Forever 1
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 06 2011 14:13:27
Nie wiem, to jakaś naprawde chora mania _-_' Od zetknięcia się z mangą myślę tylko o Furubie-_-' Ja po prostu MUSZĘ coś napisać albo nie wiem co zrobię ^^' Tya....Setcian, cierp za grzechyXD dawanie mi tego było... a zresztąXD Aha, ten part powstał dość dawno, więc bądźćcie wyrozumiali^^

primea(primea@go2.pl)



***

Yuki, Kyo i Tohru wracali razem ze szkoły. Dziewczyna cały czas opowiadała o rozmowie z Uo i Haną, ale obaj Souma jej nie słuchali. Zdawali się być pogrążeni we własnym świecie. Yuki miał spuszczoną głowę i przymknięte oczy. Od czasu do czasu starał się potakiwać, by sprawiać wrażenie uważnego słuchacza. Ale to były tylko pozory. Natomiast Kyo jawnie prezentował, że nic go nie obchodzi wywód Tohru i szedł kilka kroków przed resztą. Cała ta sytuacja była spowodowana przez jeden, mały, głupi drobiazg. Tohru oświadczyła im zaraz po wyjściu ze szkoły, że na tegoroczny bal na zakończenie roku idzie z 'jakimś Keitaro', o którym ani Yuki, ani Kyo nigdy nie słyszeli. I obecnie nie można było powiedzieć by ta świadomość nastrajała ich optymistycznie. Wręcz przeciwnie. W końcu Tohru spostrzegła, że zupełnie nikt jej nie słucha. Zrezygnowana postanowiła znaleźć jakieś wyjście z trudnej sytuacji.
-Hej, a może pójdziecie z Uo-chan i Haną-chan?
Kyo i Yuki spojrzeli na nią wymownie. Wszystko było jasne.
-Z nimi? Dzięki, wolę zostać w domu!-beznamiętnym tonem rzucił Kyo.
-Wybacz Tohru-san, ale ja również nie sądzę, by był to dobry pomysł.
-Umm......-Tohru była bliska płaczu.
Kyo i Yuki zerknęli na nią i jękneli.
-No...może na chwilę przyjdę.-Yuki starał się ratować miasto przed powodzią łez.
-Ja...ja chyba też....-Kyo niezdarnie mu w tym pomagał.
-DZIĘKUJĘ!! JESTEM TAKA SZCZĘŚLIWA!!
Tohru rzuciła się z rozpędu obu chłopcom na szyję. Dobrze, że wokół nikogo nie było.
-Ups...wybaczcie....
Kot i mysz trzymane przez Tohru wprost emanowały przybiciem totalnym.

***

To już dzisiaj był TEN dzień. Dzień balu kończącego rok szkolny. Tohru dawno już była na miejscu, gdyż 'jakiś Keitaro' po nią przyjechał. A Yuki niechętnie szedł po Hanajimę. Uotani uparła się na Kyo i nie miał wyboru. Zresztą, i tak od początku uprzedzał, że po pierwszej godzinie wraca do domu. Wszedł na salę prowadząc Hanę pod rękę. Wszyscy już byli na miejscu. Nawet Kyo i Uo. Z tym, że Kyo siedział w kącie i pił lemoniadę a Uo tańczyła samotnie. Niemniej wkrótce dołączyła do niej Hana zostawiając Księcia samego. I nie był to zbyt dobry pomysł, gdyż natychmiast otoczył go wianuszek fanek. Yuki silił się na uprzejmości i słodkie uśmiechy. Kyo prychnął widząc to.
-Też mi coś...wdzięczy się do nich jakby niewiadomo co. Idiota. A chociaż jakieś 'cześć' rzucić zamiast od razu do dziewczyn lecieć już nie łaska... Głupi szczur.
-Hmmm....czyżby ktoś tu był zazdrosny o mojego brata?
-A...AYAME?!!
Kyo podszkoczył na krześle. Tuż obok niego stał Ayame. Jak zwykle miał na sobie któryś ze swoich kostiumów i szeroko się uśmiechał. Yuki jeszcze go nie zauważył.
-Co, Kyo-chan? Jak to jest?
-NIE NAZYWAJ MNIE TAK!!!
-Spokojnie, bo się ludzie na ciebie patrzą dziwnie, hehehehe...
-Jasne....i kto to mówi...a właściwie to niby co tu robisz?!
-Ja? Aaa...przyjechałem odwiedzić brata, ale Shigure powiedział, że jest tutaj. No to przyszedłem.
-Ta, już ci wierzę.
-Wątpisz w moje słowa, Kyo-chan?
-NIE JESTEM KYO-CHAN!!
Ludzie wokół odwrócili się zdziwieni w stronę rudzielca.
-Oh, nie denerwuj się. Ciekawe gdzie jest Tohru-chan, bo przecież gdzieś tu jest, prawda?
-Nie wiem, postanowiła przyjść z 'jakimś Keitaro'...
-Oh, zostawiła ciebie i Yukiego na lodzie? Niemożliwe...-Ayame tragizował- A może...
-...Ayame?-szarowłosy chłopak wszedł bratu w pół słowa.
-O, Yuki! Miło cię widzieć!
Yuki zauważył brata, więc natychmiast podszedł do niego i Kyo. Po krótkim przywitaniu w stylu "Po co cię tu?!" Ayame zaproponował szczurkowi, by się dosiadł. Co ten z pewną niechęcią zrobił.
-Więc, nim tu przyszedłeś rozmawiałem sobie z Kyo-chanem...
-COŚ CI JUŻ NA TEN TEMAT MÓWIŁEM!!!
-...z Kyo -poprawił się Ayame- o tych wszystkich dziewczynach, które cię otaczają. Cóż, popularnośc i urodę odziedziczyłeś po mnie, więc to nic dziwnego. Ale jak mogłeś tak zostawić Kyo? Biedak siedzi tu sam, nawet zazdrosny się o ciebie zrobił...-biadolił sobie spokojnie Ayame nie dostrzegając coraz większej irytacji na twarzy rudzielca.
-NIE PLEĆ GŁUPOT!!! TWÓJ ZAKICHANY BRAT NIE JEST MI DO SZCZĘŚCIA WCALE POTRZEBNY!!!
Kyo krzyknął Ayame w twarz i w ciągu kilku sekund ulotnił sie pobliskim oknem pozostawiając osłupiałego Yukiego i urażonego Ayame a także przestraszonych jak po wybuchu bomby ludzi w pobliżu. No cóż, hałasem dorównał bombie.
-Co za tupet, tak mi przerywać....do tego kłamie w żywe oczy....hmpf....
-Ayame, chyba musisz mi coś wyjaśnić, nie sądzisz?
-Eh? Co takiego? Przecież wszystko się zgadza.
-.....................
-Ah, no dobra. Shigure mi nakablował co nieco no to postanowiłem ci trochę pomóc. Chyba się nie gniewasz, co?
Uśmiech na twarzy Ayame był rozbrajający. Za to wściekłość na twarzy Yukiego zdawała się osiągać poziom przewyższający jakiekolwiek jej napady u Kyo, co jest sporym wyczynem.
-ODCZEP SIĘ OD MOICH SPRAW!!!
Kilka osób w pobliżu zatkało uszy.
-No nie, drugi będzie się na mnie wydzierał. Snif...świat jest zbyt okrutny dla tak delikatnych istot jak ja...snif...
Yuki spojrzał lodowatym wzrokiem na brata. Ten tylko przywołał na twarz swój firmowy uśmiech i wzruszył ramionami.
-No co? To Shigure się wygadał, ja tylko pomagam.
Yuki z miną mordercy wyszedł z budynku szkoły. Skierował się w stronę domu kuzyna. Zadziwiające, jak człowiek może się szybko przemieszczać, kiedy się postara. Właśnie zdejmował buty, gdy usłyszał fragment rozmowy Shigure i Kyo...
-I powiedział, że niby byłem zazdrosny!!!
-A nie byłeś?
-NIE!!!
-Na pewno?
-TAK!!
-Hm?
-Dobra, trochę byłem!! I co z tego?!
-Może powinniście porozmawiać na ten temat? Wiesz, ja tam nie mam pojęcia, o co chodziło Ayame, ale....
-Hej.
Yuki spokojnie wszedł do pokoju udając, że wcale nie jest wściekły i nic ani nikt go nie obchodzi. Shigure jak zawsze siedział w kimonie i próbował pisać dalej swoją kolejną książkę, w czym zdaje się przeszkodził mu Kyo. Rudzielec siedział obok niego i był wyraźnie poirytywany. Na widok Yukiego natomiast zdawał się wręcz kipieć.
-Co powiedziałeś Ayame?
Yuki spytał Shigure prosto z mostu. Stał nad nim jak kat nad grzeszną duszą i miał dość chłodny wyraz twarzy. Widać było, że nie przyjmie teraz ani jednej próby ominięcia tematu. Nie okazywanie gniewu a nie wyżywanie się psychicznie lodowato zminymi minami to nie to samo w końcu...
-Em...no cóż....bo on dzisiaj tu przyjechał i pytał co tam u ciebie i Kyo, i Tohru....no to mu opowiedziałem, i on sobie poszedł na ten bal.
-CO mu opowiedziałeś?
-No, co się dzieje w szkole, takie tam normalne sprawy. Hehehe....
-Shigure.
Yuki zabijał wzrokiem.
-Usiądź, odsapnij, uspokój się heheheh...
-SHIGURE!!
Yuki nie zwracał uwagi na obecność Kyo. Po prostu miał zamiar wydrzeć się na kuzyna i to właśnie robił.
-Dobrze, już mówię. No to opowiedziałem mu prawie wszystko, co mi kilka tygodni temu powiedziałeś plus moje obserwacje.
-Argh.....
Yuki załamał się. Oklapł na podłogę i oparł głowę na kolanie.
-Shigure, ty debilu...wiesz, co on teraz zamierza robić?!
-No....chyba wymyślił sobie, że...
-...że spełnię marzenie mojego braciszka!
Ayame stał w wejściu uśmiechając się radośnie.
-Nic już z tego nie rozumiem....-Kyo poczuł się zagubiony w tym mętliku wiadomości.
-Oh, Kyo-cha...-Ayame dostrzegł minę kotka i nie skończył słowa-Kyo, wszystko ci wytłumaczy Yuki, ale nie teraz.
-TEN ZBABIAŁY SZCZUR?! No to obejdę się, łaski bzy!!! Ja się stąd zmywam!
Kyo wstał i chciał wyjść, kiedy w drzwiach stanęła...
-Ka...KAGURA!!!! KYAAAAAAAAAA!!!!!!
-Kyo.....mój kochany Kyo, tak dawno cię nie widziałam....Chodź tu do mnie, niech cię uściskam chociaż!!
-KYAAAAAA!!!
Yuki zerknął tylko na uciekającego Kyo i goniącą go dziewczynę. Potem spojrzał na Shigure i Ayame...zaraz...przecież Ayame dopiero co był tam...a teraz już z Shigure wyznawali sobie po raz szesnasty dzisiaj miłość...tak przynajmniej wynikało z ich słów.
-Ekhem...
-Oh, Yuki, no cóż...
-Bo ja naprawdę chcę ci pomóc...a Kagura...no sam wiesz, jaka ona jest...
-Ayame... NIE MIESZAJ SIĘ DO TEGO!!!
-Ale przecież sam mówiłeś mi, że...
Shigure starał sie ratować Ayame przed gniewem nastolatka.
-Sam sobie poradzę!
Yuki wyszedł jak burza do swojego ogródka. Tam przynajmniej będzie miał troche spokoju, by obmyślić plan działania. A wymagał on bardzo dokładnego opracowania. Bardzo. By wszystko było dopięte na ostatni guzik...

***