Tamten świat 2
Dodane przez mordeczka dnia Lutego 25 2012 21:22:49
***

Słońce właśnie zaczynało swoją wędrówkę po niebie, kiedy w końcu się obudził. Jeszcze przez chwilę leżał z zamkniętymi oczami, aż w końcu otworzył je powoli. Wpatrywał się w ognisko, próbując sobie przypomnieć gdzie on właściwie jest. No tak! Przecież wczoraj uciekł z domu! Zachichotał ubawiony tym faktem i przewrócił się na plecy. Przeciągnął się leniwie i podniósł do pozycji siedzącej. Tak Popradzie, to jeszcze by się powylegiwał, bo spało mu się całkiem dobrze, mimo warunków, ale niestety musiał się ruszyć, gdyż żołądek dopominał się o swoje prawa wyjątkowo głośno i upierdliwie. Westchnął i ruszył do lasu. Niestety, tym razem nie miał szczęścia, żadna zwierzyna, nawet ta najmniejsza, nie pojawiła się w polu widzenia. Musiał się zadowolić suchym prowiantem, który zabrał ze sobą. Dobrze, że chociaż bukłak na wodę wziął duży. Dzięki temu miał czym popić. Jednak będzie musiał znaleźć jakąś rzekę. Po skończonym posiłku wziął się za oporządzanie konia. Powinien to zrobić poprzedniego dnia, tuż przed snem, ale tak był zaaferowany świeżo zdobytą wolnością iż zupełnie o tym zapomniał. Wyciągnął zgrzebło i zaczął bez pośpiechu czyścić konia.
- Lubisz to, co nie, Semen? – zapytał uśmiechając się, na co koń parsknął radośnie potrząsając jednocześnie łbem.
Kiedy w końcu skończył, pozbierał wszystkie swoje rzeczy, upewnił się iż ognisko na pewno jest wygaszone i wsiadłszy na konia ruszył powoli przed siebie, wesoło pogwizdując. Zbliżał się wieczór, kiedy w oddali użal jakieś miasto. Ucieszył się. Nie wiedział gdzie jest, wiec też nie był pewien czy gdzieś w pobliżu są jakieś przydrożne gospody, a próba upolowania leśnej zwierzyny skończyła się niepowodzeniem i już od jakiegoś czasu burczało mu porządnie w brzuchu. Przyspieszył. Już z daleka widział spory ruch prze bramie, na szczęście to była tylko spora ilość ludzi przemieszczających się do i z miasta, na wozach, konno, a nawet pieszo. Każdy z nich miał jakiś bagaż, albo w dźwiganym tobołku, albo na wozie, albo na grzebiecie muła czy konia.
- Przepraszam, co tu tak tłoczno? – spytał pierwszego z brzegu podróżnego prowadzącego za uzdę obładowanego do granic możliwości muła. Ten tylko popatrzył na pytającego dziwnie niechętnym wzrokiem i odszedł, ignorując go zupełnie.
Książę machnął tylko ręką i powtórzył pytanie do kolejnego podróżnego, siwowłosego staruszka siedzącego na wozie.
- Ty chyba nie jesteś stąd, młodzieńcze? – zainteresował się staruszek.
- Nie – odparł młodzieniec. – Jeżdżę po kraju i sobie oglądam.
- Rozumiem, uciekłeś z domu – woźnica uśmiechnął się ze zrozumieniem. – W twoim wieku też byłem zbuntowany. No, burmistrzowi miasta urodził się długo wyczekiwany syn i z tej okazji zezwolił na urządzenie trzydniowej zabawy. Niektórzy przyjeżdżają by się tylko zabawić, a inni liczą, że może uda im się coś sprzedać, albo kupić po okazyjnej cenie.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że panu się uda wszystko sprzedać. – Książę uśmiechnął się i podjechał do przodu.
Posuwał się powoli do przodu cierpliwie czekając aż dostanie się do środka. Zauważył, że pilnujący bramy żołnierze niezbyt pilnie zaglądają do wozów czy wwożonych ładunków. W końcu wjechał. Jak można było się spodziewać, za bramami miasta tłok był równie duży, co na zewnątrz. Jechał wiec powoli, rozglądając się ciekawie w koło. Porozstawiane wszędzie stragany z najróżniejszym towarem, przepychający się ludzie, gwar przekrzykujących się sprzedawców, słowem chaos i zamieszanie. Nie zwracał na to zupełnie uwagi, jego głowę zaprzątała tylko jedna myśl: jeść! W końcu wypatrzył jakiś stragan z pieczonym mięsem. Z daleka trudno było określić co to było, a panujący gwar nie potrafił wyłowić wołania sprzedawcy. Podjechał bliżej i zsiadł z konia.
- Pieczone gołębie! – krzyczał sprzedawca. – Świeżutkie pieczone gołębie!
Książę uważnie obejrzał ponadziewane na patyki mięso.
- Na pewno świeże? – Nie wyglądało podejrzanie, jednak wolał się upewnić.
- Coś niby sugerujesz?! – sprzedawca momentalnie zrobił się czerwony na twarzy – że moje mięso jest nieświeże?!
- Ależ skąd. – Książę zaczął przepraszająco wymachiwać rękami. – Ja tylko tak pytam…
- To idź pytać gdzie indziej! – wściekły sprzedawca napierał na młodzieńca zmuszając go do wycofania się.
- Dobra, dobra, już idę sobie – odparł młodzieniec ugodowo. Szybko wsiadł na konia i odjechał tak szybko jak tylko pozwalał mu otaczający go tłum.
A w brzuchu burczało coraz bardziej. Jechał powoli do przodu, pozwalając się prowadzić tłumowi i rozglądał się na boki. Dość szybko wypatrzył stragan z jakimiś szaszłykami. Podjechał do niego. Nauczony doświadczeniem nie wdawał się w rozmowę ze sprzedawcą, tylko od razu kupił cztery szaszłyki. Na straganie obok sprzedawali pieczywo. Jeszcze tylko musiałby się rozejrzeć za jakąś studnią… Niestety tłum był zbyt duży by mógł coś zobaczyć, ale z perspektywy końskiego grzbietu wszystko wyglądało o wiele lepiej. Wypatrzył zupełnie na uboczy jakąś wyjątkowo obleganą studnię. Na szczęście okazało się iż przy stojącym w pobliżu korycie dla koni jest jeszcze miejsce dla dwóch zwierzaków. Podprowadził konia i sam też, nie zwracając zupełnie uwagi na otaczających go ludzi, zanurzył głowę w wodzie. Łyknął jej ile tylko mógł i wyciągnął głowę z wody, machając nią na wszystkie strony, by pozbyć się wody z włosów.
- Nie ma to jak świeża woda, nie Semen? – Uśmiechnął się zadowolony i poklepał rumaka po chrapach, na co ten radośnie parsknął.
Młodzieniec złapał konia za pysk i pocałował go w chrapy, a zwierzę, po swojemu odwzajemniło tą czułość. Przez chwilę tak się wymieniali czułościami, wzbudzając tym wesołość otaczających ich ludzi, a zwłaszcza kobiet, które chichotały coraz bardziej przez cały czas zerkając w stronę księcia..
W końcu przestali i młodzieniec zabrał się za kupiony prowiant. Niestety nie dane mu było zjeść w spokoju. Zajęty szaszłykami na chwilę spuścił chleb z oczu, kładąc go na ziemi. Kiedy sięgnął później po niego, napotkał tylko pustkę. Pomacał trochę dalej, ale nic nie znalazł. Spojrzał uważnie na miejsce, gdzie, z całą pewnością, powinien być chleb i nie zobaczył nic. A właściwie zobaczył spadające z góry okruchy chleba. Powoli podniósł głowę do góry i zobaczył podejrzanie ruszający się pysk własnego wierzchowca.
- Semen, co ty tam przeżuwasz, co? – zapytał podejrzliwie, na co koń tylko potrząsnął przecząco łbem. – No przecież widzę. – Wstał i złapał konia z pysk. – Pokaż – próbował rozchylić zwierzęciu szczęki, ale nie bardzo mu się udawało. Koń wyrywał się i potrząsał łbem. – Ty mnie nie drażnij, chabeto jedna, przecież widzę, że mi chleb ukradłeś.
Słysząc tą obelgę koń parsknął gniewnie i odwrócił się tyłem do swojego pana.
- Ach, wiec teraz się obrażamy? – zdziwił się młodzieniec. – No i dobrze, przynajmniej będę mógł sobie kupić jakąś fajną kobyłkę ze ślicznym i mięciutkim zadem. Na pewno będzie nam się dobrze razem podróżowało. Nie to co ta twoja koścista dupa.
Zakończywszy przemowę usiadł z powrotem na ziemi i zabrał się za kończenie jedzenia. Jednak zdążył ugryźć zaledwie kilka kęsów, gdy poczuł szturchnięcie w ramię. Zignorował je zupełnie. Szturchnięcie powtórzyło się, tym razem mocniej i bardziej natarczywie. Książę odwrócił się plecami do swego rumaka, kończąc szaszłyki. Ledwo ostatnia porcja mięsa znalazła się w jego ustach, gdy rumak szturchnął go tak mocno w plecy, że aż poleciał na ziemię, co wzbudziło wesołość przyglądających się im gapiów. Podniósł się wściekły i wrzasnął na konia:
- Odbiło ci, czy co?! – Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zobaczył jak jego koń klęka na przednie kopyta i parskając potrząsa raz po raz głową. – Czyżby to były przeprosiny? – mruknął podejrzliwie. Rumak energicznie potrząsnął łbem na potwierdzenie. – Znaczy, ze żałujesz, że mi zwinąłeś chleb? – kolejne potwierdzające potrząśnięcie łbem. – I już więcej tego nie będziesz robił? – Nie będzie. – No dobra, to już nie gniewam się.
Uradowany rumak zaczął skubać swojego pana wargami, co zapewne miało być pocałunkami w jego wykonaniu.
- Dobra, już, dobra – książę śmiejąc się od odpędzał się od swojego rumaka. – Wystarczy już tych czułości.
W tym momencie usłyszał gniewny głos:
- Zejdź mi z drogi, śmieciu.
Książę zerknął na właściciela głosu i zobaczył barczystego, czarnobrodego mężczyznę w bogatym stroju, siedzącego na czarnym koniu w bogatym rynsztunku. Niestety nie zdążył odpowiedzieć, gdy nagle jego rumak parsknął wściekle i natarł na obcego konia, który instynktownie cofnął się. Jeździec instynktownie ściągnął lejce, a z jego ust wyleciało wściekłe warknięcie. Rumak wściekle parsknął i natarł na Semena. Ten nie pozostał dłużny przeciwnikowi i stanął na tylnych kopytach. Atakując przednimi kopytami, przesuwał się w stronę agresora.
- Semen! Przestań! – krzyknął książę i złapał za lejce zmuszając konia do opuszczenia przednich kopyt. – Co ty wyprawiasz, co? – spojrzał rumakowi w oczy. – zachowujesz się jakbyś był jakimś oprychem. Masz mi tak więcej nie robić, rozumiesz? - Koń tylko prychnął gniewnie i odwrócił łeb. – Ach, znowu się gniewamy? Proszę bardzo, jak se chcesz. – Odwrócił się w stronę mężczyzny, ukłonił się głęboko i powiedział pokornym głosem; - wybaczcie panie. Jeżeli chcecie ukarać tego konia, to nie krępujcie się, ja nie mam z nim już nic do czynienia. – Odwrócił się do stojących najbliżej gapiów i zapytał: Możecie mi powiedzieć gdzie tu mogę kupić jakiegoś dobrego konia niezbyt drogo?
Niestety nie usłyszał odpowiedzi, a za to poczuł na plecach dość mocne szturchnięcie.
- I myślisz, że teraz to poskutkuje? – mruknął. – Zapomnij.
Chciał odejść, lecz rumak zaczął mu wpychać łeb pod ramię, przez cały czas rżąc i parskając na przemian. Książę tylko westchnął ciężko.
- Ty myślisz, ze ile razy będę ci tak przebaczał, co? – Spojrzał na konia i zobaczył w jego oczach łzy. – No co ty? – zdumiał się. Koń podszedł bliżej i przytknął czoło do jego twarzy.
Stali tak przez chwilę nieruchomo, aż w końcu książę westchnął ciężko.
- Musisz zrozumieć, że nie możesz się zachowywać jak jakiś bandyta. Pochodzisz z dobrej stajni, a w twoich żyłach płynie królewska krew. Komuś takiemu nie przystoi takie zachowanie, rozumiesz? - Koń potrząsnął łbem i parsknął cicho. Książę uśmiechnął się. – No dobra, chodźmy, poszukamy jakiejś stajni, żebyś mógł się najeść, a potem ruszamy dalej w drogę, co ty na to?
Koń potrząsnął radośnie łbem. Niestety ani on, ani jego właściciel nie zdążyli zrobić nawet jednego kroku, gdy dobiegł ich wściekły krzyk czarnobrodego jeźdźca. Książę odwrócił się zdziwiony i zobaczył mężczyznę stojącego na ziemi z mieczem w dłoni.
- Myślisz, chłystku, że pozwolę ci tak odejść?! – wrzasnął wściekle.
- Przecież przeprosiłem pana, wiec nie rozumiem o co chodzi. – odparł książę spokojnie. – Ach rozumiem, uważa pan, że to za mało? W takim razie, jeszcze raz proszę o wybaczenie – skłonił się głęboko – i nie podnosząc głowy warknął na swojego rumaka: - Ty też Semen.
Koń posłusznie klęknął przednimi kopytami i schylił łeb. Po krótkiej chwili młodzieniec i koń podnieśli się i ruszyli przed siebie bez słowa. Nie uszli nawet kilku kroków, gdy wściekły mężczyzna rzucił się na młodzieńca. Ten uskoczył odruchowo i napastnik wylądował w kałuży, co wywołało śmiech gapiów. Mężczyzna podniósł się i ponownie natarł. Tym razem, gdy przelatywał obok młodzieńca, ten walnął go kantem dłoni w kark. Mężczyzna padł nieprzytomny.
- No, chociaż raz ten stary erotoman na coś się przydał – mruknął młody książę. – Wiesz Semen – odwrócił się do konia – mie sądziłęm, zę kiedyś to powiem, ale chyba jednak polubię tego starucha. Te parę tajemnych chwytów, których mnie nauczył, może okazać się całkiem fajne. Dobra, chodźmy poszukać jakiejś stajni.
Nie oglądając się na napastnika ruszył przed siebie. Szybko znalazł jakąś stajnię. Zostawił tam Semena i ruszył na pieszą przechadzkę po mieście. Odkąd nie miał żadnych obowiązków mógł sobie pozwolić na leniwe łażenie bez celu. Szedł wiec od straganu do straganu i z zainteresowaniem wszystko oglądał. Czasami nawet kupił jakiś smakołyk, czy fant. W końcu doszedł na centralny plac. Oprócz straganów była tu też ustawiona scena na której uliczni grajkowie właśnie wystawiali jakąś sztukę. Zainteresowany przystanął Widocznie było to coś śmiesznego, gdyż oglądający ją ludzie co rusz się śmiali. Chwilę potem on także się śmiał, mimo iż nie oglądał wszystkiego od początku.
Kiedy sztuka w końcu się skończyła, ruszył dalej, mimo iż grajkowie zaczęli kolejną. Niestety nie uszedł daleko, gdy nagle wpadł na niego jakiś dzieciak. Odruchowo wyciągnął ręce i złapał go. Dzieciak zaczął się wyrywać.
- Uspokój się, nic ci nie zrobię – powiedział łagodnie, ale dzieciak dalej się wyrywał.
- Łapać złodzieja! – dobiegło do uszu młodzieńca i chwilę potem pojawił się przed nim jakiś przekupień, bogato ubrany mężczyzna i dwóch żołnierzy z halabardami rękach.
- W końcu cię złapałem, ty złodziejaszku! – wykrzyknął przekupień i wyciągnął rękę by złapał chłopca, lecz ten odruchowo schował się za plecami młodego księcia.
- Nie wiem, co on panu zrobił, ale chyba można to jakoś wyjaśnić? – zapytał niepewnie młodzieniec.
- Odsuń się – odezwał się bogato ubrany mężczyzna. – To jest złodziej i należy go odpowiedni ukarać!
- Ale to tylko dziecko… -zaoponował nieśmiało. – Na pewno miał jakiś powód. Zapłacę za to co wziął, tylko proszę powiedzieć ile.
Przekupień szybko wymienił cenę. Młody książę sięgnął do schowanej za pazuchą sakiewki i wyciągnął odliczoną kwotę. Przekupień szybko złapał pieniądze i chciał odejść, gdy zatrzymał go bogato ubrany mężczyzna.
- Chcesz to tak zostawić?
- A niby dlaczego, nie panie? Odzyskałem co moje, reszta mnie nie obchodzi. – I odszedł.
- Ale mnie obchodzi – odparł mężczyzna - Jestem tutaj szeryfem i nie pozwolę na szerzenie się bandytyzmu. Brać go! – zwrócił się w stronę żołnierzy, jednocześnie wskazując dzieciaka.
Chłopiec wczepił się jeszcze bardziej w młodego księcia.
- No przecież oddałem za niego pieniądze! Czego jeszcze chcecie?! – Niestety mężczyzna nie słuchał go zupełnie.
Jeden z żołnierzy podszedł i próbował złapać chłopca za ramię, lecz młody książę odepchnął go silnie.
- Śmiesz się przeciwstawiać przedstawicielowi prawa?! – syknął mężczyzna. – Pewnie jesteś z nim w zmowie?!
- Co za bzdury! – wykrzyknął.
- Bierzcie jego także!
Żołnierze rzucili się w stronę księcia, chcąc go pochwycić, jednakże ten uchylił się i najpierw jeden z żołnierzu wylądował na ziemi, a potem drugi stracił halabardę lądując przy okazji n najbliższym straganie.
- Nie jestem przestępcą i nie znam tego dzieciaka – odparł spokojnie. – I nie pozwolę się bezpodstawnie oskarżać!
Pierwszy z żołnierzy w końcu podniósł się z ziemi, wyciągnął miecz z pochwy i rzucił się na młodego księcia. Ten nie zastanawiając się dłużej, zaczął się bronić przed nacierającym żołnierzem, wymachując sprawnie halabardą. Powoli wycofywał się. Stojący za nim gapie rozsuwali się na boki. Już wydawało się, ze młodzieniec jakoś wydostanie się i ujdzie przed żołnierzem, gdy nagle poczuł potężne uderzenie w głowę, a chwilę potem stracił przytomność. To drugi z żołnierzy zaszedł go od tyłu i walnął w głowę ciężkim kamieniem.
Kiedy się w końcu ocknął poczuł pulsujący ból w tyle głowy. Jęknął i złapał się za głowę. Poczuł pod palcami cos lepkiego. Podsunął rękę pod oczy ale nic nie zobaczył z powodu panującego wokół mroku. Rozejrzał się w koło. Zobaczył jakieś kraty, za nimi korytarz, palące się pochodnie się pochodnie a wokół nich różnych, nieznanych mu ludzi.
- Gdzie ja jestem? – jęknął.
- O, obudziło się dziewczę – usłyszał kpiący głos.
Spojrzał w kierunku z którego on dochodził i ujrzał siedzącego pod kamienną ścianą młodego chłopaka o rudych włosach przewiązanych jakąś szmatą i w rozchłestanej na piersi koszuli.
- Prosisz się o nauczkę – mruknął macając głowę.
Chłopak tylko roześmiał się kpiąco. Wstał i podszedł do młodego księcia. Kucnął na wprost niego i nie bawiąc się w subtelności złapał go za brodę i zadarł do góry.
- Grozisz mi? – zapytał złowrogo. – Ty lepiej uważaj do kogo się odzywasz. Tutaj, to MY rządzimy. Gahalan i ja, czyli Kasartis, rozumiesz?
- Rozumiem – mruknął książę.
- To świetnie – Kasartis odepchnął młodzieńca i wrócił na swoje miejsce.
Książę westchnął i rozejrzął się ponownie w koło. Rozum mu podpowiadał, że raczej nie jest to miejsce w którym chciałby się znajdować. Nagle poczuł delikatne szarpnięcie z rękaw. Obejrzał się i zobaczył tego chłopca, który na niego wpadł.
- O, to ty! – wyraźnie ucieszył się. – Nic ni nie jest? I czemu płaczesz? – zdziwił się widząc łzy w oczach chłopca. Ten tylko załkał, ale nic nie powiedział. Książę objął go i pogłaskał go po głowie. – Ej, nie płacz już.
- Prze… prze… przepraszam – wystękał w końcu chłopiec
- Za co? – zdziwił się.
- Bo… bo pan był… dobry… i bronił mnie, a ja… przeze mnie… jest pan tutaj… -wychlipał chłopiec zanosząc się łzami.
- Tutaj, czyli gdzie?
- Wię… wiezenie..
Więzienie? Następca tronu w więzieniu? Jak to się stało?

CDN