmiejąc się, nic na to nie odpowiedziałem bo po co, przecież zna odpowiedz

- Za pół godziny spotkanie z Arturem Zawackim – powiedziała sortując papiery
- Z kim?! – zapytałem dość głośno jak na mnie, wiecie nie jestem tylko chudy, ale i cichy… głupie nie? Chłopak mający te dwie cechy… Aż szkoda gadać… Nie! O dziewczyny nie trudno, ależ skąd nie winem czemu mnie lubią, często się zdarza że nazywają mnie słodkim, ale czy taki jestem? Nie wiem, Nie znam się… Wracając do dziewczyn to trudno mi znaleźć tą właściwą, no wiecie miłość…
- Z Arturem Zawackim – powróżyła
- Tym Zawackim?! – krzyknąłem
- Ja znam jednego – zamyśliła się
- Ten, który napisał ,,Pragnienia dusz’’, ,,Przydomek niewidzialny’’, ,,Kocham bo musze’’, ,,Wspomnienia z ostatnich chwil’’ – to wszystko powiedziałem tak szybko, że nie wiem czy Agnieszka zakodowała, ale byłem tak podekscytowany, że nie myślałem o tym
- Tak, uspokój się – przywołała mnie do porządku – ten Zawacki – uśmiechnęła się dając znać że to jej zasługa
-Wow – zamyśliłem się –Cudownie – zaśmiałem się – Spotkam się z niemal legendą literatury – jęknąłem – czuje się jak w niebie
-Stop! Idź się przygotować – nie winem kiedy zjawiła się przy mnie i popchnęła w stronę drzwi
-Ok. – powiedziałem nadal zamyślony
Przejrzałem materiały potrzebne do tej rozmowy, siedząc już w swoim biurze, było ich niewiele więc szybko się uwinąłem, a kiedy zegar pokazał godzinę 7.55 byłem gotowy. Czekałem niecierpliwie, z nutka pasji w sercu, zaraz osobiście poznam mojego ulubionego pisarza.
Ktoś zapukał, to on?! O Boże! Przełknąłem ślinę…
- Proszę – powiedziałem niepewnie
Drzwi uchyliły sie lekko, a w nich ukazał się… no właśnie, aż oniemiałem z wrażenia...
Piękny.. jeśli można powiedzieć tak o facecie z blond falującą czupryną i delikatną sylwetką aczkolwiek dostrzegałem zarysy jego mięśni pod obcisłą koszulką…
Gdy podszedł bliżej mogłem zobaczyć jego idealnie wyrzeźbioną twarz i piękne magnetyczne oczy koloru szmaragdowego… wprost nie można było oderwać wzroku… Ale zaraz! To facet!
Chociaż chyba nie ma nic złego w chwaleniu urody znanego pisarza? To przecież taka moja… obserwacja…
- Witam, Kuba Baszewski – powiedziałem wstając z krzesła gdy w końcu się otrząsnąłem
- Artur Zawacki – podał mi rękę, którą z chęcią uścisnąłem – ale to chyba już pan wie
- Tak, oczywiście – uśmiechnąłem się – czytałem wszystkie pana książki i jestem pańskim fanem
- Rozumiem – powiedział sztywno, wstał i po prostu wyszedł!
Wielkie zaskoczenie malowało się na mojej twarzy…
- Co jest? – powiedziałem sam do siebie
Minęło zaledwie kilka minut od wyjście Pana Zawackiego z mojego biura, zaraz jednak otworzyły się drzwi a w nich zobaczyłem nie kogo innego jak Agnieszkę i klienta, który przed chwilą zwiał
- To na prawdę nie wpłynie na jego prace – powiedziała do niego – jest naszym najlepszym rysownikiem, będzie pan zadowolony – uśmiechnęła się do niego
Zestresowany spojrzałem na niego z ukosa, czy on uważał, że nie nadaje się by rysować dla niego? Przecież nawet nie widział moich prac… Nie rozumiem tego całego zgiełku…
- Dobra, dam mu szanse – powiedział do niej, przez chwile poczułem się ignorowany
- Czy mogę zapytać o co chodzi? – zapytałem, kiedy ten usiadł powrotem na krześle
- Pan Zawacki myślał, że to że jesteś jego fanem może negatywnie wpłynąć na twoja prace – Powiedziała Agnieszka
- Myślę, że to nie wpłynie na nasze stosunki zawodowe, a jeśli tak to raczej pozytywnie – powiedziałem z mocą – dam z siebie wszystko – lekki uśmiech z mojej strony
Dobrze, zobaczymy – oddał uśmiech i aż zdębiłem… miał takie piękne usta… po prostu stworzone do całowania, po patrzyłem wprost z w zniewalające oczy…
Szybko jednak obudziłem się z amoku, nawet nie zauważyłam kiedy Agnieszka wyszła
- Którą książkę będę miał przyjemność ilustrować? Bo o ile wiem pracuje pan nad dwiema – zapytałem
- Jesteś doinformowany… - zamyślił się – tylko jedną z nich planuje wydać… druga jest zbyt osobista – był teraz bardzo poważny, bez tego pięknego uśmiechu
Oh! O czym ja myślę!
- Przegrany, taki jest tytuł – to o mężczyźnie, który traci żonę w wypadku, wszystkie smutki chce utopić w alkoholu
- Chyba jeszcze nie pisał Pan tego typu książki – powiedziałem zaskoczony
- Cóż… chyba czas na zmiany – powiedział – zresztą to moja ostatnia książką
- Żartuje Pan?! – zapytałem trochę za głośno – nie słyszałem o tym – zamyśliłem się czy gdzieś w gazecie nie było artykułu o tym
- Bo nikt nie wie, nawet mój menadżer… - powiedział z nutka niepokoju w głosie – proszę nikomu nie mówić, nie winem czemu panu to powiedziałem
-Ależ oczywiście, nikomu nie powiem – obiecałem cicho
Dlaczego rezygnuje? Ma już dość? Ale przecież w jego książkach jest tyle pasji, od razu widać, że to kocha
- Mogę zapytać dlaczego?
- Chyba czas przejść na emeryturę – powiedział, czułem jednak, ze to nie wszystko, ze za tym kryje się jakaś większa sprawa…
- Ok, to zabieramy się za prace – powiedziałem - co by pan chciał żeby rysunek przedstawiał? – zapytałem
- Właśnie tego nie jestem pewny – powiedział
- Anioł ze złemanym skrzydłem, a wokół stłuczone szkło? – zapytałem
- Nie, raczej nie – powiedział po chwiloi namysłu
-Hmmm… - zastanowiłem się – Człowiek leżący w krwi, trzymający w ręku butelkę? – zapytałem niepewnie
- Może… - nachylił sie nad stołem, był dość… blisko? Tak był blisko, ale przez moją myśl przeszło że chciałbym by był jeszcze bliżej, by nasze ciała przylegały do siebie tak moco aż by to bolało…
Boże! O czym ja myśle! Przecież to facet… cudowny, ale facet! No właśnie nie moge się powstrzymać od chwalenia go?! To mnie troche przeraża…
-Może mówmy sobie po imieniu – zaproponował, na co lekko drgnąłem
Czy jego głos musi być tak seksowny? Czy on musi być aż tak seksowny?! Nie to niemożliwe! Tak się nie da!
-Ok – powiedziałem, wszystko bedzie dobrze… nie denerwuje się! Przywoływałem się do porządku
Wielka legenda każe mi mówić po imieniu uśmiechnąłem sie na tą myśl
- Masz piękny uśmiech – powiedział, a ja się znowu na niego spojrzałem, przez chwile się tak na siebie patrzeliśmy, ale ta chwila mogła trwać wieczność… dopuki nie zadzwonił telefon, a ja ocknąłem się z amoku… W ciągu jednego dnia, dla jednej osoby straciłem głowe…
Nie powiem było to przyjemne uczucie, aczkolwiek nie właściwe…
-T…tak? – odezwałęm sie w strone słuchawki, oczywiście nie mogłem powstyrzymać drżenia głosu co się ze mną dzieje?!
- Pani Amanda do ciebie – tak w biurze wszyscy mówiliśmy sobie na ,,ty’’
- Powiedz, ze mam ważnego klijenta I nie moge z nia rozmawiać – odpowiedziałem Sarze
- Ona nalega – powiedziała
- Daj ją – westchnąłem
- Cześć kochanie musimy pogadać – zapiszczała do słuchawki
- Niemoge I czemu tu przychodzisz przecież nie jesteśmy już razem?! – powiedziałem wścikle
-Ale jesteśmy przyjaciółmi przecież…
- Tak, ale ja pracuje
- Poczekam wiec na ciebie w kawiarni, kiedy ,masz przerwe? – zapytała
- O 11… - zawachałem się nieco
- Mam czekać tak długo! – krzyknęła – ok to ide na zakupy
- To idz – wkurzyła mnie i to nieźle… co ona wogóle odemnie chciała?
-To nara… - nie dosłyszałem reszty bo odłorzyłem słuchawke
Nagle zrozumiałem, ze toczyłem ta rozmowe na oczach Artura… Ale wstyd…
-Przepraszam - słyszał tą krutką acz kompromintujacą rozmowe…
- Spoko, też miewam prglemy z byłymi – uśmiechnął się, a ja zacząłęm zastanawiać ile wkońcu było tych ,,byłych’’
Ale czemu włąściwie się nad tym głowie? Co mnie to interesuje?!
-Ta… - oddałem uśmiech mimo nie wyjaśnionego niepokoju
Wyjąłem szkicownik
- Zrobię wstępny szkic – powiedziałem biorąc do rąk ołówek, sprawdziłem tylko jakość grafitu i zacząłem rysować kreski na białym papierze
-Czego szkic? – zapytał jakby wyrwany z zamyślenia
-Okładki – zaśmiałem się – w końcu po to tu jesteśmy
-A no tak – popatrzył na mnie jakoś… inaczej niż dotychczas
Co jest? Co to za wzrok? Ach co się przejmuje?!
Kreśliłem na papierze ciemne kreski, szybko ale i delikatnie, kochałem to uczucie… Kochałem moją prace…
Kiedy już skończyłem podsunąłem mu szkicownik
- Wow, świetnie – powiedział zachwycając się moją pracą, ucieszyłem się ze m się podoba… zawsze się cieszyłem gdy klientowi się podobała moja praca, ale z nim było inaczej, to uczucie było mocniejsze i jakby coś drgnęło mi w sercu… nie rozumiem tego…
-Dzięki – powiedziałem i poczułem lekkie rumieńce na policzkach
Co się dzieje?!
Reakcja na pochwalę legendarnego Artura Zawackiego, nic osobistego po prostu reakcja na pochwalę mistrza
-I ślicznie się rumienisz – powiedział na co zaczerwieniłem się jeszcze bardziej
Starałem się uspokoić… starałem uspokoić zbyt szybko i zbyt mocno bijące serce w piersi… Choć to nie było łatwe udało mi się
- Dobrze, to projekt wstępny będzie w piątek – powiedziałem pewniej
- Tak szybko?
- To tylko projekt wstępny…
- Mimo wszystko żaden rysownik nie zrobił tego tak szybko
-Cóż… moja praca to też hobby, lubię to robić – powiedziałem szczerze

- Dobrze to do piątku – uśmiechnął się i ruszył w kierunku drzwi
-Do piątku – powtórzyłem wstając z krzesła
-Nie musisz mnie odprowadzać
-Ok.
I wyszedł, a ja odsapnąłem spokojnie… W głębi duszy jednak nie mogłem doczekać się Piątku…
Westchnąłem tylko wolałem już o tym nie myśleć…

********

-Cześć – powiedziałem siadając na krześle naprzeciwko Amandy
-Hej, kotku – ona natomiast wstała i ucałowała mnie w policzko
-O co chodzi ?– zapytałem zły na nią za tą sytuacje z telefonem
-Wiesz… chciałam cie przeprosić – powiedziała
-Za co? – zdziwiłem się
-Nie potrzebnie tak wtedy na ciebie nakrzyczałam – powiedziała
-Ale kiedy? Mówi jaśniej – nadal nie rozumiałem
-W dniu, w którym zerwaliśmy
-Nic się nie stało, to już przeszłość
-Tylko wiesz… dla mnie chyba nie – westchnęła
-Chciałabym żebyśmy znowu się spotykali
-Co?! – krzyknąłem
-…
-Przecież sama zerwałaś – powiedziałem łagodniej
-Ale teraz żałuje – powiedziała spokojnie – ja nadal cie kocham
-Ale… - nagle się zaciąłem, czy chciałem znowu z nią być? Czy to dobre rozwiązanie?
I najważniejsze pytanie czy jeszcze ja kocham?...