Klub 1
Dodane przez Aquarius dnia Czerwca 30 2011 19:29:24
- Witamy w "Zamku".
Mężczyzna spojrzał niepewnie na osobę, która otworzyła drzwi. Miała na sobie elegancki garnitur i spoglądała na niego z lekkim uśmiechem.
- Czy ma Pan zaproszenie?
Gość cofnął się o krok.
- Oh, chyba jednak się pomyliłem... Przepraszam, chyba się zgubiłem...
Nagle w głębi posiadłości, rozległ się trzask i w drzwiach pojawił się wysoki blondyn. Spojrzał z uśmiechem na przybysza.
- Mike! Przyszedłeś! Już się o ciebie martwiłem!
Wyminął stojącego wciąż w drzwiach kamerdynera podchodząc do mężczyzny.
- Nie jestem pewny czy powinienem przychodzić...
Blondyn przerwał mu całując namiętnie i jednocześnie pociągnął go do środka. Przeszli przez próg a drzwi się za nimi zamknęły. Spojrzał na swojego gościa, który opuścił wzrok widocznie się rumieniąc. Pochylił się całując jego szyję.
- Chodź, nie mogę już dłużej czekać.
Chwycił go za rękę i ruszył szybkim krokiem w kierunku schodów. Po drodze zawołał jeszcze za siebie.
- Powiedz szefowi, że jestem zajęty! Biorę pokój 14!

John zamknął drzwi na klucz i odwrócił się w stronę mężczyzny, który stał na środku pokoju rozglądając się niepewnie. Podszedł do komody i zaczął wyciągać z szuflady przedmioty. Mike zrobił w jego stronę krok ale mężczyzna odwrócił się i powiedział twardym tonem.
- Rozbierz się.
Brunet otworzył usta, lecz zaraz zamknął je opuszczając wzrok. Wiedział przecież dobrze po co tu przyszedł. Powoli zaczął rozpinać guziki marynarki. Chciał tylko by chłopak go dotykał. Zakochał się na zabój, gdy tylko go zobaczył. Ostatnio zerwał z nim partner, poszedł wtedy do baru. Chciał się upić, zapomnieć. Rzucił koszulę na ziemię, która upadła na leżące już ubrania. Rozpiął powoli rozporek od spodni, starając się tylko unikać wzroku blondyna. Wtedy go spotkał. Był dla niego miły, mówił jak bardzo mu się podoba, jak jest cudowny. Wtedy tego potrzebował. Zrzucił spodnie i chwycił za bokserki. Dopiero potem dowiedział się, czym się zajmuje. No tak, mógł się domyślić, że ktoś tak cudowny, nigdy by się nim nie zainteresował. Oszukiwał go, żeby zarobić.
John podszedł do mężczyzny, gdy stał już całkiem nagi. Powoli przesunął palcami po jego torsie, patrząc jak brunet zamyka oczy.
- Ręce do tyłu.
Powoli wykonał polecenie i nagle poczuł szerokie kajdany na nadgarstkach.
- John, co ty robisz?
Mężczyzna założył na jego szyję obrożę.
- A czego się spodziewałeś?
Zaczął zapinać na jego piersi jakąś uprząż. Poczuł jak czarne paski ocierały się o jego brzuch i tors.
Szarpnął się lekko, gdy poczuł coś na swoich biodrach. Obce palce zręcznie przesuwały się po jego skórze, niemal w ogóle go nie dotykając.
- Nie jestem pewien...
Zamilkł jednak, bo mężczyzna wsadził mu do ust knebel. Spojrzał przestraszonym wzrokiem na Johna, który stanął przed nim poprawiając wszystkie zapięcia.
- Nie możesz się już wycofać - po chwili dodał z uśmiechem - nie martw się. Nie skrzywdzę cię.
Wyciągnął jeszcze zza pasa materiał, którym obwiązał mężczyźnie oczy. Mike poczuł, że jest ciągnięty za obrożę przed siebie. Po chwili został zmuszony do podniesienia rąk. Usłyszał trzask i zrozumiał, że został do czegoś przywiązany.
Dłuższą chwilę stał nieruchomo. Słyszał jeszcze jakieś odgłosy, ale nic poza tym się nie działo.
Nagle poczuł delikatny dotyk palców na swoim brzuchu. Odsunął się zaskoczony, lecz zaraz został pociągnięty do przodu i poczuł, jak paski boleśnie wbijają mu się w skórę.
Palce kontynuowały zwój taniec na jego skórze. Ocierały się o jego dając przyjemność, lecz zarazem tak niezwykle lekko, że mężczyzna czuł niedosyt. Nagle poczuł pocałunki na swojej szyi. Z jego ust wydał się przytłumiony jęk, gdy mężczyzna zaczął lizać jego ucho.
Mike poczuł jak dłonie zsuwają się w dół po jego talii. Nagle odchylił do tyłu głowę. Boże! Dłonie wsunęły się między jego uda. Jak to możliwe, że zwykła opaska tak wyostrzała zmysły?! Gładził jego skórę delikatnie, powoli, omijając najbardziej rozpalone miejsce a i tak czuł wielką przyjemność. Mężczyzna zaczął ruszać biodrami, pragnąc poczuć więcej, mocniej. Usłyszał koło ucha cichy śmiech i natychmiast przerwał. Niech on już tak go nie męczy i skończy to.
Znowu szarpnął się gdy poczuł palce na swoich pośladkach. Najpierw John delikatnie je ugniatał palcami, by po chwili je rozchylić. Brunet poczuł zimny płyn, którym został polany. Krzyknął i szarpnął się napinając mięśnie, lecz więzy były zbyt mocne. Został pociągnięty mocno za obrożę, która na krótki moment przydusiła go.
- Bolało? To był dopiero pierwszy palec. Jeszcze dużo więcej przed tobą.
Znowu szarpnął się, gdy mężczyzna dołączył kolejny palec. Po chwili zaczął nimi poruszać, rozciągając go coraz bardziej. Drugą rękę położył na jego członku, którą zaczął przesuwać w górę i w dół.
Po pewnym czasie zaczął głębiej oddychać. Ból zaniknął. Znowu mimowolnie poruszał biodrami w rytm ruchów mężczyzny. John dołączał kolejne palce wciąż pieszcząc jego przód. Mocniej, mocniej. Jeszcze tylko chwila...
Nagle wszystko znikło. Poczuł tylko ucisk na członku. Mężczyzna wyciągnął mu z ust knebel i ściągnął przepaskę z oczu. Uśmiechał się. Mike odwrócił się, widząc ten grymas.
John sięgnął do jego dłonie i odpiął go od łańcucha. Pod mężczyzną ugięły się kolana. Spojrzał na swój członek. Już wiedział co powstrzymało erekcję. Gumowa obręcz, nałożona jego jego nabrzmiały penis.
John pociągnął go za obrożę zmuszając by wstał i kierując w stronę łóżka stojącego pod ścianą. Usiadł na jego skraju zmuszając mężczyznę by przed nim klęknął.
- Zajmij się mną.
Mike spojrzał na chłopaka, który wygodnie się rozsiadł patrząc na niego wyczekująco. Opuścił wzrok. Poruszył rękami, które wciąż były skute za jego plecami.
- Możesz mnie rozwiązać?
John uśmiechnął się kręcąc przecząco głową. Brunet dłuższą chwilę trwał nieruchomo nie wiedząc co ma ze sobą robić. Blondyn go nie poganiał, jakby czekał na jego niezdecydowaniem. Wpatrywał się jedynie w jego twarz, która pokryta była wciąż rumieńcami.
Wtem Mike powoli przysunął się w stronę chłopaka. Zębami chwycił jego rozporek i pociągnął. Rozsunął twarzą spodnie, by powiększyć otwór. Zobaczył białe slipki, w których widocznie schowany był nabrzmiały członek. Pochylił się i polizał go przez materiał. Usłyszał nieco rozbawiony głos.
- Pomogę ci.
Ściągnął spodnie i slipki. Mike znów pochylił się nad kroczem chłopaka. Po chwili zaczął pieścić. Ssał mocno jednocześnie czując zapach podniecenia jaki się wydobywał od mężczyzny. Spróbował go wziąć go do ust, lecz penis był za duży.
Nagle chłopak nacisnął jego członek butem. Mike jęknął z bólu próbując się cofnąć, lecz John chwycił go za włosy i przyciągnął w kierunku swojego brzucha. Przytrzymał go tak długo, że mężczyźnie zabrakło powietrza. Gdy wreszcie go puścił upadł na ziemię dysząc ciężko.
John wstał z uśmiechem przyglądając się leżącemu. Pochylił się nad nim i pocałował jego tors. Polizał delikatnie sutki kręcąc wokół nich językiem kółka. Mike sapnął wyginając się do tyłu.
- Wejdź we mnie...
- Jeszcze nie.
Zszedł niżej całując brzuch. Powoli zaczął odpinać paski i ściągać uprząż z jego ciała. Pogładził zaczerwienione miejsca i złożył na nich delikatnie pocałunki. Zachowywał się tak, jakby ciało Mika stało się skarbem. Nagle przestał i przysunął się wznów wyżej patrząc na mężczyznę. Pochylił się po chwili i pocałował go delikatnie w policzek.
- Jesteś piękny. - szepnął


***



- Chciałem cię przeprosić za mojego pracownika. Nie wiem dlaczego się tak zachował. Rozumiem, że myślał pan, że to zwykły dom uciech?
Mężczyzna odwrócił się w jego stronę. Wyciągnął z szuflady plik do wypisywania czeków.
- Mam nadzieję, że ta rekompensata jakoś panu to wynagrodzi. Ufam, że nie skrzywdził Pana zbytnio?
- Proszę się nie przejmować. Był naprawdę delikatny.
Na twarz szefa Zamku zagościł wyraz głębokiego zdumienia. Po chwili Mike dodał jeszcze spoglądając nieobecnym wzrokiem w okno - I chyba nie powinienem tu już wracać.
Szef wstał i ukłonił się lekko.
- Mógłby pan na mnie zaczekać? Zaraz wrócę.

Wstał i wyszedł z pomieszczenia. Obok drzwi stał John opierając się o ścianę. Wyglądał na naburmuszonego. Szef podszedł bliżej spoglądając na niego surowo.
- Dlaczego to zrobiłeś?
Blondyn wydął wargi.
- Nie twoja sprawa.
Mężczyzna przechylił nieco głowę zaplatając rękę na piersi.
- Słyszałeś, że byłeś "delikatny".
Chłopak spuścił wzrok zagryzając wargę.
- Skoro ci na nim zależy, powinieneś dać mu znać. Facet myśli, że się nim bawisz.
John spojrzał na niego ze złością.
- A ty co? Umiesz czytać w myślach?
Mężczyzna uśmiechnął się.
- Tak. Inaczej nie pracowałbym tutaj.
Zrobił jeszcze jeden krok pochylając się nad chłopakiem. Ich twarze dzieliło teraz tylko parę centymetrów. W oczach mężczyzny pojawił się podejrzany błysk.
- Może to i lepiej - szepnął.
- Co masz na myśli?
Szef położył dłoń na piersi chłopaka.
- Zawsze miałem ochotę cię wyszkolić. Patrzeć jak prosić mnie o łaskę, jak błagasz...
- Nigdy! Nie pozwolę ci się dotknąć!
Mężczyzna uśmiechnął się szerzej widząc wściekłość na twarzy Johna.
- Nie masz na to wpływu, młody. Masz robić co zechcę.
Chłopak pchnął go mocno, próbując odejść, lecz szef przygwoździł go z powrotem do ściany. Być może tak nie wyglądał, lecz był piekielnie silny. Przesunął powoli palcem w kierunku jego krocza.
- Ale mam lepszy sposób na twoje szkolenie.