Åšmiertelna herbata
Dodane przez Aquarius dnia Pa¼dziernika 09 2011 01:59:45
Dla Mary



Die wszedł do domu i nadusił włącznik światła, jednak nie dało to efektu. Po omacku Die zdjął kurtkę i buty, po czym poszedł do kuchni po świecę. Kolejną rzeczą, jaką odkrył, było zimno. Cholerne piece z podajnikami, pomyślał, przechodząc do salonu, by napalić w kominku. Człowiek przychodzi do domu, zmęczony po całym dniu ciężkiej pracy i co widzi? Nic nie widzi, bo prądu nie ma, a jak prądu nie ma, to i podajnik w piecu nie działa. Jest cholernie zimno, a tu nie ma się do kogo przytulić, bo ta cholera ma trasę koncertową. Phi. Na szczęście jego słońce wraca jutro. Po trzech tygodniach nieobecności. No nareszcie, płonie ogień, za chwilę będzie cieplej. Die westchnął, umył ręce i wziął z sypialni gruby koc. Nie lubił zimna. Położył się na kanapie przed kominkiem, szczelnie okrył kocem, a kilka chwil później już spał.
Die poczuł zapach perfum Sagi, poczuł go tak, jakby jego ukochany był zaraz przy nim. Nie, to niemożliwe, przecież on wraca dopiero jutro. Die otulił się mocniej kocem, mrucząc coś pod nosem. Ale zaraz! Co jest grane! Koc sam się z niego zsuwa i w dodatku słychać chichot Sagi! Definitywnie jeszcze śpi.
- Die - mężczyzna usłyszał szept przy uchu, jednocześnie poczuł dłoń, głaskającą jego policzek. - Die, kochanie... Obudź się.
Gitarzysta uchylił powiekę i zobaczył przed sobą Sagę.
- Ciebie tu nie ma - powiedział, zaciskając powieki. - Ty wracasz jutro - otworzył oczy, jednak Saga nie zniknął. Uśmiechał się szeroko, a po chwili pocałował mocno Die'a w usta, na koniec gryząc go w wargę.
- Nie śpisz, Die - powiedział stanowczo, zdejmując koszulkę. - I masz nie spać. Ty masz pojęcie, jak człowiek się może stęsknić przez trzy tygodnie? - mówił, rozpinając koszulę kochanka. - Strasznie, ci powiem. Jestem na ciebie napalony, jak jeszcze nigdy - w tym momencie przylgnął do półnagiego ciała gitarzysty, wpijając się w jego usta.
- Czekaj - przerwał Die, będąc zdezorientowanym. - Co ty...? Jak...? Przecież jutro miałeś...?
- Ale jestem dzisiaj - Saga zdjął koszulę z kochanka. - Jestem dzisiaj, bo tęskniłem. Mówiłem ci już - popchnął Die na kanapę i pochylił się nad nim. - Mogę się już do ciebie dobrać? NAPRAWDĘ jestem napalony.
Die w odpowiedzi tylko przyciągnął Sagę do mocnego pocałunku, podnosząc w górę jego koszulkę. Basista oderwał się na chwilę od kochanka, by pozbyć się swoich ubrań i dokończyć rozbieranie Die'a. Przez chwilę wpatrywał się z zachwytem w ciało gitarzysty, po czym wręcz rzucił się na niego. Po raz kolejny przyssał się do jego ust, czyniąc pocałunek bardzo gwałtownym i namiętnym. Dłońmi pieścił skórę na torsie Die'a. Chaotycznie całował go po szyi, po klatce piersiowej, przygryzał i ssał jego sutki. Gitarzysta jęczał gorączkowo, dłonie Sagi były wszędzie, jego usta były wszędzie. Die przesunął dłonią wzdłuż ich ciał, chcąc pieścić penisa kochanka.
- Nie dotykaj mnie -jęknął Saga, unieruchamiając jego dłonie. - Proszę, nie dotykaj mnie teraz...
Mężczyzna gwałtownie zsunął się i nagle Die całkowicie zatonął w cieple i miękkości ust Sagi. Jęknął głośno, czując gwałtowną pieszczotę, tak inną niż dotychczasowe doznania. Jego kochanek jęczał, wywołując dodatkową przyjemność. Kilka chwil późnij Die przyciągnął Sagę do swoich ust i pocałował go mocno.
- Potrzebuję cię - jęknął. - Potrzebuję cię w sobie, teraz!
Saga po omacku sięgnął do swojego plecaka po wazelinę. Die odebrał mu ją i nasmarował jego penisa.
- Taka, teraz, natychmiast, już! - zażądał.
Basista ułożył się między nogami Die'a, uniósł jego biodra i wsunął się w niego, jęcząc głośno. Gitarzysta krzyknął, szarpiąc biodrami spazmatycznie. Saga przytulił go mocno do siebie, po raz kolejny przysysając się do jego szyi i zaczął się w nim poruszać, wpierw powoli, by Die się przyzwyczaił do jego obecności, a później coraz szybciej. Z każdym kolejnym pchnięciem z ust gitarzysty dobywało się głośne westchnienie, aż w końcu jego oddech zmienił się w spazmatyczne jęki. Die wyginał się w łuk, wbijając paznokcie w plecy kochanka. Kiedy Saga trafił w jego prostatę, krzyknął głośno, dochodząc. Gwałtowny skurcz jego mięśni doprowadził Takashiego do orgazmu. Basista osunął się na Die, oddychając głośno i nierówno. Wysunął się z Die i położył obok. Wtulił się w niego mocno, całując, tym razem delikatnie, jego ramię.
- Kocham cię - szeptał. - Tak bardzo cię kocham...
Die uśmiechnął się lekko i pocałował Sagę w głowę.
- Też cię kocham, wariacie. Najbardziej na świecie cię kocham.