Sticky & sweet
Dodane przez Aquarius dnia Listopada 04 2011 23:27:38
Pisane wespół z Miho <3


Karyu spojrzał w lustro i delikatnie pogładził dłonią włosy, skręcone w loki. Starannie podkreślił oczy i mocno utuszował rzęsy. Makijaż był znacznie lżejszy niż ten, który zwykł nakładać przed wyjściem na scenę. Dodawał uroku jego delikatnej twarzy. Uśmiechnął się do swojego odbicia. Czekał na kochanka. Lekki uśmieszek poszerzył się, w oczach Karyu błysnęły wesołe iskry. Tego wieczoru miał ochotę na zabawę... inną niż zazwyczaj. Uwielbiał zaskakiwać swojego chłopaka.
Owinął szyję szalem. Czerń delikatnej tkaniny kontrastowała z głęboka czerwienią jego koszuli. Skropił się perfumami i ostatni raz poprawił ubranie. Był gotowy. I zaczynał się niecierpliwić.

***

Tsukasa zerknął po raz ostatni na swoje odbicie w lustrze i uśmiechnął się. Jego czarne spodnie świetnie komponowały się z jasnym sweterkiem i starannie ułożoną fryzurą. Dziś był szczególny dzień, umówił się z Karyu na romantyczną kolację. Z tej okazji miał nawet mały, słodki prezent dla niego. Zaśmiał się do siebie, zamykając drzwi na klucz, na romantyczność mu się zebrało. Ale Karyu był tego warty.
Piętnaście minut później Tsukasa dzwonił już do drzwi Karyu, nie mógł się już doczekać, kiedy zobaczy swoje kochanie. Perkusista zaśmiał się w duchu z siebie. 'Zachowujesz się jak zakochana nastolatka', pomyślał i wtedy Karyu otworzył.

***

Drgnął na dźwięk dzwonka. Poderwał się z krzesła, gotów biec do drzwi, ale opanował się. Wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić, mimo, że te emocje były takie przyjemne! Odsunął zasuwkę i otworzył drzwi.

***

Tsukasa zagapił się na Karyu. Wyglądał po prostu... Obłędnie. Po chwili perkusista uśmiechnął się szeroko.
- Dobry wieczór, kochanie – pocałował go w pliczek. - Wyglądasz wspaniale.

***

Karyu zachichotał. Zachwyt odmalował się na twarzy kochanka, co nie uszło jego uwadze. Uśmiechnął się zalotnie i zaprosił go gestem do środka. Zamknąwszy drzwi, pochylił się i delikatnie pocałował wargi Tsukasy.

***

Lubił całować Karyu, naprawdę. Miał takie miękkie i namiętne usta, wręcz doskonałe. Po kilku chwilach był zmuszony stanowczo, ale delikatnie przerwać pocałunek, mimo wyraźnego oporu Karyu.
- Kochanie, spóźnimy się – zwrócił mu uwagę. - Załóż ładnie butki i wychodzimy.

***

Jakże nie lubił, kiedy był taki. I kiedy mówił do niego jak do dziecka. Z drugiej strony Karyu zawsze wykorzystywał tę opiekuńczość. Zakładając buty, spojrzał na kochanka i wydął zabawnie wargi, dając mu do zrozumienia, że się dąsa.

***

Kiedy Karyu wstał, Tsukasa podszedł do Karyu i pocałował go namiętnie, na koniec pocałunku delikatnie przygryzając jego wargę.
- Uśmiechnij się, nie do twarzy ci z kwaśną miną – powiedział, sięgając po płaszcz kochanka.

***

Odsunął się od niego szybko, zaraz jednak figlarnie się uśmiechnął.
- Skoro prosisz - odrzekł i odwrócił się od niego, rzecz jasna oczekując pomocy przy zakładaniu płaszcza.

***

Oczywiście pomógł mu założyć płaszcz i nawet podał szalik. Następnie sięgnął po klucze, leżące na szafce i otworzył drzwi.
- Chodźmy – powiedział, a kiedy wyszli na klatkę, przekręcił zamek i wrzucił klucze do swojej kieszeni. Karyu miał tendencje do gubienia ich.

***

Był taki nadopiekuńczy. Ale przecież Karyu uwielbiał, gdy o niego dbano. Lekko cmoknął perkusistę w policzek i wziął go za rękę.

***

Uśmiechnął się, znów, po czym weszli do windy. Karyu rzucał mu długie, zalotne spojrzenia. Zapewne miał ochotę na jakąś ciekawą zabawę, ocenił Tsukasa. Nie, żeby mu to przeszkadzało. Uwielbiał być prowokowanym przez Karyu cały wieczór, a później w cudowny sposób on sam mógł nieco 'pomęczyć' kochanka w łóżku.
Na miejsce ich randki dotarli w przeciągu kilkunastu minut. Niedaleko apartamentowca, w którym mieszkał Karyu, znajdowała się całkiem miła restauracyjka. Często się tam zjawiali, mieli nawet ulubiony stolik, znajdujący się w ustronnym kącie, gdzie nikt nie mógł ich dostrzec. W tej restauracyjce serwowali przepysznego kurczaka curry z winem.

***

Te spojrzenia. A więc zauważył, że Karyu chodziło coś po głowie. Zawsze potrafił go rozgryźć. Ale też zawsze podejmował grę. Gitarzystę bawiła ta władza nad kochankiem. Zawsze taki twardy i zdecydowany, a wystarczył jeden jego gest, by uczynił dla niego wszystko.
Pozwolił, by Tsukasa przepuścił go w drzwiach restauracji i odsunął jego krzesło. Nie ma sprawy, mogę być twoją damą, śmiał się w duchu.

***

Tsukasa lubił się opiekować Karyu. Lubił go rozpieszczać. Gitarzysta był... no cóż, częściowo jak dziecko. Uwielbiał dostawać drobne prezenty bez okazji, śniadanie do łóżka. Nie był jednak tak niewinny, jak bywają dzieci. W łóżku wychodziła z Karyu prawdziwa bestyjka, która rozpalała do czerwoności.
Perkusista złożył zamówienie u kelnera i zaczął się bawić dłonią Karyu, leżącą na stole.
- Ja ci minął dzień? Dużo dziś milczysz, stało się coś?

***

- Zwykle narzekasz, że mówię za dużo - odparł, pozwalając, by perkusista gładził wnętrze jego dłoni. - A poza tym po prostu onieśmiela mnie towarzystwo takiego przystojniaka - dodał i spuścił wzrok dla podkreślenia efektu swoich słów.

***

Ach, więc o to mu chodzi... - Tsukasa zaczął się domyślać, jakiego typu grę Karyu dziś podejmuje. Uśmiechnął się. Dobrze więc, kochanie, skoro sobie życzysz...
- Ja niknę w twoim blasku– Tsukasa pochylił się nad stołem i pocałował go lekko w usta. - I właśnie dziś odkryłem, jak bardzo lubię twój głos i twoje usta.

***

Gdyby starczyło mu zdolności aktorskich, Karyu zarumieniłby się malowniczo. Zatrzepotał długimi rzęsami i szepnął:
-Przesadzasz.

***

- Jeśli chodzi o ciebie, nigdy nie przesadzam, naprawdę lśnisz, jesteś słońcem na moim niebie – Tsukasa wpadł w nieco liryczny ton. Przez chwilę szeptał jeszcze komplementy, po czym przyniesiono im posiłek.

***

Połknął haczyk, pomyślał Karyu rozbawiony. Zero i Hizumi mieliby używanie, gdyby wiedzieli, jakim romantykiem bywał ich surowy lider. Gitarzysta w właściwym sobie wdziękiem odpowiadał na jego komplementy, cały czas jednak trzymając się roli niewinnej istotki.

***

Bo w sumie to Karyu dobrym aktorem jest. Gdyby go nie znał, nie zorientowałby się, że on tylko udaje niewiniątko. Dzisiaj wręcz przechodził samego siebie, jest dopracowany w każdym szczególe. Począwszy od włosów i makijażu, poprzez strój, do starannie wystudiowanych gestów. Cała kolacja upłynęła im pod znakiem niewinnych, niby nieświadomych prowokacji. Karyu dobrze się bawił. Tsukasa zresztą też, lubił wchodzić w rolę, jaką wyznaczał mu czasem kochanek. Dzięki temu unikają monotonności w związku. Poza tym naprawdę miło jest oderwać się czasem od rzeczywistości na te kilka godzin przestać być Tsukasą, słynnym perkusistą D'espairsRay.
Po zakończonym posiłku po raz kolejny odegrał teatrzyk z odsuwaniem krzesła i pomógł założyć Karyu płaszcz. Chwycił go delikatnie za rękę i cicho zapytał
- Yoshi, możemy iść przez park?
- Ale jest ciemno. Ja się trochę boję - odpowiedział, chociaż jego wzrok sugerował, że nie boi się samego diabła.
Tsukasa uśmiechnął się czarująco, w w jego oczach migotały rozbawione ogniki.
- Będę cię trzymał za rękę i nie pozwolę zboczyć z oświetlonej alejki. Obronię cię przed wszystkimi potworami, jakie czają się w mroku.
Karyu, rozpromieniony ścisnął jego dłoń mocniej i pozwolił się prowadzić. Zaśnieżony park wyglądał pięknie w pomarańczowym świetle latarni. Chłonął ten widok z dziecięcym zachwytem.
Perkusista uśmiechnął się. Celowo poprosił kochanka o przejście przez park. Uwielbiał śnieg, a widok w parku był iście nieziemski. Drzewa, ławeczki i trawniki były pokryte śniegiem, wydawał się być uśpiony, spokojny. Pozwalał się zrelaksować i uspokoić, a poza tym tworzył romantyczną atmosferę, która idealnie pasowała do ich dzisiejszej randki.
Po kilku minutach spaceru Tsukasa poczuł na policzku coś zimnego.
- Yoshi! Śnieg pada! - wykrzyknął z zachwytem, patrząc w górę i roześmiał się. Po chwili zamknął oczy i rozłożył ramiona, delektując się delikatnym dotykiem rozpuszczających się na jego twarzy i dłoniach płatków.
Gitarzysta z trudem powstrzymał chichot. Tsukasa był dziś uroczy jak nigdy. Nachylił się i cmoknął go w nos, dokładnie tam, gdzie przed chwilą spadł płatek białego puchu. Perkusista otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko.
- Kocham śnieg, jest wspaniały, nie uważasz? - zapytał, obejmując Karyu w pasie. Znów spojrzał w górę z zachwytem. - Pięknie...
- Mhm - Karyu wtulił się w niego mocno, wpatrując się w białe drobinki tańczące w świetle latarni.
Tsukasa stał tak jeszcze przez kilka minut, po czym spojrzał na Karyu
- Marzniesz - powiedział stanowczo, widząc jego zaczerwieniony nos. - Zdecydowanie wracamy. Rękawiczek pewnie nie masz? - zapytał, a kiedy Karyu pokręcił przecząco głową, westchnął. - Ty naprawdę kiedyś zapomnisz samego siebie.
Karyu strzelił jedną ze swoich firmowych minek sugerujących, że jest obrażony. Tsukasa oczywiście miał rację. Chuchnął w zmarznięte dłonie i energicznie potarł jedną o drugą.
Perkusista pocałował lekko partnera i chwycił go za rękę.
- Wolę mieć żywego Karyu niż sopelka – stwierdził, włożył ich splecione dłonie do kieszeni płaszcza i ruszył w stronę domu.
- A co to? - zapytał gitarzysta, gdy jego dłoń natrafiła na coś.
- Prezent dla ciebie.
- Pokaż! - zażądał Karyu, usiłując wyciągnąć zagadkową rzecz.
- Nie – odpowiedział Tsukasa, przytrzymując jego dłoń w kieszeni. - Zobaczysz w domu.
- Chcę teraz! - Yoshi spojrzał na niego błagalnie.
- Nie, kochanie, jesteś zmarznięty, a jak to wyjmiesz, na pewno zatrzymasz się na dłużej. - Zobaczysz w domu.
- Jesteś niedobry - odparł nadąsany.
- Zobaczymy, co powiesz w domu - zaśmiał się Tsukasa. Byli już u wyjścia parku. Za kilka minut będą w domu. Karyu zaparzy pyszną herbatę, jest w tym mistrzem, a on sam będzie się przyglądał temu zabiegowi, a później... Perkusista uśmiechnął się do swoich myśli. A później, kiedy wypiją już herbatę, będzie się działo.
Karyu uśmiechnął się do niego szelmowsko.
- No to się pospiesz! - krzyknął i, uwolniwszy się z uścisku Tsu, puścił się biegiem.
Perkusista roześmiał się i przyspieszył krok. Po kilku chwilach dołączył do stojącego pod drzwiami klatki Karyu. Z uśmiechem wyjął klucze i otworzył je. Kiedy tylko to zrobił, został pociągnięty do windy.
- A teraz mogę już dostać prezent? - Karyu objął ramionami jego kark.
Tsukasa roześmiał się i objął kochanka w pasie.
- Niecierpliwy jesteś. Naprawdę nie możesz poczekać dwóch minut? - pytał, ale w jego oczach czaiły się iskierki rozbawienia, doskonale wiedział, że Karyu uwielbia prezenty, gdyby mógł, poznałby zawartość każdego z nich w momencie, kiedy się o nich dowiadywał. Tsukasa lubił przetrzymywać go w niepewności. Zaczął całować Karyu, by na chwilę odwrócić jego uwagę. Po kilkunastu sekundach byli już na właściwym piętrze. Kiedy perkusista otwierał drzwi, poczuł niecierpliwe dłonie gitarzysty, bezczelnie wsuwające mu się do kieszeni płaszcza. Oczywiście, Karyu chciał dostać swój prezent już, więc Tsukasa roześmiał się tylko i mu na to pozwolił.
- Ojej! - zawołał Karyu, rozbawiony i rozczulony kiedy wreszcie dobrał się do tajemniczego podarku, który okazał się dużym lizakiem w kształcie serca. Kiedy zamknęli za sobą drzwi po mieszkania ucałował perkusistę w policzek.
- Podoba Ci się? - zapytał Tsukasa, zdejmując płaszcz i rozsznurowując buty.
- Jesteś uroczy - odparł Karyu z szerokim uśmiechem. Walczył z folią, w którą lizał był owinięty.
Tsukasa parsknął śmiechem i wyjął lizaka z dłoni gitarzysty.
- Otworzę ci, a ty się rozbierz.
Karyu pospiesznie zrzucił płaszcz i buty, po czym od razu wyciągnął rękę po swój przysmak.
- A zaparzysz nam herbatę? - zapytał zapobiegawczo, zanim oddał lizaka. Wiedział, że Karyu może się nim zająć, zapominając o reszcie świata. - Teraz – zaznaczył.
- Skoro prosisz - spojrzał na niego jak skarcone dziecko i posłusznie poszedł do kuchni.
- Musisz ją jeszcze wypić - przytulił się do jego pleców. - Nie chcę, żebyś się rozchorował.
- Nie zaparzę, jeśli będziesz mnie tak trzymał - opowiedział figlarnie.
Tsukasa pocałował Karyu i posłusznie się odsunął. Usiadł na krześle i obserwował zabiegi Karyu. Tak bardzo się nad tym zamyślił, że przez własną nieuwagę zaczął ssać lizaka.
- Zostaw! To moje! - Karyu celowo uderzył w płaczliwy ton.
Perkusista spadł z krzesła, wystraszywszy się nagłego okrzyku gitarzysty.
- C-co? - zapytał, podnosząc się. - Ahaa... wybacz, jakoś tak odruchowo to zrobiłem. Wiesz, że kiedy się zamyślam, najczęściej to, co mam w ręce, idzie do buzi.
- Oj, wiem, wiem - Karyu spojrzał na niego znacząco.
Tsukasa parsknął śmiechem i oddał gitarzyście lizaka, całując go w policzek.
- Jest tak słodki jak ty - rzekł, przytulając partnera.
- Nie przymilaj się - Karyu szturchnął go lekko łokciem i wpakował cukierek do ust.
Tsukasa zagapił się na znikający w ustach kochanka smakołyk i zdjął z jego szyi szalik. Odchylił lekko kołnierzyk i zaczął całować wrażliwe miejsce Karyu, rozpinając guziki jego koszuli. Pragnął go. Już, teraz i natychmiast chciał go mieć, na stole, na podłodze, na szafce, gdziekolwiek. Pragnął czuć jego skórę na swojej, słyszeć jego jęki i prośby o więcej. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy Karyu wymknął się z jego objęć.
- Twoja herbatka, kochanie, zapomniałeś?
- Wolę ciebie - odpowiedział Tsukasa, tylko na moment zaprzestając całowania szyi kochanka. - Herbata poczeka.
- Nie... - Karyu położył dłonie na jego piersi, jakby chciał go odepchnąć.
Tsukasa już rozpiął koszulę gitarzysty i wsunął pod nią dłoń, obejmując go w pasie, by przyciągnąć go do siebie. Drugą dłonią wyjął z jego ust lizaka i odłożył słodycz na blat, po czym wpił się w usta Karyu. Otarł się biodrami o niego.
- Pragnę cię - wyszeptał . - Chcę cię już... - Tsukasa przesunął obie dłonie na pośladki kochanka.
- Przestań - Karyu zaprotestował słabo. Złapał perkusistę za nadgarstki. - Nie przypominam sobie, żebym ci pozwolił - dodał bardziej zdecydowanie. Odsunął się na bezpieczną odległość i sięgnął do guzików koszuli, żeby zapiąć je z powrotem.
- Przecież wiesz, że i tak będziesz mój – Tsukasa pokonał dzielącą ich odległość w dwóch krokach. Powstrzymał dłonie Karyu i oplótł się nimi w pasie. Patrzył na niego rozognionym wzrokiem. - Przecież ty też tego pragniesz, czuję to – kontynuował wypowiedź zachrypniętym głosem i przecisnął biodra do bioder gitarzysty. - Prowokowałeś mnie cały wieczór, odkąd tylko po ciebie przyszedłem, nie każ mi dłużej czekać – wypowiedziawszy to zdanie, Tsukasa wpił się w usta Karyu, wplatając dłonie w jego włosy. Mężczyzna zaczął się szarpać, ale perkusista w odpowiedzi przycisnął go mocniej do siebie, nie przestając go całować. Gitarzysta wbił zęby w jego wargę.
- Nie gryź mnie – powiedział stanowczo. Oblizał wargę i poczuł metaliczny smak krwi. Uśmiechnął się szyderczo. I, przytrzymując dłonie Karyu, pocałował go delikatnie. - Ty się będziesz jutro z tego tłumaczył. A teraz rozłóż ładnie nóżki i pozwól mi się posiąść.
- Powinienem strzelić ci teraz w pysk - opowiedział gitarzysta, patrząc gniewnie na kochanka. Rozczochrane włosy opadły my twarz, makijaż rozmazał.
- Ale tego nie zrobisz. kochasz mnie. I pragniesz.
- Nie. Bo mnie trzymasz - w głosie Karyu pojawiła się nuta sarkazmu.
- Z miłości – odpowiedział i zgrabnych ruchem podniósł gitarzystę. Ten krzyknął z zaskoczenia i objął mocno Tsukasę za szyję. Perkusista zaśmiał się. - Widzisz? Ty na mnie po prostu lecisz, skarbie.
Sądząc po wyrazie twarzy Karyu, gotów był za chwilę znowu go pogryźć. Tsukasa zaniósł go do sypialni i położył na łóżku.
- Skarbie, przecież wiesz, jak pociągający jesteś, jak na mnie działasz – powiedział, przytulając go. - Zwłaszcza, ze dziś spotykamy się jako para po raz pierwszy od kilku dni. Dziwisz się, że cię pragnę? - perkusista usiadł na biodrach Karyu i zdjął z niego koszulę. Unieruchomił jego dłonie po obu stronach głowy i polizał po szyi, a następnie zrobił mu malinkę. - Kocham cię, wiesz to – tym razem przyssał się do jego sutka.
Karyu wciągnął gwałtownie powietrze. Nie przestawał się szarpać, ale przez to jedynie przylegali do siebie coraz mocniej.
- Przestań - wyjęczał, zaciskając powieki.
- Wiesz, że tego nie zrobię, kochany – perkusista wymruczał mu do ucha, po czym polizał je i poruszył biodrami. Mógł poczuć wybrzuszenie w spodniach kochanka. - Czuję, że tobie się to podoba – Tsukasa poruszał się, stymulując penisa Karyu i po raz kolejny przyssał się do jego szyi. Gitarzysta zagryzł wargi, żeby stłumić jęk. Ciało zdradzało go, zaczął wiercić się i przebierać gwałtownie nogami. W ustach poczuł krew. Karma, pomyślał potem.
- Nie zjadaj siebie, kochanie – Tsukasa zlizał krew z wargi gitarzysty, po czym pocałował go mocno. Wykorzystując chwilę nieuwagi Karyu, perkusista przesunął jego ręce w górę i przykuł je do łóżka kajdankami, które zostały tam po ich ostatniej zabawie.
- Ty...! - zawołał, Karyu, zaskoczony. Szarpnął się, jak gdyby mógł się teraz uwolnić. Tego nie przewidział, gra wymknęła się spod jego kontroli.
Tsukasa roześmiał się i pocałował go w policzek. Widział zaskoczenie Karyu, to podniecało go jeszcze bardziej. Lubił takie nagłe zwroty akcji, które pozwalały mu przejąć kontrolę nad sytuacją, mimo początkowego podporządkowania kochankowi.
- Wiesz przecież, ze ze mną nie wygrasz, dlaczego więc się dziwisz? - zapytał, całując go po brzuchu i rozpinając mu spodnie.
- Nie dotykaj... - jęknął Karyu. W końcu przedstawienie musiało trwać. Ugiął kolana, usiłując obronić się przed perkusisty.
- Nie będę, dopóki nie poprosisz – odpowiedział Tsukasa, zsuwając mu nieco spodnie z bioder, by wyjąć penisa. Okazało się, że gitarzysta nie ma na sobie bielizny. - Ładna z ciebie cnotka, zaśmiał się.
Karyu zacisnął powieki i odwrócił głowę trzymając się roli.
- Nie poproszę!
Wiedział, że za upór i dumę przyjdzie mu zapłacić. Prawdę mówiąc, nie mógł się doczekać.
Tsukasa uśmiechnął się pod nosem i do końca zdjął spodnie Karyu. Położył ręce po obu stronach jego ciała i zaczął pieścić jego tors językiem. Składał pocałunki na każdym skrawku jego skóry. Przyssał się najpierw do jednego, a później do drugiego sutka, drażniąc je. Zrobił mu malinkę dokładnie pośrodku torsu i zajął się skórę na jego brzuchu. Pieścił jego pępek, jego podbrzusze, jednak nie otarł się nawet policzkiem o jego nabrzmiałą męskość. Tsukasa drażnił Karyu, pieszcząc językiem każdy skrawek jego ciała, skrupulatnie jednak omijał najwrażliwszy organ.
Karyu wił się pod wpływem każdego, najlżejszego nawet dotyku. Z coraz większym trudem powstrzymywał jęki rozkoszy. Jednak nie błagał o więcej. To było tak cudownie podniecające, być na łasce Tsukasy, poddawanym najsłodszym torturom.
- Kenji... - szepnął zmysłowo.
- Ależ ja cię słucham, moje ty kochanie – odpowiedział Tsukasa i pocałował Karyu w usta.
Karyu, zły na siebie za tę chwilę słabości rzucił mu wyzywające spojrzenie i zacisnął wymownie wargi, gdy tylko pocałunek się skończył.
Tsukasa pocałował Karyu we wrażliwe miejsce za uchem i odsunął się na koniec łóżka. Usiadł po turecku i wpatrywał się w kochanka. Był podniecony, jednak chciał teraz popatrzeć na gitarzystę, który teraz był zarumieniony, podniecony i całkowicie bezbronny.
- Jesteś piękny, wiesz? - zapytał, świdrując wzrokiem ciało Karyu.
- Wiem, słyszę to przynajmniej trzy razy dziennie - odparł hardo gitarzysta. Ironizowanie nie było zbyt rozsądne, biorąc pod uwagę jego położenie, ale Karyu rzadko bywał rozsądny, zwłaszcza w miłości.
Tsukasa uśmiechnął się i wyciągnął rękę. Samymi opuszkami palców muskał skórę na biodrach kochanka, cały czas intensywnie na niego patrząc. Po kilku chwilach w ten sam sposób dotknął jego penisa. Ciałem Karyu wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Przez zaciśnięte zęby wysyczał jakieś przekleństwo.
- Nie przeklinaj. Takie słownictwo nie pasuje do ciebie - Tsukasa zacisnął gwałtownie dłoń na męskości gitarzysty.
- Ach! Nie pouczaj mnie - odciął się, oddychając coraz szybciej i płycej.
- Nie pouczam - perkusista zaczął powoli poruszać dłonią. - Tylko komentuję, skarbie.
Gitarzysta jęknął głośno, tracąc panowanie nad sobą. Rozchylił gwałtownie ściśnięte do tej pory uda. Tsukasa tylko na to czekał. Wiedział, że odsuwając się od Karyu, a później pieszcząc go delikatnie, przełamie jego opór. Nawet, jeśli był tylko udawany. Gitarzysta był erotomanem, był uzależniony od seksu, uwielbiał go w każdej konfiguracji.
Perkusista sięgnął na szafkę po żel nawilżający. Umościł się wygodnie między nogami Karyu i pocałował go, otwierając tubkę. Nalał nieco żelu na palce i zaczął drażnić wejście gitarzysty. W tym momencie Karyu zapomniał o uporze, dumie i godności. Wzdychał i jęczał, rzucając się na łóżku. Gdyby nie powstrzymywały go kajdanki, z ochotą nabiłby się na palce kochanka.
Tsukasa wsunął w niego dwa palce, patrząc na ekstatyczny wyraz twarzy gitarzysty i sięgnął do zamka swoich spodni. Jedną ręką zsunął je nieco, uwalniając wreszcie swoją męskość. Poczuł prawdziwą ulgę, przez ostatnich kilka chwil odczuwał bolesny ucisk. Pochylił się nad Karyu i pocałował go, przylegając do jego klatki piersiowej. Gitarzysta prawie krzyknął w jego usta. Zacisnął się gwałtownie wokół palców penetrujących jego wnętrze. Doznania spotęgowane długim oczekiwaniem doprowadzały go na skraj szaleństwa. Wygiął ciało w łuk, pragnąc być jak najbliżej kochanka.
- Do jasnej cholery, rozbierz się wreszcie! - wysapał, kiedy ich usta się rozdzieliły.
Tsukasa parsknął śmiechem i wyjął palce z Karyu, co spotkało się z jękiem zawodu. Zdjął z siebie ubrania, a następnie sięgnął po lubrykant. Nasmarował swojego penisa i uniósł biodra Karyu. Wsunął się w niego z jękiem rozkoszy. Zamknął oczy, całkowicie skupiając się na tym doznaniu.
Karyu zacisnął się wokół niego do granic możliwości. Niecierpliwie poruszał biodrami. Objął Tsukasę nogami w pasie, zmuszając go, by wsuwał się w niego jak najgłębiej.
Perkusista posłusznie zaczął się poruszać, wysuwał się prawie całkowicie, by po chwili pchnąć mocno i zdecydowanie, wchodząc w niego do samego końca. Oddychał przy tym ciężko, zaciskał palce na biodrach Karyu. Ogrom przyjemności, jaką oferował mu gitarzysta, był niesamowity. Karyu przyjmował go w siebie za każdym razem odczuwając coraz większą rozkosz. Dostosował się do jego rytmu, cały czas wydając słodkie jęki.
- Pocałuj mnie - powiedział prawie błagalnie.
Perkusista wpił się w usta Karyu, całując go mocno, prawie brutalnie. W ustach poczuł metaliczny smak krwi, ich rany na wargach się otwarły. Poruszał się w gitarzyście szybciej, trafiając w jego prostatę, a dłonią sięgnął do jego penisa, by pieścić go w rytm pchnięć. Ciałem Karyu wstrząsały spazmy rozkoszy. Wił się pod kochankiem coraz gwałtowniej, aż wreszcie zesztywniał cały, krzycząc głośno, gdy osiągnął orgazm. Tsukasa po raz kolejny wpił się w usta gitarzysty, wykonując chaotyczne pchnięcia. Poczuł zaciskające się na nim mięśnie i doszedł, jęcząc prosto w usta Karyu. Przylgnęli do siebie, oddychając ciężko. Gitarzysta musnął wargami spocone czoło kochanka, mrucząc nieskładnie słowa podzięki.
Tsukasa uśmiechnął się i przetoczył się na lewą stronę łóżka. Sięgnął po kluczyk i rozkuł Karyu. Delikatnie chwycił jego otarte nadgarstki i ucałował każdy z nich.
- Głupi – mruknął. - Było tak szarpać?
- To twoja wina - Karyu zatrzepotał rzęsami. - Zmusiłeś mnie do tych wszystkich nieprzyzwoitych rzeczy.
- Oczywiście – Tsukasa położył się koło kochanka i objął go. - Ty mnie wcale nie prowokowałeś przez cały wieczór i absolutnie nie podobał ci się tego finał – mówił, wcierając spermę Karyu w jego skórę.
- Ja cię nie muszę prowokować - odparł gitarzysta z dumą.
- Och, doprawdy? - zapytał perkusista z udawanym zdziwieniem.
Karyu w odpowiedzi jedynie ucałował go w nos i wtulił się w niego, dając do zrozumienia, że ma zamiar spać.
- Wiesz, ta rola cnotki ci wyszła, ale zdecydowanie wolę cię takiego, jakim jesteś teraz. - Tsukasa przytulił do siebie mocniej Karyu.
Leżeli chwilę w swoich objęciach. Po czym...
- Kenjiiii...
- Hmmm?
-Przynieś mi mojego lizaka.
Tsukasa parsknął śmiechem.
- A nie miałeś czasem spać?
- Najpierw chcę lizaka.
- Skoro ja ci nie wystarczam - westchnął Tsukasa cierpiętniczo i wstał. Po chwili przyniósł pożądaną przez kochanka rzecz. - Proszę, Yoshi, twój lizak w pełnej okazałości.
Karyu posłał kochankowi całusa i wsunął przysmak do ust. Rozkoszował się słodyczą, podczas gdy Tsukasa okrył ich kołdrą i przygarnął go do siebie. Ten wieczór nie mógł skończyć się lepiej.