Zaparz mi herbat─Ö 4
Dodane przez Aquarius dnia Kwiecie˝ 28 2012 16:08:00
Rozdział 4:

By┼é ┼Ťrodek dnia, lecz mimo to do uliczki nie dochodzi┼éo za wiele ┼Ťwiat┼éa. Dwa du┼╝e ┼Ťmietniki roznosi┼éy niemi┼é─ů wo┼ä, co jeszcze bardziej pot─Ögowa┼éo ponure wra┼╝enie, jakie na pierwszy rzut oka ├│w zak─ůtek m├│g┼é wywo┼éa─ç.
– Chowaj si─Ö, zaraz tu b─Öd─ů! – g┼éo┼Ťny szept zaalarmowa┼é ┼üukasza, kt├│ry przylgn─ů┼é do ┼Ťciany za ┼Ťmietnikiem, ignoruj─ůc smr├│d. Musia┼é si─Ö ukry─ç.
Jego towarzysz zaraz przybiegł do niego i ukrył się w podobny sposób.
– A teraz ani drgnij – poleci┼é ogolony na je┼╝a ch┼éopak. Krzywy, jakby z┼éamany w co najmniej dw├│ch miejscach, nos, sprawia┼é, ┼╝e jego cie┼ä wygl─ůda┼é przera┼╝aj─ůco. Postawny, szeroki w barkach, ubrany w dresy m┼éodzieniec budzi┼é strach. A jeszcze te jego ma┼ée, czujne oczy… Skrzywiony nos tylko podkre┼Ťla┼é w─ůtpliw─ů urod─Ö.
┼üukasz wstrzyma┼é oddech, nawet nie zdaj─ůc sobie z tego sprawy.
Chwil─Ö p├│┼║niej w ┼Ťwietle na ko┼äcu uliczki pokaza┼éy si─Ö dwie postacie.
– My┼Ťlisz, ┼╝e tam wle┼║li? – zapyta┼éa jedna z nich m─Öskim, acz wyj─ůtkowo piskliwym g┼éosem.
– Nie odwa┼╝yliby si─Ö – uzna┼éa druga. Ten g┼éos z pewno┼Ťci─ů nale┼╝a┼é do kogo┼Ť o poka┼║nej tuszy. – Idziemy dalej, ┼╝eby nam nie zwiali.
Ju┼╝ po chwili znikn─Öli z widoku ┼üukasza. Ch┼éopak odetchn─ů┼é z ulg─ů.
– Co dalej? – zapyta┼é dresiarza.
– Czekaj, nie ruszaj si─Ö – ostrzeg┼é go tamten. – Nich odejd─ů dalej – szepn─ů┼é.
Po kilku minutach ciszy, młodzieniec wreszcie zdecydował się poruszyć.
– Najpierw st─ůd wyjd┼║my… tylko ostro┼╝nie! – ostrzeg┼é ┼üukasza i skierowa┼é si─Ö ku wylotowi uliczki. Ciemnow┼éosy powoli pod─ů┼╝y┼é za nim.

– Frajerzy! – Taki okrzyk us┼éyszeli, kiedy tylko wychylili g┼éowy z cienia. Ch┼éopaki, kt├│rzy przed momentem tamt─Ödy przechodzili, teraz stali tu┼╝ za rogiem z za┼éo┼╝onymi r─Ökoma.
Złapali ich. Teraz wszystko się skończyło.
┼üukasz westchn─ů┼é pod nosem. Mo┼╝e to i lepiej. I tak mia┼é ju┼╝ do┼Ť─ç tej gry.
– Jeste┼Ťcie beznadziejni w podchodach! Absolutnie do bani! – oznajmi┼é najwy┼╝szy z ca┼éej czw├│rki, ten z piszcz─ůcym g┼éosem.
– Okej, Oskar, wygrali┼Ťcie. W porz─ůdku – przyzna┼é Przemek. – Nie musisz si─Ö tym tak podnieca─ç. Zawsze wygrywacie. – Wywr├│ci┼é oczami.
– W┼éa┼Ťnie! – podchwyci┼é najm┼éodszy z ca┼éej czw├│rki, a zarazem najwy┼╝szy. Oskar.
– To co, skoro podchody sko┼äczone, to mo┼╝e si─ůdziemy sobie w parku na murku, jak na kulturalnych ludzi przysta┼éo, i walniemy sobie po piwku? – zaproponowa┼é ch┼éopak ostrzy┼╝ony na je┼╝a. Przemek.
– Dobra, to wyci─ůga─ç z kieszeni co kto ma – powiedzia┼é Dominik, czyli t┼éustawy blondyn, kt├│ry by┼é podczas gry w dru┼╝ynie ┼éapi─ůcych. Wraz z Oskarem. ┼üukasz i Przemek mieli ucieka─ç. Jak zawsze. I jak zawsze przer┼╝n─Öli.
– O nie! – zaprzeczy┼é gwa┼étownie Oskar. – Ja si─Ö nie zamierzam sk┼éada─ç! Skoro ju┼╝ wygrali┼Ťmy, to niech oni funduj─ů! – uzna┼é stanowczo.
Dzi─Öki temu sprzeciwowi zarobi┼é karc─ůcy cios w potylic─Ö od najmasywniejszego z ch┼éopak├│w.
– Nikt ci niczego nie b─Ödzie fundowa┼é. Zabawa to zabawa i koniec. Hazardu nie uprawiamy – warkn─ů┼é Dominik. – Wi─Öc albo wywalasz kas─Ö, albo siedzisz o suchym pysku – zagrozi┼é.
Oskar wywr├│ci┼é oczami i niech─Ötnie zacz─ů┼é przetrz─ůsa─ç swoje kieszenie w poszukiwaniu drobniak├│w. Wreszcie rzuci┼é kilka z┼éotych na otwart─ů d┼éo┼ä Przemka.
– Tak w og├│le to po jak─ů choler─Ö gramy w te debilne podchody? Nie mamy ju┼╝ dziesi─Öciu lat – zacz─ů┼é marudzi─ç szesnastolatek.
┼üukasz wywr├│ci┼é oczami. W jego mniemaniu Oskar i tak d┼éugo wytrzyma┼é bez narzekania – w ko┼äcu by┼éo ju┼╝ popo┼éudnie.
– Ju┼╝ wola┼ébym pogra─ç w nog─Ö, a nie si─Ö szlaja─ç po tej dziurze – doda┼é najm┼éodszy z kuzyn├│w.
– Oskar, kuzynku ty m├│j najdro┼╝szy, zamknij mord─Ö, bo ci─Ö zdziel─Ö, a z moj─ů mas─ů nie masz szans – ostrzeg┼é go Dominik. – Przyje┼╝d┼╝asz tutaj od kiedy nauczy┼ée┼Ť si─Ö chodzi─ç, a nawet wcze┼Ťniej, wi─Öc nie pierdol, prosz─Ö ci─Ö, ┼╝e nie wiesz, kto tutaj okupuje boisko. Jak chcesz dosta─ç po ryju, to przecie┼╝ nikt ci─Ö nie zatrzymuje – doda┼é. – A jak nie, to we┼║ si─Ö zamknij, bo psujesz wszystkim innym humor… A przecie┼╝ dzie┼ä jest taki pi─Ökny!
– Samo patrzenie na ciebie sprawia, ┼╝e mi si─Ö psuje humor. Dlaczego ty masz mie─ç lepszy? – odpyskowa┼é szesnastolatek.
Wtedy wtr─ůci┼é si─Ö Przemek:
– My z ┼üukaszem p├│jdziemy kupi─ç dla nas po piwku, a wy zosta┼äcie i… nie pozabijajcie si─Ö – mrukn─ů┼é i zgarn─ů┼é ciemnow┼éosego w g┼é─ůb sklepu. – My┼Ťlisz, ┼╝e jak wr├│cimy, zastaniemy przed wyj┼Ťciem dwa trupy? – zapyta┼é z przekornym u┼Ťmiechem, kiedy drzwi si─Ö za nimi zamkn─Ö┼éy.
– Wola┼ébym jednego. Oskara – u┼Ťci┼Ťli┼é ┼üukasz z westchnieniem. – Matko, ale mu dzisiaj odpierdala. Gorzej ni┼╝ zwykle.
– W ka┼╝dej rodzinie jest czarna owca – odpar┼é Przemek, na co ┼üukasz zareagowa┼é ┼Ťmiechem. Nie mo┼╝na tego by┼éo uj─ů─ç lepiej.

– Wcale nie chc─Ö ogl─ůda─ç twojej t┼éustej g─Öby, skoro m├│g┼ébym teraz by─ç z moim ch┼éopakiem! – Kiedy ┼üukasz i Przemek wyszli ze sklepu, trafili w┼éa┼Ťnie na bluzgi Oskara o tej w┼éa┼Ťnie tre┼Ťci.
S┼éysz─ůc fragment o „jego ch┼éopaku”, ┼üukasz uni├│s┼é ze zdumieniem brew. Ze zdumieniem po┼é─ůczonym z pewn─ů doz─ů politowania.
– Ch┼éopaka? – zakpi┼é Dominik. ┼üukasz stwierdzi┼é, ┼╝e jego kuzyn pomy┼Ťla┼é prawdopodobnie o tym, co on sam. – Dwa tygodnie temu by┼ée┼Ť gothem, wcze┼Ťniej punkiem, a jeszcze wcze┼Ťniej dresem. Teraz jeste┼Ť homoseksualist─ů? No wiesz, zawiod┼ée┼Ť nas, wszyscy obstawiali┼Ťmy mi─Ödzy sob─ů, ┼╝e teraz czas na emo – zironizowa┼é.
– Pierdol si─Ö, ty zacofany homofobie – odwarkn─ů┼é Oskar.
┼üukasz w g┼é─Öbi ducha postanowi┼é siedzie─ç cicho. Musia┼é si─Ö wykaza─ç wyj─ůtkowo siln─ů wol─ů, by wype┼éni─ç to postanowienie, poniewa┼╝ na ko┼äcu j─Özyka siedzia┼éo mu pytanie: „Dziecko drogie, co ty w┼éa┼Ťciwie mo┼╝esz wiedzie─ç o gejach?”. Bo on – ┼üukasz – obawia┼é si─Ö, ┼╝e orientuje si─Ö w tym t─Öczowym ┼Ťrodowisku zdecydowanie lepiej, ni┼╝ by chcia┼é.
*

– Hej, Sebastian, widzia┼ée┼Ť, co dzisiaj leci wieczorem na tvn? – zagadn─Ö┼éa swojego syna Dorota, zagl─ůdaj─ůc do jego pokoju. Sebastian wraz z ┼üukaszem siedzieli przed komputerem i marnowali czas ogl─ůdaj─ůc jakie┼Ť nowinki z YouTube’a. Ten drugi jednocze┼Ťnie mia┼é na kolanach Mruczka i si─Ö z nim dra┼╝ni┼é, podskakuj─ůc co jaki┼Ť czas z krzykiem, kiedy zwierzak zatapia┼é w jego udzie pazurki.
– Co┼Ť ciekawego? – zainteresowa┼é si─Ö Sebastian. – Ostatnio zupe┼énie si─Ö nie orientuj─Ö, co leci w TV – westchn─ů┼é.
– Pomy┼Ťla┼éam, ┼╝e mo┼╝e chcia┼éby┼Ť obejrze─ç. O dwudziestej jest Brokeback Mountain. – Dorota podrzuci┼éa synowi gazet─Ö telewizyjn─ů na biurko. – Tylko si─Ö decydujcie, czy chcecie ogl─ůda─ç, bo o tej samej porze jest m├│j serial i chc─Ö wiedzie─ç, czy mam i┼Ť─ç ogl─ůda─ç do s─ůsiadki, czy nie – zaznaczy┼éa.
– Okej, daj nam pi─Ö─ç minut – uzna┼é ciemnow┼éosy. Dorota kiwn─Ö┼éa g┼éow─ů i wysz┼éa.
– Co to za film? – zainteresowa┼é si─Ö ┼üukasz od razu. Sebastian poda┼é mu gazet─Ö, pokazuj─ůc palcem kr├│tki opis. Ciemnow┼éosy przez kilka sekund si─Ö nie odzywa┼é, ┼Ťledz─ůc wzrokiem tekst, ┼╝eby po tym czasie odsun─ů─ç od siebie program telewizyjny z wyra┼║nym niesmakiem. – Daj spok├│j. To jakie┼Ť gejowskie romansid┼éo ! – burkn─ů┼é, krzywi─ůc si─Ö. – Chyba nie chcesz tego ogl─ůda─ç… – j─Ökn─ů┼é.
– Chc─Ö – oznajmi┼é Sebastian stanowczo. – To absolutna klasyka. No i poza tym to naprawd─Ö niez┼éy film. Jak sobie go obejrzymy, to mo┼╝e ci si─Ö co nieco w ┼éebku pouk┼éada – doda┼é z przekornym u┼Ťmiechem.
– O nie – zaprotestowa┼é gwa┼étownie ┼üukasz. – Naprawd─Ö wola┼ébym nie ogl─ůda─ç, jak si─Ö faceci… ekhem – odchrz─ůkn─ů┼é znacz─ůco. – Nie mam nic przeciwko, ┼╝e jeste┼Ť teges, ale nie wymagaj ode mnie niczego wi─Öcej, okej? – mrukn─ů┼é do przyjaciela.
– No ┼üukasz! Nie b─ůd┼║ taki! Prooosz─Ö! – j─Ökn─ů┼é przeci─ůgle Sebastian patrz─ůc na ┼üukasza b┼éagalnym wzrokiem. – Tam nie ma wielu takich scen – zarzek┼é si─Ö. – Naprawd─Ö. A na tych, co s─ů, zrobi─Ö ci kontrol─Ö rodzicielsk─ů – obieca┼é, zas┼éaniaj─ůc sobie dla przyk┼éadu oczy d┼éo┼ämi.
┼üukasz mimowolnie parskn─ů┼é cicho ┼Ťmiechem i zacz─ů┼é kr─Öci─ç g┼éow─ů z politowaniem dla samego siebie.
– Nie da┼éem mu w pysk, kiedy si─Ö dowiedzia┼éem, ┼╝e jest peda┼éem, a mo┼╝e by┼éo trzeba – zacz─ů┼é mamrota─ç do siebie pod nosem. – Wytrzymuj─Ö z nim d┼éu┼╝ej, ni┼╝ ustawa przewiduje. A teraz jeszcze gejowskie filmy – westchn─ů┼é. – Tylko tego mi brakowa┼éo. No naprawd─Ö! Filmy! Gejowskie! Dlaczego ja si─Ö na to godz─Ö? Jestem nienormalny. Nienormalny. Absolutnie pochrzaniony – uzna┼é, przeje┼╝d┼╝aj─ůc sobie otwart─ů d┼éoni─ů po twarzy.
– Wi─Öc jak b─Ödzie? – dopyta┼é si─Ö Sebastian, udaj─ůc, ┼╝e nie zwr├│ci┼é uwagi na jego cierpi─Ötniczy monolog.
– Jasne. Prosz─Ö ci─Ö bardzo. R├│bta, co chceta – westchn─ů┼é ┼üukasz, poddaj─ůc si─Ö. Nie potrafi┼é odmawia─ç Sebastianowi, cho─ç sam nie wiedzia┼é dlaczego. By─ç mo┼╝e wci─ů┼╝ mia┼é gdzie┼Ť w ┼Ťrodku wyrzuty sumienia za to, jak go potraktowa┼é na pocz─ůtku? To ca┼ékiem prawdopodobne. I pewnie to w┼éa┼Ťnie dlatego, chc─ůc nie chc─ůc, zgadza┼é si─Ö na wszystkie wypady do klub├│w muzycznych (o kt├│rych istnieniu nie mia┼é nawet wcze┼Ťniej poj─Öcia), wyj┼Ťcia na koncerty, czy chocia┼╝by pospolite pro┼Ťby o obejrzenie razem jednego filmu. Gejowskiego.

– O Matko, oni si─Ö pieprz─ů – oznajmi┼é z absolutnym zniesmaczeniem ┼üukasz, kiedy przysz┼éa kolej na wiadome sceny filmu.
– Nie m├│wi┼éem, ┼╝e nie b─Öd─ů. Ale jest tylko jedna taka scena. No i tu nic nie wida─ç. – Sebastian wzruszy┼é ramionami.
– I ca┼ée szcz─Ö┼Ťcie. – ┼üukasz odetchn─ů┼é z ulg─ů. Po jak─ů choler─Ö on si─Ö zgadza┼é, ┼╝eby to ogl─ůda─ç?

┼üukasz nie spodziewa┼é si─Ö, ┼╝e jego uczucia mog─ů si─Ö tak diametralnie zmieni─ç w ci─ůgu nieca┼éych dw├│ch godzin.
– Nie ┼╝yje? – zapyta┼é ┼éami─ůcym si─Ö g┼éosem. – Jak to nie ┼╝yje?
– No po prostu – westchn─ů┼é Sebastian, kt├│rego pomimo ogl─ůdania tego filmu po raz wt├│ry, scena, w kt├│rej Ennis dowiaduje si─Ö o ┼Ťmierci Jacka i tak chwyta┼éa za serce.
– To to si─Ö nie sko┼äczy dobrze? ┼╗adnego domku na odludziu w g├│rach, tam, gdzie mieliby w nosie ca┼éy ┼Ťwiat? – zapyta┼é zdumiony ┼üukasz. – Beznadziejnie! – skwitowa┼é kwa┼Ťno, podkurczaj─ůc kolana i obejmuj─ůc je ramionami. – Do dupy.
– No – przyzna┼é mu racj─Ö Sebastian. – Ca┼ékowicie do bani.
*

Podsumowuj─ůc, ┼üukasz wiedzia┼é o gejowskim ┼Ťwiatku zdecydowanie wi─Öcej, ni┼╝ by chcia┼é. Bo Tajemnica Brokeback Mountain to oczywi┼Ťcie nie jedyny film, jaki mu przysz┼éo wraz z Sebastianem ogl─ůda─ç. W nast─Öpnej kolejno┼Ťci by┼éa Filadelfia, z Tomem Hanksem w roli g┼é├│wnej, kt├│ra – co ┼üukasz musia┼é przyzna─ç przed samym sob─ů – naprawd─Ö cholernie mu si─Ö spodoba┼éa. Bo film by┼é porz─ůdny, dopracowany, a ponad to cholernie poruszaj─ůcy. Nie, ┼╝eby ┼üukasz p┼éaka┼é. To mu si─Ö nie zdarzy┼éo, ale… ci─ůgle mia┼é w pami─Öci t─Ö gul─Ö w gardle, kt├│ra towarzyszy┼éa mu przy ogl─ůdaniu ca┼éej ko┼äc├│wki Filadelfii.
Wiedza wyniesiona z tych dwóch filmów już wystarczała, żeby inaczej spojrzeć na pewne sprawy.
┼üukasz by┼é szczerze ciekaw, czy Oskar, deklaruj─ůcy w┼éa┼Ťnie sw├│j homoseksualizm, widzia┼é cho─ç jeden z nich. Nie s─ůdzi┼é, by tak by┼éo. Jego zdaniem m┼éodszy kuzyn pod─ů┼╝a┼é za jak─ů┼Ť dziwaczn─ů mod─ů, kt├│ra sprawi, ┼╝e w ci─ůgu najbli┼╝szych dw├│ch tygodni trzy razy zmieni orientacj─Ö, a pi─Ö─ç razy podej┼Ťcie do gej├│w.
┼üukasz za to po pewnym czasie przyja┼║ni z Sebastianem wiedzia┼é ju┼╝, ┼╝e nigdy wi─Öcej nie przyjdzie mu nawet do g┼éowy, ┼╝eby ocenia─ç kogo┼Ť po orientacji. Ani seksualnej, ani jakiejkolwiek innej.
*

– ┼üukasz, to jest Krzysiek, a ten, kt├│ry mu siedzi na kolanach, to Igor – powiedzia┼é Sebastian, powi─Ökszaj─ůc okienko rozmowy na Skypie.
– E… cze┼Ť─ç – wyduka┼é nieco oszo┼éomiony ┼üukasz, wpatruj─ůc si─Ö w dwie postacie na ekranie. Jeden z ch┼éopak├│w mia┼é kr├│tkie, jasnobr─ůzowe w┼éosy i nieco odstaj─ůce uszy i by┼é prawdopodobnie Igorem, poniewa┼╝ to on zajmowa┼é kolana starszego (a przynajmniej wygl─ůdaj─ůcego doro┼Ťlej) blondyna. Krzy┼Ťka.
– No cze┼Ť─ç – przywita┼é si─Ö Igor. – Mi┼éo ci─Ö wreszcie pozna─ç – doda┼é, po czym przyjrza┼é si─Ö ┼üukaszowi uwa┼╝niej, marszcz─ůc brwi. – I… masz co┼Ť ciemnego na policzku – zauwa┼╝y┼é, pokazuj─ůc palcem na swojej twarzy, o kt├│ry policzek mu chodzi.
– Hm? – ┼üukasz nie bardzo wiedzia┼é, jak si─Ö tego pozby─ç, wi─Öc jedynie potar┼é kciukiem sk├│r─Ö na twarzy.
– Tylko to sobie rozmaza┼ée┼Ť – westchn─ů┼é Sebastian i wygrzeba┼é z szuflady biurka paczk─Ö chusteczek. Najch─Ötniej sam by to ┼üukaszowi star┼é z policzka, ale czu┼é, ┼╝e by przesadzi┼é. I tak wiecznie st─ůpa┼é po cienkim lodzie. By┼éy momenty, kiedy ledwo si─Ö powstrzymywa┼é, ┼╝eby nie przygnie┼Ť─ç ┼üukasza do ┼Ťciany i co najmniej porz─ůdnie go nie poobmacywa─ç. Jako, ┼╝e jeszcze tego nie zrobi┼é, uwa┼╝a┼é si─Ö za niepokonanego mistrza samokontroli.
Krzysiek i Igor wymienili rozbawione spojrzenia. Uczucie Sebastiana by┼éo dla nich widoczne jak czarne na bia┼éym. ┼üukasz musia┼é by─ç ┼Ťlepy, skoro jeszcze niczego nie dostrzeg┼é.
– Dawno nie mieli┼Ťmy okazji porozmawia─ç – zacz─ů┼é Sebastian, kiedy ┼üukasz mocowa┼é si─Ö z grafitem na swoim policzku. – Jak si─Ö trzymacie?
– Lepiej, ni┼╝ si─Ö spodziewa┼éem, wiesz? – odezwa┼é si─Ö Igor. – Na pocz─ůtku by┼éo ┼║le, ale teraz? Uwa┼╝am, ┼╝e dobrze si─Ö sta┼éo. Cholera, jest milion razy lepiej, ni┼╝ przedtem – oznajmi┼é z u┼Ťmiechem.
Łukasz poczuł się odrobinę skonsternowany.
– A co si─Ö sta┼éo? – odezwa┼é si─Ö. – Znaczy, je┼Ťli mog─Ö zapyta─ç…
– Spoko. – Igor wzruszy┼é ramionami. – Jaki┼Ť czas temu rodzice dowiedzieli si─Ö, ┼╝e jestem gejem i wywalili mnie z domu na zbity pysk. Nie wiem, czy to by┼éa jaka┼Ť metoda na „wyleczenie mnie z tego dziadostwa” – zacytowa┼é przekornie – ale nie wysz┼éo im. Chyba nie przewidzieli, ┼╝e zamiast przywlec si─Ö do nich z p┼éaczem i z przyrzeczeniem, ┼╝e ju┼╝ nigdy wi─Öcej nie b─Öd─Ö, ja zamieszka┼éem po prostu z moim ch┼éopakiem. – Igor z u┼Ťmiechem potarga┼é Krzy┼Ťkowi w┼éosy. – I dobrze jest, jak jest.
– To… dobrze – powiedzia┼é niepewnie ┼üukasz po chwili, poniewa┼╝ zupe┼énie nie wiedzia┼é, jak si─Ö reaguje na takie historie.
– To ┼Ťwietnie – przytakn─ů┼é mu Igor, zupe┼énie nie dostrzegaj─ůc zak┼éopotania ch┼éopaka. – A teraz, Sebastian, m├│w co u ciebie – poleci┼é.
*

Igor i Krzysiek byli pierwsz─ů par─ů gej├│w, z kt├│r─ů ┼üukasz mia┼é okazj─Ö si─Ö pozna─ç. Oczywi┼Ťcie by┼é ┼Ťwiadomy faktu, ┼╝e Sebastian te┼╝ si─Ö nie zalicza do grona heteroseksualnych, jednak chodzi┼éo o co┼Ť innego. Oni byli par─ů. Mieszkali razem. Spali razem. Razem wstawali, jedli ┼Ťniadania, obiady i kolacje i razem sp─Ödzali sw├│j wolny czas. I si─Ö tego nie wstydzili. Nie chowali si─Ö w szafie. Byli szcz─Ö┼Ťliwi i to szcz─Ö┼Ťcie a┼╝ od nich promieniowa┼éo.
To dla ┼üukasza by┼éo co┼Ť niesamowitego.
Jasne, jego pogl─ůdy ju┼╝ dawno znacz─ůco uleg┼éy zmianie, ale mimo to gdzie┼Ť w pod┼Ťwiadomo┼Ťci siedzia┼é mu obraz geja – wiecznego singla szlajaj─ůcego si─Ö po t─Öczowych klubach w poszukiwaniu ciasnego ty┼éka na jeden raz. I to go troch─Ö przera┼╝a┼éo. Nawet w tych cudownych, chwytaj─ůcych za serce filmach zawsze by┼éo co┼Ť przygn─Öbiaj─ůcego. Rozstania, rozwody, nienawi┼Ť─ç do samego siebie, problemy z w┼éasn─ů seksualno┼Ťci─ů, HIV-y, AIDS-y i inne wyj─ůtkowo nieprzyjemne sprawy.
Tymczasem Igor i Krzysiek prezentowali sob─ů zupe┼énie co┼Ť innego. Co┼Ť, z czym ┼üukasz dopiero po raz pierwszy mia┼é okazj─Ö si─Ö zetkn─ů─ç, od kiedy zacz─ů┼é zg┼é─Öbia─ç te wszystkie nie-hetero tematy. Szcz─Ö┼Ťcie.
Najbardziej paradoksalne by┼éo to, ┼╝e ┼üukasz widzia┼é w ich oczach t─Ö rado┼Ť─ç z ┼╝ycia, nawet pomimo tego, ┼╝e Igor wyl─ůdowa┼é na bruku.

W┼éa┼Ťnie o tych wszystkich sprawach my┼Ťla┼é ciemnow┼éosy, kiedy doka┼äcza┼é rysunek przedstawiaj─ůcy wspomnianych wy┼╝ej ch┼éopak├│w takich, jakimi ich po raz pierwszy zobaczy┼é. Krzy┼Ťka troch─Ö w cieniu, z rozwalonym na jego kolanach, obejmuj─ůcym go za szyj─Ö Igorem.
*

Dzi─Öki Sebastianowi ┼üukasz sta┼é si─Ö troch─Ö bardziej towarzyski. Wreszcie znalaz┼é si─Ö kto┼Ť, kto chcia┼é go wyci─ůga─ç na miasto. ┼üukasz nie potrafi┼é niczego Sebastianowi odm├│wi─ç i mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e ch┼éopak bardzo szybko si─Ö tego domy┼Ťli┼é. I bardzo cz─Östo z tego korzysta┼é.
┼üukaszowi si─Ö podoba┼éo jednak to, ┼╝e jego przyjaciel zna w tym wszystkim umiar. Nigdy nie prosi┼é go o co┼Ť, na co ┼üukasz nie chcia┼éby si─Ö zgodzi─ç. Mia┼é wyczucie.
*

– Przebywanie w towarzystwie ┼üukasza to dla mnie cholernie trudna gra – stwierdzi┼é pewnego razu Sebastian w rozmowie z King─ů. – Z jednej strony chcia┼ébym by─ç dla niego kim┼Ť jeszcze wa┼╝niejszym, ni┼╝ jestem teraz, a z drugiej… nie mog─Ö si─Ö z tym spieszy─ç. Musz─Ö ci─ůgle uwa┼╝a─ç na moje s┼éowa, gesty, a nawet spojrzenia. Nie powinienem by─ç zbyt nachalny, bo go przestrasz─Ö.
*

– ┼üukasz, dok─ůd ty znowu idziesz? – zapyta┼éa ch┼éopaka matka, odchylaj─ůc si─Ö na fotelu w du┼╝ym pokoju.
– No, um├│wi┼éem si─Ö ze znajomymi na mie┼Ťcie – powiedzia┼é z u┼Ťmiechem.
– Z kim dok┼éadnie? – dopyta┼éa si─Ö Urszula.
– A, z mojej klasy – odpar┼é og├│lnikowo, ale ┼╝eby unikn─ů─ç dalszych pyta┼ä, wyja┼Ťni┼é: – Z Robertem, Anet─ů, Sebastianem i Marcinem.
Ula przez kilka sekund milcza┼éa, szukaj─ůc tych imion w pami─Öci, a kiedy stwierdzi┼éa, ┼╝e faktycznie je kojarzy, skin─Ö┼éa g┼éow─ů aprobuj─ůco. Z poczucia resztek rodzicielskiego obowi─ůzku rzuci┼éa jeszcze:
– A nie powiniene┼Ť si─Ö uczy─ç?
– Lekcje odrobione! – odpar┼é ┼üukasz, za wszelk─ů cen─Ö staraj─ůc si─Ö unikn─ů─ç pretensjonalnego tonu „ale mamooo…!”, dlatego te┼╝ u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö dla wzmocnienia pozytywnego efektu.
Tak, jestem zimnym skurwysynem – pomy┼Ťla┼é z ironicznym samozadowoleniem – kalkuj─Ö ka┼╝dy gest i ka┼╝de s┼éowo, nawet rozmawiaj─ůc z w┼éasn─ů matk─ů.
┼üukasz niemal┼╝e parskn─ů┼é na g┼éos ┼Ťmiechem, kiedy mu to przysz┼éo do g┼éowy.
Stoj─Ö przed lustrem, a tam stoi i patrzy na mnie moja w┼éasna patologia – podsumowa┼é zbiegaj─ůc po schodach.