The unanswered questions
Dodane przez Aquarius dnia Lipiec 06 2011 20:23:43
Zaispirowane utworem Charles'a Ivesa o tymże samym tytule oraz dogłębnym pragnieniem, żeby coś u Clampa się w końcu dobrze skończyło. : )


Tysiąc pytań i brak odpowiedzi. Spoglądał w białą ścianę jakby w nadziei, iż zacznie z nim rozmawiać. Ona jednak uparcie milczała, a jemu pozostawały suche łzy, płynące nie po twarzy, a po duszy. Mimochodem spojrzał na jedyny kolorowy element w pustym pokoju - lekko wyblakłe zdjęcie, przedstawiające trzy uśmiechnięte osoby. Poczuł ukłucie w sercu. Jak bardzo chciałby przeżyć ten dzień jeszcze raz.

Sumeragi Hokuto była osobą nieznoszącą sprzeciwu. Każdy, kto nie zgodził się z jej decyzją, mógł spodziewać się w niedalekiej przyszłości ataku na swoją osobę, najpewniej dokonanego za pomocą patelni lub też innego przyrządu kuchennego. Dlatego też tego dnia Sumeragi Subaru - trzynasty władca klanu Sumeragich, od pokoleń chroniących Japonię przed złymi mocami - nie odważył się odmówić propozycji spaceru do parku. Co prawda był zmęczony, miał pracę i chciał jeszcze poczytać co nie co o zwierzętach w encyklopedii, jednak bojowe zawołanie Hokuto, obwieszczające, że idą się przejść, było jednoznaczne i kategoryczne. Z resztą, dzień był piękny - słońce świeciło, delikatnie muskając twarz lekkimi promieniami, a subtelny wiatr i cień rzucany przez potężne drzewa wiśni sprawiały, że nie było gorąco, a przyjemnie ciepło. Właśnie mijali najpotężniejszą sakurę w parku i Subaru chcąc nie chcąc przystanął. Spojrzał na jej różowe kwiaty. Mętne wspomnienie z przeszłości wróciło z zaskakującą siłą. Czy to się wydarzyło naprawdę, czy to był tylko sen?
- Subaru... Subaru?! - Hokuto potrząsnęła nim z taką mocą, że w pierwszej chwili był pewien, że to trzęsienie ziemi.
- Coś się stało? - zapytał przestraszony.
- Tak - odparła jego siostra śmiertelnie poważnie. Nieco przestraszony tonem jej głosu próbował dociec, czy żartuje - Patrz, kto idzie! - dodała ucieszona. W ich stronę kierował się wysoki, umięśniony mężczyzna o czarnych włosach, dobrotliwym uśmiechu i tajemniczych oczach skrytych za szkłami okularów.
- Seishiro- san - rzekł ucieszony Subaru. Nawał pracy sprawił, że w ostatnim tygodniu nie miał kiedy spotkać się z przystojnym weterynarzem. Brakowało mu jego towarzystwa, choć wtedy jeszcze nie do końca rozumiał czemu.
- Sei- chan - Hokuto, jak to miała w zwyczaju rzuciła się z uściskami na Sakurazukę - Mam nadzieję, że Subaru nie będzie zazdrosny, prawda? - zapytała odklejając się od mężczyzny - W końcu to Twój chłopaak!
- Hokuto- chan... - bąknął Subaru rumieniąc się.
- Nie wstydź się tak, Subaru- kun... - Seishiro spojrzał prosto w niebiesko- zielone oczy młodego Sumeragiego - ...tej naszej miłości - zakończył z szerokim uśmiechem.
Czy już wtedy to wszystko planował?
- Hej, hej! - Hokuto zaczęła zawzięcie grzebać w przepastnej torebce - Zróbmy sobie zdjęcie, proszę, proszę! - zaczęła piszczeć, wyciągając podręczny aparat.
- Świetny pomysł - zgodził się Seishiro.
- To może ja wam zrobię...
- Subaru, nie bądź taki... zaraz... - Hokuto rozejrzała sie i podbiegła do jakiegoś starszego mężczyzny spacerującego po parku z psem - Proszę pana! - krzyknęła, a staruszek omal nie dostał zawału.
- Czasami mi jest za nią trochę wstyd... - bąknął Subaru, starając się nie patrzeć na to, jak jego siostra terroryzuje przypadkowych przechodniów.
- Bez przesady, Subaru- kun - odparł Sakurazuka, bezpretensjonalnie obejmując chłopca ramieniem - Przynajmniej nie ma problemu w kontaktach międzyludzkich - dodał, przyciągając Subaru nieco bardziej do siebie. Sumeragi zarumienił się. Czemu zawsze w takich sytuacjach musiał przybierać kolor dojrzałej wiśni?
- Nie ruszajcie się! - krzyknęła Hokuto podbiegając do nich z aparatem i jakąś młodą, wyglądającą na nieco przerażoną dziewczyną - Wyglądacie tak słodko - zapiszczała, robiąc im kilka zdjęć. Subaru poczuł, że zaraz zapadnie się pod ziemię, Seishiro jednak chętnie pozował.
- To teraz ze mną! - pisnęła Hokuto - Tutaj pani naciśnie - rzuciła tylko do młodej dziewczyny, która przyglądała im się dziwnie. Rodzeństwo stanęło z przodu, a sporo od nich wyższy Seishiro za nimi.
- Mufinek z czekoladą! - wykrzyknęła Hokuto śmiejąc się przy tym głośno.
- Chyba znowu zgłodniałaś - skomentował to Seishiro - Tylko uważaj, bo przytyjesz i nikt Cię nie będzie chciał - dodał śmiertelnie poważnie.
- Co, przytyłam?! - rozhisteryzowana zaczęła się oglądać z każdej strony.
- Nie, Hokuto- chan, nie przytyłaś - wtrącił Subaru - Nadal jesteś śliczna i szczupła - dodał, uśmiechając się szeroko.
- Ale nie tak śliczna jak mój filigranowy Subaru - rzucił Sakurazuka, obejmując chłopca - Chodźmy coś zjeść... Może pączki? - zaproponował śmiejąc się. Zgodnie poszli do jednej z ich ulubionych kawiarni.

Gdzie były te zdjęcia z Seishiro- san? Czyżby celowo zostawił je w starym mieszkaniu, gdy się przeprowadzał? Ta fotografia, na którą patrzył z taką czułością była jedyną pamiątką po tym człowieku. Tak bardzo żałował, że chwilowa słabość, nienawiść do niego, po tym jak zabił Hokuto sprawiły, że zapomniał o tych dobrych chwilach. Przecież musiał mieć w tym jakiś głębszy plan... Nie mógł być do końca zły...
Zawsze spokojny i opanowany Subaru, za pośrednictwem Seishiro niejednokrotnie tracił nad sobą panowanie. Ostatnio na moście, wcześniej po śmierci Hokuto, ale i wtedy, gdy Seishiro poświęcił część siebie, żeby go ocalić. Dlaczego to zrobił? Chciał go sam zabić, to było oczywiste, ale dlaczego oddał swoje oko, skoro spokojnie mógł zareagować w inny sposób?

Pamiętał, jakby to było wczoraj. Ucisk w żołądku, pieczenie w gardle, strach paraliżujący nogi. I to wszystko dlatego, że obawiał się, że Seishiro go znienawidzi. Drżącą ręką zastukał do drzwi.
- Proszę! - Usłyszał ciepły głos. W pierwszym odruchu chciał uciec, jednak coś kazało mu nacisnąć na klamkę i wejść.
- Subaru- kun! - Czyżby się... cieszył? Prawdziwie i szczerze...?
- Seishiro- san... - wydukał - Seishiro- san...
- Subaru- kun, coś się stało? - zapytał autentycznie zaniepokojony Sakurazuka. Po gładkich policzkach Sumeragiego zaczęły płynąć łzy - Subaru- kun, coś się stało? - ponowił pytanie Seishiro, dużo bardziej stanowczo. Nie uzyskawszy odpowiedzi dotknął dłonią wilgotnego policzka Subaru - Nie płacz, proszę...
- Przepraszam - wydukał w końcu Subaru, krztusząc się łzami - Przepraszam... - nogi się pod nim załamały. Klęczał przy łóżku Sakurazuki histerycznie łkając.
- Subaru- kun - w głosie Seishiro było szczere zdumienie - Nie masz mnie za co przepraszać...
- Ale przeze mnie straciłeś oko... Seishiro- san, ja tak bardzo przepraszam... tak strasznie, strasznie mocno...
- Subaru- kun - ton głosu mężczyzny był wiele twardszy. Chwycił Subaru za brodę i podniósł jego twarz, tak, by mogli spojrzeć sobie w oczy - To był mój wybór, rozumiesz? Nie ma tutaj Twojej winy. W żadnym calu.
- Ale Seishiro- san...
- Ty też byś to dla mnie zrobił - wyszeptał Sakurazuka.

Spojrzał w sufit. Zrobiłby to samo? Jego dłoń mimochodem powędrowała to prawego, niewidzącego oka. Wstał i sięgnął po płaszcz. Musiał już wychodzić. Zupełnie nie miał na to ochoty, ale czuł, że mimo wszystko musi.
Dzień był pochmurny i deszczowy. Cienka tkanina, z jakiej uszyty był płaszcz zupełnie go nie ogrzewała. Znając swoje szczęście wiedział, że pewnie przemarznie i dostanie jakiegoś zapalenia płuc, czy innej grypy, jednak od dawna się tym nie przejmował. Czy będzie żyć, czy umrze? Jakie to miało znaczenie?
Zapalił papierosa i wolnym krokiem skierował się w stronę pobliskiego cmentarza. Wielkie krople deszczu spływały mu po włosach i po twarzy, nadając mu dość smętny wygląd. Jedynie tlącą się końcówkę papierosa zasłaniał wolną dłonią. Uroczystość dobiegała już końca. Było na niej niewiele osób, tylko puste twarze zakryte udawanym żalem. Czemu tu przyszedł? Spojrzał w niebo. Zaczęło się nieznacznie przejaśniać.
- Hokuto- chan... - szepnął tylko. Jedyny pomost pozwalający mu czasami jeszcze widywać siostrę, czy raczej, jej pośmiertne widmo, zmarł kilka dni wcześniej. Wiedział to ze snu, w którym widział ich razem, szczęśliwych, nad morzem.
Tylko raz rozmawiał z tym Snywidzącym. Jeszcze przed zakończeniem tej niepotrzebnej masakry. Chociaż, to raczej był jego monolog, niż dialog. Subaru pomyślał wtedy, że ten człowiek obdarzony niezwykłymi umiejętnościami, zdawałoby się stworzony do wyższych celów, jest niezwykle do niego podobny. Zamknięty w ramach własnego talentu, opisany jedynie przez swoją doskonałość, a zarazem szaleńczo samotny, gdyż to wszystko nic nie dało. Nie mogło zmienić przeznaczenia.
Ludzie zaczęli się rozchodzić. Subaru zapalił kolejnego papierosa, oczekując aż wszyscy się rozejdą. Gdy tłum zniknął za bramą podszedł do grobu. Leżał na nim pojedynczy, biały kwiat, nic więcej. Na prostej tablicy wyryte było jedynie imię i nazwisko: Kuzuki Kakyou. Nigdy nie zapytał Hokuto, z kim chodzi na te randki. Na dobrą sprawę sądził, że umawia się codziennie z innym. Nigdy nie przypuszczał, że wdała się w tak dziwną i tak gorącą relację.
- To ty jesteś bratem tej, którą pokochał? - Subaru usłyszał za sobą damski głos. Odwrócił się. Skryta w cieniu czarnego parasola, stała tam starsza kobieta o dobrotliwym uśmiechu.
- Tak... - odparł niepewnie Sumeragi, odpalając kolejnego papierosa.
- Zmokniesz, chłopcze - rzekła zbliżając się i również jego skrywając przed deszczem pod parasolem - Wspominał mi o tobie - powiedziała - Niedawno, kiedy to wszystko się już skończyło... Był już za słaby, by kontaktować się z kimkolwiek innym, niż ja. Prosił, bym Ci coś przekazała... Coś, co wiedziałam tylko ja i powiedziałam mu o tym... Uznał, że musisz to wiedzieć.
- Czy oni są teraz razem szczęśliwi? - niespodziewanie przerwał jej Subaru. Jakieś dziwne informacje, kolejne intrygi - to go nie obchodziło. Musiał wiedzieć.
- Sądzę, że tak - odparła zaskoczona kobieta.
- Więc czy dwoje kochających się ludzi, może być szczęśliwych razem tylko kiedy oboje zginą? - zapytał. Kobieta spojrzała na niego.
- Ona... oni... chcę tylko... żebyś wiedział, że Sakurazukamori może być zabity tylko przez tę jedną jedyną osobę, jaka go pokochała... jaką on pokochał - wyrzuciła z siebie kobieta - Wybacz, muszę iść - dodała odwracając się.
Subaru został sam. Jeszcze przez chwilę patrzył zdumiony na kobietę. Kim była, skąd mogła wiedzieć takie rzeczy?
Do domu wracał sztywnym krokiem. Na pogrzeb szedł tylko po to, by pożegnać tę jedyną osobę, jaka zdawała się go rozumieć, jednak starsza kobieta zmieniła wszystko. Czy to możliwe, że słowa wypowiedziane w chwili śmierci są szczere?
Jeszcze godzinę wcześniej chciał umrzeć. Pozostawiony sam sobie, bez bliskich, przyjaciół, wypełniwszy swoją misję jako Smok Nieba, gotów był odebrać sobie życie, ale czy to by miało sens? Zdeterminowany wszedł do mieszkania. Myślał już o tym wcześniej, teraz jednak był pewien swojej decyzji. Mimo wszelkiego ryzyka... musiał wiedzieć.

Ubrany w rytualny strój miotał się po pokoju rozrysowując na podłodze skomplikowane ideogramy. Wiedział, że robi źle, wiedział, że jego moc nie może być wykorzystywana w tak egoistycznych celach, ale musiał to zrobić. Setki razy słyszał od babki, że nie wolno przywoływać duchów, które odeszły w pokoju i, że nie można tego robić dla własnych celów. Pewnie gdyby ta starsza kobieta dowiedziała się, że zamierza ściągnąć ponownie do świata żywych Sakurazukę nieźle złoiłaby mu tyłek. Uśmiechnął się sam do siebie, siadając w środku rytualnego kręgu. Po dwudziestu sześciu latach posłuszeństwa miał prawo się zbuntować.
Zaklęcia zaczął wypowiadać powoli i bardzo dokładnie, jednak wraz z przyspieszonym biciem serca one również przyspieszyły. A jeśli to wszystko nieprawda? Jeśli to wszystko było częścią misternego planu kogoś, kto morderstwo miał we krwi? Jeśli dusza tego człowieka jest tak zepsuta, że tylko czeka aż ktoś ją przywoła, aby dalej siać śmierć? Subaru zacisnął powieki.
- Nie dbam o to - szepnął między zaklęciami - Słyszysz, Seishiro- san? Nie dbam o to! - nagle zrobiło się zupełnie cicho. Zamilkł deszcz za oknem, zamilkły ptaki, szum drzewa, głuchy odgłos elektryczności, tak typowy dla wielkiego miasta. Wszystko zniknęło.
- Subaru- kun... - delikatne muśnięcie, jakie poczuł na policzku paliło. Nie odważył się jednak otworzyć oczu.
- Muszę wiedzieć - powiedział stanowczo - Czy to prawda, czy dlatego mimo wszystko chciałeś, żebym to ja Cię zabił?
- Subaru- kun...
- Odpowiedz! - krzyknął otwierając oczy.
Wszystko było prawdziwe aż do bólu. Most, na którym stali, gorąca krew spływająca po jego ręce i Seishiro- san, wraz z jego ciepłym uśmiechem.
- To wszystko dlatego... - wydukał ostatkiem sił - Że jesteś taki miły - spojrzał mu w oczy - Subaru- kun ja... - nogi zaczęły się pod nim załamywać - Cię...
- Nie! - krzyknął Sumeragi - To nie jest odpowiedź! Seishiro- san... Sei... - nagle znalazł się w zupełnie innym miejscu. Leżał pod drzewem sakury, pośród milionów różowych płatków. Tuż obok niego na wyciągnięcie ręki leżał Seishiro Sakurazuka.
- Chciałbym Ci to powtarzać codziennie, po milion razy - powiedział, uśmiechając się.
- Jesteś moim marzeniem, czy...
- Skąd pomysł, że jestem twoim marzeniem? Przecież jesteś najlepszym medium w kraju... Jestem prawdziwy, tylko trochę... mniej żywy. Przecież nie pierwszy raz rozmawiasz z duchem...
- Więc...
- Subaru- kun - Sakurazuka dotknął jego policzka. Ciepło jego dłoni, gładkość opuszków palców - wszystko było tak realne, jakby się działo naprawdę - Żyj dalej... ja... przepraszam - dodał, odwracając wzrok - Twoje serce było białe niczym śnieg... tak bardzo odmienne od mojego. Coraz lepiej Cię poznając zatęskniłem za tym... za normalnością. Subaru- kun... Jesteś taki uroczy - dodał - Życie ze mną... tak wiem, co było Twoim życzeniem... to było niemożliwe... tylko byś cierpiał...
- Nieprawda - wtrącił Subaru - Ty wcale nie jesteś taki zły - dodał chwytając w dłonie twarz swego rozmówcy - Seishiro- san... ja...
- Wiem - przerwał mu Sakurazuka.
- Wiesz? - zdziwił się Sumeragi - Jak...
- Wiem. Po prostu - odparł Seishiro - Subaru- kun... - to była chwila. Ich ciała zbliżyły się do siebie. Na ułamek sekundy, dosłownie na mrugnięcie oka ich usta się zetknęły. Subaru zamknął oczy, a gdy je otworzył leżał na podłodze swego mieszkania. Twarz miał mokrą od łez i zaplątał się nieco w rytualne szaty. Za uchem poczuł ciepły oddech. Do jego nozdrzy docierała niknąca woń sakury.
- Żegnaj... póki co - usłyszał tylko.
- Seishiro- san...

Siedzę w ogrodzie patrząc jak mój wnuk z zapałem sadzi kwiaty. Sumeragi Subaru, lat dwadzieścia sześć. Trzynasty władca rodu Sumeragich strzegących Japonii przed złymi mocami. Formalnie także, szesnasty Sakurazukamori - kwitnąca gwiazda, rytualny morderca. Ten chłopiec wiele przeszedł w życiu, ale... Idzie w moją stronę. W rękach niesie bukiet śnieżno- białych kwiatów.
- Piękne, prawda? - mówi do mnie.
- Piękne - przytakuję mu.
- Pojadę do Tokyo i złożę je na grobie... część będzie dla Hokuto i jej ukochanego, część Sei - dodaje.
- W porządku, tylko pamiętaj, że masz jeszcze pracę...
- Pamiętam przecież, babciu - odpowiada mi radośnie.
Po raz pierwszy od dziewięciu lat na jego twarzy gości uśmiech.